17 Czerwca 2015

Świat
DSC1066.jpg
autor: Olga Wasilewska

Nowe dokumenty Snowdena

  • pap20131012249.jpg
  • Snow.jpg

Po aferze WikiLeaks Kongres USA zarzeka się, że zdelegalizował wszystkie programy śledzące obywateli, a Barack Obama mówi o polityce przejrzystości. Obok powstaje program, pozwalający gromadzić dane każdego, kogo USA podejrzewają, że może być sprawcą cyberataku. Nawet, jeśli nie ma na to żadnych dowodów.

 

Dokładnie dwa lata temu opinia publiczna poznała pierwsze, z kilkuset tysięcy poufnych, tajnych i ściśle tajnych dokumentów amerykańskich agencji rządowych. Publikacje The Guardian i The Washington Post ujawniły informacje, m.in. o prowadzonym przez amerykańską Agencję Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) programie inwigilacji, polegającym na monitorowaniu kont poczty elektronicznej, połączeń telefonicznych oraz wszelkich informacji, zawartych w serwisach społecznościowych. Dziś, w rocznicę tego, największego do tej pory, wycieku ściśle tajnych danych, Edward Snowden, osoba która udostępniła dziennikarzom rządowe dokumenty, tak pisze o efektach publikacji: „W ciągu jednego miesiąca, inwazyjne programy śledzące obywateli zostały przez sąd uznane za nielegalne a przez Kongres zdelegalizowane. To jest moc świadomego społeczeństwa”.

 

Wszystkie dane pod kontrolą

 

Czy poznaliśmy już wszystkie tajemnice NSA? Okazuje się, że nie. Opinia Snowdena ukazała się na łamach New York Times. Kilka godzin później, dołączył do niej kolejny tekst. Artykuł autorstwa dziennikarzy New York Times i Pro Publica. Obszerny, napisany na podstawie udostępnionych przez Snowdena dokumentów, raport „Hunting for Hackers, N.S.A. Secretly Expands Internet Spying at U.S. Border”. To ciąg dalszy opowieści, której początek poznaliśmy dwa lata temu.

Tym razem, inwigilacji mieli podlegać nie tylko obywatele USA, ale i osoby z zagranicy, podejrzewane przez Stany o prowadzenie działalności hakerskiej. Monitorowaniu miały podlegać nie tylko ich skrzynki pocztowe, czy konta w serwisach społecznościowych. Także dane, gromadzone na wirtualnych dyskach, w tzw. chmurze. O dostęp do informacji zgromadzonych przez NSA wystąpiło m.in. FBI.

 

Na wszelki wypadek, podejrzewać każdego

 

New York Times i Pro Publica punktują kontrowersyjne punkty projektu. Szczególne zaniepokojenie wywołuje brak ściśle określonych kryteriów odnośnie tego, kogo agencje mogły uznawać za „obcego hakera”. Inwigilacji mógł podlegać każdy, nawet - jak czytamy w raporcie - „jeśli nie można połączyć go z konkretnym cyberatakiem”. Nawet, „jeśli nie można udowodnić, że jego działalność jest związana z aktywnością obcych państw, czy organizacji terrorystycznych”. W praktyce, oznacza to dostęp do informacji o dowolnej osobie, niebędącej obywatelem USA, pod pretekstem prowadzenia przez nią „działalności hakerskiej”.

 

Kolejna kwestia: dostęp do informacji o hakerze, oznacza także dostęp do wszystkich zdobytych i przetrzymywanych przez niego materiałów. Także, skradzionych przez hakera danych, należących do osób trzecich. Czy można je gromadzić i archiwizować „na wszelki wypadek”? Z ustaleń dziennikarzy wynika, że wszelkie, pozyskane w czasie monitorowania domniemanych hakerów, dane miały trafiać do Quantico w stanie Virginia, do powstającego tam specjalnego „magazynu danych cyfrowych”.

 

Puste deklaracje

 

Brian Hale, rzecznik wywiadu USA, pytany o komentarz do ustaleń New York Times, stwierdził, że dziennikarzy nie powinno dziwić, że rząd USA zbiera informacje o osobach z zagranicy, próbujących inwigilować obszar sieci internetowej Stanów Zjednoczonych. Podkreślił, że za cyberatakami mogą stać nie tylko osoby prywatne, ale i obce mocarstwa. Wszelkie działania, zmierzające do zabezpieczenia internetowej przestrzeni USA, Hale uznaje za całkowicie zgodne z prawem międzynarodowym.

 

New York Times podkreśla, że nie odmawia Stanom Zjednoczonym prawa do ochrony własnych obywateli przed cyberatakami, jednak dziennik niepokoi fakt, że program, tak dalece wkraczający w kwestie prywatności, utrzymywany był w całkowitej tajemnicy. Dziennikarze przywołują słowa Baracka Obamy, który jeszcze w lutym tego roku, podczas debaty na temat bezpieczeństwa w sieci, powiedział: - „Technologia jest dziś nie tylko wielkim sprzymierzeńcem, ale wielkim zagrożeniem. Rząd musi być stale samokrytyczny. Musimy być otwarci na debatę”.

 

Wystąpienie na Uniwersytecie Standford było wielkim sukcesem Obamy. Prezydenta chwalono, m.in. za deklaracje o polityce przejrzystości we wszelkich działaniach dotyczących kontroli internetu. - Żadnego z działań (opisanych w tym artykule- red.) nie poddano debacie.  Nie podano do informacji publicznej - podsumowuje działania amerykańskiego wywiadu New York Times.

Tagi: edward snowden, wikileaks, FBI, kongres, barack obama, NSA, USA, inwigilacja, haker, cyberatak