12 Lipca 2015

Terroryzm
1280x852.jpg
autor: Izabela Smolińska

Przyjmujemy do Polski uchodźców. Czy jesteśmy na to przygotowani

  • pap201506100BH.jpg Uchodźcy z Syrii. Foto:PAP/EPA.

Do 2017 r. przyjmiemy w Polsce ponad 2 tys. uchodźców. To ponad połowa tego, czego oczekiwała od nas Unia Europejska. I sporo więcej niż przyjmowaliśmy do tej pory. Pytanie, czy rzeczywiście jesteśmy na to przygotowani.

 

Na przyjęcie w granice Wspólnoty czeka 40 tys. uchodźców z Syrii i Erytrei koczujących w Grecji i Włoszech oraz 20 tys. uchodźców zgromadzonych w obozach w Turcji i Libanie. Polska podjęła się przyjęcia tysiąca uchodźców przebywających już w Europie i drugiego tysiąca spoza niej. To prawie o połowę mniej niż próbowała wymóc na nas Unia Europejska. Ta chciała przydzielić nam kontyngent 3,6 tys. osób – 2,6 z terenów wspólnoty i 1 tys. spoza jej granic. Do Polski przybyło również ponad 150 chrześcijańskich uchodźców z Syrii, o których przyjęciu mówiło się już od dawna.

 

Patrząc po samych liczbach, przyjęcie 2 tys. osób w skali czterdziestomilionowego kraju nie powinno rodzić głębszych problemów. Jednak do tej pory mieliśmy w Polsce zaledwie kilka tys. uchodźców, więc zwiększenie ich liczby o kolejne 2 tys. osób jest sporym skokiem procentowym. Trudno się zatem dziwić, że decyzja Polski może rodzić pewne obawy. Otwarcie granic na uchodźców to jednak trend wspólny dla całej Europy. Tylko w tym roku na naszym kontynencie pojawiło się już 153 tys. imigrantów. To 149-procentowy wzrost w porównaniu z rokiem ubiegłym. Pytanie, czy jesteśmy na ten skok przygotowani.

 

(Nie) chodzi o pieniądze

 

– To zależy pod jakim względem. Jeżeli chodzi o cały system administracyjny – wydawania dokumentów, przeprowadzania procedur, zakwaterowania ludzi w ośrodkach itp., na pewno sobie poradzimy. Od strony demograficznej, dla 40-milionowego państwa rozważanie przyjęcia 2 tys. osób pod względem ekonomicznym, „czy nas na to stać” jest żenujące. Zwłaszcza że na przyjęcie uchodźców Polska dostaje od Unii konkretne pieniądze – mówi Agnieszka Kosowicz z Polskiego Forum Migracyjnego. Unia na każdego przyjętego przez kraj uchodźcę przeznacza 6 tys. euro, co ma pokryć koszt jego utrzymania w ośrodku dla uchodźców, zasymilowania ze społeczeństwem i nauki języka. To wystarczające środki na pierwszy rok pobytu w Polsce. Tymczasem, w wypadku przyjmowania uchodźców kompletnie rożnych od nas kulturowo, potrzebne są  kompleksowe 2–3-letnie programy wsparcia, które stworzą szansę, że uchodźcy zostaną przyjęci do społeczeństwa, że będą u nas mieszkać, układać sobie życie.

 

I tu pojawia się problem. Jest to wyzwanie wymagające podjęcia szeregu konkretnych kroków: wprowadzenia ludzi na rynek pracy, posłania dzieci do szkół, doprowadzenia do samodzielności finansowej migrantów,  czyli nauczenia się języka polskiego, zdobycia nowych kwalifikacji. W tym wszystkim  potrzebna jest im ciągła pomoc. W wielu obszarach podejmują się jej niemal wyłącznie organizacje pozarządowe, choć de facto należy to do zadań rządowych.  – Nie ma w tym nic złego. Na całym świecie NGO-sy działają i współpracują z państwem. Ale nie może być jednocześnie tak, że to one przejmują kompetencje państwa. I do tego jeszcze stają na głowie, żeby znaleźć środki na działanie i są w tym pozostawione same sobie – mówi Kosowicz.

 

Większość środków, na których opierają się organizacje pozarządowe, to środki unijne. Teoretycznie dostępne. Tyle że procedura ich pozyskiwania jest dość skomplikowana. Wymaga się od organizacji prefinansowania działań projektowych, a koszty, które ponoszą, zwracane są w transzach, często z opóźnieniem. Na takie zwroty trzeba czekać zwykle miesiącami, w przeszłości zdarzało się, że nawet ponad rok. – Zauważmy przy tym, że wspieranie migrantów nie jest w Polsce zbyt popularną tematyką. Dużo trudniej pozyskać tu środki niż w przypadkach innego rodzaju akcji pomocowych – zauważa Katarzyna Przybysławska, stojąca na czele Centrum Pomocy Prawnej im. Haliny Nieć. – Do tego moja organizacja specjalizuje się we wsparciu prawnym i informacyjnym. To  specyficzna działka, zdominowana przez NGO-sy, bo system pomocy koordynowany przez państwo – wynikający z obowiązku nałożonego na Polskę przez UE – jest dopiero tworzony. Jak zwykle w naszym przypadku, obowiązku z którego wywiązujemy się po czasie – dodaje.

 

Podobni, bo chrześcijanie

 

Jednak nie tylko o pieniądze chodzi. Zdaniem Przedstawicieli NGO-sów, Polska nie jest do końca przygotowana na przyjmowanie migrantów. Z najnowszego badania CBOS wynika, że zdaniem większości Polaków nasz kraj powinien włączyć się w międzynarodową ochronę osób uciekających przed konfliktami zbrojnymi. Mimo to aż 6 na 10 ankietowanych uważa, że po ustabilizowaniu się sytuacji we własnym kraju uchodźcy powinni tam wrócić.

 

Doświadczenia wielu organizacji i samych cudzoziemców wskazują, że jesteśmy dosyć zamknięci na obce kultury. Dobrze przyjęliśmy uchodźców, którzy w styczniu przyjechali do Polski z ogarniętego wojną Donbasu, ale nie bez powodu. – Tu było prościej. Widzieliśmy u nich polskie korzenie. Ludzie mieli poczucie więzi, nie traktowaliśmy przybyszów z Donbasu jak obcych. Na tej samej zasadzie teraz rozmawia się o tym, że z Syrii przyjmiemy do nas chrześcijan. Wierzymy, że ponieważ mają tę samą wiarę co my, są do nas podobni. Ale jest to bardzo naiwne dopatrywanie się podobieństw. Jesteśmy zróżnicowani i właściwa edukacja kulturowa powinna uczyć właśnie tego. Coraz więcej osób przyjeżdżających do Polski będzie uchodźcami z zupełnie odmiennych od naszego kręgów kulturowych. Tymczasem spotykamy się w szkołach z sześcio- czy siedmiolatkami, którzy są otwartymi rasistami. I to jest szok. To jest nasza w Polsce praca do zrobienia – wyjaśnia Agnieszka Kosowicz.

 

Podobnego zdania jest Przybysławska: – Do tej pory migrantami w Polsce były głównie osoby rosyjskojęzyczne. Łatwiej było nam ich akceptować, bo wydawali nam się nieco podobni. Chociaż Czeczeni – mówiący po rosyjsku – to muzułmanie. Teraz poprzeczka jest wyżej. Będziemy musieli zaakceptować ludzi zupełnie od nas odmiennych kulturowo. Teoretycznie 2 tys. migrantów to nie jest zatrważająca liczba. Są kraje w UE, które przyjmują tylu uchodźców jednego dnia. Ale jednak nie jesteśmy na to do końca przygotowani, szczególnie w zakresie programów integracji. Do tego wprowadzana do debaty publicznej atmosfera strachu i zagrożenia na pewno nie pomaga. Jeśli chodzi o procedury – te są wystarczająco szczegółowe i szczelne. Natomiast do zrobienia pozostała praca edukacyjna, po obu stronach – uważa.

 

Ministerialny zespół jednoosobowy

 

Bez tej pracy konsekwencje przyjęcia sporej grupy migrantów mogą być negatywne. Jeśli  integracja się nie uda, mogą oni być wykluczeni z życia i społeczeństwa. To wiąże się z bezdomnością, bezrobociem, trudnościami w edukacji, a w konsekwencji – z wykluczeniem w życiu codziennym. To z kolei może potencjalnie prowadzić do konfliktów na tle narodowościowym i religijnym.

 

Tę edukacyjną pracę, jak uważa Agnieszka Kosowicz, musi wziąć też na siebie rząd, do tej pory mocno bazujący na NGO-sach.  Dlaczego nie zajmował się problemem do tej pory? – Mam takie poczucie, że sprawy cudzoziemców na polu edukacji i rynku pracy, ale też np. ochrony zdrowia czy ubezpieczeń,  traktuje się w Polsce ciągle jako marginalne. Niwelowanie różnic, integracja w poprzek kultur, edukacja wielokulturowa to zjawiska egzotyczne i do tego skomplikowane, a przecież, zdaniem polityków, mamy tyle istotniejszych spraw, na które potrzeba pieniędzy – mówi Kosowicz i dodaje: – Dla mnie skandaliczną i pierwszą rzeczą do zmiany, jeśli rozmawiamy o polityce państwa w związku ze zwiększoną aktywnością w przyjmowaniu w swoje granice uchodźców, powinny być zmiany w samym Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej. Nie może być tak, że za integrację społeczną uchodźców odpowiada w resorcie od piętnastu lat jedna i ta sama osoba. Bardzo sprawna i kompetentna. Ale w innych krajach UE zadania, za które odpowiada, wykonują co najmniej kilkunastoosobowe zespoły. Trzeba przejrzeć kadry i poszukać odpowiednich osób, które na pewno są w ministerstwie, aby temat integracji potraktować poważnie.

Tagi: uchodzcy, integracja, polityka migracyjna, NGO, Syria

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone