22 Grudnia 2015

Terroryzm
DSC1066.jpg
autor: Olga Wasilewska

Wieczny odpoczynek z eksmisją

  • DSC0007.JPG
  • DSC0025.JPG
  • DSC0039.JPG

Piękne położenie, dogodna lokalizacja, doskonałe sąsiedztwo- wbrew pozorom, to nie oferta jednego z deweloperów. Każdy, kto dysponuje odpowiednio wysoką kwotą, może zapewnić sobie, że po śmierci, szczątki jego i jego bliskich, spoczną wśród kwater znanych i lubianych zmarłych, na jednej z zamkniętych dla nowych pochówków, historycznych nekropoli.

 

„Ostrzegam wszystkich... Nie otwieraj, nie odsłaniaj, nie przenoś mnie...”- kazali kuć na swoich sarkofagach władcy starożytnej Fenicji. Zapobiegliwości nauczyli się od Egipcjan. Rzymianie poszli krok dalej. W ich testamentach pojawiają się informacje o karach dla potomnych, którzy zgodziliby się pochować w rodzinnym grobowcu członków innych rodzin lub w ogóle grobowiec odsprzedać. W Fenicji i Egipcie nie ufano obcym. Rzymianie wiedzieli, że równie ważne, jeśli nie ważniejsze, jest zabezpieczenie się przed pomysłami własnej rodziny.

 

„Grobowiec znajduje się niedaleko kaplicy. Wymaga odświeżenia, ale nie jest to koniecznie. Po kupnie będzie opuszczony, wolnych miejsc 8” - czytamy w ogłoszeniu. Do oferty dołączono zdjęcia. Wczesna jesień lub zima. Obsypany śniegiem, secesyjny pomnik. Na drzwiach świeży wieniec z igliwia, przewiązany wstęgą.

Zastanawiam się, co właściwie oznacza zapewnienie, że „po kupnie zostanie opuszczony”. Odpowiedź okazuje się prosta. Właściciele grobowa, czyli spadkobiercy pochowanych w nich zmarłych, z pomocą murarzy i firmy pogrzebowej, w ciągu kilku dni mogą usunąć nieboszczyków z miejsca ich wiecznego spoczynku. W tym wypadku mowa o ośmiu, bo według ogłoszenia, tylu miejsc dotyczy oferta.

 

Z Bierutem za sąsiada

 

Na rynku cmentarnych nieruchomości szczególnym powodzeniem cieszą się warszawskie Powązki. „Odstąpię grób ziemny na Cmentarzu Wojskowym. Powązki Warszawa. Piąta aleja od bramy głównej vis a vis Mauzoleum Bieruta. Bardzo dobra lokalizacja. Jeden pochówek z 1928 r.” - czytam ogłoszenie na jednym z portali. Oferta kusząca, acz nieaktualna. Na szczęście, podobnych ogłoszeń jest znacznie więcej. W zależności od dokładnej lokalizacji, ich ceny są mniej lub bardziej wygórowane.

Najdroższe groby to te, w bezpośrednim sąsiedztwie Alei Zasłużonych. Tu trzeba dysponować kwotą nawet 180 tys. zł.  Dużo niżej wyceniono artystów. Kwaterę obok miejsca spoczynku poety Juliana Tuwima, czy rzeźbiarza Xawerego Dunikowskiego można kupić już nawet za 50 tys. zł.

Podaję się za potencjalnego nabywcę i odpowiadam na jedno z ogłoszeń. - To grób rodzinny. Na trzy osoby. Od pięćdziesięciu pięciu lat leży tam mój dziadek. Jest pomnik z lastriko, ale wiadomo, że pewnie będziecie chcieli nowy- obecna właścicielka podchodzi do sprawy rzeczowo. -10 minut od bramy, cichutko, ale nie gdzieś pod płotem, czy w kącie. To najbardziej prestiżowy cmentarz w Warszawie - dodaje, podkreślając atrakcyjność oferty. Jeśli się zdecyduję, pozostanie tylko załatwić formalności. I tu zaczynają się schody.

 

Moja rozmówczyni przyznaje, że dając ogłoszenie liczyła, że zadzwoni „ktoś z branży”. Wie, że firmy pogrzebowe poszukują miejsc na historycznych cmentarzach, oferują dobre ceny i co najważniejsze, sprawnie załatwiają kwestie związane z tym, że sprzedaży miejsc pochówków jest nie do końca legalna, bo właściciele rodzinnych grobów mieszczących się na historycznych cmentarzach, tak naprawdę, właścicielami są tylko z nazwy. Formalnie, ziemi nie posiadają, dzierżawią jedynie prawo do użytkowania znajdującej się na danym cmentarzu działki. Tej ani nie mogą sprzedać, ani zrzec się prawa do jej użytkowania na rzecz kogoś spoza rodziny. Jeśli by przywołać analogię do rynku nieruchomości, to grób jest raczej mieszkaniem spółdzielczym, nie własnościowym. - Sprawa jest delikatna - przyznaje kobieta próbująca sprzedać mi grób z własnym dziadkiem w pakiecie. Chociaż już jakby też trochę moim, bo jeśli zdecyduję się kupić grób, staniemy się trochę spokrewnieni, przynajmniej w oficjalnych dokumentach.

 

Wszystko załatwia się nieformalnie. – Przed pochówkiem trzeba będzie napisać oświadczenie dla zarządu cmentarza, że wasz zmarły, to członek naszej rodziny. Nie będzie problemu. Nikt tego nie sprawdza. Zresztą jak? To może być przecież bardzo daleki krewny. Na pierwszy pochówek zgodę muszę wyrazić ja, potem już pójdzie samo - właścicielka grobu profesjonalnie wyjaśnia, co i kiedy trzeba będzie zrobić. Widać, że ma w tym zakresie sporą wiedzę.

Pozostaje jedna, delikatna kwestia. Dziadek. Ale tu, moja rozmówczyni też jest przygotowana. - Dziadka tam pewnie niewiele zostało, bo leży już przecież w ziemi ponad 50 lat, co najwyżej tylko kilka kości. Grób jest właściwie pusty. Ekshumacja to tylko formalność. Przenosiny można załatwić tego samego dnia, co murowanie wnętrza pod nowy pochówek – uspokaja mnie.

Nie mam tylko śmiałości zapytać, dokąd wywędruje dziadek.

 

Jakoś się upchnie

 

Tę delikatną kwestię wyjaśnia mi pracownik jednego z warszawskich zakładów pogrzebowych. - Szczątki ekshumowanych zmarłych wędrują najczęściej na Cmentarz Północny (jeden z większych cmentarzy w Polsce, położony na warszawskich Bielanach - red.). Tam są ogólnodostępne, stosunkowo tanie kwatery - tłumaczy. Jak przyznaje, zleceń na ekshumacje z Powązek z roku na rok jest coraz więcej. Do przenosin wystarczy zgoda sanepidu. W sezonie, gdy dokonuje się ekshumacji - czyli od jesieni do wiosny - zgoda wystawiana jest właściwie od ręki. Koszt? Około 1800 złotych dla murarzy za wykopanie i ponowne zakopanie szczątków i mniej więcej drugie tyle dla firmy pogrzebowej, która w specjalnej trumnie przewiezie to, co wykopią murarze.

 

W porównaniu z ceną grobu, koszt ekshumacji jest stosunkowo niewielki. Jednak i tego wydatku można spróbować uniknąć, o ile tylko nabywca grobu jest wystarczająco wyrozumiały.

Rozmawiam z właścicielem kwatery, oferującym dwa miejsca na jednym z zabytkowych cmentarzy. W grobie wprawdzie jedno ciało już jest, ale sprzedający, podobnie jak moja poprzednia rozmówczyni, przekonuje, że po kilkudziesięciu latach od pogrzebu z przodka prawie nic już nie zostało. A skoro prawie nic nie ma, nie ma też potrzeby, żeby cokolwiek przenosić. Jeśli chodzi o resztę, transakcja ma wyglądać podobnie do tej, jaką opisała mi kobieta od dziadka. Płacę za miejsca, a gdy będę chciała ich użyć, mężczyzna pójdzie do zarządu cmentarza i oświadczy, że zmarły jest kimś z jego rodziny, dalekim krewnym. - Nie będzie problemu - kolejny raz słyszę podobne zapewnienie. To jednak nie jest wcale takie oczywiste.

 

Wędrówki pana Henryka

 

Pracownik firmy pogrzebowej przestrzega przed „niuansami”. Prawo do dysponowania rodzinnym grobowcem mają spadkobiercy pierwszej pochowanej w nim osoby. Najczęściej spadkobierców jest kilku i najczęściej trudno im dojść do porozumienia. Przykład? Mąż pani Barbary, Henryk, zamarł dwa lata temu. Pochowano go w rodzinnym grobie na bródnowskiej nekropoli. Były kwiaty, pożegnalny hymn grany na trąbce i opiewający na ponad kilka tys. zł rachunek. Ale pani Barbara nie liczyła pieniędzy. Odprowadzając trumnę z ciałem męża na cmentarz, nie wiedziała, że wbrew pozorom, nie będzie to ostatnia droga jej zmarłego ślubnego. Tuż po pogrzebie, dalsza rodzina podniosła kwestię praw do grobu. Niecały rok później, ekshumowane już z mniejszą pompą, szczątki pana Henryka wędrowały z Bródna na Cmentarz Północny. – Skoro takie rzeczy dzieją się w rodzinach, proszę pomyśleć, co może się stać w przypadku obcych. Przyjedzie ktoś, znajdzie „intruza” i będziemy przewozić dziadka z cmentarza na cmentarz - przestrzega pracownik firmy, która pana Henryka woziła po całej Warszawie.

 

Problem może pojawić się nawet wtedy, gdy spadkobierca grobu jest jeden, a jego rodzina nie należy do problematycznych. Pracownik branży pogrzebowej pamięta transakcję sprzedaży trzyosobowego grobu na jednym z podwarszawskich cmentarzy. Sprzedający wyraził zgodę na pierwszy pochówek, na kolejny już nie. Nie to, że odmówił. Po prostu zniknął. A bez jego zgody nie można było zrobić nic. Zarząd cmentarza tylko bezradnie rozłożył ręce.

 

Mimo trudności stających przed kupującymi, oferty „odstąpienia” grobów na Powązkach cieszą się dużym powodzeniem. Najdroższe, ale i najbardziej poszukiwane, są duże grobowce rodzinne. To właśnie przy nich znajduję wetknięte pod wazony i płyty, owinięte w folię, karteczki z wiadomościami: „Proszę o kontakt spadkobierców... (tu wymienione nazwisko pierwszej pochowanej osoby). – Przed Świętem Zmarłych takich kartek było pełno - mówi Jerzy Kisielewski, rzecznik Komitetu Opieki nad Starymi Powązkami. Do zmian na nekropoli podchodzi z wielkim spokojem. Niepokoi go nie tyle fakt, że groby przechodzą z rąk do rąk, co ten, że ich nowi właściciele nie zawsze potrafią uszanować zabytkową estetykę cmentarza. Mój rozmówca ścisza głos i zakłopotany wyjaśnia, że ostatnio widział nowo wystawiony pomnik. - Chiński marmur! Złote litery! To przypominało trochę... luksusowe jacuzzi! - opisuje.

 

Wiem, o którym pomniku mówi. Obok stała pusta, gotowa do zapisania nazwisk nowych właścicieli, płyta. Poprzedni posiadacze, prawdopodobnie, „opuścili” kwaterę. Może i lepiej. Kto chciałby spoczywać pod wielkim złoconym basenem z bąbelkami.

Tagi: cmentarz, nekropolia, powązki, cmentarz bródnowski, nagrobek, kwatera, ekshumacja, branża pogrzebowa, handel

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone