31 Lipca 2015

Świat
K48l.jpg
autor: Redakcja

Twitter to diabeł szepczący do ucha: zabij, zabij, zabij!

  • fbi.jpg Fot. Flickr.com

Wyrzucanie zwolenników ISIS z mediów społecznościowych może prowokować tzw. samotne wilki do planowania ataków terrorystycznych na własną rękę – wynika z raportu przygotowanego przez Departament Bezpieczeństwa Krajowego Stanów Zjednoczonych, do którego dotarł portal The Intercept.

 

Department of Homeland Security (DHS) to agencja bezpieczeństwa wewnętrznego USA, utworzona po zamachach z 11 września 2001 roku na World Trade Center i Pentagon. Ma koordynować współpracę między FBI, NSA, CIA i przeciwdziałać atakom terrorystycznym na terenie Stanów Zjednoczonych. I to właśnie na jej zlecenie powstał raport opracowany przez grupę regionalnych centrów antyterrorystycznych.

 

Znawcy tematu pochylili się nad aktywnością pochodzących z USA zwolenników Państwa Islamskiego w mediach społecznościowych. I orzekli, że zakłócanie jej np. przez zawieszanie kont przez firmy hostingowe – zamiast wyeliminowania problemu, może doprowadzić do jego eskalacji.

 

Odcięci od mediów społecznościowych członkowie ISIS mogą zacząć działać na zasadzie samotnych wilków, czyli pojedynczych terrorystów organizujących się bez wsparcia organizacji terrorystycznych, jednak wierzących w ich ideologię.

 

Autorzy oderwani od rzeczywistości?

 

DHS deklaruje, że będzie w dalszym ciągu obserwować Amerykanów sympatyzujących z terrorystami i nawołujących w internecie do akcji organizowanych na Zachodzie. A także tych, którzy udzielają porad na temat podróży do Iraku czy Syrii albo zabiegają o materialne wsparcie dla terrorystów działających poza krajem.

 

Tyle mówi raport. Jednak, jak odnotowuje The Intercept, pojawiły się głosy, że autorami tego opracowania są ludzie, którzy przy braku faktów spekulują na temat spraw, o których nie mają pojęcia.

 

Dziennikarze podkreślają też, że choć dyskusja dotyczy tego, czy „podtrzymywać potencjalnych terrorystów online”, czy blokować ich aktywność w sieci – to w rzeczywistości pytanie powinno brzmieć inaczej. Problem polega bowiem na tym, czy odpowiednie służby są w stanie należycie monitorować działania ludzi potencjalnie stanowiących zagrożenie. Choćby sprzyjając radykalizacji postaw młodych internautów. 

 

Szef FBI: „Diabeł, który każe zabijać”

 

A o tym, że Amerykanie stoją przed realnym problemem związanym z zalewającymi sieć zwolennikami islamistów, świadczyć może wypowiedź szefa FBI, Jamesa Comeya.
W trakcie konferencji prasowej 9 lipca Comey porównał użytkowników Twittera popierających Państwo Islamskie do diabła, który siedzi na ramieniu i mówi „zabij, zabij, zabij”.

Comey przyznał też, że problem rzeczywiście polega na dokonaniu wyboru czy zamykać na Twitterze konta ludzi powiązanych z organizacjami terrorystycznymi, czy może wykorzystywać je do zbierania informacji o ich planach. 

 

Alarm antyterrorystyczny

 

Tym bardziej że w Stanach Zjednoczonych o zwiększającym się zagrożeniu terrorystycznym, płynącym między innymi z internetu, zrobiło się głośno kilka dni przed 4 lipca. Czyli przed amerykańskim Dniem Niepodległości. Mówiono nawet o „najwyższym poziomie zagrożenia, z jakim kraj musiał sobie radzić”.  Nawet biorąc pod uwagę dramatyczne wydarzenia z 11 września.

 

Szef Stałej Specjalnej Komisji ds. Wywiadu przy amerykańskim Kongresie zwracał wówczas uwagę na to, że bardziej niebezpieczni od Amerykanów podróżujących na Bliski Wschód i czerpiących nauki od terrorystów – mogą być młodzi ludzie radykalizujący pod wpływem przekazów płynących z internetu.

 

Jednak wtedy, jak zwracała uwagę stacja CBS News, system ostrzegania Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego Stanów Zjednoczonych nie wyłapał żadnych szczególnych zagrożeń.

Tagi: terroryzm, ISIS, państwo islamskie, USA, radykalizm, atak, twitter