11 Marca 2016

Terroryzm
12784213-1977283739163713-248714587-n.jpg
autor: Izabela Małkowska

Bezdomne dzieci w Polsce. Nikt nie wie, ile ich jest

  • bezdomne-dzieci.jpg Warszawa, 01.06.2015. Mieszkańcy Domu dla Bezdomnych w Warszawie. PAP/Tomasz Gzell

Do szkoły potrafią jechać okrężną drogą. Mieszkają w schronisku, czasami w budynku gospodarczym, kątem u rodziny, „na gębę”. Nikt tak naprawdę nie potrafi ich policzyć. Oficjalne dane, zdaniem specjalistów, są zaniżone.

Są w różnym wieku, od niemowlaka po nastolatka. Do ośrodków dla bezdomnych trafiają wraz z rodzicami. Główny powód? Niewydolność wychowawcza ojca, matki, brak pracy, przemoc w rodzinie, nałogi. I nierzadko długi, które narosły do tego stopnia, że w pewnym momencie trudno je spłacić.

 

Kajtek zbiera puszki, żeby pomóc rodzinie

 

Zanim 12-letni Kajtek wraz z młodszym rodzeństwem zamieszkali w schronisku dla bezdomnych, jego ojczym stracił pracę. Chłopiec, żeby pomóc rodzinie, zaczął zbierać puszki i sprzedawać je w skupie. W końcu cała rodzina trafiła schroniska, ale chłopiec postanowił nadal ją „chronić”. Broni dobrego imienia matki, gdy pracownik ośrodka zwraca jej uwagę na przemoc stosowaną wobec dzieci; nadal zbiera puszki, opiekuje się bratem i siostrą.

 

Anna Marek-Kubiak, pedagog w schronisku dla bezdomnych osób i rodzin w Gdyni, od 12 lat pracuje z dziećmi, które trafiły pod jej skrzydła.

 

Najczęściej nie oczekują niczego i mówią to wprost – opowiada pedagog. - A często po prostu boją się za dużo powiedzieć. Czasem chronią swoich rodziców, ukrywają, że mama czy tata pije, a picia alkoholu zabrania u nas regulamin. Jak dziecko za dużo powie pani pedagog, to mamusia będzie miała problemy i dostanie się dziecku. Na tych młodych ludziach spoczywa olbrzymi ciężar. Czasem zamieniają się w bohatera rodziny, jak Kajtek, biorąc na siebie odpowiedzialność za błędy rodziców; stają się „głową” rodziny. A to nie jest dobre. Dziecko ma być dzieckiem, a często chciałoby kontrolować sytuację – łatwiej obarczyć siebie, niż winić ojca czy matkę. Te dzieci w ogóle bardzo często obwiniają siebie za sytuację, w jakiej znaleźli się ich rodzice.

 

Dzieci trafiające do schroniska dla bezdomnych problemy mają jeszcze przed znalezieniem się w tym miejscu. Według Marek-Kubiak często są z rodzin patologicznych, niedostosowanych społecznie. Brak im kontroli nad emocjami, mają niskie poczucie wartości, brakuje im wzorców rodziny. Nie są jeszcze dorosłe, ale chcą być dorosłymi. Wstydliwe dla nich jest mieszkanie w placówce, bieda czy alkoholizm jednego z rodziców. Od początku swojego życia muszą coś ukrywać, kłamać przed swoimi rówieśnikami.

 

Wstydzą się bezdomności

 

Bo dla młodych ludzi najważniejsza jest akceptacja kolegów i tu powstaje kolejny problem – opowiada Marek-Kubiak. - Nasze dzieci nie zapraszają nikogo do schroniska, bo nie chcą się przyznać, że mieszkają w placówce dla bezdomnych. Ale koledzy zapraszają je do domu, a później, wiadomo, powinna nastąpić rewizyta. Nasze dzieci wymyślają więc różne kłamstwa, żeby nikt się nie zorientował, gdzie mieszkają. A długo tak potrafią udawać. Wymyślają wymówki, że mama jest chora albo że wynajęli mieszkanie i nie mogą do siebie zapraszać gości. Do szkoły jadą okrężną drogą udając, że na przystanek wyszli z innego miejsca niż w rzeczywistości. Żyją w poczuciu lęku, że się wyda. Ale te, które wracają do nas po raz kolejny, rzekomo się tym nie przejmują. Mówią: wszyscy wiedzą, zawsze wiedzieli. Ale czy naprawdę tak czują...?

 

Ile jest w Polsce bezdomnych dzieci?

 

Z ankiety przeprowadzonej w 2013 roku na zlecenie Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MPIPS) wynika, że 6 procent.  Ok. 80 proc. osób bezdomnych stanowią dorośli mężczyźni, ponad 14 proc. dorosłe kobiety.

Do badań tych odniosła się jednak Julia Wygnańska, koordynatorka merytoryczna projektu „Najpierw mieszkanie – rzecznictwo oparte na dowodach”, Fundacja Ius Medcinae . Zdaniem badaczki ze względu na metodologię obydwu badań – określaną jako „badanie w punkcie w czasie” – uzyskane liczby należy traktować jako minimalne, ponieważ dotyczą jedynie osób, do których udało się służbom dotrzeć i które przebywały w miejscach objętych sondażem. Bywało, że kierownictwo placówki odmawiało wypełnienia formularza zbiorczego.

 

I tak podczas badania w 2013 roku udało się dotrzeć do 1628 dzieci. 33 proc. z nich stanowiły dzieci do 3 roku życia, 22 proc. było w wieku od 4 do 6 lat, 34 proc. dzieci miała od 7 do 15 lat, 8 proc. to dzieci starsze do 18 roku życia.

 

Ponad połowa dzieci w dniu badania przebywała w schroniskach, domach dla bezdomnych i hostelach – czytamy w raporcie Wygnańskiej. – 96 dzieci policzono w specjalistycznych ośrodkach dla ofiar przemocy w rodzinie, 228 dzieci w mieszkaniach treningowych, wspieranych czy chronionych. Natomiast aż 260 nieletnich mieszkało w pustostanach i na działkach; zalicza się do nich również budynki gospodarcze czy kurniki. W badaniu udało się dotrzeć jedynie do sześciorga dzieci mieszkających kątem u krewnych, znajomych, rodziny lub w warunkach przeludnienia czy niestabilnego najmu („na gębę”).

 

Dzieci trafiające do placówek lub już przebywające w miejscach niemieszkalnych to prawdopodobnie niewielki odsetek wszystkich tych, których sytuacja mieszkaniowa jest trudna lub skrajnie trudna, a linią oddzielającą je od bezdomności ulicznej jest uprzejmość i empatia bliskich, znajomych, czasem przypadkowych osób – twierdzi w raporcie Wygnańska. – Co szczególnie istotne, w przypadku danych dotyczących bezdomności nieletnich metodologia zastosowana przez MPIPS nie pozwala na dotarcie do osób mieszkających „kątem”. A ofiary przemocy w rodzinie, rodzice opiekujący się dziećmi najczęściej właśnie w ten sposób zapewniają sobie dach nad głową w chwili zagrożenia jego brakiem. Z tych powodów dane uzyskane w powyższych badaniach to liczby osób bezdomnych, do których udało się dotrzeć służbom. Nie mogą być interpretowane jako liczby określające całkowitą skalą zjawiska bezdomności czy też bezdomności dzieci w Polsce. Są to dane zaniżone.

 

Kiedy idę do gdyńskiej placówki Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej na rozmowę o bezdomnych dzieciach, słyszę, że takich w Gdyni nie ma. Zdaniem pracowników MOPS, na terenie miasta wszyscy nieletni, wraz z rodzicami, mają zapewnioną opiekę i dach nad głową.

 

Dzieci mieszkające z rodzicami w placówce mają swoje łóżka i biurka do odrabiania lekcji – mówi Marcin Kowalewski, kierownik zespołu ds. bezdomnych MOPS w Gdyni. – Jest to jakaś namiastka bezpieczeństwa. Problem najczęściej jest z rodzicami. Nie są gotowi lub boją się wziąć odpowiedzialność za siebie i swoją rodzinę, by wyprowadzić się z tego miejsca, bo np. nie mają pieniędzy, choć nasze programy dofinansowują wynajem mieszkań. W niektórych przypadkach my też nie mamy tej pewności co do rodziców, czy będą wydolni wychowawczo poza ośrodkiem.

 

Niestety, nie wszędzie sytuacja wygląda tak optymistycznie jak w Gdyni. Według raportu Julii Wygnańskiej, w ubiegłym roku podczas liczenia bezdomnych stwierdzono, że w Polsce wśród nich jest prawie 1900 dzieci. Najwięcej w województwie kujawsko-pomorskim, bo aż 528, z czego 446 nieletnich podczas liczenia przebywać miało poza placówkami instytucjonalnymi.

Według Jarosława Jakubowskiego, rzecznika prasowego wojewody kujawsko-pomorskiego, fakt ten świadczy jednak o rzetelności osób liczących osoby bezdomne.

 

Zamieszkują domki na działkach

 

Z informacji przedstawionych przez ośrodki pomocy społecznej wynika, iż niektóre rodziny w sposób świadomy sprzedały swoje mieszkania, a za uzyskane środki kupiły działkę rekreacyjną wraz z domkiem, który stał się docelowym miejscem zamieszkania. Rodziny te unikają ponoszenia stałych comiesięcznych opłat – wyjaśnia Jakubowski. – Osoby zamieszkujące na działkach odmawiają przeniesienia do schronisk czy noclegowni, gdyż nie uważają się za osoby bezdomne. Dzieci mieszkujące z rodzinami na terenie ogródków działkowych pozostają pod stałą opieką służb socjalnych i przebywają w zadowalających warunkach mieszkaniowych.

 

Zdaniem Adrianny Porowskiej z Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej przykład kujawsko-pomorskiego pokazuje tylko, jak przeprowadzone zostało liczenie.

 

Każdy liczy, jak mu się wydaje, nie ma szkoleń, nie ma metodologii – twierdzi Porowska. – Ludzie idą i każdy liczy, jak potrafi. Problem polega też na tym, że robi się to w ciągu dnia czy dwóch. Jak wolontariusz trafi na bezdomnego w danym miejscu, to trafi, a jak nie, to nie. My też mamy mnóstwo dzieci, które w trakcie badania były bezdomne, bo choć mama czy tata jest bezdomny, a dziecko było w tym czasie u niego, na co dzień mieszka np. u babci.

 

Rodzi się więc pytanie: czy ktoś jest w stanie podać realną liczbę bezdomnych dzieci w Polsce?

 

To liczenie pokazuje wyłącznie tendencję – twierdzi Porowska. – Obecnie policzonych jest ok. 36 tys. osób. Dane te powinny zostać uzupełnione o przepływ tych ludzi. Pojawia się taki człowiek w ośrodku i wiemy, że jest bezdomny, np. są to też ludzie czekający na lokale socjalne. Niektórzy czasowo wynajmują lokale, mieszkają w hostelach i już nie są liczeni, jako bezdomni. Do nas np. trafiają mężczyźni, którzy w ciągu roku mieszkali w kilkunastu miejscach. I jak załapią się na liczenie w lutym, to są policzeni, a jak w tym czasie mieli pracę i wynajmowali mieszkanie, to nie są policzeni jako osoby bezdomne. I tak bardzo często bywa.

 

Przyczyny bezdomności

 

Z ankiety wykonanej na zlecenie MPIPS wynika, że najczęstszymi przyczynami bezdomności są: eksmisja, wymeldowanie, później konflikt rodzinny, uzależnienie i  brak pracy. Najrzadziej powodem jest opuszczenie placówki opiekuńczo-wychowawczej, np. domu dziecka.

 

Oczywiście przyczyn bezdomności może być o wiele więcej – czytamy w opracowaniu. – Warto także zwrócić uwagę, że z reguły nakładają się na siebie. Częstym powodem przemocy w rodzinie jest alkoholizm, przez który następuje rozpad rodziny skutkujący rozwodem. Zła sytuacja finansowa, bezrobocie i całkowity brak środków do życia powodują eksmisję, której następstwem jest bezdomność.

 

Kasia za pierwszym razem trafiła z mamą. Teraz wróciła, tym razem jednak sama w roli matki

 

Czasem ta bezdomność jest dziedziczna, jak „spadek” – przechodzi z rodzica na dziecko. Tak było w przypadku Kasi, która jako kilkulatka do gdyńskiego schroniska za pierwszym razem trafiła z mamą. Teraz wróciła, tym razem jednak sama w roli matki, z własnym potomstwem, będąc ofiarą przemocy w rodzinie.

 

Brak umiejętności zajmowania się dziećmi, brak wzorców, tylko krzyk i klaps. Rodziny które tu trafiają, rzadko są z tzw. tradycyjnego, standardowego domu. Zawsze coś tam było: alkohol, przemoc, brak nawyków pracy. To główne przyczyny utraty mieszkania – wymienia Kowalewski. – Jeśli się tego nie przepracuje z psychologiem, pedagogiem, doradcą – te osoby tylko na chwilę będą wychodzić z bezdomności i znów do niej wracać. Bezdomność zaczyna się w domu, to znaczy, że wszelkie problemy napotykane w życiu dorosłym, włącznie z bezdomnością, mają swój początek w gnieździe rodzinnym. Brak więzów pokoleniowych, problemy z uzależnieniami i bezrobociem powodują, że młody człowiek nasiąka tym, co w dalszej perspektywie może spowodować, że stanie się osobą bezdomną.

 

Dlatego według Marcina Kowalewskiego głównym celem pracy z bezdomną rodziną jest jak najszybsza pomoc w wyjściu z tej bezdomności.

 

W przypadku rodzin z dziećmi to priorytetowe działanie – uważa Kowalewski. – Taka rodzina musi jak najkrócej przebywać w schronisku, a jeśli ma się odbudować, to musi się to dziać naturalnie, czyli tam, gdzie rodzic zadba, by dzieci się ubrały, przygotuje śniadanie, wyśle do szkoły, pójdzie do pracy itd. Schronisko nie jest naturalnym miejscem powrotu do normalności.

 

W warszawie brakuje miejsc

 

Schronisko nie jest dla nikogo naturalnym środowiskiem, bywa za to często ostatnią deską ratunku. A dla rodzin z dziećmi takich miejsc brakuje, np. w Warszawie.

 

Udzielenie wsparcia mieszkaniowego jest obowiązkiem samorządu gminnego. Ustawa o pomocy społecznej nie zakłada funkcjonowania domów dla bezdomnych rodzin. Pomocy udzielają noclegownie i schroniska, a także placówki dla kobiet z dziećmi. W sytuacjach kryzysowych rodziny mogą otrzymać schronienie w ośrodkach interwencji kryzysowej – informuje Mazowiecki Urząd Wojewódzki w Warszawie.

 

Zdaniem Adrianny Porowskiej schronisk dla rodzin brak, ponieważ ich prowadzenie niesie ze sobą zbyt duże ryzyko.

 

Nikt nie zorganizuje nowego domu dla rodzin z dziećmi z bardzo prostego powodu – wyjaśnia Porowska. – W przypadku dzieci musi być psycholog, pedagog, który weźmie odpowiedzialność za te dzieci. A jeśli my dostajemy dofinansowanie do schroniska tylko na prąd, ciepłą wodę, trochę na jedzenie i na dwa etaty, to z czego zapłacić pensję? Za te pieniądze nie da się zorganizować pomocy dla dzieci. Ktoś musiałby być szalony. Taniej jest dać dach nad głową kobiecie lub mężczyźnie, ale nie rodzinie z dziećmi. Poza tym która samotna matka pójdzie i zgłosi, że nie ma gdzie mieszkać? Przecież jej dziecko zabiorą. Bezdomne kobiety, które znamy, zanim zaczną rozmowy, najpierw nas muszą wybadać, czy nie „sprzedamy” ich opiece społecznej.

 

Nie rozwiąże się problemu bezdomności umieszczając człowieka w schronisku

 

Tymczasem z danych w sprawozdaniu MPIPS z 2015 roku wynika, że w 2014 roku osobom bezdomnym przekazano 979 lokali mieszkalnych, w tym 568 mieszkań socjalnych oraz 319 mieszkań komunalnych. W sumie na działania w obszarze bezdomności w 2014 roku przeznaczono 222,4 mln złotych.

 

Pod koniec 2006 roku powstał tzw. pakiet rozwiązań prawno-ekonomicznych wspierający samorządy gmin i organizacje pożytku publicznego w zakresie budownictwa socjalnego. Z informacji uzyskanych od Banku Gospodarstwa Krajowego wynika, że w

2014 r. najwięcej zrealizowanych inwestycji dotyczyło budowy czy remontu „lokali mieszkalnych” (mieszkań socjalnych, komunalnych,  chronionych) – 125 wniosków na łączną kwotę ok. 83,6 mln złotych. Natomiast 4 wnioski na kwotę 1,5 mln złotych zostały dofinansowane w kategorii „miejsca w noclegowniach i domach dla bezdomnych”. W sumie w 2014 r. zakwalifikowano 129 wniosków o dofinansowanie, na kwotę 85,1 mln zł.

 

Dla mnie dobrym trendem jest to, że powoli rozwiązuje się problem bezdomności rodzin z dziećmi – mówi Kowalewski. – W 2007 roku w samej Gdyni mieliśmy ponad setkę nieletnich z rodzicami. Dziś mówimy o trzydzieściorgu dzieci, z czego tylko kilkoro jest w schronisku. Reszta uczestniczy w programie wychodzenia z bezdomności; wraz z rodzicami żyją w wynajmowanych mieszkaniach.

 

Mamy dużo programów i osób na zewnątrz, blisko 80 podopiecznych wynajmujących w Gdyni pokoje, mieszkania, i tam prowadzona jest z nimi praca. Nie rozwiąże się problemu bezdomności umieszczając człowieka w schronisku.

 

Miejsca szukają w squatach

 

Do schronisk jednak wcale nie garną się młodzi bezdomni. Jeszcze nastoletni lub dopiero co po wejściu w dorosłość, swojego miejsca szukają w squatach, hostelach, nocnych autobusach i mieszkaniach znajomych.

 

Spanie u znajomych miało ten plus, że zawsze było to ciepłe łóżko, tak i wiedziałam, że te rzeczy leżą gdzieś bezpiecznie. A spanie na ulicy było ciężkie, bo człowiek trzymał rękę na plecaku, nie wiadomo, czy nikt mi nic nie zabierze  – to wypowiedź Izy, jednej z uczestniczek badania przeprowadzonego przez Magdalenę Tędziagolską, Wojciecha Golę, Katarzynę Rżanek i Paulę Woźniakowską ze Stowarzyszenia Program Stacja. Postanowili oni przefiltrować grupę młodych bezdomnych ludzi od 18 do 26 roku życia. – Mój ojciec jest patologiczny, dość mocno patologiczny, agresywny i jest alkoholikiem, no ma skłonności alkoholiczne, sporo pije. Ja przez kilka, kilkanaście lat starałam się mamie wtłuc do głowy, że należy go wywalić na zbity ryj albo stamtąd uciec. A w końcu stwierdziłam, że mam dosyć, że nie chcę tego i szukałam jakiejkolwiek okazji do ucieknięcia stamtąd – opowiada swoje życie Iza.

 

W ich opowieściach powtarzają się takie kwestie, jak: uzależnienie od alkoholu jednego lub obojga rodziców, przemoc fizyczna i psychiczna (w tym seksualna), brak bliskiej relacji z rodzicami lub nieżyjący rodzice – czytamy w raporcie. - Zdecydowana większość uczestników badania skończyła gimnazjum, większość kontynuuje obecnie naukę – np. w trybie wieczorowym. Chociaż nie wszyscy wiedzą, co chcieliby robić po ukończeniu szkoły średniej, część osób planuje kontynuację edukacji lub działalność zawodową. Karolina chciałaby robić to, co umie, czyli biżuterię, Maskott myśli o kursie fotograficznym; Kolorowa marzy o studiach psychologicznych. A jak jest w rzeczywistości?

 

Bardzo szybko się zniechęcają – twierdzi Maciej Kępka, streetworker ze Stowarzyszenia Program Stacja. – Funkcjonują już w jakichś schematach, z których trudno im się wyrwać i np. regularnie zacząć chodzić do pracy. Ale są osoby, które realizują swoje marzenia, studiują, biorą udział w stażach. Na pewno potrzeba im więcej wsparcia niż młodzieży, która nigdy nie doświadczyła bezdomności. W każdym razie rokują. Co prawda udaje się mniejszości, ale udaje się. Pozostali mogą wymagać jeszcze więcej czasu i wsparcia.

 

Bezdomni młodzi ludzie dorabiają „sępiąc”

 

Bezdomni młodzi ludzie dorabiają „sępiąc” pieniądze lub pracując w ochronie, na budowie, opiekując się dziećmi w wesołym miasteczku.

 

Praca ma być dla wielu z nich drogą do „innego życia”, w dłużej perspektywie możliwością wyjścia z bezdomności – wynika z raportu Program Stacja. – Rozmówcy i rozmówczynie w swoich relacjach często dzielą czas na przed i po znalezieniu pracy. Jednak poza jednym przypadkiem – samotnej matki, pracującej jako ekspedientka w sklepie spożywczym – żadnej z osób nie udaje się utrzymać z zajęcia, które wykonują. Ze względu na niskie zarobki, ale też ich nieregularność, brakuje na zakup żywności, podstawowych środków higienicznych i wynajęcie mieszkania/pokoju. Młodzież wykorzystuje również dostępną w mieście infrastrukturę, ofertę różnych organizacji, np. spotkania w Stowarzyszeniu Program Stacja, czy akcje rozdawania jedzenia (np. Food Not Bombs, organizowana przez jeden z warszawskich squatów). Niektórzy czasami korzystają z jadłodajni.

 

Tymczasem w Warszawie po raz drugi rusza właśnie program kierowany do młodzieży zagrożonej bezdomnością i wykluczeniem społecznym. I tak na terenie miasta zostaną uruchomione dwa mieszkania treningowe dysponujące łącznie 8 miejscami: 4 dla dziewcząt i 4 dla chłopców. Mieszkanie objęte jest pomocą kadry Fundacji po DRUGIE, w tym przede wszystkim opiekuna mieszkań i współpracujących z nim wolontariuszy. Młodzież uzyskuje w ten sposób pomoc w procesie usamodzielnienia, jest obejmowana kontraktem socjalnym, uzyskuje wsparcie w aktywizacji zawodowej ze strony Urzędu Pracy; korzysta również z właściwych terapii (uzależnienia, DDA, inne). Cel programu? Wdrożenie młodzieży w tzw. nurt życia społecznego, budowanie prawidłowych postaw, nauka odpowiedzialności i samodzielności. Pobyt w mieszkaniu nie powinien być dłuższy niż 1 rok. A co później?

 

Przez ten rok nasi podopieczni pracują na siebie – mówi Agnieszka Sikora, prezeska i fundatorka Fundacji po DRUGIE. – To jest czas, w którym nabywają określone umiejętności i zdobywają narzędzia niezbędne w usamodzielnieniu się. Jest to czas, w którym młodzież ma przede wszystkim znaleźć pracę; składamy też wnioski o przydział lokalu socjalnego. Oczywiście nie jest powiedziane, że po upływie 12 miesięcy nasz podopieczny będzie miał to mieszkanie, ale w którymś momencie przychodzi ta chwila, w której należy się usamodzielnić; czy się dostało ten lokal, czy nie.

 

Czy program się sprawdza? Nie zawsze. Agnieszka Sikora wyjaśnia:  – Mamy do czynienia z grupą młodych ludzi nieprzygotowanych do życia, mających złe nawyki, często uzależnionych, z ogromnymi problemami związanymi z nierozwiązanymi traumami z dzieciństwa. To nie jest taka prosta sprawa. Ta młodzież ma często tak dużo problemów ze sobą, że jeśli nie zostaną one rozwiązane najpierw, to ci młodzi ludzie nie będą w stanie zrobić niczego konstruktywnego.

Tagi: bezdomność, dzieci, izabela małkowska

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone