17 Września 2015

Terroryzm
DSC1066.jpg
autor: Olga Wasilewska

Padło hasło „hejtujemy Wanat". Zorganizowana nagonka

  • WanatEwaRDC.jpg Ewa Wanat (fot. Michał Mutor)

Czy polskie sześciolatki są głupsze od rówieśników? Kontrowersyjny wpis na Fb – powód zwolnienia czy tylko pretekst? Co tak naprawdę w ciągu ostatnich miesięcy działo się w redakcji Polskiego Radia RDC? – Były próby nacisku na dziennikarzy. Sugestie, kogo zapraszać na wywiady, a kogo nie – mówi Ewa Wanat, była redaktor naczelna RDC, w rozmowie z kulisy24.com. 

 

 

Olga Wasilewska: Na czym polega to „ciężkie naruszenie obowiązków pracowniczych”, za które otrzymała pani zwolnienie dyscyplinarne?

 

Ewa Wanat: W doręczonym mi zwolnieniu, napisano, że chodzi m.in. o wpis na moim prywatnym Fb.

 

Dlaczego polskie sześciolatki są głupsze od rówieśników z Włoch, Francji i Niemiec? A może tylko państwu Elbanowskim rodzą się takie nierozgarnięte dzieci?” Wpis z końca sierpnia.

 

To miało być sarkastyczne. Nie miałam zielonego pojęcia, że to będzie tak odebrane. Sądziłam, że ironia tego wpisu będzie odpowiednio odczytana. Zresztą to była parafraza zdania z wywiadu z prof. Vetulanim, który przeczytałam kilka dni wcześniej. Z tym że on wyraził to dużo ostrzej. Chodziło o wniosek, który można wysnuć z działań tych, którzy nie chcą posyłać 6-letnich dzieci do szkół. Ironia.

 

Ironii nie odczytano. Został atak na dzieci.

 

To nie był atak na dzieci. Dopiero kiedy zobaczyłam, jaki jest odbiór tego wpisu, dotarło do mnie, że wiele osób tej mojej ironii nie rozumie. Godzinę czy dwie godziny później napisałam kolejny post, w którym wyjaśniałam, co to jest ironia, sarkazm. Podawałam definicję takiej sarkastycznej wypowiedzi... To była taka figura stylistyczna, może nie do końca fortunna. Jest mi przykro, że ktoś mógł to inaczej odebrać. Nie miałam intencji kogokolwiek obrażać. Niezależnie od wszystkiego, to był mój wpis, na moim prywatnym Fb. To był wpis Ewy Wanat, a nie stanowisko redakcji.

 

Wpisem zainteresował się szef rady nadzorczej RDC...

 

Ktoś wkleił ten mój wpis na jego Fb, z pytaniem, co on ma zamiar z tym zrobić. On napisał, że to jest skandaliczna wypowiedź i że rada nadzorcza zajmie się tym na najbliższym posiedzeniu. Potem wezwał polityków lewicy, żeby się odnieśli do mojej wypowiedzi. Wezwał Barbarę Nowacką, Leszka Millera, Janusza Palikota, Piotra Ikonowicza... Nie mam pojęcia, po co! Co ma piernik do wiatraka?! Dla mnie to były jakieś szokujące działania. Jakiś absurd. Co ci państwo mają do mojego wpisu na Fb?! No i potem jeszcze napisał, że „jest się skandalizującą celebrytką lub naczelną redaktor w RDC” i że „dokonałam wyboru”. Nie tylko ja odebrałam to jako groźbę. Że będzie to miało dla mnie konsekwencje zawodowe. Wpis zrobiłam 25 sierpnia. Teraz pocztą dostałam zwolnienie dyscyplinarne.

 

Szef rady nadzorczej RDC, Wojciech Borowik, napisał, że „miała pani wybór i że dokonała wyboru”, a jemu „pozostaje go uszanować”. Czy był jakiś wybór? Postawiono warunki, po spełnieniu których mogłaby pani zostać?

 

Nie. Żadnych prób rozmowy. Przyszło zwolnienie dyscyplinarne i tyle. Nikt ze mną nie rozmawiał... od marca.

 

Zwolnienie za wpis na Fb. Ten wpis to powód czy pretekst?

 

Moim zdaniem sprawa tak naprawdę zaczęła się w marcu. Wtedy sytuacja w radiu się zmieniła.

 

Co stało się w marcu?

 

W marcu zarząd poinformował mnie, że zwalnia Elizę Michalik. Niezgodnie zresztą z prawem prasowym, bo w prawie prasowym jest napisane, że jedynie redaktor naczelny ma prawo zatrudniać i zwalniać dziennikarzy. Ten argument podnosiła też w swoim oświadczeniu Helsińska Fundacja Praw Człowieka.

 

Kto podjął decyzję o zwolnieniu red. Michalik?

 

Wiadomość o zwolnieniu Elizy została mi po prostu zakomunikowana. Powiedziałam, że absolutnie się z tym nie zgadzam. Że jestem przeciwko. Oczekiwano, że decyzję o zwolnieniu Elizy ja na zewnątrz zakomunikuje jako własną. Powiedziałam, że absolutnie nie mogę tego zrobić, bo nie mogę zrobić czegoś, z czym się nie zgadzam i co jest szkodliwe dla programu. Od tego czasu zarząd właściwie ze mną nie rozmawiał. Sytuacja w radiu zrobiła się nieprzyjemna. Zaczęłam być pomijana w kontaktach zarządu z pracownikami redakcji, dziennikarzami, wydawcami. Różne sprawy z nimi zarząd załatwiał poza mną. Ta sytuacja stała się bezpośrednią przyczyną tego, że się rozchorowałam. To było w maju.

 

Przed zwolnieniem Elizy Michalik nie było problemów? Zapytam wprost: czy redakcja RDC otrzymała wytyczne lub sugestie w sprawie tematów oraz gości, których nie powinno się zapraszać do radia?

 

Były naciski ze strony rady programowej i rady nadzorczej. Zarzuty w stosunku do Elizy Michalik, a potem do Rafała Betlejewskiego, że godzi „w nasze sojusze i polską rację stanu”, bo jest krytyczny wobec Ameryki i jest antyamerykański.... Zupełnie tego nie rozumiałam. W gestii rady nadzorczej nie leży ingerowanie w program.

 

Sugestie zmian w programie padały w rozmowach prywatnych?

 

To nie były jakieś rozmowy przyjacielskie, prywatne, bo w końcu każdy może powiedzieć, co sądzi na temat tego, co słyszy w radiu. Nie. Byłam zapraszana, kilka razy, na spotkania z radą nadzorczą i na tych spotkaniach, oficjalnych, występowano do mnie, jako do redaktora naczelnego, z pretensjami o to, kto kogo zaprasza i dlaczego.

 

Chodziło tylko o kwestie doboru gości?

 

Nie. Tłumaczono, dlaczego Eliza Michalik nie jest odpowiednią dziennikarką do pracy w radiu publicznym. I dlaczego Rafał Betlejewski godzi w polską rację stanu... Oprócz tego, zarzuty zgłaszała też rada programowa. Że Tomasz Stawiszyński zaprasza Tadeusza Bartosia. Okazało się ze Tadeusz Bartoś jest osobą, której się nie powinno zapraszać do rozmów o kościele, o filozofii, o herezji itd. Dziwne, pełne podtekstów pytania o program o problemach środowiska LGBT „Homolobby” Mika Urbaniaka. Tu także uwagi do Rafała Betlejewskiego i jego publicystyki. Do Elizy Michalik, że jest antyklerykalna... Do braku kolęd. O to jedna i druga rada miały pretensje.

 

Na rozmowy wzywani byli także dziennikarze?

 

Rada programowa koniecznie chciała rozmawiać z dziennikarzami na temat, kogo mają zapraszać, a kogo nie. I ja się temu bardzo stanowczo sprzeciwiłam. Absolutnie niedopuszczalne jest, żeby jakiekolwiek osoby poza redaktorem naczelnym próbowały wywierać wpływ na dziennikarzy. Nie. Nie w demokratycznym kraju!

 

Mimo sprzeciwu, dziennikarze byli wzywani na rozmowy?

 

Ja się temu sprzeciwiłam, ale nie dawano za wygraną. Poszło pismo od rady programowej do rady nadzorczej. Rada nadzorcza wysłała pytanie do kancelarii prawnej. Pytano, czy rada programowa ma prawo wzywać na rozmowy dziennikarzy. Kancelaria prawna odpowiedziała, że nie ma takiego prawa. Nie wiem, po co były te pytania. To wszystko jest w prawie prasowym, którego widać członkowie rady programowej nie czytali i nie znają. Gdyby rada nadzorcza znała i czytała prawo prasowe, nie musiałaby pytać kancelarii prawnej.

 

Zmiany w redakcji, ingerencja w to, kto kogo zaprasza i w końcu dyscyplinarne zwolnienie. Wielu mówi: powody polityczne.

 

Może tak być. Nie siedzę w głowach ani rady nadzorczej, ani zarządu. Trudno mi odpowiedzieć. Ja skupiałam się na robieniu programu. Dla mnie najważniejsze było to, żeby robić dobry program. Żeby był jak najwyższej jakości i żeby był ciekawy. Nie interesowało mnie, co się dzieje za kulisami. Kto na kogo naciskał np. w konkursie na prezesa stacji. Konkurs wygrała dotychczasowa prezes, ale tak się dziwnie złożyło, że właśnie w trakcie trwania tego konkursu zwolniła Elizę Michalik.

 

Ten wpis z Fb. Napisałaby to pani ponownie?

 

Inaczej bym to sformułowała. Może dała cudzysłów albo duże: „UWAGA, to IRONIA, ja tak o polskich dzieciach nie myślę”. Nie miałam pojęcia, że tak wielu ludzi tego nie zrozumie. Widać w internecie trzeba swoje wypowiedzi formułować wprost. Widać, że tu ironia czy sarkazm, czy też inne figury stylistyczne po prostu nie działają. Tak jak teraz o tym myślę, to jest mi przykro, że ktoś mógł odebrać mój wpis na Fb jako atak na dzieci. Nie taka była moja intencja.

 

To rzeczywiście było tak, że ludzie, obserwatorzy profilu, byli oburzeni, czy większość tych wpisów to był raczej klasyczny internetowy hejt? Wpisy, w których pojawia się nazwisko Elbanowskich, aktywizują hejterów...

 

Też się nad tym zastanawiałam. Ten hejt, który się pojawił pod moim wpisem, to nie była zwykła polemika. Tam się pojawiła niesamowita ilość wpisów, które nie miały nic wspólnego ze stosunkiem do tej wypowiedzi. Pisano że jestem... to aż nie do powtórzenia.

 

Pisali rodzice 6-latków, którzy nie chcą posyłać dzieci do szkół i poczuli się obrażeni...

 

Oni też pisali, ale oni chcieli dyskutować. Jednak większość wpisów to był taki typowy hejt. Wręcz miałam wrażenie, że to jest zorganizowana przez kogoś, jakąś grupę nagonka. Że może ludzie tak naprawdę nie czytają tego, co tam zostało napisane, tylko padło hasło „Hejtujemy Wanat” i już. Hejtujemy Wanat. Mam wrażenie, że to właśnie było to. Po raz pierwszy na moim Fb pojawiło się tyle obraźliwych komentarzy.

 

Po pani zwolnieniu protestują słuchacze. Piszą listy, podpisują się pod petycjami, dzwonią, do RDC. Chcą powrotu Ewy Wanat. Czy to może coś zmienić? Na ile dla radia ważny jest głos słuchaczy?

 

Dla mnie jest najważniejszy. Ja jestem zszokowana, że jest taki niesamowity oddźwięk. Kilka tysięcy osób podpisało petycję w mojej sprawie. To niesłychanie wzruszające...

 

A to, że kolejne osoby w geście protestu odchodzą z RDC? Zrezygnowali już Mike Urbaniak i Maciej Łubieński. Rafał Betlejewski napisał, że daje sobie dwa tygodnie do namysłu...

 

To są wzruszające gesty, wiem na przykład, że Mike to bardzo przeżył. Ale nie chcę, żeby ludzie czuli się w obowiązku okazywać mi w ten sposób solidarność. Absolutnie od nikogo tego nie oczekuję! Ja wiem, że oni mnie lubią, cenią i szanują i z wzajemnością. Nikt, żeby to udowodnić, nie musi się przecież kłaść Rejtanem.

 

Będą kolejne odejścia z RDC?

 

Dziennikarze RDC do mnie dzwonią i piszą. Niektórzy mówią wprost, że zrezygnują. Inni pytają, co mają robić. Ja myślę, że to jest trochę tak... To są ludzie, których ja przyjęłam do radia. Zaprosiłam do współpracy. Oni wszyscy zdecydowali się przyjść do redakcji, bo mieli zaufanie do mnie. Do tego, że jeśli ja to będę robiła, to całe przedsięwzięcie ma szanse powodzenia. Dlatego zdecydowali się w tym uczestniczyć. Teraz pytają, co dalej... Ja nie chcę, żeby podejmowali jakieś dramatyczne decyzje. Nie oczekuję tego. Wystarczy, że ja z dnia na dzień zostałam bez pensji.

 

Nie ma mowy o odprawie?

 

To zwolnienie dyscyplinarne, więc nie dostanę odprawy, nie ma żadnego trzymiesięcznego wypowiedzenia. Z dnia na dzień. Zupełnie nie jestem na taką sytuację przygotowana.

 

Sprawa trafi do sądu pracy...

 

Oczywiście. Może to, co napisałam, nie było zbyt zgrabne, ale nie sądzę, żeby to był powód do zwolnienia dyscyplinarnego za „ciężkie naruszenie obowiązków pracowniczych”. Zwłaszcza w obliczu tego, co ja i mój zespół stworzyliśmy. Jeśli położyć to na wadze, jedno i drugie, to myślę, że nikt nie może mieć wątpliwości, co przeważy.

 

W odwołaniu będzie żądanie przywrócenia na stanowisko?

 

Ustalamy z prawnikiem.

Tagi: ewa wanat, RDC, zwolnienie, elbanowscy, dzieci, sześciolatki, eliza michalik, olga wasilewska

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone