19 Września 2015

Terroryzm
DSC1007.jpg
autor: Paulina Socha-Jakubowska

Nie ma sensu wybielać islamu

  • abdulrasheed-480909-1280.jpg (fot.pixabay.com)

Nie ma sensu udawać, że polityka wielokulturowości zawsze wypala i kończy się wyłącznie sukcesem. I nie ma sensu wybielać islamu mówiąc, że żaden prawdziwy muzułmanin nie mógłby się dopuścić aktu terroru, bo islam jest religią pokoju. Bo są terroryści zabijający w imię islamu. I jest samozwańczy kalifat – mówi dr hab. Katarzyna Górak-Sosnowska, religioznawczyni z SGH.

 

 

Podoba się pani Polska, nad którą od tygodni w sprawie imigrantów i uchodźców unoszą się opary absurdu?

 

Wiem jedno: wszystkie naiwne i utopijne komentarze szkodzą sprawie. I mówię o komentarzach po obu stronach sporu. Przede wszystkim podejmując dyskusję rozróżniłabym dwie kwestie. Jeśli spyta mnie pani, czy pomoc ofiarom wojny się należy, odpowiem, że to oczywiste. Ale zupełnie inną sprawą jest zorganizowanie jej tak, by się nie pogubić. Powiedzenie „bierzemy wszystkich jak leci, chodźcie z nami” jest nieporozumieniem. Bo o ile to ważne słowa, wręcz symboliczne, to mogą wywołać kolejną falę kolejnych imigrantów zachęconych do przyjeżdżania. A tego nie wytrzymają nasze społeczeństwa.

 

Tymczasem problem imigrantów stał się elementem populistycznej kampanii wyborczej.

 

Brakuje konkretów. Z jednej strony mamy ksenofobię, z drugiej hurraoptymizm.

I o ile optymizm prezydenta Słupska, który mówi, jak zorganizuje zajęcia w szkołach dla dzieci imigrantów – bardzo chętnie kupuję, o tyle inne jego przejawy niepoparte konkretami uważam za utopijne.

 

Podejrzewam, że na racjonalizowanie jest za późno. Zbyt wiele padło niepotrzebnych słów i zbyt wiele totalnych głupot zalało media.

 

Ostatnio ktoś napisał, że przyjeżdżają sami mężczyźni z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, bo to geje i chcą przejąć naszą heteroseksualną Europę.

 

Tego nie czytałam.

 

Bo to był mniejszościowy portal prawicowy. Ale mity, które krążą o krwiożerczych muzułmanach, są w zasadzie te same od lat. Teraz po prostu mocniej wybrzmiewają i są częściej powielane.

 

Któryś z tych ksenofobicznych tekstów zszokował panią bardziej?

 

Zobaczyłam mem, na którym była brama Auschwitz i tekst: „Zapraszamy muzułmanów, infrastrukturę już mamy”.

 

Tego już niewiedzą i obawami przed nieznanym nie można wytłumaczyć.

 

Jak się komuś zwróci uwagę, że nie powinien wypowiadać się, bo nie ma pojęcia o islamie, w odpowiedzi można usłyszeć: „O pedofilach też nie wiem wiele, ale nie przeszkadza mi to, by powiedzieć, że to, co robią jest naganne”.

W ten sposób można odnieść wrażenie, że dla części naszego społeczeństwa muzułmanin nie jest człowiekiem, a bytem niższej kategorii.

 

Co nie przeszkadza nam – Polakom tłumnie wybierać się na wakacje do krajów muzułmańskich. Koleżanka, żona muzułmanina – opowiedziała mi, jak na profilu jednego ze znajomych razem z mężem oglądali publikowane przez niego skrajnie ksenofobiczne posty. Po godzinie ten człowiek do nich zadzwonił z pytaniem, czy mogliby zorganizować wyjazd do Maroka, do ojczyzny muzułmanina.

 

Wątpię, by wszystkie osoby twierdzące, że powinniśmy się obawiać muzułmanów, nigdy nie widziały muzułmanina. Część z nich ma z nimi kontakt czy to w kurorcie, czy w dzielnicy muzułmańskiej w europejskim mieście.

 

Dodam, że samozwańczy kalifat bardzo chce, abyśmy wierzyli, że to właśnie oni są prawdziwymi muzułmanami. A my, ulegając tej histerii w stosunku do wszystkich muzułmanów, realizujemy ich zamierzenia.

 

 

Jak jest z tymi młodymi, silnymi muzułmanami, którzy szturmują granice? Przyjeżdżają gwałcić Europejki?

 

Moim zdaniem jako najsilniejsi członkowie swoich rodzin mają zorganizować tu sobie życie, by móc ściągnąć potem inne osoby. Lepiej zniosą trud podróży, a w drodze do Europy nikt ich nie zgwałci. Bo należy pamiętać, że aby dotrzeć do Europy, muszą przejść długą drogę.

 

Poza tym wciąż nie wiemy, czy mężczyzn wśród napływających rzeczywiście jest najwięcej. Żeby można było generalizować, trzeba mieć jakieś dane. A jak rozumiem, my ich nie mamy, bo jeszcze tych ludzi nie zarejestrowaliśmy i nie sprawdziliśmy, kim oni są. Opieramy się na razie na szacunkach.

 

I właśnie dlatego nie możemy mieć pewności co do tego, komu pomagamy.

 

Nie potępiałabym w czambuł tych, którzy uciekają z regionów objętych wojnami albo borykają się z problemami ekonomicznymi i próbują znaleźć lepsze życie.

 

Bo Polska ma doświadczenia wojny, okupacji, komunizmu i emigracji? Argument dla naiwnych.

 

Ostatnio przeprowadzono badania przy okazji napiętej sytuacji na Ukrainie, z których wynikało, że połowa Polaków nie byłaby skłonna walczyć za swój kraj. I tu tak samo – część Syryjczyków walczy, a część ucieka.

 

W kontekście uchodźców pojawia się jeszcze jeden argument. Przecież koalicja międzynarodowa spuszcza bomby na tzw. Państwo Islamskie od miesięcy. I nic z tego nie wychodzi. Skoro cały świat nie jest w stanie sobie poradzić, to jak mają to zrobić sami Syryjczycy?

 

Mamy im współczuć? Żartuje pani? Przecież właśnie zalewają nas terroryści. Kościoły zostaną zamienione w meczety. W Polsce zostanie wprowadzony szari’at.

 

Żeby wprowadzić szari’at w Polsce – trzeba by zmienić konstytucję. Do tego potrzebna jest większość 2/3 w parlamencie. Czyli jakaś partia muzułmańska musiałaby być w lepszej sytuacji niż PiS przed najbliższymi wyborami. Zakładam, że żaden szanujący się Polak-katolik na partię muzułmańską nie zagłosuje. Więc musielibyśmy mieć w Polsce kilkadziesiąt milionów muzułmanów, by taka partia weszła do Sejmu i miała poparcie pozwalające na zmianę konstytucji.

 

Jeśli zaś mowa o zalewających nas terrorystach, to mówienie w ten sposób jest bardzo krzywdzące dla tych, którzy uciekają właśnie przed radykalnym islamem. Tak samo, jak krzywdzące jest mówienie o „polskich obozach zagłady” i robienie z nas, Polaków, katów, podczas gdy byliśmy ofiarami nazistów.

 

Ale traumę wojenną część z nich ma. I to kolejny problem.

 

Zgadzam się, że są to ludzie po traumie wojennej, dzieci i kobiety również. I, co podkreśla się w kontekście uchodźców przebywających w Libanie i Turcji, – spora część ma syndrom stresu pourazowego i różne uszczerbki natury psychologicznej. I to będzie stwarzało problemy. A jeżeli do tego zechcemy ich wszystkich ulokować w obozach dla uchodźców, tylko to spotęgujemy. Nie będzie normalności, a stan zawieszenia.

 

Rozumiem, że pani nie boi się terrorystów z ISIS prześlizgujących się z tłumami uciekających przed wojną?

 

Kto powiedział, że terroryści ciągną z Syrii? Równie dobrze mogą przyjechać z Berlina, przecież tam już mieszkają zwolennicy tzw. Państwa Islamskiego.

 

Chce pani kolejny absurd z toczącej się dyskusji? Ostatnio usłyszałam, że uchodźcy i imigranci może przez jakiś czas będą cicho, ale potem zaczną atakować, bo wszyscy urodzili się z genem terrorysty.

 

Tyle tylko że nie ma modelu osobowości terrorystycznej. Oczywiście, islam można tak zinterpretować, by nim tłumaczyć konieczność odebrania sobie życia w imię religii. Ale gdyby było tak, jak twierdzą niektórzy, że islam nakazuje swoim wyznawcom działalność terrorystyczną, to na świecie nie byłoby muzułmanów, gdyż wszyscy zginęliby w samobójczych zamachach.

 

 

Jednym z argumentów na to, że mamy już tysiące terrorystów w Europie, miał być filmik pokazujący, jak grupa muzułmanów krzyczy „Allahu akbar”. Czyli – zdaniem jego twórców i propagatorów – przygotowuje się do wysadzenia w powietrze.

 

 

Każdy modlący się muzułmanin używa tego zwrotu, to odniesienie do Boga. Podążając tym tokiem rozumowania – pięć razy dziennie muzułmanie nawołują do zabijania.

 

 

Nawet jak przyjadą i nas nie zabiją, to na pewno będą nas indoktrynować.

 

Ale co właściwie mieliby robić? Jeśli założyłabym mini i pojawiłby się muzułmanin, który w imię islamu nakazałby mi zakrycie nóg – rozumiem, że w państwie prawa, jakim jesteśmy, pojawiłyby się odpowiednie służby i zareagowały. Tak samo gdyby mnie zaatakował na ulicy kibol.

 

A wracając do indoktrynacji, to robią to czasem świadkowie Jehowy. Albo ludzie, którzy mówią, że dzieci urodzone z in vitro mają bruzdę.

 

 

Naprawdę muzułmanie nas, chrześcijan, tak nienawidzą?

 

Z teologicznego punktu widzenia muzułmanie uważają chrześcijan za lud księgi, czyli taki, któremu objawiono Pismo. Islam jest kontynuacją chrześcijaństwa, tak jak chrześcijaństwo jest kontynuacją judaizmu. Ponieważ w islamie nie ma instytucjonalnego odpowiednika Kościoła, który wyznaczałby wykładnię doktryny religijnej – jest duże pole do interpretacji. Zdarzać się więc mogą ludzie, którzy mówią, by nie uznawać chrześcijan, bo to jest zagrożenie.

 

Niestety, nie da się jednoznacznie określić stosunku muzułmanów do chrześcijan ponad te teleologiczne rozważania.

 

Proszę też zauważyć, że gdy mówimy o konflikcie cywilizacji, mówimy islam–Zachód. Czyli z jednej strony mamy coś religijnego, a z drugiej strony coś opartego na korzeniach judeochrześcijańskich – ale świeckiego. To jest kolejny element tej bardzo złożonej układanki.

 

Kolejna sprawa: o ile Jezus był Synem Bożym, to Mahomet był i prorokiem, i szefem gminy muzułmańskiej; i prowadził podboje, i zajmował się administracją. Związek islamu z polityką jest mocniejszy niż związek z nią religii chrześcijańskiej. To także sprzyja upolitycznianiu konfliktów. I generowaniu różnic.

 

 

Na każdej polskiej ulicy stanie meczet. Boi się pani?

 

Argument o wyrastających w Polsce meczetach pojawiał się już wtedy, kiedy budowano ten warszawski. Nikt nie krytykował tej inicjatywy pragmatycznie mówiąc, że np. w okolicy meczetu będą korki, że muezin nawoływaniem do modlitwy będzie zagłuszał spokój mieszkańców bloków znajdujących się obok. Straszono tylko zalewającymi nasz kraj muzułmanami i meczetami. Tymczasem na razie w Polsce stoją cztery meczety. Jeden w Warszawie, jeden w Gdańsku i dwa drewniane: Bohoniki i Kruszyniany.

 

A czy ktoś bierze pod uwagę fakt, że skoro boimy się radykalizmu muzułmańskiego, to chyba powinniśmy infiltrować te społeczności? Znacznie lepiej infiltruje się meczet niż prywatne mieszkanie.

 

Jest jeszcze kwestia finansów. Trzeba mieć fundusze, aby meczet zbudować.

 

 

Ale jak będą meczety, to muzułmanie będą do nas przyjeżdżać. Kolejna zasłyszana informacja.

 

Tak, to kolejny absurd pojawiający się w komentarzach. Meczety nie są kryterium zasadniczym, bo przecież nie samą religią człowiek żyje. Raczej: są muzułmanie – pojawiają się meczety, a nie odwrotnie: budujemy meczety i przyjeżdżają do nas muzułmanie.

 

Dziwi panią to, że chcą jechać do Niemiec, a nie osiedlą się w naszej pięknej Polsce? Albo pod osłoną nocy z niej uciekają?

 

Szczerze mówiąc, gdybym już dotarła do Europy i miała jakieś możliwości wyboru – pewnie też osiedliłabym się w Niemczech.

 

Migracja ma charakter łańcuchowy. Łatwiej osiedlać się w miejscach, w których funkcjonują muzułmańskie dzielnice, są muzułmańskie sklepy, meczety, napisy po arabsku czy turecku. Ciężko być jedynym Syryjczykiem w małej miejscowości.

 

Przecież logiczne byłoby, gdyby osiedlali się w krajach arabskich. Zwłaszcza te bogate powinny ich przyjmować – mówią przeciwnicy pomagania.

 

Skoro pielęgnujemy mit, że Europa jest taka humanitarna, otwarta, a Skandynawowie w tym przodują, trudno jest dziwić się tym ludziom, że korzystają z zaproszenia.

 

I na dzień dobry zniechęcają do siebie. Drą prawdziwe dokumenty, kupują syryjskie paszporty, chcą budować nową tożsamość w oparciu o fikcyjne losy ofiar wojny. Trudno takim ludziom ufać.

 

Powinniśmy postrzegać tę grupę jako jednostkowe sytuacje i pojedyncze motywacje, a nie generalizować.

 

Są u nas tacy, którzy chcą pomagać tylko kobietom i dzieciom, oraz tacy, którzy uważają, że nawet niemowlęta mają służyć imigrantom do zamachów terrorystycznych. Wybuchające niemowlaki stały się już symbolem zagłady naszej kultury.

 

Oczywiście, że dzieci szkolone są do zabijania, dzieci-żołnierze funkcjonują nie tylko na Bliskim Wschodzie, ale także np. w państwach Afryki Subsaharyjskiej. Ale mówienie, że wynaturzony rodzic muzułmański myśli tylko o tym, by wyhodować sobie maszynkę do przyczepienia dynamitu – to absurd. To jest właśnie przykład na to, jak traktujemy muzułmanów. Powtórzę to jeszcze raz. Nie traktujemy ich jak równych sobie ludzi.

 

 

Jeśli pewne nastroje mogą wynikać z jakiś powielanych, źle rozumianych przez laików informacji – np. tej, że hidżra to inwazja demograficzna muzułmanów – można to prostować. Tłumaczyć, że to była ucieczka Mahometa z Mekki do Medyny. I że w tym kontekście jest to źle używane pojęcie.

 

Ale informacje o tym, że muzułmanki masowo rodzą dzieci, by potem przyczepiać do nich bombę, powinny być po prostu ignorowane. Nie trzeba być znawcą islamu, by wiedzieć, że to bzdury. Przypuśćmy, że na kilkaset milionów muzułmańskich matek zrobi to kilkanaście. Czy mamy moralne prawo mówić, że tak postępują muzułmanki?

 

Muzułmanie są leniami, a nam się wmawia, że mają zwiększać nasze PKB.

 

Oczywiście, jeżeli popatrzymy na państwa Bliskiego Wschodu, to tam z wydajnością pracy jest naprawdę słabo. Ale większość pracuje w sektorze publicznym, w którym bycie aktywnym pracownikiem albo też kompletnie nieprzejmującym się pracą, w żaden sposób nie wpływa na wysokość wynagrodzenia.

 

Jednak w samym islamie etyka pracy jest na wysokim poziomie. To religia, która wywodzi się z pustyni, miejsca, na którym nie ma dóbr i trzeba się starać, aby przeżyć. A to, że ktoś żyje z socjalu, to inna sprawa.

Tak pojawia się rozdźwięk między teorią a praktyką. Taki sam, jaki występuje u chrześcijan postępujących niezgodnie z nauką Kościoła. W ten sposób osiągamy mistrzostwo w rozliczaniu muzułmanów z teorii, zupełnie nie patrząc na uwarunkowania. Jednak sami nie chcemy być osądzani przez pryzmat wykładni Kościoła, za którego członków się uznajemy.

 

Boi się pani fali nienawiści i niezrozumienia?

 

Najgorsze jest to, że ten hejt z internetu przenosi się do realnego życia. Znajomy muzułmanin żyjący w Polsce od lat przyznał ostatnio, że właściciele wynajmowanego przez niego mieszkania powiedzieli mu, że przedłużą umowę, ale nie powinien zapraszać kolegów.

 

Polowanie na czarownice.

 

Nie ma sensu udawać, że polityka wielokulturowości zawsze wypala i kończy się wyłącznie sukcesem.

I nie ma sensu wybielać islamu mówiąc, że żaden prawdziwy muzułmanin nie mógłby się dopuścić aktu terroru, bo islam jest religią pokoju. Bo są terroryści zabijający w imię islamu. I jest samozwańczy kalifat.

Ale muzułmanie żyjący w Polsce przez to, co się dzieje dookoła, znaleźli się w fatalnej sytuacji. Przestali być panami swojej tożsamości. Choć nic złego nam nie zrobili, dziś straszy się nimi tak, jak tymi „globalnymi” muzułmanami, którzy mają do nas przyjechać z daleka.

Tagi: isis, terroryzm, islam, meczet, górak-sosnowska, uchodźcy, syria, irak, socha-jakubowska

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone