22 Lipca 2015

Terroryzm
DSC1007.jpg
autor: Paulina Socha-Jakubowska

Poród podwyższonego ryzyka. Lekarze na specjalizacji zmuszani do podawania znieczulenia zewnątrzoponowego?

  • pap20120120122.jpg Od 1 lipca znieczulenie zewnątrzoponowe rodząca może zostać za darmo (fot. PAP/ L.Szymański)

Od 1 lipca każda rodząca Polka ma prawo poprosić o darmowe znieczulenie zewnątrzoponowe. Bo NFZ w końcu zapłaci za nie szpitalowi ok. 400 złotych. – Problem w tym, że wbrew prawu podać je może lekarz na specjalizacji, a nie specjalista anestezjolog – alarmuje jeden z warszawskich lekarzy. Bo anestezjologów w polskich szpitalach jak na lekarstwo.

 

 

Zdarza się, że niektóre placówki chcące podawać znieczulenie na życzenie, jednak nie dysponujące wystarczającą liczbą pracowników uprawnionych do tego – postanawiają obejść prawo.

Propozycję nie do odrzucenia dostają więc lekarze stażyści.

 

– Lekarze się cudownie nie rozmnożą. To się wiąże ze wzrostem ryzyka. W szpitalach powiatowych anestezjolog dyżurujący na intensywnej terapii, wezwany do porodu, będzie musiał zostawić swoich pacjentów. W wojewódzkich, tam gdzie są lekarze na stażu z anestezjologii – to oni są proszeni o podanie znieczulenia – ujawnia jeden z warszawskich lekarzy.

 

Dodaje, że sam zetknął się z taką sytuacją. Podkreśla też, że rezydenci bronią się przed robieniem tego znieczulenia. – Po pierwsze – nie są do tego uprawnieni. Po drugie – nawet jeśli popełnią mały błąd, roszczeniowy pacjent nie da im żyć. Dla młodych lekarzy to zwyczajnie problem. – Tyle tylko że to nie oni powinni go rozwiązywać – mówi przerażony warszawski stażysta.

 

Liczba młodych lekarzy, którzy robią specjalizację, jest za mała w stosunku do zapotrzebowania, zwłaszcza w dużych miastach. Braki kadrowe usiłuje się uzupełniać lekarzami w trakcie specjalizacji.

 

Ministerstwo Zdrowia sprawę komentuje tak: „Systematycznie podejmujemy działania, które mają na celu zwiększanie liczby lekarzy w Polsce oraz zapobieganie powstawaniu luk pokoleniowych w tej grupie zawodowej. Czas wejścia kolejnych lekarzy specjalistów do systemu opieki zdrowotnej zostanie skrócony także przez wprowadzenie nowego, modułowego systemu odbywania szkolenia specjalizacyjnego”.

 

Chodzi o to, że lekarze, którzy w ramach szkolenia specjalizacyjnego zrealizują i zaliczą jeden z modułów podstawowych, nie będą zobowiązani do ponownego odbywania tego modułu w przypadku przystąpienia do kolejnej specjalizacji w innej dziedzinie medycyny, w której obowiązuje odbycie tego samego modułu. Dzięki temu będą mogli uzyskać kolejny tytuł specjalisty w znacznie krótszym czasie. Ministerstwo Zdrowia chwali się też, że od 2007 r. liczba lekarzy anestezjologów wzrosła w Polsce o 1001.

 

Zdaniem specjalistów z tej dziedziny – i tak jest ich za mało. – Dziwi mnie brak reakcji konsultanta krajowego ds. anestezjologii – mówi jeden z nich. Nazwiska podać nie chce, bo boi się konsekwencji.

 

Krajowy konsultant ds. anestezjologii, prof. Krzysztof Kusza, nie znalazł czasu na rozmowę o problemie i ewentualnych przypadkach łamania prawa. Na wysłane mu pytania nie zechciał odpowiedzieć.

 

„Nikt nie pytał głównych zainteresowanych”

 

Wprowadzone pierwszego lipca zmiany spowodowały przynajmniej kilka problemów. Lekarzy anestezjologów bowiem brakuje. Z danych przedstawionych przez Ministerstwo Zdrowia (na podstawie rejestru prowadzonego przez Naczelną Izbę Lekarską) – w całej Polsce jest ich 5138. Są potrzebni na oddziałach intensywnej terapii, salach operacyjnych, pooperacyjnych.

 

I muszą być obecni przy porodzie. O ile rodząca zechce skorzystać ze znieczulenia zewnątrzoponowego, a lekarz prowadzący nie będzie widział medycznych przeciwwskazań.
To o tyle istotne, że zgodnie z Rozporządzeniem Ministra Zdrowia z 2012 r. – to właśnie „lekarz specjalista anestezjologii i intensywnej terapii jest uprawniony do wykonywania znieczulenia ogólnego oraz znieczulenia regionalnego: zewnątrzoponowego i podpajęczynówkowego”. Gdy anestezjologa nie ma na oddziale albo akurat jest na sali operacyjnej, bo trwa cesarskie cięcie – rodząca może zapomnieć o znieczuleniu.

 

– Wchodzę na oddział położniczy jednego z podwarszawskich szpitali. Przeraźliwe krzyki rodzącej kobiety wywołują dreszcze. Pytam lekarza, czy to ostatnia faza porodu. On potwierdza. I mówi, że nie mogą odrywać anestezjologów od operacji naczyniowej czy urologicznej, żeby schodzili do rodzącej. – W związku z tym większość rodzi „na żywca” – opowiada świeżo upieczona mama. Kobieta odetchnęła z ulgą, gdy okazało się, że będzie miała cesarskie cięcie. W innym wypadku i ona mogłaby mieć pecha – nie doczekać się na anestezjologa.

 

Brak standardów

 

Lekarze zauważają, że na Zachodzie położnictwo jest najtrudniejszą działką anestezjologii. Zajmują się nią najbardziej doświadczeni lekarze. A w Polsce braki kadrowe na to nie pozwalają. – W ten sposób najlepszy nawet pomysł z darmowym znieczuleniem nie ma sensu, bo brakuje ludzi uprawnionych do jego podawania. Kolejna wydmuszka. Poczekajmy kilka miesięcy na raporty, ile kobiet mogło z darmowego znieczulenia skorzystać – słyszę.

 

Do tej pory w wielu szpitalach znieczulenie zewnątrzoponowe było płatne, bo wymagało zatrudnienia dodatkowego personelu. Dziś, gdy szpitale dostają na nie pieniądze z NFZ, teoretycznie powinno być lepiej. W praktyce jednak kwoty te nie wystarczą na etaty dla anestezjologów.

 

W sprawie darmowego znieczulenia zewnątrzoponowego wypowiedziała się także Fundacja Rodzić po Ludzku. Jej przedstawiciele cieszą się z wprowadzonych 1 lipca zmian, bo – jak zauważają – „sytuacja, w której o możliwości rodzenia bez bólu decyduje zasobność portfela, stanowi naruszenie praw pacjenta”. Ich zdaniem konieczne jest jednak wypracowanie przez Ministerstwo Zdrowia standardów podawania znieczulenia zewnątrzoponowego.

 

Gdyż Standard Opieki Okołoporodowej, którzy wszedł w życie z Rozporządzeniem Ministra Zdrowia z 2012 roku określa jedynie standardy postępowania podczas porodu fizjologicznego, wg przyjętej na świecie definicji Światowej Organizacji Zdrowia. Co do znieczulenia zewnątrzoponowego uznaje się, że stanowi ingerencję w przebieg porodu fizjologicznego. –  Dlatego w tej sprawie potrzebny jest osobny dokument. Kilka lat temu rozpoczęto prace nad nim. Jednak ich efektu nie widać – mówi Joanna Pietrusiewicz, prezeska „Rodzić po Ludzku”.

Tagi: poród, NFZ, znieczulenie, refundacja, szpital, anestezjolog

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone