19 Września 2015

Świat
DSC1066.jpg
autor: Olga Wasilewska

Policji wstęp wzbroniony. Strefy „no-go” w Szwecji

  • GoteborgZamieszkiSzwecja1.jpg Göteborg. Zamieszki. Rok 2001 (fot. flickr.com)
  • PolicjaSzwecja.jpg (fot. flickr.com)
  • PolicjaSzwecjaNoGoStrefySejm.jpg (fot. flickr.com)

Czym są strefy „no-go”? Takiego określenia używa szwedzka policja na określenie miejsc, które lepiej omijać z daleka. Wśród polskich odpowiedników, najodpowiedniejszym wydaje się słowo „getto”. Temat istnienia stref „no-go” powrócił ostatnio w kontekście debaty na temat przybywających do Europy muzułmańskich uchodźców.

 

Szwedzki problem

Czym charakteryzuje się strefa „no-go”? Urzędnicy państwowi mają tam ograniczoną możliwość działania i nie mogą w pełni wykonywać swoich obowiązków. W opublikowanym w 2014 roku raporcie szwedzka policja wskazała na mapie państwa 55 takich stref. Raport zatytułowano „Sieci przestępcze i ich wpływ na społeczność lokalną”.

 

Z dokumentu dowiadujemy się że „w Szwecji istnieje obecnie 55 obszarów, na których lokalne sieci przestępcze przejmują kontrolę nad społecznością lokalną”. Obszary te znajdują się w 22 miastach.

 

Kto sprawuje kontrolę tam, gdzie – jak stwierdza raport – „możliwości działania policji są mocno ograniczone”? Gangi i organizacje przestępcze. Raport szczegółowo opisuje strukturę tego typu organizacji. Wyszczególniono także źródła ich utrzymania. Są to głównie handel narkotykami i nielegalnymi farmaceutykami. Poza tym, kradzieże i włamania.

 

Szwedzka policja tłumaczy, że działanie na „wykluczonym obszarze” jest utrudnione, gdyż „zamieszkująca go ludność ściśle współpracuje z siecią przestępczą”. Tworzy się rodzaj symbiozy, która niejako wyjmuje dany teren spod kontroli służb porządkowych i prawa. Powstaje paradoksalna sytuacja. Na obszarze getta rolę państwa przejmują szefowie półświatka. To oni ustalają reguły i wymierzają sprawiedliwość, gdy uznają, że zachodzi taka potrzeba.

 

Szwedzka specyfika? Niekoniecznie. Takie miejsca znajdziemy w każdym kraju na świecie. Najlepszym przykładem są regiony we Włoszech, w których władzę, zamiast organów państwowych, sprawuje mafia.

 

Getta w Sejmie

Problem istnienia stref „no-go” zawitał ostatnio do polskiego Sejmu. Wydaje się, iż to na sporządzony w 2014 roku dokument szwedzkiej policji powoływał się w czasie debaty o uchodźcach prezes PiS, Jarosław Kaczyński. Polityk, mówiąc o zagrożeniu związanym z napływem uchodźców, wspomniał o Szwecji i „54 strefach, gdzie obowiązuje szariat i nie ma żadnej kontroli państwa”.

 

Problem polega na tym, iż dokument z 2014 roku nie dotyczy społeczności muzułmańskiej, a przynajmniej nie tylko. Mowa w nim o szeroko pojętej działalności przestępczej. Bez wskazywania konkretnej grupy etnicznej czy religijnej, która miałaby za nią odpowiadać.

 

Co na temat społeczności muzułmańskiej znajdujemy w raporcie? Jedynie tyle, że obszary „no-go” zamieszkiwane są przez ludność o niskim statusie społeczno-ekonomicznym, głównie emigrantów. W tym emigrantów z krajów muzułmańskich.

 

Spiżarnie pełne armatniego mięsa

Utożsamienie stref „no-go” tylko i wyłącznie ze społecznością muzułmańską to błąd. Problem jednak istnieje.   

 

Szwedzki dziennik „Aftonbladet”. Artykuł o strefach zatytułowany „Spiżarnie pełne mięsa armatniego dla IS”. W tekście czytamy o mieście Göteborg i getcie na jego przedmieściach. O „spiżarniach” opowiada gazecie jeden z miejscowych policjantów. Twierdzi, że wielu młodych ludzi już wyjechało lub ma zamiar wyjechać do Syrii. –Göteborg stał się jedną z głównych baz rekrutacyjnych IS. To ewenement na skalę europejską – czytamy w tekście. Autorzy powołują się na doniesienia szwedzkich służb specjalnych. – Co najmniej 150 osób ze Szwecji udało się do Syrii i Iraku. Zdecydowana większość dołączyła do IS – tłumaczą autorzy tekstu. 

 

Amerykański dwumiesięcznik „Foreign Policy”. Artykuł „Od państwa opiekuńczego do kalifatu”. O tym „jak szwedzkie przedmieścia stają się pożywka dla bojowników w Iraku i Syrii”. Tu historia Ahmeda który przybył do Szwecji wraz z rodziną w wieku lat trzech. Zamieszkał w jednej ze stref „no-go”. W Engered. Pod wpływem „pełnych agresji nagrań z wojny domowej w Syrii” zaczął czytać biografie męczenników i postanowił zostać jednym z nich. Wyjazd na Bliski Wschód uniemożliwili mu rodzice, stosując areszt domowy.

 

– Engered stała się ośrodkiem rekrutacji dżihadystów – przekonują autorzy tekstu. Dowodzą, że „problem rekrutacji terrorystów na trenie Szwecji nasilił się po 2003 roku w związku z napływem fali uchodźców z objętego wojną Iraku”. 

 

Wylęgarnia patologii wszelakich

Czy strefy „no-go” są wylęgarnią islamskich fundamentalistów? Jeśli tak, to z pewnością nie tylko. To wylęgarnia patologii wszelakich. Stygmatyzacja konkretnej grupy religijnej byłaby nadużyciem.

 

Co znajdujemy w artykułach ze szwedzkiej prasy traktujących o strefach „no-go”?

 

W znaczącej większości nie religijnych fanatyków, a strzelaniny, rozboje i napady z bronią w ręku.

 

Bohaterami artykułów są ludzie różnych narodowości czy wyznań. Wspólnym mianownikiem jest tu jedynie bieda.

Tagi: no-go, szwecja, muzułmanie, sieci przestępcze, rekrutacja IS, olga wasilewska

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone