02 Sierpnia 2015

Świat
DSC1007.jpg
autor: Paulina Socha-Jakubowska

Mętne tłumaczenia Czerwonego Krzyża w sprawie pomocy dla Haiti

  • haitinowe.jpg Amerykański Czerwony Krzyż wciąż nie wyjaśnił, co stało się z pieniędzmi, dzięki którym miały powstać domy dla dotkniętych trzęsieniem ziemi Haitańczyków (fot. PAP/EPA)

Właśnie minął termin, w jakim amerykański Czerwony Krzyż miał odpowiedzieć na pytania dotyczące roztrwonienia przez organizację charytatywną pół miliarda dolarów. Pieniądze miały być przeznaczone na pomoc Haitańczykom, ofiarom trzęsienia ziemi z 2010 roku. Czerwony Krzyż twierdzi, że udzielić odpowiedzi jeszcze nie może, bo zawarte w nich dane nie powinny zostać upublicznione.

 

8 lipca republikański senator ze stanu Iowa, Charles Grassley, zwrócił się do amerykańskiego Czerwonego Krzyża z 17 szczegółowymi pytaniami dotyczącymi pomocy na Haiti.

 

List z pytaniami był pokłosiem materiału zebranego przez dziennikarzy śledczych z National Public Radio i ProPublica. W materiale ujawnili, że organizacja charytatywna zamiast pomóc Haitańczykom po trzęsieniu ziemi z 12 stycznia 2010 r., które pochłonęło 316 tysięcy ofiar, w rzeczywistości roztrwoniła zebrane przez siebie pieniądze. W sumie prawie pół miliarda dolarów.

 

Sprawę opisywaliśmy w czerwcu. Zatem przypomnijmy: Według szacunków, w wyniku trzęsienia ziemi dach nad głową mogły stracić nawet 2 miliony Haitańczyków. A z danych Amnesty International wynika, że 85 tysięcy ofiar kataklizmu wciąż mieszka w 123 prowizorycznych obozach. Tych, które zostały przygotowane tuż po katastrofie. Czyli ponad pięć lat temu.

 

I właśnie na budowę nowych domów, w sumie siedmiuset, pół miliarda dolarów – zebranych od darczyńców poruszonych losem Haitańczyków – miał poświęcić amerykański Czerwony Krzyż. Organizacja chwaliła się nawet, że zabezpieczyła dach nad głową 130 tys. mieszkańców wyspy. Rzeczywistość wygląda jednak inaczej. Raport przygotowany przez dziennikarzy śledczych ProPublica i NPR wywołał kolejne trzęsienie ziemi. Bo wyszło na jaw, że zamiast kilkuset – zbudowano sześć domów.

 

Senator drąży

 

Charles Grassley zażądał więc wyjaśnień. Poprosił o szczegółowe informacje dotyczące finansowania poszczególnych projektów przygotowywanych przez Czerwony Krzyż na Haiti.

 

Chciał także poznać listę innych organizacji, którym Czerwony Krzyż, jak się okazało, zlecał pracę. Ich efektywność i rozliczenia powierzanych im środków. Poprosił również o informacje na temat kryteriów decydujących o tym, czy dany mieszkaniec Haiti otrzymuje wsparcie, czy też nie. Poza tym chciał dowiedzieć się, dlaczego organizacje często błędnie szacują, ilu osobom potrzebna jest pomoc i ilu osobom mogą jej udzielić.

 

Grassley wyznaczył organizacji deadline: 22 lipca.

 

Co istotne, jak przypomina ProPublica, Grassley, przewodniczący Komitetu Sądownictwa przy Kongresie, jest znany ze swoich kontroli w sektorze organizacji non profit. Od lat szczególnie interesuje się właśnie Czerwonym Krzyżem. Dekadę temu żądał wyjaśnień dotyczących pomocy po atakach z 11 września. Zaś w 2007 roku Grassley przeforsował ustawę zmieniającą strukturę zarządzania w Czerwonym Krzyżu w związku z nieprawidłowościami przy pomocy ofiarom huraganu Katrina.

 

Brak szczegółów

 

Jednak w przypadku Haiti Grassley zadowalających odpowiedzi się nie doczekał. Dostał co prawda informację o 50 innych organizacjach, które na Haiti miały działać na zlecenie Czerwonego Krzyża, ale nie dowiedział się, ile pieniędzy dla nich przeznaczono i jak rozliczano się z nimi.

 

Przedstawiciele Czerwonego Krzyża napisali bowiem, że umowy zawierane z innymi organizacjami działającymi na zlecenie – nie pozwalają ujawniać szczegółów współpracy mediom i ofiarodawcom.

 

Grassley kwestionuje takie rozwiązanie. – Nie jest jasne, dlaczego Czerwony Krzyż zawiera umowy z innymi podmiotami, zgodnie z którymi ich dane nie mogą być ujawnione – napisał w oświadczeniu. Zaapelował też o kolejne, bardziej szczegółowe wyjaśnienia. Tym bardziej że amerykański Czerwony Krzyż deklaruje, iż nie spożytkował całych środków zebranych na pomoc Haiti. Podobno z 488 milionów wydano dotychczas 400. Pytanie, dlaczego zatem w ciągu 5 lat nie dało się efektywniej nieść pomocy Haitańczykom.

 

– Za pieniądze, które dla Haiti zebrał amerykański Czerwony Krzyż, zrobilibyśmy o wiele więcej – tak w rozmowie z portalem Kulisy24.com aferę komentowała Janina Ochojska, szefowa PAH. Ochojska przyznała, że nie chodzi tu tylko o zmarnowane pieniądze, ale również o to, w jakim świetle taki fakt stawia inne organizacje międzynarodowe. – Marnowanie pieniędzy przez jedną organizację bardzo negatywnie wpływa na postrzeganie innych. Ludzie, którzy pomagają, najczęściej mówią tak: „Międzynarodowy Czerwony Krzyż to najpoważniejsza organizacja, mają największe doświadczenie, dlatego przekażemy im pieniądze”. I rzeczywiście dają. To jedna z organizacji charytatywnych, która zbiera najwięcej środków. A potem, kiedy się okazuje, że zmarnowali tak ogromne sumy, dla darczyńców oznacza, że mniejsze organizacje robią pewnie jeszcze gorsze rzeczy – mówiła.

Tagi: haiti, czerwony krzyż, pomoc, charytatywna, paulina socha-jakubowska, afera, skandal, senator

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone