19 Czerwca 2015

Terroryzm
DSC1007.jpg
autor: Paulina Socha-Jakubowska

Sąd w Łodzi staje na drodze dobra małych dzieci

  • Patrykmspiacy (1).JPG

W idealnym świecie dziecko, zwłaszcza nieuleczalnie chore, powinno być otoczone miłością w rodzinnym domu. Ale idealnego świata nie ma. Są za to instytucje i ludzie, którzy gotowi są podjąć się nad takim dzieckiem opieki. Świadomi odpowiedzialności i obciążenia. Paradoksem jest, że na drodze staje im sąd. 

 

– Tu mieszka Zosia – mówi Tisa Żawrocka-Kwiatkowska z fundacji Gajusz, oprowadzając mnie po hospicjum dla dzieci w Łodzi. – A w tym łóżeczku powinien być Patryk. Ale sąd postanowił, że ma trafić do domu dziecka. Mijają kolejne dni, a nasze starania, by Patryk wrócił, nie przynoszą rezultatu – dodaje. Bo jej hospicjum oprócz tego, że codziennie musi walczyć o godną opiekę dla swoich, w większości umierających, podopiecznych, stawia czoło niełatwej prawnej rzeczywistości.

 

Zosia

 

Jest wcześniakiem. Urodziła się rok temu. Trzy miesiące później trafiła do zwanego Pałacem hospicjum fundacji Gajusz. Pewnie, jak inne wcześniaki, mogłaby trafić do domu, pod opiekę rodziców, gdyby ci byli w stanie się nią zająć. Ale nie są. Matka w hospicjum odwiedziła ją 18 razy. W święta jej jednak nie było. Pojawiła się dopiero 22 kwietnia. Dopiero wtedy skorzystała z propozycji pracowników hospicjum. Zgodziła się zostać z córką, zamieszkać obok niej i spróbować nauczyć się opieki nad chorym dzieckiem.

 

Zosia, co u wcześniaków częste, cierpi na dysplazję oskrzelowo-płucną, zwaną inaczej przewlekłą chorobą płuc. Gdy odwiedzam ją w hospicjum – dziewczynka właśnie przechodzi obustronne zapalenie płuc. Dostaje antybiotyki. Cały czas jest pod kontrolą lekarza.

 

Matka Zosi w hospicjum mieszkała dwa tygodnie. Do czasu drugiej rozprawy sądowej. 5 maja sąd miał postanowić o dalszym losie dziewczynki, czyli o tym, czy rodzice powinni sprawować nad nią opiekę. Pierwsza rozprawa, która odbyła się 20 stycznia, nic nie wniosła. Sąd nie zdołał wezwać ojca na rozprawę. Choć kilka tygodni wcześniej wyszedł z więzienia i postanowił być tatą. A rodzice dziewczynki w listopadzie dopełnili formalności w urzędzie stanu cywilnego.

 

Druga sprawa, zaplanowana na maj, nie odbyła się z powodu choroby sędziego.

 

Dwa dni później, 7 maja, pracownicy hospicjum widzieli mamę Zosi po raz ostatni. Przyszła odebrać swoje rzeczy. Wykąpała nawet córkę. Ale wychodząc, okradła wolontariuszkę. Co do tego nie ma wątpliwości, bo na nagraniu z monitoringu widać, jak grzebie w rzeczach kobiety, a sprawa trafiła nawet na policję, bo wolontariuszka – zanim przejrzano nagrania – zgłosiła zaginięcie dokumentów. Choć w całej tej sytuacji, jakkolwiek by to nie zabrzmiało, portfel jest najmniejszym problemem. Nie mamy z tą kobietą kontaktu, choć bardzo chcielibyśmy mieć. Przecież wciąż jest mamą swojego dziecka – mówi Magdalena Czekała, prawniczka pracująca w fundacji Gajusz. Kontakt z kobietą jest o tyle istotny, że 23 czerwca sąd ma zebrać się po raz kolejny, by postanowić o władzy rodzicielskiej. – Mamy nadzieję, że jeśli postanowiłby odebrać tę władzę rodzicom, od razu podejmie decyzję, co dalej z Zosią. Czy zostanie u nas, czy może trafi do rodziny zastępczej. Bo ma taką możliwość – dodaje Czekała.

 

Pracownicy fundacji nie chcą, by ich słowa i działania zostały odebrane jako uderzające w biologicznych rodziców Zosi. Ale prawda jest taka, że ludzie ci nie mają domu, nie ma z nimi kontaktu, a zainteresowanie losami własnego dziecka można określić mianem: umiarkowane.

 

Jest jeszcze jedna rzecz. Kilka miesięcy temu w życiu Zosi pojawili się ludzie, którzy marzą o tym, by stanowić dla niej rodzinę zastępczą. Odwiedzają ją codziennie. Troszczą się o nią. Mają warunki, by zapewnić jej fachową opiekę. Taką, jakiej będzie potrzebowała być już zawsze. – Ci ludzie zdają sobie sprawę, że za jakiś czas może pojawić się szansa, że biologiczni rodzice Zosi będą mogli zapewnić jej dom, miłość i opiekę – mówi szefowa Gajusza. I dodaje, że ich miłość do Zosi nie była planowana. Ale to miłość obustronna. Bo Zosia też ich sobie wybrała.

 

Tylko że teraz i dziewczynka, i ludzie, którzy chcą zostać rodzicami zastępczymi, muszą czekać na decyzję opieszałego sądu. – Każdy tydzień, który ona spędza tutaj, to tydzień dla niej stracony – mówi prezeska hospicjum. I dodaje, że zawsze respektuje postanowienia sądu, a „awanturę” zaczęła robić, gdy odroczono drugi termin rozprawy w sprawie Zosi. Awantura to w tym wypadku opowiedzenie historii dziewczynki w lokalnych mediach.

 

 

 

Patryk

 

Poza rozszczepem wargi i podniebienia, o jego rozwoju lekarze mówią, że mieści się „w szerokiej normie”. W hospicjum słyszę, że rozwój chłopca jest jednak spowolniony. Bo Patryk jest dzieckiem alkoholiczki. Nawet jeśli operacja korekcji wady się powiedzie, Patryk najprawdopodobniej także będzie wymagał specjalnej opieki.

 

Gdy rodzice chłopca dowiedzieli się, że stan zdrowia dziecka jest ciężki – już nigdy nie pojawili się w szpitalu. Jego matka nie przyszła też do sądu, gdy ten decydował o pozbawieniu jej władzy rodzicielskiej.

 

Gdy stało się jasne, że Patryk będzie potrzebował nowego opiekuna prawnego, pracownicy hospicjum wybrali się na rozmowę do sądu Rodzinnego i Nieletnich dla Łodzi Śródmieścia. – Wtedy przewodnicząca powiedziała, że powinniśmy zaproponować kogoś, kto zechce zostać opiekunem prawnym. Wspólnie ustaliliśmy, że najlepszym z możliwych będzie pracownik medyczny hospicjum, bo tylko osoba, która zna Patryka od urodzenia i doskonale zna jego historię, będzie w stanie podejmować najlepsze dla dziecka decyzje – mówi Żawrocka-Kwiatkowska.

 

I tak Gajusz zaproponował dr Jadwigę Mielczarek, pielęgniarkę z hospicjum, jako ich zdaniem, najlepszą opiekunkę prawną. Sąd na pomysł nie przystał. Zanim jednak wyszło na jaw, że opiekunką prawną Patryka została sekretarka sądu, wydarzyła się – jak twierdzą przedstawiciele hospicjum – skandaliczna sytuacja.

 

– Od dłuższego czasu planowaliśmy operację, dzięki której lekarze zlikwidowaliby rozszczep wargi i podniebienia. Chcieliśmy, by Patryk tę operację przeszedł w Warszawie. Wszystko ku temu zmierzało, tym bardziej że takie operacje wykonuje się do końca pierwszego roku życia. Czyli Patryk powinien ją przejść do 12 sierpnia – mówi prezeska hospicjum.

 

Właśnie dlatego chłopiec trafił na kilka dni do Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Przechodził tam badania. Chodziło o to, by przed operacją skompletować wyniki.

 

– I raptem, 30 maja, do szpitala wchodzi wyznaczona przez sąd opiekunka prawna. Przedstawia postanowienie sądu, na mocy którego Patryk ma zamieszkać w domu dziecka przy ul. Lnianej w Łodzi. Dlaczego? – pyta Żawrocka-Kwiatkowska. – Postanowienie nie zostało wcześniej przedstawione ani szpitalowi, ani hospicjum, ani w domu dziecka, do którego został skierowany Patryk. W hospicjum czekały na niego ukochane ciocie. W domu dziecka nikt nie czekał…

 

Anna Kołakowska z Sądu Okręgowego w Łodzi sprawę wyjaśnia tak: – Stan zdrowia dziecka nie uzasadniał dalszego jego pobytu w hospicjum. Sąd nie powoływał biegłych, a wydając postanowienie, opierał się na dostępnej dokumentacji medycznej dotyczącej stanu zdrowia chłopca. A hospicjum nie jest placówką zastępczej pieczy rodzicielskiej.

 

Żawrocka-Kwiatkowska odpowiada, że ktoś, kto nie spędził z Patrykiem choćby kilku godzin, nie ma pojęcia o jego stanie zdrowia. – Pytanie, czy w los rocznego dziecka nie powinien być ktoś naprawdę zaangażowany. A nie – zaangażowany postanowieniem sądu – dodaje Magdalena Czekała.

 

Rzecznik interweniuje

 

Pracownicy hospicjum oburzeni tym, że sąd z dnia na dzień umieścił Patryka w domu dziecka, podczas gdy chłopiec w hospicjum miał swój kąt i otoczony opieką ludzi, którzy go znają, mógł czekać choćby na rodzinę zastępczą, postanowili o sprawie poinformować Rzecznika Praw Dziecka. Ten zareagował błyskawicznie. Już 2 czerwca.

 

Jak informuje biuro rzecznika, Marek Michalak zwrócił się do prezesa Sądu Okręgowego w Łodzi o pilne zbadanie sprawy w ramach nadzoru służbowego oraz skierowanie jej do sędziego wizytatora do spraw rodzinnych i nieletnich. Chodzi o to, by sprawdzić, czy prawidłowo zastosowano przez sąd przepisy ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej oraz innych przepisów prawa. Bo przecież zgodnie z przepisami ustawy, dzieci do 7. roku życia nie powinny być umieszczane w instytucjonalnej pieczy zastępczej. Czyli w domu dziecka.

 

Tyle tylko że, jak wynika z ostatniej kontroli przeprowadzonej przez Michalaka, w wybranych placówkach opiekuńczo-wychowawczych, okazało się, że podopieczni do 6. roku życia stanowią w nich 73 procent wszystkich dzieci.

 

A Patryk mógłby czekać na rodziców zastępczych w hospicjum. Właśnie tak uważa Marek Michalak, który wniósł o wydanie przez sąd stosownego postanowienia.

 

Pieniądze

 

– Mam wrażenie, że pojawiła się opinia, iż zależy nam, by Patryk był w hospicjum, bo na nim „zarabiamy” – mówi Żawrocka-Kwiatkowska. Tyle że, jak tłumaczy prawniczka fundacji, zarzut jest absurdalny: – Instytucje, które się opiekują dziećmi, dostają pieniądze „na dziecko” bez względu na to, czy ono tam jest, czy nie. Jeśli na przykład dziecko pójdzie do szpitala – dom dziecka i tak dostaje tę samą kwotę. A my działamy jak szpital. Dostajemy z NFZ tyle pieniędzy na dziecko, ile ono u nas jest. Powiedzmy, że postanowieniem sądu zamieszkuje u nas dziecko, bo nie ma innego domu. Ale tak jak Patryk, trafia na tydzień do szpitala. My musimy mu zapewnić dom na cały miesiąc, ale pieniądze dostajemy na trzy tygodnie. Fakt, w czwartym nie ponosimy kosztu leków, bo ma je w szpitalu. Ale my na ten czas nie zwolnimy lekarki, pielęgniarki czy opiekunki. Poza tym zwykle do szpitala dowozimy jedzenie. W tej chwili opiekujemy się piętnaściorgiem dzieci. To, że trójka jest w szpitalu, nie sprawia, że my te trzy miejsca mamy wolne.

 

– Gdybyśmy brali pod uwagę kwestie finansowe, to prawda jest taka, że miesięcznie utrzymanie Patryka kosztuje od 4 do 6 tysięcy więcej, niż dostajemy z NFZ. Ale nie o pieniądze nam chodzi, a o to, by dziecko nie było „przerzucane”. By miało jeden dom i dookoła ludzi, których zna.

 

Decyzje dotyczące przyszłości Zosi i Patryka mają zapaść w przyszłym tygodniu w Sądzie Rejonowym dla Łodzi Śródmieścia.

Tagi: dom dziecka, hospicjum, rzecznik praw dziecka, łódź, sąd

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone