08 Listopada 2015

Świat
DSC1066.jpg
autor: Olga Wasilewska

Tajne raporty Watykanu. Walka o pieniądze i władzę w Stolicy Apostolskiej

  • Watykan1.jpg Kuria Rzymska? „Jeżeli chodzi o władzę, jeżeli chodzi o wpływy, nie cofną się przed niczym” (fot. flickr)
  • WatykanPlac.jpg Opublikowano tajne raporty Watykanu. Czy papieżowi mogło zależeć żeby dotarły do opinii publicznej? (fot. flickr)
  • TarcisioBertone.jpg Związki Watykanu z mafią? Pada nazwisko kardynała Tarcisio Bertone. Portret z rzymskiej ulicy (fot. flickr)

Gdy byłem ostatnio w Rzymie, spotykałem się z watykanistami. Mówili o kardynale Bertone niepochlebne rzeczy. Przedstawiciel „czarnej arystokracji”, „szara eminencja”. On uosabia styl funkcjonowania Kościoła na styku z polityką i politykami. Politykami, którzy wiązani są z mafią – mówi teolog i publicysta, Jarosław Makowski.

 

 

Olga Wasilewska: W czwartek ukazały się dwie książki. Tajne raporty Watykanu publikują jednocześnie Gianluigi Nuzzi i Emiliano Fittipaldi. Co kryje się za kulisami Watykanu? 

 

Jarosław Makowski: Trzy rzeczy. Po pierwsze, kardynał Bergolio, który gdy zostawał papieżem Franciszkiem, postawił sobie za zadanie posprzątanie Kurii Rzymskiej. Kurii, która dziś przypomina stajnię Augiasza. Kurii, z której reformami nie poradził sobie Benedykt XVI. Ostatnie publikacje pokazują, że niewiele też drgnęło już w momencie, gdy papieżem jest Bergolio. 


Druga rzecz, widzimy że w Kurii Rzymskiej są absolutnie twardzi zawodnicy. To znaczy, że jeżeli chodzi o kasę, jeżeli chodzi o władzę, jeżeli chodzi o wpływy, nie cofną się przed niczym, żeby kasę i wpływy zachować. Tutaj ikoną jest były szef watykańskiej dyplomacji, czyli kardynał Tarcisio Bertone, któremu – jak się okazuje – nie przeszkadzało na przykład z pieniędzy na cele charytatywne remontować swoje rzymskie mieszkanie. 

 

Kardynał Bertone jest jednym z głównych bohaterów publikacji... 

 

Tak. Zaczyna być symbolem tego, co w Watykanie złe. I trzecia rzecz, na którą dowody znajdujemy w książkach, a która wydaje się kluczowa. To fakt, że papież Franciszek jest samotnikiem. Że nie ma za sobą żadnej grupy, żadnej opcji, która mogłaby mu w sprzątaniu watykańskich brudów pomóc. 


Jeden z autorów zamieszcza w książce stenogram z tajnej narady w 2013 roku, podczas której papież mówi o potrzebie wyjaśnienia niejasności wokół finansów Stolicy Apostolskiej. Obie książki to w gruncie rzeczy historia zmagań papieża z oporem hierarchów. W zeszłym tygodniu żandarmeria watykańska zatrzymała jedną z byłych doradczyń papieża pod zarzutem kradzieży i rozpowszechniania tajnych dokumentów. Przypuszcza się, że to ona dostarczyła materiały do książek. Do czego zmierzam...


Czy Franciszkowi mogło zależeć żeby raporty na temat nieprawidłowości ujrzały światło dzienne? 

 


Właśnie. O podobnym mechanizmie mówiło się po wybuchu afery nazwanej później VatiLeaks. Wyciek tajnych dokumentów z kancelarii papieża Benedykta. Papiery wyniósł papieski kamerdyner. Spekulowano, że mógł to zrobić na prośbę Benedykta... Czy dokumenty mogły trafić do dziennikarzy za wiedzą papieża? Oburzenie opinii publicznej jako element walki z oporem dostojników.


Oczywiście. Ale to by było bardzo cyniczne, a przy tym pokazujące słabość papieża. Fakt, że nie jest w stanie własnymi metodami, środkami, narzędziami, które ma, posprzątać. To że musiał upublicznić cały ten bałagan, żeby teraz mieć legitymację do przeprowadzenia zmian. Nie sądzę, by papież Franciszek był tak wyrachowany. 


On raczej wykorzysta publikacje jako okazję do zrobienia porządków. To dla niego szansa, żeby próbować jeszcze radykalniej zreformować Kurię. Zreformować tak, by służyła, a nie była problemem. Do tej pory Kuria zawsze była problemem a nie pomocą w zarządzaniu Kościołem. Czy reforma się uda? Trudne zadanie. Tu w grę wchodzą tak duże pieniądze i tak duże wpływy, że łatwiej byłoby przenieść stolicę z Warszawy do Krakowa niż uporządkować cały ten bałagan. 

 


Mówiło się, że Benedykt XVI musiał odejść, bo nie był w stanie wygrać z hierarchami i przeprowadzić reform. Czy Franciszka może spotkać to samo? 


Psychologicznie, papież Franciszek to inny człowiek. Poprzedni papież jest intelektualistą, pianistą, najlepiej czuje się w bibliotece. Chyba nie był psychologicznie przygotowany do zadania, które przed nim wyrosło. Bergoglio zaś to twardy gość. Musiał mierzyć się z wojskową juntą w Argentynie, a więc jest zaprawiony w bojach. To jezuita, a więc człowiek, który przeszedł bardzo mocną, radykalną formację duchowo-intelektualną. To w końcu człowiek, który wydaje mi się trochę taki... szalony. On wpadł do Kurii Rzymskiej, tak jak Jezus wpadł do Świątyni Jerozolimskiej krzycząc: „Wywrócę wam te stoliki. Zabiorę wam te gadżety, którymi się bawicie!”. Co więcej, ostatnia rzecz, on sam pokazuje jak ma wyglądać życie kardynałów i purpuratów. Mieszka w Domu Świętej Marty. W 70-metrowym mieszkaniu. Daje hierarchom przykład, jak ma wyglądać posługa duchownego. Problem w tym, że oni, jak do tej pory, nic sobie z tego nie robią. 


Publikacje, które się ukazały. Mamy tam watykańską fundację sprawującą opiekę nad dziećmi, która przeznacza wielkie pieniądze na remont apartamentu kardynała Bertone. Niejasności w zarządzaniu wartymi miliony nieruchomościami. Doniesienia o tym, że papież Franciszek był nielegalnie nagrywany. Szastający pieniędzmi dostojnicy. Wycieczki helikopterem przez pół Włoch... Patologie i przywileje hierarchii. Czy jest tam coś, co dziwi? Mam na myśli coś, o czym nie wiedzieliśmy wcześniej. Poza faktem, że teraz wymieniono konkretne nazwiska. 


Oczywiście, nie. W moim przekonaniu intrygujące jest to, że podobnych skandali nie było w czasach Jana Pawła II. A Polak był papieżem prawie 30 lat...


Skandali nie było, czy wiadomości o nich nie docierały do opinii publicznej? 


Oczywiście to drugie. Jan Paweł II mówił wprost: „Ja nie interesuje się Kurią Rzymską”. Nie naruszał więc niczyich interesów. Nie wtrącał się dostojnikom w machloje. Nie odbierał hierarchom władzy i zabawek, którymi się lubili bawić. Papież Franciszek narusza interesy przedstawicieli Kurii Rzymskiej, dlatego staje się niewygodny. 


To, że odgłosy walki docierają do opinii publicznej, oznacza, że obie strony nie przebierają w środkach...


To wygląda tak,  jak – stosując brutalną frazę – walka buldogów pod dywanem. To, co oglądamy na naszym podwórku, w polityce, to jest pikuś w porównaniu z tym, co dzieje się w Watykanie. Z interesami mafii włącznie... 


O to chciałam zapytać. Jedna z publikacji nosi tytuł: „Chciwość”. Na ile problem Watykanu to chciwość, a na ile powiązania ze światem przestępczym? 


Nie jest tajemnicą, że w Banku Watykańskim były powiązania mafijne. Że prawdopodobnie były tam prane brudne pieniądze. I nagle to wszystko ma się ukrócić? To kolejny problem. 


W 2012 roku powiązaniami Banku Watykańskiego z mafią interesowała się prokuratura. W 2013 roku aresztowano bpa Nunzio Scarano podejrzewanego o kradzież i pranie brudnych pieniędzy. Papież Franciszek powołał specjalną komisję, trwało dochodzenie...


I udało się. W Banku Watykańskim zaczęto wprowadzać takie same zasady, jakie obowiązują inne banki. To był pierwszy moment, kiedy papież próbował ogarnąć finanse Kościoła.


To właśnie zastanawia. Wygląda na to, że w publikacjach, które się ukazały, nie ma o tym mowy. Jest mowa o apartamentach. O kosztownym stylu życia. Ale... Wygląda to, jakby wyciekł konkretny typ dokumentów. Konkretna ich partia. Bez takich, które musiały przecież powstać w trakcie prób czyszczenia Banku Watykańskiego z powiązań ze światem przestępczym. 
 

Tak. Do tej pory Bank Watykański to było centrum. To on gromadził te wszystkie nitki powiązań. Interesy poszczególnych aktorów. W publikacjach jest o tym mowa niejako pośrednio. Pokazują konkretny styl życia. Styl, za którym kryje się rozmiar prowadzonych przez purpuratów interesów. 


Skoro o tym drugim dnie finansów Stolicy Apostolskiej mowa jest na razie tylko pośrednio, to może obserwujemy jedynie pierwsze uderzenie? 


Niewykluczone. Jeśli tak, to może oznaczać, że ktoś próbuje dać do zrozumienia: „Wiecie, że jest coś jeszcze. Jeśli to nie zostanie wyczyszczone, pójdziemy dalej.


Powiązania włoskiej polityki z mafią to temat rzeka. Postać premiera Andreottiego – legendarna. Mówiło się o związkach z mafią premiera Silvio Berlusconiego. Czy są nitki łączące z mafią dostojników watykańskich? 


Gdy byłem ostatnio w Rzymie, spotykałem się z watykanistami, to słyszałem właśnie o kardynale Bertone rozmaite niepochlebne rzeczy. Jako przedstawicielu „czarnej arystokracji”. Że to jest taka szara eminencja, która uosabia styl obecności, funkcjonowania Kościoła na styku z polityką i politykami. Politykami, którzy są z mafią związani. Jest taka historia w filmie „Il Divo”, czyli „Boski” Paolo Sorrentiniego. To film o życiu premiera Andreottiego. Andreotti mówi: „De Gaspari chodził do kościoła żeby się modlić. Ja chodzę do kościoła, ale po to żeby rozmawiać z proboszczem”. Dlaczego? „Bo w przeciwieństwie do Boga, proboszczowie głosują”. To pokazuje sposób myślenia chrześcijańskiej prawicy włoskiej. Ona zawsze była powiązana nie tylko z Kościołem, ale i ze światem przestępczym. 


Temat powiązań Kościoła z mafią pojawiał się ostatnio w 2013 roku, gdy papież rozpoczynał walkę o przejrzystość w Banku Watykańskim. Teraz cisza... 


Pozorna. Widać, że walka trwa. Papież daje sygnały. Ostatnim była jego wizyta w Neapolu, gdzie powiedział, że korupcja jest absolutnie niedopuszczalna. Że jest jednym z najcięższych grzechów. Że mafia i działalność mafijna jest rakiem na każdym społeczeństwie. To pokazuje, że papież Franciszek ma świadomość istnienia problemu. Do tej pory tego nie było. Ani u Benedykta XVI, ani u Jana Pawła II. Nie było tak radykalnych głosów wskazujących na mafię. 


Papież daje dostojnikom sygnały, że pewnych rzeczy nie będzie tolerował... 

 


Dokładnie tak. To chyba pierwszy z papieży, który w tak ostrych słowach potępia mafię. 

 

W 2013 roku, gdy papież rozpoczynał reformy w Banku Watykańskim, walczący z mafią prokurator Nicola Gratteri powiedział: „Nie wiem, czy organizacje przestępcze są w stanie coś zrobić, ale na pewno o tym myślą”. Sugerował, że papież może być w niebezpieczeństwie.


Oczywiście. To absolutnie oczywiste. Kiedyś rozmawiałem z eksbenedyktynem, Giovannim Franzoni, którego historię zrzucenia habitu opisuje Maciej Bielawski w książce „Odejścia”. On wystąpił z zakonu między innymi dlatego, że nie godził się – jak mówił, gdy kilka lat temu z nim rozmawiałem – na korupcję przy handlu gruntami w centrum Rzymu i na terenach kościelnych. Dziś chyba nadal prowadzi dom dla biednych, a o sobie mówi „chrześcijański komunista”. Pamiętam rozmowę z nim, bo wynikało z niej, że działalność wielu purpuratów rzymskich to zabieganie o dobra i władzę. Za wszelką cenę. 


Franciszek nie ma w Watykanie przyjaciół... 


Jeśli chodzi o przyjaciół, papież ma dziś ich chyba więcej wśród ludzi chodzących po obrzeżach Kościoła niż w samym kościele. Jakkolwiek paradoksalnie to zabrzmi: z punktu widzenia Kurii Rzymskiej największym wrogiem Kościoła jest papież Franciszek, bo domaga się przejrzystości działań. 


Opór Kurii Rzymskiej. Brak sojuszników. Zaledwie po trzech latach sprawowania urzędu. Zastanawiam się, jakim cudem oni go wybrali? Przecież musieli wiedzieć, z kim mają do czynienia... 


Dziś zapewne część z nich przeklina tę chwilę słabości. (Śmiech). Kardynałowie chcieli zmiany, ale chyba nie sądzili, że zafundowali sobie rewolucję. Jestem przekonany, że konklawe nie wiedziało, kogo wybiera. Dla mnie jako katolika jest to absolutny dowód na to, że Duch Święty działa. Mam poczucie graniczące z pewnością, że dziś większość z tych purpuratów uważa, że wybierając papieżem Franciszka, dokonali aktu szaleńczego. Z ich punktu widzenia to źle. Z punktu widzenia całego Kościoła – dobrze. Powiem tak: Kościół jest zbyt cenną sprawą, by zostawić go tylko w rękach rzymskich hierarchów. 

 

Tagi: gianluigi nuzzi, emiliano fittipaldi, watykan, kuria rzymska, finanse, papież franciszek, tarcisio bertone, bank watykański, pranie brudnych pieniędzy, mafia, olga wasilewska

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone