26 Czerwca 2015

Terroryzm
DSC1007.jpg
autor: Paulina Socha-Jakubowska

Senior-samobójca. Emeryci coraz częściej odbierają sobie życie

  • PAPTomaszWaszczuk.jpg Foto: Tomasz Waszczuk/PAP

Policyjne statystyki są przerażające. W 2014 roku odnotowano 6165 samobójstw. Z czego niemal 19 proc. stanowiły samobójstwa osób 65+. W sumie było ich aż 1146, podczas gdy w 2005 r. – 616, prawie o połowę mniej. 

 

Emerytowani nauczyciele z Gorzowa Wielkopolskiego swoją śmierć zaplanowali dokładnie. 26 maja wypili dużo alkoholu. Potem położyli się na czystych, białych prześcieradłach i połknęli po kilkadziesiąt tabletek nasennych. Gdy mąż następnego dnia się ocknął i zrozumiał, że jego próba samobójcza się nie powiodła, podciął sobie żyły. Po kolejnej dobie obudził się znowu, bo tabletki nasenne spowalniające krążenie sprawiły, że śmierć z wykrwawienia nie była możliwa. 65-latek był przerażony tym, co się stało. Zadzwonił po policję. Trafił do szpitala, pod opiekę psychiatrów. Sprawa wyszła na jaw dopiero kilka dni temu. – To przerażająca historia. Nigdy wcześniej nie mieliśmy do czynienia z takim dramatem – mówi dzisiaj kom. Sławomir Konieczny z gorzowskiej policji.

 

Jednak, jak przewiduje dr n. med. Marzena Bińczycka-Anholcer z Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego, samobójstw ludzi starszych z roku na rok będzie coraz więcej.

 

Szokują panią takie historie? Dwóch emerytowanych nauczycieli postanawia razem umrzeć. Najprawdopodobniej z powodów finansowych. 

 

Dr Marzena Bińczycka-Anholcer: Tak się dzieje coraz częściej. A jedną z dwóch głównych przyczyn – jest sytuacja ekonomiczna ludzi starszych. 

 

Druga to pewnie stan zdrowia.

 

Tak. Ludzie w stanie terminalnym, żyjący z wyrokiem, którym najczęściej jest choroba nowotworowa – decydują się na śmierć, bo nie chcą być obciążeniem dla rodziny. Nie chcą, by ktokolwiek z ich bliskich widział ich w takim stanie. Albo widział ich śmierć. Nie potrzebują litości.

 

Motywacje zdrowotne dotyczą wszystkich. Bez wyjątku. Dwójka lekarzy z Poznania, starsi państwo, popełnili razem samobójstwo. Najpierw mąż podał żonie środki farmakologiczne. A potem sam sobie zaaplikował śmiertelną dawkę insuliny. Kobieta była chora na raka.

 

A mąż nie chciał żyć bez niej.

 

Nie ma nic gorszego niż samotność. Często zdarza się, że mężczyźni do 6 miesięcy od śmierci żony się zabijają. Nagle się orientują, że w pojedynkę sobie nie poradzą. 

 

Zastrzyk z insuliny to dość wyrafinowana śmierć. 

 

Wyżej wykształceni też odbierają sobie życie. Ostatnio wzrasta liczba samobójstw u lekarzy, pracowników służby zdrowia. Bo ktoś, kto przez całe życie ciężko pracuje, idzie na emeryturę i nagle okazuje się, że nie ma z czego żyć. U prawników, prokuratorów, sędziów – samobójstw nie ma. Świetnie zarabiają w czasie, gdy są aktywni zawodowo, a później dostają emeryturę na tym samym poziomie. Więc w ich wypadku kwestie finansowe nie determinują planów samobójczych. 

 

Jak seniorzy odbierają sobie życie?

 

W statystykach na pierwszym miejscu jest powieszenie. Zresztą 50 proc. wszystkich zgonów samobójczych w Polsce jest wynikiem powieszenie. Ludzie starsi często wybierają też skok z wysokości. W mieście – skaczą z wieżowców. Znam historię dwójki emerytów, którzy wzięli kredyt, ale nie byli w stanie go spłacać. Trzymając się za ręce, skoczyli z dachu wieżowca.

 

Na wsi bywa, że skaczą w stodole. Problem w tym, że nie wszystkie samobójstwa popełnione na wsi są zgłaszane jako samobójstwo. Hermetyczne środowiska nie sprzyjają informowaniu o tym, że bliski odebrał sobie życie. Bo najczęściej na rodzinę pada wtedy oskarżenie. Więc rodzina bojąc się presji otoczenia – sprawy nie zgłasza.

 

Łatwiej jest sprawę zatuszować, gdy senior truje się lekami. Zbyt dużą ilość przyjętych środków farmakologicznych, które w efekcie powodują śmierć – zawsze można wytłumaczyć pomyłką starszej osoby.

 

Ale te środki najpierw trzeba zdobyć. 

 

Można chodzić do lekarzy rodzinnych, raz na dwa tygodnie i uzbierać odpowiednią ilość leków. Dlatego, gdy babcia albo dziadek nagle zaczyna gromadzić dużą ilość medykamentów – trzeba zastanowić się, po co to robi. 

 

Na co jeszcze zwracać uwagę?

 

Nietypowym zachowaniem jest tzw. rozdawnictwo. Senior zaczyna robić porządki w zdjęciach, w gazetach, w ubraniach. Segreguje, rozdaje, wyrzuca. Czyli zwracajmy uwagę na to, gdy za życia ktoś rozdaje cenne dla siebie rzeczy. Trzeci sygnał to przygotowanie ubrania „do trumny”. Na wsi to funkcjonuje częściej, ale i w miastach się zdarza.

 

Kolejny – emeryt idzie do notariusza. Albo w domu sporządza testament. Zaczyna coraz częściej mówić, że ma dosyć życia. Że jest zmęczony. Potem w testamencie, który tak naprawdę jest listem pożegnalnym, pisze: „Proszę nie obciążać się moją śmiercią. To była tylko moja decyzja”. I definiuje, kogo zaprosić na stypę, a częściej – kogo na nią nie zapraszać. 

 

Jeśli już zapala nam się czerwona lampka, a zachowanie bliskiej nam starszej osoby jest niepokojące, co robić dalej?

 

Takiej osoby nie wolno izolować, zostawić jej samej. Choć to trudne, bo przecież nie ma już wielopokoleniowych domów. Takich, które charakterystyczne są dla narodów południa: Włochów, Greków, Chorwatów. Tam jest najmniej w Europie samobójstw ludzi starszych. Senior jest szanowany, jest głową rodziny, chodzącą mądrością, która opiekuje się wnukami.

 

Proszę mi wierzyć, że nie ma nic gorszego niż samotność starszego człowieka. Najlepiej byłoby, gdyby w tej sytuacji ktoś się do seniora wprowadził. Można też dziadka czy babcię wziąć do siebie. Choć w tym wypadku warto przypomnieć sobie powiedzenie, że nie przesadza się starych drzew. Zdarza się, że senior, któremu nagle zmienia się otoczenie i np. ze wsi przeprowadza go do miasta – w ciągu kilkunastu miesięcy popełnia samobójstwo.

 

Rozmiar dramatu jest większy w sytuacji, gdy zapada decyzja o sprowadzeniu seniora za granicę. Tam, gdzie mieszkają jego bliscy. Bo nie dość, że jest w obcym miejscu, to jeszcze nie zna języka. Nie może sobie nawet telewizji obejrzeć. 

 

A psycholog? Seniorzy korzystają z ich pomocy? Bo ja mam wrażenie, że w gabinetach pojawiają się tylko ludzie młodzi, z dużych miast?

 

Co z tego, że senior pójdzie do psychologa, skoro studia psychologiczne z suicydologią nie mają wiele wspólnego. Więc młodzi psycholodzy w zasadzie nie są przygotowani na takie sytuacje. Ci doświadczeni, z reguły współpracujący z psychiatrą czy lekarzem rodzinnym – mogliby pomóc. Problem w tym, że starsi ludzie przychodzą do lekarza rodzinnego i mówią o trudnościach ze snem, z koncentracją. Czasem stwierdzają, że chcą wyłączyć się z teraźniejszości. I proszą o środki przeciwbólowe i nasenne. 

 

Potencjalną truciznę.

 

Swego czasu, z 15 lat temu, w Poznaniu była moda na leki antyarytmiczne. Ludzie doczytali, że przy dużej dawce po prostu staje serce. I była fala takich samobójstw. Dlatego zastanawiam się, czy wszystkim pacjentom powinno się dawać do ręki ulotki leków, które uświadamiają jakie działania uboczne ma dany lek. 

 

Jako geriatra ma pani kontakt z seniorami. Jako członek Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego – wie o samobójstwach wszystko. I pani mówi, że będzie jeszcze gorzej?

 

W Europie tak wysoki wskaźnik samobójstw wśród staruszków ma jeszcze Szwajcaria. Niby bogaty kraj, ale główny problem to bezdzietność. Jest dużo samotnych starych ludzi. Zdanych tylko na siebie. I my także jesteśmy starzejącym się społeczeństwem, powoli wchodzimy w grupę siwiejącej Europy. Odsetek populacji powyżej 60. roku życia przekracza u nas już 20 proc. Są miasta w Polsce, gdzie przyrost naturalny się ruszył. Ale przecież są też regiony, gdzie nie rodzą się dzieci. Ludzie coraz później biorą śluby, albo żyją w wolnych związkach. Całe ich życie bazuje na kredytach. Nie jest lekko. 

 

Przesunięty wiek emerytalny też robi swoje. Ludzie są schorowani, nie leczą się, bo nie mają pieniędzy. Gdy mają dylemat, leczyć się, czy zapłacić za wodę – wybierają opłaty.

 

Dlatego uważam, że może być gorzej. 

 

Chce pani powiedzieć, że nasz styl życia i coraz mniejsze przywiązanie do wartości rodzinnych – w przyszłości może sprzyjać rosnącej liczbie samobójstw ludzi starszych?

 

Wolne związki są OK, póki jest się pięknym i młodym. Z biegiem lat ten brak formalnej odpowiedzialności za drugą osobę sprawia, że ludzie w sytuacji zagrożenia życia zostają sami.

 

Ta wizja jest przerażająca. A przecież coraz więcej jest uniwersytetów trzeciego wieku, aktywnych seniorów. Na billboardach można zobaczyć 80-letnie modelki.

 

Bo to, co ładne i pozytywne, najlepiej się sprzedaje. A rzeczywistość jest szara, smutna, biedna i chora. Wiadomo, że seniorzy w mieście mają możliwość skorzystania z uniwersytetów trzeciego wieku. A na wsiach? Kiedyś działały koła gospodyń wiejskich, przykościelne miejsca spotkań. Teraz jest tego coraz mniej.

 

Będzie happy end tej rozmowy?

 

Jeszcze raz podkreślę, że największym problemem jest izolacja. Ekonomiczna, społeczna i rodzinna. Jedna wynika z drugiej. Dlatego nie wolno zostawiać starszego człowieka bez opieki. 

Tagi: samobójstwo, śmierć, statystyka, senior, samotność

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone