21 Lipca 2015

Świat
K48l.jpg
autor: Redakcja

W Meksyku każdy jest umoczony. Narkotykowy boss El Chapo jest narzędziem władzy?

  • pap200810190I6.jpg Meksykańscy policjanci z aresztowanymi osobami z gangu kolumbijskich szmuglerów narkotyków w Meksyku. Grupa była jedną z najprężniej zaopatrujących w kokainę meksykańskich handlarzy, którzy wysyłali towar dalej - głównie do USA. PAP/EPA/David de la Paz

Kilka dni temu świat obiegła wiadomość, że najpotężniejszy dealer w Meksyku, Joaquin El Chapo Guzman, uciekł z więzienia o zaostrzonym rygorze. Pytanie, czy rzeczywiście uciekł, czy też wyszedł za zgodą władz, żeby przywrócić ład w narkotykowym biznesie? - zastanawia się w swoim tekście dla ProPublica.org reporterka Ginger Thompson, laureatka Pulitzera, była korespondentka New York Times.

 

W Meksyku mało kto wierzy w wersję filmowej ucieczki El Chapo, w której jest i półtorakilometrowy podkop, i czekający na końcu tunelu motocykl. Byli agenci do walki z narkotykami, z którymi spotkała się i rozmawiała reporterka ProPublica.org, sugerują, że gangster raczej wyszedł po prostu frontową bramą więzienia. Tyle że wersja z ucieczką jest tak widowiskowa, że trudno jej zaprzeczyć i powstrzymać przed rozprzestrzenianiem się.

 

Nikogo nie dziwiłby taki obrót sprawy. Nie w Meksyku. Pytanie tylko, dlaczego władze zgodziły się na układ z jednym z najgroźniejszych przestępców. Czyżby król narkotyków miał informacje, które mogłyby przedstawić w niekorzystnym świetle, albo nawet pozwolić oskarżyć, wpływowych urzędników, zajmujących się handlem narkotykami? Nie jest to wykluczone. Ale możliwy jest też inny scenariusz – taki, w którym El Chapo, wypuszczony na wolność, ma przywrócić ład i porządek w narkotykowym świecie. Jak bardzo niewiarygodnie by to brzmiało, jest to prawdopodobne.

 

Horror bezkrólewia

 

Rząd Meksyku, nie zapobiegając widowiskowej ucieczce El Chapo, jest w stanie zaryzykować utratę wizerunku i przyjąć dozę wstydu, jaki ściągnął na siebie, byle tylko przywrócić spokój obywatelom. To pokazuje, jak bardzo sytuacja w kraju wymknęła się spod kontroli.

 

Pod spowodowaną aresztowaniem nieobecność narkotykowego króla, fala przemocy w Meksyku zaczęła gwałtownie wzbierać. Kartel Jalisco Nueva Generacion, prowadzony przez bezlitosnego mordercę Nemesio El Mencho Oseguera Cervantesa, rozpoczął brutalną walkę z siłami bezpieczeństwa kraju i urzędnikami państwowymi. Urządzał zbrojne blokady dróg, na których zatrzymywał samochody jadące do albo wracające z najważniejszych strategicznie miast centralnego Meksyku, co miało na celu zatrzymanie i osłabienie konkurencji. Na próbę ingerencji w jego proceder meksykańskich władz, odpowiedział ogniem.

 

Najjaskrawszym  przykładem jego szaleństwa może być atak rakietowy na wojskowy helikopter, który kartel El Mencho zestrzelił na początku tego roku. Innym wymiana ognia z meksykańską policją, w wyniku której, jednego dnia, zginęło piętnastu funkcjonariuszy.

 

El Chapo jest inny niż El Mencho. To staromodny gangster, wychowany według zasad dawnej szkoły. Jego celem jest zbudowanie własnego imperium. I tak długo, jak się da, unikanie brutalnych konfliktów z siłami rządowymi, unikanie zabijania. O ile rząd Meksyku nie przeszkadza mu w pracy. Rząd – jeśli teraz pozwoli mu wrócić do biznesu i przerwanych aresztowaniem interesów – zajmie się El Mencho. A co za tym idzie, znacząco osłabi wpływy karteli.

 

Gangster dobry, gangster zły

 

Dlaczego siły bezpieczeństwa Meksyku sięgają po przestępcę, którego wcześniej z trudem zamknęły za kratami? Bo, zdaniem agentów wydziałów antynarkotykowych, z którymi rozmawiała amerykańska reporterka – same nie są gotowe na walkę z przestępczością zorganizowaną. – Prawdziwym problemem w Meksyku jest nie przepływ narkotyków, a walka z nimi, bo każdy ma ubrudzone palce – mówi jeden z rozmówców dziennikarza.

 

Układ z El Chapo to nie jedyny przykład współpracy przestępców z rządami. Wielu meksykańskich dealerów i skorumpowanych urzędników, mając do wyboru postępowanie prokuratorskie albo pracę w charakterze informatora wydziału antynarkotykowego, wypiera to drugie. Chociaż oficjalnie Waszyngton nie mówi nic o takich układach, na liście Amerykanów są takie nazwiska, jak  Vincente Zambady – syna prawej ręki El Chapo, Ismaela El Mayo Zambady. Vincente został zatrzymany w 2009 r. w drodze na spotkanie z agentami wydziału narkotykowego w jednym z hoteli w Mexico City. Cała jego obrona opierała się właśnie na tym, że w czasie, który obejmował akt oskarżenia przeciwko niemu, pracował jako informator Stanów Zjednoczonych.

 

Dzisiaj USA krytykują Meksyk za decyzję o współpracy z El Chapo. Ale robią to głównie dlatego, że w gruncie rzeczy czysta walka z narkotykami i narkotykowym biznesem nie istnieje. To tylko walka o wpływy.

 

Wróg publiczny nr 1

 

Mimo wszystko tym, którzy znają Meksyk, umowa z El Chapo wydaje się naiwna. Gangster uznawany jest za odpowiednika Osamy bin Ladena. Znalazł się na liście stu najbogatszych ludzi świata magazynu „Forbes”, jako szef międzynarodowej organizacji Sinaloa Cartel, którą zbudował po swojej poprzedniej ucieczce z więzienia, w 2001 r. To właśnie Sinaloa jest odpowiedzialna za przepływ większości narkotyków z Meksyku do USA. Dlatego chicagowska komisja ds. przestępczości ochrzciła El Chapo mianem „wroga publicznego numer 1”. Wcześniej ten tytuł nosił Al Capone.

 

Sinaloa stała się narkotykowym Mc Donaldem. Klienci mogą dostać jej produkty – kokainę, heroinę i metamfetaminę – wszędzie. Kiedy w Europie i Azji wystąpił kokainowy boom, Sinaloa odnotowała wprost proporcjonalne do niego zyski.

 

Biznes szedł tak gładko, że zdaniem wielu ekspertów, nie zakłóciło go nawet aresztowanie El Chapo w 2014 r. Interes kręcił się bez niego. W tym aresztowaniu pokładano zresztą wielkie nadzieje. Spodziewano się, że będzie zwiastunem końca pewnej epoki i początkiem nowej ery. Ery współpracy i zaufania między rządami Meksyku i Stanów Zjednoczonych. Miał to być dla USA sygnał, że prezydent Meksyku, Enrique Pena Nieto, uporał się  korupcją w swoim rządzie i że Waszyngton może mu ufać. Spektakularna ucieczka El Chapo zdaje się kłaść kres takim złudzeniom i cofa stosunki między krajami o jakąś dekadę.  

Tagi: meksyk, narkotyki, kartel, el chapo, USA, korupcja