22 Lipca 2015

Terroryzm
1280x852.jpg
autor: Izabela Smolińska

Brak szczepionek. Ministerstwo zdrowia: nie ma powodu do obaw

  • SZCZEPIONKADB03.jpg FOT DAMIAN BURZYKOWSKI / NEWSPIX.PL

Ostatni rok to ciągłe starcia zwolenników i przeciwników szczepionek. Tym drugim argumentów niespodziewanie dostarczyło samo Ministerstwo Zdrowia… nie dostarczając na czas preparatów.

 

Mowa o szczepionkach przeciwko tężcowi, błonicy i krztuścowi. Tych brakuje już od miesięcy. Pierwsze doniesienia o problemach dotarły do sanepidu już ponad rok temu. – Byłam ze swoją córką w przychodni. Tam odprawiono nas z kwitkiem. Powiedziano, że jeśli chcę, mogę zaszczepić się prywatnie, dawką skojarzoną – opowiada mama 6-letniego Bartka z Poznania. – Z podobnym problemem spotkało się wielu moich znajomych rodziców – dodaje. 

 

Nie ma powodów do obaw

 

Szczepionki  przeciwko tężcowi, krztuścowi i błonicy występują w dwóch wariantach – pełnokomórkowym, podawanym dzieciom z właściwą odpornością, i bezkomórkowym (tzw. acelularnym), dla tych z obniżoną. Chodzi tu przede wszystkim o wcześniaki i dzieci z grup ryzyka. Szczepionki podaje się w pięciu dawkach. Pierwszą dziecko otrzymuje w drugim miesiącu, ostatnią w szóstym roku życia. To tzw. dawka przypominająca. Wszystkie sześciolatki, niezależnie od odporności, powinny wówczas dostać szczepionkę bezkomórkową.  I to właśnie tego  preparatu brakuje. 

Mimo że pierwsze symptomy kryzysu pojawiły się już dwa lata temu i że sytuacja nie tylko nie uległa polepszeniu, ale jeszcze się pogorszyła, Ministerstwo Zdrowia twierdzi, że nie ma powodu do obaw. Przypomina, że ostatnia dawka szczepionki nie tyle buduje odporność organizmu, ile wydłuża jego pamięć immunologiczną, czyli sprawia, że okres odporności na zachorowanie na daną chorobę się wydłuża.

– Może się zdarzyć, że gdzieś tam w Polsce ktoś będzie rodzicom proponował szczepionki wysoko skojarzone, typu dziesięć w jednym. Radziłbym z nich nie korzystać. Po pierwsze, są bardzo drogie. Po co wydawać pieniądze? Po drugie, mocno zaburzają kalendarz szczepień. Lepiej poczekać – uspokaja rzecznik Głównego Inspektoratu Sanitarnego, Jan Bondar. – W ostateczności, jeśli naprawdę nie będzie już innej możliwości, poda się dzieciom szczepionki pełnokomórkowe – mówi.

Zdecydowanymi przeciwnikami tego typu rozwiązań są antyszczepionkowcy. Stowarzyszenie StopNOP jest zdania, że pełnokomórkowe preparaty DTP są przestarzałe i że poza Polską  nie stosuje się ich nigdzie w Europie. 

 

Nie ma winnego

 

Za zaopatrzenie w szczepionki odpowiada Ministerstwo Zdrowia. Kupione preparaty trafiają do bazy pod Łodzią. Stamtąd są dystrybuowane do wojewódzkich i powiatowych stacji sanitarno-epidemiologicznych. Czy resort złożył za małe zamówienie? Twierdzi, że nie. I że magazynowanie większych ilości powodowałoby, iż cześć preparatów byłaby już niezdatna do użytku.  – Zamówienia są prawidłowe, tylko możliwość realizacji umów nie. Jeżeli brakuje szczepionek w całej Europie, może też brakować w Polsce – broni  ministerstwa Anna Góralewska, kierownik Oddziału Nadzoru Epidemiologii z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Warszawie. 

Za produkcję preparatów odpowiada koncern GlaxoSmithKline (GSK). I to tu upatruje się  źródła problemu. W oficjalnym komunikacje GSK tłumaczy, że ma problemy techniczne, związane z zaspokajaniem rosnącego globalnego zapotrzebowania na szczepionki, co rodzi trudności w utrzymaniu terminowości dostaw. A w konsekwencji – opóźnienia w stosunku do uzgodnionych terminów. 

 

Nie ma podstaw do kar umownych

 

Opóźnienia kosztują. Wymagają reorganizacji działań i podjęcia dodatkowych czynności. Kto poniesie koszty? Na pytanie, czy w umowie zawartej między ministerstwem a koncernem GSK jest klauzula mówiąca o karach finansowych w przypadku opóźnień, rzecznik resortu zdrowia, Krzysztof Bąk, odpowiada, że „firmy produkujące szczepionki, które nie były w stanie zapewnić ich dostaw na czas, nie przystępowały do kolejnych przetargów, więc nie zostały wybrane i nie zawarto z nimi umów. W związku z czym nie ma podstaw do występowania przeciwko tym producentom o kary umowne”.

Tymczasem komunikat koncernu brzmi następująco: „GSK realizuje terminowo wszystkie zobowiązania  dostaw szczepionek przeciwkrztuścowych dla realizacji Programu Szczepień Ochronnych (PSO). Wspólnie z Ministerstwem Zdrowia  pracujemy nad wypracowaniem optymalnego rozwiązania zabezpieczającego szczepienia  dzieci  realizowane na bazie PSO”.

GSK współpracuje więc z Ministerstwem Zdrowia, czy nie? Na podstawie jakiej umowy? Do momentu publikacji nie otrzymuję odpowiedzi na to pytanie z biura prasowego koncernu.

 

Chorobę trzeba udowodnić

 

Kolejne pytanie, jakie się  nasuwa to kwestia bezpieczeństwa. – Nasz kalendarz szczepień skonstruowany jest tak, a nie inaczej. Jest w nim konieczność szczepienia 6-latka, ale nie ma mowy o tym, w której części tego szóstego roku życia ma się odbyć szczepienie. Chwilowe, nawet kilkumiesięczne, opóźnienie nie będzie miało konsekwencji dla dziecka – przekonuje rzecznik GIS.

Resort zdrowia zapewnia natomiast, że w zakresie szczepień obowiązkowych zadbał, by wykonano je w terminach pozwalających na właściwe zbudowanie i utrzymanie odporności dzieci przeciwko chorobom zakaźnym.

– Mówimy o przesunięciu dawek przypominających. Czyli dziecko ma już jakąś odporność. Czy jest ona zmniejszona? Nie wiadomo. Trzeba by przeprowadzać badania, a tego się nie robi. Może się zdarzyć, że w indywidualnym przypadku, u danego dziecka, opóźnienie spowoduje, że będzie bardziej podatne na daną chorobę. Ale nie można powiedzieć, że tak jest na pewno – mówi Anna Góralewska

A jeśli będzie, kto poniesie odpowiedzialność? – Pani mnie pyta z punktu widzenia prawa? Nie wiem, trzeba by pytać prokuratora. To są takie teoretyczne rozważania. Teoretycznie zachorować może nawet dziecko zaszczepione – ucina krótko rzecznik GIS. A Góralewska dodaje: – Trzeba by udowodnić, że przechorowanie jest wynikiem tego, że nie było szczepionki na dawkę przypominającą. Nie da się tego udowodnić wprost. Tym bardziej że szczepionki nie dają stuprocentowej odporności.

 

Problem kontrolowany

 

Według zapewnień sanepidu, sytuacja jest pod kontrolą. A problem nie dotyczy jedynie Polski. – To jest kryzys ogólnoeuropejski czy wręcz ogólnoświatowy. Już w październiku 2014 wiadomo było, że będzie długi. Została utworzona rezerwa magazynowa. Już wtedy kupowano na zapas. Cały świat kupował – mówi Bondar.

Ministerstwo prowadzi działania mające na celu ściągnięcie brakujących preparatów. Poszukuje szczepionek na całym świecie. Według sanepidu, zorganizowało dużą dostawę, która ma pokryć krajowe zapotrzebowanie na preparaty. Transport spodziewany jest na koniec sierpnia. Wcześniej utrzymywano, że dotrze do nas w połowie miesiąca. 

– Gdyby doszło do katastrofy ogólnoświatowej i produkcja szczepionki bezkomórkowej by się zawaliła, rocznik obecnych sześciolatków zostanie po prostu zaszczepiony szczepionką pełnokomórkową – uspokaja Bondar.

Tą przestarzałą, zdaniem niektórych. Czy tutaj zapasy są wystarczające? – Dotychczas jej nie zabrakło – mówi rzecznik GIS. – I nie ma ryzyka, że nie zabraknie? – dopytuję. – Pani mi każe wróżyć – słyszę.

Tagi: szczepionka, tężec, krztusiec, błonica, sanepid, ministerstwo zdrowia, choroby zakaźne, sześciolatki, stopNOP, epidem

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone