27 Października 2015

Terroryzm
1280x852.jpg
autor: Izabela Smolińska

Idzie nowe

  • pawel-kukiz.jpg Warszawa, 25.10.2015. Lider ruchu Kukiz'15 Paweł Kukiz podczas wieczoru wyborczego ruchu Kukiz'15, w Warszawie. PAP/Marcin Obara

– Żyjemy w dobie globalnej transformacji. Stare struktury – tak na lewicy, jak i na prawicy – przestały generować nowe idee i pomysły. Stało się to w toku różnego rodzaju zjawisk degenerujących politykę. Doświadczenia z Hiszpanii, Włoch czy Grecji pokazują, że sprawy mogą przyjąć bardzo gwałtowny obrót i że zmiany mogą przyjść bardzo szybko – mówi prof. Guy Standing, autor „Karty Prekariatu”.

 

Prekariat to wprowadzone przez Guya Standinga w książce „Karta Prekariatu” pojęcie służące określeniu nowej klasy społecznej, którą cechuje przede wszystkim niepewność. Należą do niej wszyscy ci, którzy pobawieni są stabilności: bez stałego zatrudnienia, praw socjalnych i obywatelskich, bez gwarancji jutra. W tej kolejnej z jego publikacji brytyjski badacz społeczny i ekonomista rozwija wizję dobrego społeczeństwa.

 

Jest pan bardzo zainteresowany polityką, również polską. Chciałabym porozmawiać właśnie o tym politycznym aspekcie książki, odnieść go do aktualnej sytuacji – porozmawiać o młodych w polityce. Czy  pisząc o prekariacie i prekariuszach myślał pan o młodych, o obecnych 25–35-latkach?

Chciałbym uniknąć postrzegania prekariatu w takich kategoriach pokoleniowych, bo należą do niego nie tylko młodzi. Chociaż właśnie oni, z tej prostej przyczyny, że jest to współczesne zjawisko,  stanowią jego dużą część. Ale do prekariatu należy też duża grupa osób starszych. Szczególnie narażone są na to słabsze grupy: kobiety, migranci, osoby z różnego rodzaju niepełnosprawnościami. Dlatego nie ma sensu ujmować go w kategoriach  pokoleniowych.

Wyjaśnię skąd pytanie. W obecnej sytuacji politycznej w Polsce wydaje się, że termin „prekariat” doskonale tłumaczy to, czego nie potrafią wyjaśnić analitycy. Wyjaśnia, skąd wzięli się kukizowcy, partia Razem i różnego rodzaju oddolne inicjatywy i ruchy polityczno-społeczne, których nie potrafią zagospodarować politycy.

Fenomen Kukiza podobny jest do fenomenu Beppe Grillo (komik i aktor, a także działacz polityczny – red.) we Włoszech. To są postacie populistyczne, które mają swoje pięć minut sławy, korzystając z efektu nowości. I być może dobrze wypadają na scenie. Są inteligentni, ale tak naprawdę nie traktuje się ich poważnie. Mają jednak pewną rolę do odegrania – przełamują stare podziały. Nie trzeba ich całkowicie odrzucać, bo to oni otwierają wrota i torują drogę nowym postaciom politycznym.

Stare podziały przestają wystarczać?

Stare, XX-wieczne struktury – tak na lewicy, jak i na prawicy – przestały generować nowe idee i pomysły. Stało się to w toku różnego rodzaju zjawisk degenerujących politykę, takich jak nepotyzm, karierowiczostwo, biurokracja, podejście aparatczykowskie do systemu politycznego. Żyjemy tymczasem w dobie globalnej transformacji. Stoimy w obliczu nowych wyzwań i nowych nierówności, wymagających nowych rozwiązań i nowego systemu politycznego. To bardzo interesujące pole do analiz, bo należy zrozumieć, że stare struktury stanowią dziś przeszkodę i na lewicy, i na prawicy – chociaż w Polsce może się wydawać, że to tylko problem prawicy, bo dwie główne partie na scenie politycznej są prawicowe. Obie stąpają po bardzo kruchym lodzie. Po drugiej stronie mamy starą myśl socjalistyczną z dużym bagażem i nowe idee, tworzące się też w ramach prekariatu. Jednak wszystkie one, w wyniku komercjalizacji mediów i polityki oraz działania wielkiego kapitału, pozostają niesłyszane i nie mogą się przebić. Tymczasem doświadczenia z Hiszpanii, Włoch czy Grecji pokazują, że sprawy mogą przyjąć bardzo gwałtowny obrót i że zmiany mogą przyjść bardzo szybko.

I ten niedowartościowany i pomijany dzisiaj prekariat sięgnie po władzę?

I w związku z tym nie należy rozpaczać. Myślę – i pisałem o tym w książce – że prekariat może stać się klasą samą w sobie. Mnożące się niesprawiedliwości, nierówności, brak bezpieczeństwa sprawią, że coraz więcej ludzi będzie się buntowało przeciwko obecnym systemom władzy. I jeżeli coś się nie zmieni, polityka będzie stanowiła coraz bardziej nieprzyjemną część ich życia.

No właśnie,  skoro mówimy o zmianach. Obserwujemy je teraz w Europie; zachodzą bardzo gwałtownie. Kryzys migracyjny to zupełnie nowa sytuacja, wyzwanie dla polityków, z którym – jak pokazują ostatnie tygodnie – nie potrafią oni sobie radzić. Czy uchodźcy zasilą szeregi europejskich prekariuszy?

Kryzys migracyjny to z całą pewnością  największe w tej chwili wyzwanie dla Europy. Migranci stanowią znaczną część prekariatu – i nie chodzi tylko o imigrantów i uchodźców z Afryki i Bliskiego Wschodu, którzy teraz docierają do Europy. Zjawisko prekariatu dotyczy wszystkich krajów, w tym np. Wielkiej Brytanii, gdzie znaczną jego część stanowią Polacy, którzy wyjechali tam za chlebem. Jednocześnie trzeba zrozumieć, że wpływ obecnego kryzysu ma wymiar bardzo realny i będzie mieć długotrwały charakter. Istnieje ryzyko, że migracja będzie demonizowana jako przyczyna wzrostu liczebnego prekariuszy.

A tak nie jest?

To jest poniekąd prawda. Prekariat się rozrasta również dlatego, że wzrasta liczba migrantów docierających do Europy, ale sytuacja nie jest taka zero-jedynkowa. Trzeba ja postrzegać jako pewne continuum. Prekariat rozrósłby się i tak, bo to wynika z ogólnych uwarunkowań. Wynika z nich, że tylko mniejszość społeczeństwa ma pełne prawa obywatelskie. Polityka – zarówno prawicowa, jak i lewicowa – tylko pogarsza sprawę, umniejszając prawa obywatelskie prekariuszy, w tym migrantów.

Czy prekariusze europejscy są właśnie tą grupą, która usłyszy migrantów, zawalczy o ich prawa, dzięki czemu na tym też zyska? Czy te grupy mogą pomóc sobie wzajemnie, więc będą się wspierać?

W ramach prekariatu istnieje zarówno grupa tych, którzy maja ciągoty neofaszystowkie i ksenofobiczne, jak i  grupa tych, którzy objęli przywództwo w próbie uporania się z kryzysem, którzy wspierają prawa migrantów i uchodźców, którzy nawołują polityków do konstruktywnego rozwiązywania problemu i których działania stanowią dowód istnienia silnej cywilizacji europejskiej. Chociaż prekariusze cierpią w wyniku zaistniałej sytuacji, podjęli działania na rzecz przyjęcia migrantów i wspierania ich praw, bowiem czują się po części za obecną sytuację odpowiedzialni. Domagają się konstruktywnego rozwiązania problemu tam, na miejscu, za granicą, na Bliskim Wschodzie, i jednocześnie zgadzają się, że migrantów trzeba przyjmować tutaj, w Europie, z szacunkiem i poszanowaniem godności. Oczywiście, to jest bardzo trudne wyzwanie dla Europy, ale ogromnie ważne jest, również dla prekariatu, żeby zjawiska migracji nie demonizować.

Wróćmy do samego pojęcia „prekariat”. Obejmuje ono bardzo szeroką, niezwykle zróżnicowaną grupę. Są w niej i prości robotnicy, i wykształceni absolwenci wyższych uczelni, z dyplomami z kilku fakultetów, chociaż słabo zarabiający. Łączy ich to, że są w jakiś sposób wykluczeni, zawiedzeni, że są nieszczęśliwi, że w jakiś sposób cierpią. Niewiele więcej. Te łączniki znikną, kiedy prekariusze dojdą do władzy, otrzymają przywileje, kiedy przekształcą się – jak stawia pan profesor tezę w książce – w klasę polityczną.

Prawdą jest, że prekariat jest bardzo podzielony wewnętrznie, ale nie powiedziałbym, że jest to grupa z natury nieszczęśliwa. To grupa, której brakuje zabezpieczeń społecznych, która odczuwa ogromną presję na akceptację niestabilnego trybu życia. Ale chciałbym podkreślić coś, o czym wspomniałem w książce, ale być może nie dość podkreślałem w wywiadach; prekariusze są nie tylko ofiarami, bo bardziej wykształcona część prekariatu chce wskrzesić przeszłość. Nie chcą przeżywać XX wieku raz jeszcze, nie marzą o etacie, nie tak postrzegają raj. Marzą o rozwoju opartym na wolności, na wykonywaniu różnych rodzajów prac, na uczestnictwie w życiu społecznym. Chcą być przygotowani nie tylko do określonej pracy, ale również do uczestnictwa w kulturze.  Chcą odbudować wspólnotę. To jest takie bardzo romantyczne spojrzenie na życie. Ale to dobrze, bo potrzeba tego romantyzmu, potrzeba kreatywnego, twórczego i artystycznego podejścia w tworzeniu czegoś nowego.

Więc co cechuje prekariusza w XXI w.?

Nie powiedziałbym, że prekariat jest z natury nieszczęśliwy. Powiedziałbym, że jest nerwowy przez brak stabilności w życiu. Czuje się wyalienowany, bo nie może robić tego, co chce, a coś, co niekoniecznie chce – musi. Odczuwa anomię, bo nie wie, jak przed tym stresem uciec. I jednocześnie marzy o czymś lepszym, chce stworzyć coś bardziej ludzkiego, przydającego godności. Niedawno byłem w Austrii. Rozmawiałem z fotografką, która opowiedziała mi o  jednym ze swoich projektów. Robiła zdjęcia prekariuszom w pracy i poza pracą – czyli w momencie, kiedy oddają się działalności stanowiącej jakąś ich życiową ambicję, dążenie. To zdjęcie przedstawiało, jak sami siebie postrzegają. Prekariusze nie okłamują się, że praca jest sensem życia. Doskonale zdają sobie sprawę z tego, że tak nie jest.

Dlatego o to zapytałam na początku. Wyszłam od pytania o kukizowców, o te ruchy polityczne młodych, niezagospodarowanych, trochę wkurzonych. Oni też mówią, że etat nie jest szczytem ich marzeń, że inaczej niż starsze grupy społeczne, nie walczą o przywileje i prawa socjalne. Że najbardziej cenią sobie wolność – wyboru pracy, miejsca zamieszkania, podróżowania. Skąd więc to ich niezadowolenie? Czy nie jest tak, że chcą za szybko i za dużo?

Obecnie jesteśmy w sytuacji, w której wszyscy uczymy się na nowo, jak reagować na kryzysy, jak rozwiązywać problemy w sytuacjach kryzysowych. Ne wolno zapominać, że prekariat to bardzo zróżnicowana grupa, składająca się z różnych podgrup. I różnego rodzaju osób. To, jak dane osoby reagują na konkretną sytuację, zależy od cech charakteru i generuje różnego rodzaju uczucia, jak złość, anomia, poczucie odrzucenia itp. Wszystkie te elementy – uczucia, różne reakcje, cechy charakteru – są niezbędnym elementem toczącego się na naszych oczach procesu. W tym procesie prekariusze mogą wesprzeć polityka-rockmana, takiego jak Kukiz, bo odrzucają stary system polityczny. W tego typu sytuacjach potrzebni są nam artyści, którzy zdolni są do wyrażania tych wszystkich uczuć, często sprzecznych, i to oni mają tu ważną rolę do odegrania. Ale to nie oznacza, że prekariusze postrzegają tego rockmana jako rozwiązanie problemów systemowych.

Czy prekariatu – jego siły ale też targających nim emocji – należy się obawiać?

Prekariat to klasa bardzo niebezpieczna, bardzo radykalna. Pozostałe grupy dążą do zyskania lepszej od innych pozycji społecznej. Prekariat to jedyna klasa, która dąży do tego, aby stać się wystarczająco silną do zniesienia warunków koniecznych dla jej istnienia i przez to chce znieść samą siebie. I dlatego ani neoliberałowie, ani klasyczni socjaldemokraci nie są zdolni do uchwycenia tego, czym jest prekariat i nie są w stanie odpowiedzieć na jego potrzeby. Tkwią mentalnie w przeszłości, a tymczasem prekariusz jest nie tylko ofiarą, ale również bohaterem dążącym do lepszej przyszłości.

Tagi: prekariat, prekariusze guy standing, polityka, paweł kukiz, socjalizm, kryzys migracyjny, prawica, lewica

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone