23 Sierpnia 2015

Terroryzm
DSC1007.jpg
autor: Paulina Socha-Jakubowska

#Polishblood, czyli jak narodowiec z Krakowa oczarował Wielką Brytanię

  • Jerzego-Byczynskiego-Polish-blood-Anglia.jpg Jerzy Byczyński (fot. PAP/EPA)
  • polish-blood-byczynski-jerzy.jpg Jerzy Byczyński w czasie akcji Polish blood w Londynie (fot. PAP/EPA)
  • Jerzy-Byczynski-kongres-ruchu-narodowego.jpg Jerzy Byczyński w trakcie wystąpienia na Kongresie Ruchu Narodowego, 2013r.

Przedstawiany jest jako „prawnik” mieszkający w Londynie od sześciu lat. Krakus z pochodzenia. Patriota z krwi i kości. Społecznik. Nazwisko Jerzego Byczyńskiego, znanego w Wielkiej Brytanii jako George, w ciągu ostatnich kilku dni odmieniane było w mediach przez wszystkie przypadki. Przystojny młodzieniec oczarował opinię publiczną, bo nie dość, że potępił ideę strajku polskich imigrantów sfrustrowanych złym traktowaniem na Wyspach, to jeszcze postanowił pokazać, jak bardzo Polacy z Brytyjczykami są zżyci. Firmowana jego nazwiskiem akcja krwiodawstwa #polishblood była marketingowym strzałem w dziesiątkę. Problem w tym, że ludzi wierzących w jej społeczny wymiar jest niewielu. Większość w działalności Byczyńskiego widzi zimną polityczną kalkulację.

 

Czerwiec 2013. I Kongres Ruchu Narodowego w Warszawie. Ze sceny do kilkuset gości przemawiają: Robert Winnicki, prezes ruchu, wiceprezes Krzysztof Bosak, Artur Zawisza i gość specjalny, Rafał Ziemkiewicz. Między prelegentami pojawia się jeszcze Jerzy Byczyński, przedstawiciel młodej polskiej emigracji. 23-letni wówczas Byczyński przedstawiany jest jako założyciel działającej w Wielkiej Brytanii organizacji Patriae Fidelis (Wierni Ojczyźnie). Organizacja ta za swoją myśl przewodnią obrała słowa Romana Dmowskiego „Jestem Polakiem więc mam obowiązki polskie...”.

 

Byczyński mówi: „Stworzyliśmy stowarzyszenie, jedną małą cegiełkę do budowania silniejszej Polski. Za nasz cel postawiliśmy sobie pracę u podstaw. Wychowanie młodych Polaków w Wielkiej Brytanii to zadanie bardzo trudne. Z pewnością mamy mniej prania mózgów, które obecnie, niestety, odbywa się w Polsce. Natomiast mamy znacznie utrudnione pozostawanie Polakami na obczyźnie”.

 

W pełnym patosu przemówieniu zaznacza, że zdecydowana większość Anglików nie wie, kim był rotmistrz Pilecki i Żołnierze Wyklęci, „bo w roku 1945, kiedy Polacy leżeli w morzu krwi, Anglicy otwierali szampana, nie wiedzieli, w czym znalazła się Polska” – podkreśla. Na sali rozlegają się brawa.

 

Po chwili Byczyński mówi jeszcze, że odrodzenie nowej Rzeczypospolitej musi odbyć się w Polsce. „My, emigranci, także robimy swoje. Możecie być pewni, że kiedy nadejdzie właściwy czas – będziemy was wspierać. Potrzebujemy siebie nawzajem”.

 

Patriota

 

Brzmi jak polityczna deklaracja? Byczyński dziś zapewnia, że nie jest związany z żadną partią polityczną, a w Wielkiej Brytanii buduje tylko „szeroko pojęte środowisko patriotyczne i samopomocowe Polaków”.

 

Ci, którzy go znają, stawiają społeczne zaangażowanie Byczyńskiego pod znakiem zapytania. – Chce zagospodarować sieroty po Kukizie, emigrantów, którzy nie wiedzą, na kogo głosować – mówi jego znajoma. – Gra na siebie. Marzy o  politycznej karierze – dodaje inny Polak pracujący w Londynie.

 

Co do tego, że Byczyński jest na najlepszej drodze, by swój cel osiągnąć, nie ma wątpliwości. Jest kojarzony jako społeczny doradca Daniela Kawczyńskiego, urodzonego w Warszawie brytyjskiego parlamentarzysty z ramienia Partii Konserwatywnej i doradcy Davida Camerona ds. Europy Środkowej i Wschodniej. Promował też kandydaturę Przemka Skwirczyńskiego, który próbował dostać się do parlamentu z ramienia partii Nigela Faraga, UKIP. Warto przypomnieć, że UKIP jest antyimigracyjny i antyeuropejski. Stąd sympatia polskiego imigranta musiała dziwić.

 

Na liście ciekawych nazwisk, wśród znajomych Byczyńskiego, jest też Jan Kobylański. Jak bliska to relacja, nie wiadomo. Jednak nazwisko Byczyńskiego widnieje pod odezwami Kobylańskiego do narodu.

 

On sam pytany o znajomości z Krawczyńskim, Skwirczyńskim i Kobylańskim mówi, że z uwagi na działalność „społeczno-organizacyjną” ma szerokie grono znajomych.
– Znajomych to on rzeczywiście ma wielu. Potrafi zjednywać sobie ludzi. I jest mistrzem dyplomacji. Problem w tym, że każdy, kto pozna go bliżej, szybko postanawiać trzymać Jurka na dystans. Bo za uroczym uśmiechem kryje się wyrachowanie – słyszę.

 

Brylowanie

 

We wrześniu 2014 roku Byczyński i jego Patriae Fidelis skrzyknęli Polaków mieszkających w Londynie na manifestację przed siedzibą BBC. Chodziło o to, by odwieść nadawcę od pomysłu emisji niemieckiego miniserialu „Nasze matki, nasi ojcowie” na kanale BBC TWO.

 

W lutym 2014 zorganizował przy Downing Street w Londynie manifestację przeciwko dyskryminacji Polaków na Wyspach. Jeszcze wtedy idea manifestowania najwidoczniej Byczyńskiemu się podobała.

 

Dziś jest inaczej. Gdy tylko w mediach pojawiła się informacja o tym, że „tysiące Polaków” 20 sierpnia mogą porzucić stanowiska pracy, a brytyjska gospodarka może przez to „stanąć”, manifestowanie wydało się Byczyńskiemu niewłaściwe. Zorganizowany przez Polish Express strajk Polaków nazywa prowokacją. – Celem strajku było pogorszenie relacji między Polakami a Anglikami, co skutecznie udało się powstrzymać dzięki masowej akcji oddawania krwi – wyjaśnia.

 

Bo Byczyński nie mógł sobie pozwolić na odpuszczenie nadarzającej się okazji. Skoro na pomysł strajku wpadł ktoś inny, a brytyjskie media po raz pierwszy w takim zakresie informowały o zwołujących się Polakach, Byczyński musiał skupić na sobie uwagę medialnego świata.

 

I trzeba przyznać, że wielu PR-owców powinno zazdrościć mu skuteczności. W ramach stworzonej przez siebie organizacji British Poles, która powstała przed wyborami parlamentarnymi w Wielkiej Brytanii, by dać Polakom możliwość zadawania kandydatom pytań dotyczących spraw Polonii – Byczyński zaczął propagować alternatywną dla strajku akcję. Dziś mówi, że to nie był jego pomysł, a kolejnego Polaka z politycznymi aspiracjami, Andrzeja Rygielskiego. Jednak to Byczyński stał się twarzą akcji #polishblood i szybko przyciągnął uwagę dziennikarzy. Warto odnotować, że pod apelem o oddawanie krwi podpisała się m.in. Anna Maria Anders. I tak, gdy 20 sierpnia Polacy zaczęli szturmować punkty krwiodawstwa, George Byczyński miał swoje pięć minut na łamach „The Guardian”, „Newsweek”, „Telegraph”, „The Independent”. Brylował w BBC. Udzielił kilkudziesięciu wywiadów.

 

Przedstawiany jako prawnik, absolwent prawa międzynarodowego Uniwersytetu Westminster i Prawa Brytyjskiego na BPP, współzałożyciel Polish British Law Association i szef grupy politycznej Polish Professionals. Prezes Patriae Fidelis i koordynator British Poles Initiative. Człowiek orkiestra. Do tego 25-letni.

 

Akt polityczny

 

Problem w tym, że akcje oddawania krwi przez polskich imigrantów to nie pomysł ani Byczyńskiego, któremu trudno odmówić kreatywności, ani nawet Rygielskiego. Już jakiś czas temu wymyśliły je dwie Polki mieszkające w Szkocji. Swój ruch nazwały Bloody Foreigners i regularnie propagowały krwiodawstwo wśród imigrantów i mniejszości narodowych.
Jednak gdy kilkanaście dni temu zgłosił się do nich Byczyński, by zaproponować współpracę przy okazji #polishblood, odmówiły. Podobno właśnie ze względu na polityczne konotacje Byczyńskiego.

 

Jedna z założycielek ruchu, Joanna Zawadzka, wysłała mi oświadczenie, które w związku z akcją Byczyńskiego wydał ruch Bloody Foreigners. „Pragniemy wyrazić nasze zaniepokojenie wykorzystywaniem akcji oddawania krwi do promowania organizacji i osób prywatnych”. Akcję Byczyńskiego w oświadczeniu nazwano „indywidualnym aktem politycznym”.

 

Rozsądna propozycja

 

Jedno jest pewne, dzięki akcji #polishblood Byczyński stał się jednym z bardziej rozpoznawalnych Polaków na wyspach. Chce wykorzystać ten kapitał, choćby przy okazji kolejnego przedsięwzięcia, czyli walki o wprowadzenie okręgów polonijnych w wyborach do parlamentu w Polsce. Gdy pytam go o tę, zapewne apolityczną, akcję, Byczyński lakonicznie odpisuje: „To pytanie nie ma nic wspólnego z Polishblood. Polonijni posłowie to bardzo rozsądna propozycja”.

 

Z czego Jerzy Byczyński żyje, skoro całe jego życie wypełnione jest działalnością społeczną? Mówi, że nadal jest studentem, ale z polskich i brytyjskich kancelarii dostaje propozycje pracy, które rozważa. O pieniądzach, jako gentleman, nie rozmawia.

Tagi: george byczyński, kobylański, londyn, polishblood, krew, emigracja, polonia

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone