02 Lipca 2015

Terroryzm
DSC1007.jpg
autor: Paulina Socha-Jakubowska

Po samobójstwie 14-latka. Klasa polityczna jest bierna, bezpieczeństwo uczniów jest zagrożone

  • 635713412968439789.jpg Dominik odebrał sobie życie, bo w szkole z niego szydzono
  • Dozamiany.jpg W czwartek pod siedzibą MEN zapłonęły znicze dla Dominika (fot. KPH)
  • Melnyk.jpg W czwartek pod siedzibą MEN odbędzie się protest Kampanii Przeciw Homofobii (fot. PAP/Tomasz Gzell)

W maju 14-letni Dominik z Bieżunia popełnił samobójstwo. Powiesił się używając sznurówek. W liście pożegnalnym do matki napisał, że jest zerem. Matka chłopca historię odpowiedziała mediom. Mówiła, że syn nazywany był w szkole „pedziem”, że koledzy wyśmiewali jego styl ubierania i fryzurę. – W 2012 roku zrobiliśmy badania tego zjawiska. Wynika z nich, że nieheteroseksualni uczniowie i uczennice polskich szkół mają nawet do 6 razy częściej myśli samobójcze, niż uczniowie heteroseksualni – mówi Vyacheslav Melnyk z Kampanii Przeciw Homofobii.

 

Po co idziecie pod Ministerstwo Edukacji Narodowej?

 

Vyacheslav Melnyk: – Żeby zapalić znicz dla Dominika.

 

Rozumiem, że nie tylko o hołd złożony chłopakowi chodzi.

 

Chcemy zwrócić uwagę na problem dyskryminacji w polskich szkołach. Ma dołączyć do nas także Amnesty International.

 

Razem z Towarzystwem Edukacji Antydyskryminacyjnej wystosowaliście już list otwarty. Odpowiedzialnością za tragedię z Bieżunia obarczacie w nim m.in. polityków biernych wobec przejawów homofobii w szkołach. Czy to czasem nie przesada?

 

Z naszych badań wynika, że nauczyciele – nawet jeśli spotykają się z przejawami dyskryminacji – nie wiedzą, jak reagować. Bagatelizując np. fakt, że najczęstszym wyzwiskiem kierowanym do uczniów jest dziś słowo „pedał”, przyczyniają się do tego, że problem jest zamiatany pod dywan. I tak sprawa ignorowana jest przez kadrę szkolną, organy prowadzące placówki, a w końcu przez Ministerstwo Edukacji.

 

Dlatego oczekujemy od ministerstwa działań systemowych. Lekceważona dyskryminacja, która odbywa się z przyzwoleniem kadry pedagogicznej, jest tragiczna w skutkach. Widzimy to dzisiaj, kiedy informacja o śmierci Dominika obiegła media.

 

Do was takich informacji dociera więcej?

 

Co kilka tygodni pojawiają się sygnały.

 

I co opowiadają uczniowie?

 

Najczęściej, że doświadczyli przemocy psychicznej, znęcania, byli bici, szturchani. Rzucano w nich różnymi przedmiotami.

 

Ich orientacja seksualna była powodem ataków?

 

Z naszych badań wynika, że najczęściej ofiarami drwin padają chłopcy, którzy zachowują się dziewczęco. Odstają od normy przyjętej społecznie mówiącej o tym, co powinno być damskie, bądź męskie.

 

Czyli tak jak było w przypadku Dominika. Spodnie rurki, które nosił, i ułożona fryzura – dały mu łatkę „pedzio”. A stygmatyzacja ta sprawiła, że poczuł się zerem.

 

Towarzystwo Edukacji Antydyskryminacyjnej opracowało raport „Dyskryminacja w szkole – obecność nieusprawiedliwiona”. W wypowiedziach ankietowanych uczniów i nauczycieli te stereotypy pojawiają się często.

 

Czytałam. Jedna z ankietowanych uczennic powiedziała: „Pedał mówi się na chłopaka, który dba o siebie, bo np. układa sobie grzywkę rano i chodzi w rurkach, w bluzce takiej opiętej”.

 

I tu wraca problem edukacji.

 

Przecież Minister Edukacji zainteresowała się problemem dyskryminacji w szkołach. W Międzynarodowym Dniu Praw Człowieka wystosowała list, w którym przypomniała, że: „Kształcenie i wychowanie młodego pokolenia w przekonaniu o równości wszystkich ludzi bez względu na płeć, pochodzenie rasowe, religię, wiek, czy orientację seksualną to jedyna droga w rozwoju świadomego, odpowiedzialnego i demokratycznego społeczeństwa obywatelskiego”.

 

Ale już wytycznych co do tego, jak edukacja antydyskryminacyjna powinna wyglądać, nie ma. Ministerstwo nie pomaga nauczycielom. Nie ma podręczników, z których mogliby korzystać. Z badania TEA, na które powołam się po raz kolejny, wynika, że szkoły nie umieją prowadzić takich zajęć. Albo – co gorsza – przez to, co nazywają edukacją antydyskryminacyjną, tylko pogłębiają dyskryminację.

 

Ale bywają także szkoły, które podejmując próby edukowania uczniów narażają się na interwencje np. lokalnych władz.

 

Niestety, tak. Niedawno mieliśmy taki przypadek. W ramach projektu „Równa szkoła bez przemocy i dyskryminacji” gimnazjum w Piątkowisku pod Pabianicami ustaliło, że najczęstszymi wyzwiskami w szkole są „Żyd” i „pedał”. Szkoła postanowiła na to zareagować i zdecydowała się stworzyć w ramach edukacji antydyskryminacyjnej, poza lekcjami, dwa wydarzenia. Pierwszym był panel z przedstawicielami różnych światopoglądów i religii. W szkole była więc ateistka, przedstawiciele muzułmanów, Żydów. Kolejnego dnia skupiono się na dyskryminacji ze względu na orientację seksualną. W szkole pojawili się przedstawiciele „Fabryki równości” z Łodzi i zorganizowali warsztaty. Uczniowie, w sumie 60 osób, mieli przygotować plakaty na konkurs.

 

Plakaty o tolerancji.

 

Dokładnie.

 

Czytałam, że były na nich małżeństwa homoseksualne, tęcza i Biedroń.

 

Tak. Wystawę zaprezentowano w szkole. Nikt nie miał nic przeciwko aż do momentu, gdy dwa tygodnie po warsztatach w szkole pojawili się członkowie ONR i oprotestowali wystawę. Poszli ze sprawą do radnych i wójta. A ten nakazał dyrektorowi szkoły zdjąć plakaty.

 

Czyli ocenzurował wystawę.

 

I proszę pomyśleć, jak miały się czuć osoby nieheteroseksualne uczące się w tej szkole. Jednego dnia dostają wsparcie, a kolejnego, po działaniach ONR – zamiast wsparcia poczucie zagrożenia. A szkoła, która zauważyła problem, jak ta pod Pabianicami, w nagrodę dostała kontrolę z kuratorium i ani słowa wsparcia z ministerstwa.

 

Najgorsze jest to, że mówimy o dzieciach. Ile lat mają najmłodsi uczniowie, ofiary dyskryminacji, które do was trafiają?

 

Problemy najczęściej pojawiają się w gimnazjum i liceum. Kiedy uczniowie wchodzą w wiek dojrzewania.

 

W raporcie TEA przeczytałam relację z jednego ze szkolnych coming outów. „Moja koleżanka kiedyś na lekcji po prostu wstała i powiedziała, że ona jest lesbijką [...]. Klasa wiedziała, nauczycielka sobie po prostu usiadła. – Jak jesteś lesbijką?– spytała. – Normalnie, jestem lesbijką. Czy się to pani podoba, czy nie. – Mam dziewczynę – odpowiedziała jej koleżanka. Na co nauczycielka stwierdziła: – To chyba coś jest z tobą nie tak.”

 

Takie sytuacje zdarzają się częściej. Bywa, że nauczyciele osób LGBT w szkołach nawet nie chcą ich zauważać. Albo gdy zgłosi się dziecko, bo chce porozmawiać na temat swojej orientacji seksualnej – słyszy, że go sprawa nie dotyczy. Że jest za młode na rozmyślania o orientacji.

 

Często docierają do was informacje o samobójstwach dzieci wyszydzanych w szkołach ze względu na homoseksualizm?

 

Półtora roku temu nastolatek z Nowego Sącza popełnił samobójstwo, bo był nękany w swoim środowisku. Ale takie historie trafiają do nas rzadko. Proszę pamiętać, że stygmatyzacja rodzin LGBT jest ogromna. Dlatego matce Dominika należą się wyrazy szacunku. Mówiąc o tragedii syna zwróciła uwagę na bardzo istotny społecznie problem.
Warto podkreślić, że chęć odebrania sobie życia najczęściej nie jest podyktowana samą orientacją seksualną. Raczej tym, jak taki człowiek jest postrzegany przez społeczeństwo.

 

W wakacje nie ma szkoły. Są za to obozy letnie. I konieczność szybkiego odnalezienia się w nowym środowisku. W takich warunkach, gdy rodziców czy nauczycieli ze szkoły nie ma w pobliżu, o akty dyskryminacji pewnie jeszcze łatwiej.

 

Tego nie badaliśmy. Jednak nie mówilibyśmy o takim zagrożeniu, gdyby w Polsce istniała edukacja antydyskryminacyjna, której kształt byłby określony przez MEN.

Tagi: KPH, samobójstwo, homofobia, kampania, szkoła, MEN, LGBT, TEA

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone