28 Czerwca 2015

Świat
DSC1212.jpg
autor: Michał Majewski

Makowski o Primakowie: Stara szkoła wywiadowcza

  • pap200312230AI.jpg Russian President Vladimir Putin (L) chats with Yevgeni Primakov, the chairman of the Russia's Chamber of Commerce during the chamber's session in Moscow, 2003. EPA/ALEXANDER NATRSUKIN

W piątek w Moskwie zmarł Jewgienij Primakow, były premier Rosji, ale przede wszystkim wysoki rangą oficer wywiadu Związku Radzieckiego. Jego odejście jest symboliczne. Primakow był jednym z ostatnich żyjących przedstawicieli pokolenia wywiadowczego, które pełniło istotne stanowiska w dawnym ZSRR i Rosji lat dziewięćdziewiątych. 

 

Primakow, absolwent Moskiewskiego Instytutu Orientalistyki, był oficerem działającym na, kluczowym dla dawnego ZSRR, kierunku bliskowschodnim. Na początku lat 90. został szefem wywiadu zagranicznego, a następnie wspiął się na stanowisko ministra spraw zagranicznych, a potem premiera Rosji. O wywiadowczej drodze Primakowa rozmawiamy z Aleksandrem Makowskim, emerytowanym pułkownikiem wywiadu. 

 

Primakow na przełomie lat 60. i 70. działał w Kairze pod przykryciem korespondenta „Prawdy”. Ty na początku lat 70., już po szkole wywiadowczej w Kiejkutach, odwiedzałeś to miasto. Twój ojciec był szefem rezydentury polskiego wywiadu w Egipcie. Jakie było zanczenie Kairu w tamtym czasie, jeśli idzie o sprawy wywiadowcze?

 

Kair był wówczas mekką wywiadowczą. Ściągali do niego ludzie z całego świata arabskiego. Miasto było bardzo świeckie i chętnie przybywali tam ludzie z państw muzułmańskich, by się zabawić. Były kluby, dyskoteki, tańce brzucha i alkohol lał się szerokimi strumieniami. W Kairze były wszystkie kluczowe ambasady i toczyły się najróżniejsze gry wywiadowcze na dużą skalę.

 

Było to ważne miejsce dla wywiadu radzieckiego. Wytłumacz dlaczego?

 

Było kluczowe. Rewolucja Nasera to był symbol dochodzenia do władzy w Trzecim Świecie przez młodych oficerów, którzy „socjalizowali” i bliżej im było do filozofii Związku Radzieckiego niż Stanów Zjednoczonych. Na przełomie lat 60. i 70. toczyła się ciekawa rozgrywka o Egipt między Waszyngtonem i Moskwą. I myślę, że Amerykanie popełnili fatalny błąd, bo mogli młodego Nasera skaptować. Tyle że odmówili mu funduszy na Tamę Asuańską, która była niesłychanie ważnym projektem infrastrukturalnym. A Rosjanie wyłożyli na ten projekt ogromne środki. I tu wygrali. 

 

Towarzysze radzieccy na potęgę zbroili armię egipską.

 

W 1967 Izraelczycy w ciągu sześciu dni upokorzyli świat arabski, pokonując kilka armii, w tym egipską. Przez następne sześć lat, czyli do wojny Jom Kippur, Rosjanie praktycznie zbudowali nowoczesną armię egipską. Myślę, że zasługa wywiadu i ludzi takich jak Primakow była tu nie do przecenienia. To był okres bardzo silnej obecności Rosjan na Bliskim Wschodzie. Oczywiście był jeszcze Irak, Syria i inne kraje, w którychm mieli interesy. Ale Egipt, w którym stacjonował wtedy Primakow, był kluczowy. Decydowała ogromna liczba ludności, wielkość, strategiczne położenie. W Egipcie stacjonowała bardzo dużą grupa oficerów wywiadu radzieckiego, doradców wojskowych. Tam poszły niezliczone ilości uzbrojenia, w tym najnowsze czołgi radzieckie i rakiety. I jak pamiętamy wojnę Jom Kippur, to brakowało jednej prostej i Egipcjanie byliby na przedmieściach Tel Awiwu. Izraelczycy przegapili moment natarcia i nie spodziewali się tego, że armia egipska jest aż tak dobrze wyszkolona przez Rosjan. Gdyby nie kunszt Ariela Szarona, to byłoby krucho.

 

Primakow działał na Bliskim Wschodzie jako korespondent „Prawdy”… 

 

Czyli działał pod przykryciem. Musiał mieć mocne nerwy i umiejętność prowadzenia wywiadowczych gier. Kair był wtedy rajem szpiegowskim. Nie ulega wątpliwości, że Primakow był już wtedy oficerem. Gdyby było inaczej, nie mógłby zostać na początku lat 90. szefem wywiadu.

 

Wyobrażam sobie, że taki korespondent „Prawdy” w Kairze to była figura ważniejsza niż drugi sekretarz ambasady.

 

Z takim człowiekiem rozmawiali wszyscy. Tak jak wspomniałem, w tamtym czasie w Kairze swoje przedstawicielstwa miały wszystkie najważniejsze państwa. 

 

Primakow w latach 1977–1985 był dyrektorem Instytutu Orientalistyki Akademii Nauk ZSRR. Po co?

 

A co mógł robić oficer taki jak ja w Instytucie Nauk Prawnych PAN? Zajmować się wywiadem. Zakładam, że w takim Instytucie Orientalistyki była utajniona rezydentura wywiadu ZSRR, którą dowodził taki facet jak Primakow. Wywiad działa z wielu pozycji. Przecież do tego instytutu przyjeżdżali studenci, młodzi naukowcy z całego świata islamskiego. Świetne miejsce! 

 

Mówiłeś, że Primakow to „stara szkoła” wywiadowcza. Co masz na myśli?

 

Mówię o powojennym pokoleniu, zahartowanym w bojach zimnej wojny. O ludziach dobrze przeszkolonych i bywałych w najtrudniejszych sytuacjach wywiadowczych. To samo było po drugiej stronie barykady. Pierwsze kadry powołanej w 1947 r. CIA tworzyli ludzie z najlepszych uniwersytetów wschodniego wybrzeża. Bogaci, najlepiej wykształceni i ideowi. W tamtym powojennym okresie służba krajowi była czymś niesłychanie nobilitującym. I to mam na myśli, gdy mówię o starej szkole w CIA czy wywiadzie radzieckim.  Zresztą droga Primakowa do najwyższych funkcji w państwie, przy wszystkich odmiennościach, przypomina mi karierę innej osoby. 

 

Czyją?

 

George’a  Busha seniora. Ten pochodzi z bardzo dobrej i bogatej rodziny, a wżenił się w jeszcze bogatszą. Był senatorem, szefem CIA, ambasadorem w Pekinie, gdy Nixon zrobił otwarcie na Chiny. Potem był wiceprezydentem i wreszcie prezydentem USA. Oczywiście, to dwie kariery w kompletnie innych systemach, ale widzę tu podobieństwo. I warto jeszcze zauważyć, że pewna droga w wypadku Rosji jest kontynuowana, o czym świadczy kariera pułkownika Władimira Putina.

 

To fakt, choć Primakow w ostatnich latach krytykował alienację Rosji i twardy putinowski kurs. 

 

Nie dziwię się. Był światowym człowiekiem, który miał o wiele większe doświadczenie operacyjne niż Putin. Stara szkoła. 

Tagi: jewgienij primakow, wywiad, ZSRR, kair

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone