06 Września 2015

Świat
1IP.jpg
autor: Izabela Smolińska, Paulina Socha-Jakubowska

Strach to nie powód, by w sprawie uchodźców być po stronie Orbana

  • Wegry-Syria-Imigranci-Migranci-Uchodzcy-Kryzys.jpg
  • DSC02177.JPG

Mam lewicowych, naprawdę liberalnych przyjaciół. Oni też boją się terrorystów. Ale strach to nie powód, by w sprawie uchodźców być po stronie Orbana – mówi Szabolcs Szunyogh, dziennikarz radiowy. Autor kilku książek. Do niedawna wiceprzewodniczący stowarzyszenia węgierskich dziennikarzy. 

 

 

To może zbytnie uproszczenie, ale w dużej mierze dramat, który można obserwować w Budapeszcie, rozegrał się przez odciski palców.

Uchodźcy nie chcą i nie chcieli z nami zostać. I dlatego nie chcą, żeby ich spisywano i identyfikowano. Pozostawienie odcisków palców oznaczałoby związanie z Węgrami. Przynajmniej formalne. Bo dotąd żaden inny kraj nie kazał im się legitymować. Węgry stałyby się więc dla uchodźców ich krajem w Unii Europejskiej. Tym, w którym zostali zarejestrowani. I do którego mogliby zostać odesłani w razie problemów.

Oni nie chcą u was zostać, Victor Orban ich tu nie chce. Nie lepiej było puścić uchodźców wolno, zamiast kazać im maczać palce w tuszu?

Orban to specyficzna postać. Jak mam być szczery, nie lubię go. A to, co zrobił nasz rząd, to wstyd dla nas wszystkich. Tragedia. Ale to wszystko jest trochę bardziej skomplikowane. Orban odebrał wiadomość od Angeli Merkel, że prawo nie pozwala Węgrom na puszczenie uchodźców w dalszą podróż do Niemiec bez jakiejkolwiek rejestracji. A uchodźcy właśnie na to nie chcą się zgodzić. Więc Niemcy nie wysłały imigrantom zupełnie otwartego zaproszenia.

I tak powstał obóz dla uchodźców w centrum miasta, pociągi były okupowane. Tak doszło do zamieszek uchodźców z policją i z węgierskimi narodowcami. 

Problem w tym, że nigdy nie chodziło o pociągi. Doszło do chorej sytuacji, bo dano tym ludziom możliwość kupna biletów na podróż koleją do Niemiec czy Austrii. Rodziny płaciły po kilkaset euro. A potem pociągi zamknięto, nie pozwolono im jechać. 

 

 

Z jednej strony irytacja pewnie była wytłumaczalna. Ale z drugiej, nie podporządkowali się zasadom, nie mają wiz, więc nie pojechali dalej. To unijne prawo, które muszą zacząć respektować, skoro chcą żyć w Europie.

Ja widzę tu jeszcze coś innego. Dla naszego rządu to bardzo dobra sytuacja. Administracja Orbana zrzuciła z siebie odpowiedzialność za to, co się dzieje w Budapeszcie. Ta postawa zwiększa niechęć, czy nawet nienawiść Węgrów do uchodźców. Mówimy o rządzie nacjonalistycznym i antysemickim, który czepia się wszystkiego, co mogłoby zwiększyć jego polityczną siłę.

Nawet dzisiaj Orban powiedział, że 10 milionów uchodźców chce przyjechać do Europy. 10 milionów! Skąd on bierze te liczby? 

Ale robią wrażenie. 

Widocznie nie na wszystkich. Dopiero po 12 dniach koczowania uchodźców w Budapeszcie burmistrz zaoferował im nieużywany, zadaszony market, by mogli się w nim schronić i nie musieli koczować na placu przed dworcem. Świetnie. Ale zrobił to dopiero, gdy spadł pierwszy od kilkunastu dni deszcz. 

Podobno władze miasta zaczęły też wieczorami wyświetlać dzieciom bajki. Zorganizowano coś na kształt minikina w plenerze. 

To dość śmieszne. Siedzą i śpią na ziemi, mimo że mamy wielkie stadiony, ogromne kościoły, w których można by dać im schronienie. A zamiast tego ktoś wpadł na pomysł, by dzieciom pokazać filmy.

A sam Kościół nie reaguje?

Dzisiaj jeden z węgierskich biskupów powiedział, że Kościół katolicki nie może pomóc, bo to byłoby przestępstwo. Umożliwienie uchodźcom dalszej podróży to sprzeciwianie się unijnemu prawu. Gdzie jest tu w takim razie chrześcijaństwo? Terroryści mogą być między uciekinierami. Ale bycie chrześcijaninem chyba do czegoś zobowiązuje?

A Węgrzy? Zwykli obywatele? Ktoś pytał ich o zdanie?

Boją się. To oczywiste. Przecież terroryzm to realny problem. A właśnie na tym bazuje Orban.

I dlatego publiczna telewizja „M” nie może pokazywać twarzy małych dzieci? Żeby ludziom przypadkiem nie zrobiło się żal?

Na szczęście są niezależne media, niezależne telewizje, które pokazują wszystko. 

 

 

Polacy na Twitterze piszą, że dziennikarze, pokazując dzieci – nie pokazują prawdy o uchodźcach, o niebezpiecznych mężczyznach, którzy do Europy na pewno nie przyjechali z pokojowym nastawieniem. 

Wielu ludzi bazuje na uproszczeniach. A tej sytuacji nie da się uprościć. Trudno jednakową miarą ocenić tyle osób. Jedno można powiedzieć: uchodźcy, którzy teraz przyjechali na Węgry, to bogaci ludzie. Tacy, którzy w swoich krajach byli spełnieni zawodowo i dobrze zarabiali. 

To widać. Po ich sprzęcie, ubraniach. Poza tym, za przyjazd do Europy musieli zapłacić po kilka tysięcy euro.

I pewnie mogliby mieszkać w hotelach, gdyby byli pewni, co wydarzy się jutro.

W Polsce pojawiają się głosy, że powinniśmy przyjmować uchodźców i spłacić tym samym dług zaciągnięty w Europie w czasach, gdy byliśmy zależni od Związku Radzieckiego. Gdy wielu Polaków uciekało z kraju i znajdowało azyl na zachodzie.

W 1956 roku setki tysięcy Węgrów uciekały na Zachód w poszukiwaniu lepszego życia. Więc również u nas pojawia się ten argument. Ale to nie zmienia faktu, że ludzie się boją. Mam lewicowych, naprawdę liberalnych przyjaciół. Oni też boją się terrorystów. Ale strach to nie powód, by w sprawie uchodźców być po stronie Orbana. 

 

 

Jest też plan, by pomagać jedynie uchodźcom wojennym, a nie tym „ekonomicznym”. 

A jak – patrząc na grupę uchodźców, którzy przybyli na Węgry – mielibyśmy ich rozróżniać?

W Polsce rozładowano napięcie w ten sposób, że zapadła decyzja o przyjęciu tylko syryjskich chrześcijan.

Ale to półśrodek. Europa powinna rozwiązać problem wszystkich uchodźców. Niezależnie od ich religii czy narodowości.

Węgierskie społeczeństwo jest zamknięte, bo od długiego czasu borykacie się z problemem Romów?

Był taki moment, jakieś 6–7 lat temu, gdy obawialiśmy się wojny domowej między Romami a nacjonalistami. Ginęli ludzie. Dziś Romowie nie są wrogami, chociaż żyje ich u nas ok. 600 tys. Wrogami zostali uchodźcy. Na ulicach już pojawiły się plakaty, że uchodźcy i imigranci zabiorą pracę Węgrom. Ale to bzdura. Bo oni przecież nie chcą tu zostać. Ale te dwie sytuacje – tamta sprzed kilku lat i dzisiejsza - mają jeden wspólny mianownik. Nienawiść podsycaną przez grupy polityczne, którym się to opłaca. To biznes.

Tagi: szabolcs szunyogh, węgry, uchodźcy, budapeszt, viktor orban, zamieszki, kościół, strach, nienawiść

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone