21 Czerwca 2015

Świat
K48l.jpg
autor: Redakcja

Haiti. Czerwony Krzyż roztrwonił pół miliarda dolarów

  • 304113016.jpg Haiti dwa lata po trzęsieniu ziemi (fot. ABACA/NEWSPIX.PL)

Nie milkną echa afery związanej z organizowaną przez amerykański Czerwony Krzyż pomocą dla Haiti. Jak ustalili amerykańscy dziennikarze śledczy z National Public Radio i ProPublica, organizacja charytatywna, która miała pomóc Haitańczykom wstać z kolan po trzęsieniu ziemi z 12 stycznia 2010 r., które pochłonęło 316 tysięcy ofiar, w rzeczywistości roztrwoniła zebrane przez siebie pieniądze. W sumie prawie pół miliarda dolarów.

 

Pod koniec 2011 roku amerykański Czerwony Krzyż rozpoczął swój projekt. Plan zakładał uporządkowanie obszaru najbardziej dotkniętego przez katastrofę i budowę setek domów dla ludzi, którzy przez potężne trzęsienie ziemi zostali pozbawieni swojego dobytku. Amerykański Czerwony Krzyż pomoc miał ofiarować choćby wiosce Campeche, w której skala zniszczeń była zatrważająca. 

 

Warto przypomnieć, że według szacunków w wyniku trzęsienia ziemi dach nad głową mogły stracić nawet 2 miliony Haitańczyków. A z danych Amnesty International wynika, że 85 tysięcy ofiar kataklizmu wciąż mieszka w 123 prowizorycznych obozach. Tych, które zostały przygotowane tuż po katastrofie. Czyli ponad pięć lat temu.

 

I właśnie na budowę nowych domów, w sumie siedmiuset, pół miliarda dolarów – zebranych od poruszonych losem Haitańczyków darczyńców – miał poświęcić Amerykański Czerwony Krzyż. Organizacja chwaliła się nawet, że zabezpieczyła dach nad głową 130 tys. mieszkańców wyspy. Rzeczywistość wygląda jednak inaczej. Raport przygotowany przez dziennikarzy śledczych ProPublica i NPR wywołał kolejne trzęsienie ziemi. Bo wyszło na jaw, że zamiast kilkuset – zbudowano sześć domów. 

 

Okazuje się też, że wielu mieszkańców wioski Campeche, do której wielomilionowa pomoc miała płynąć strumieniami, do dziś mieszka w szałasach wykonanych z zardzewiałej blachy, nie ma dostępu do wody pitnej, energii elektrycznej, nie ma urządzeń sanitarnych. Potwierdza to opublikowany na początku roku raport Amnesty International, z którego wynika, że w obozach dla dotkniętych trzęsieniem ziemi aż 83 osoby dzielą jedną toaletę. Być może ich los wyglądałby inaczej, gdyby nie zmarnowane przez amerykański Czerwony Krzyż środki.

 

Szokujące marnotrawstwo 

 

Dziennikarze, którzy zajęli się sprawą, podkreślają, że Czerwony Krzyż świetnie radzi sobie z doraźną pomocą dla ofiar kataklizmów. Problem w tym, że organizacja porwała się na odbudowę zniszczonego i do tego najbiedniejszego na półkuli zachodniej kraju – nie mając pomysłu, jak to zrobić. Dlatego lista grzechów organizacji, wymienionych przez dziennikarzy z USA, jest niezwykle długa. 

 

Nie zatrudniali bezrobotnych Haitańczyków, zamiast tego organizowali pracowników z USA. Nie przygotowali się wystarczająco dobrze, jeśli chodzi o miejscowe kwestie administracyjne. Program zarządzany był z Waszyngtonu, co w praktyce oznaczało ogromną dezorganizację. Wielu Amerykanów, którzy pojawiali się na Haiti, nie mówiło ani po francusku, ani w języku kreolskim. A każda taka sytuacja wiązała się z dodatkowymi wydatkami. 

 

Poza tym reporterzy wyliczyli Czerwonemu Krzyżowi aż 12 miesięcy, podczas których na terenach przez nich objętych programem nic się nie działo.

 

 

Wyjść z twarzą

 

Amerykański Czerwony Krzyż, co oczywiste, kwestionuje raport, twierdząc, że oskarżenia są nieuczciwe. Problem w tym, że coraz mniej odbiorców tych komunikatów wierzy w nie. Bo przecież sprawa niegospodarności na Haiti to nie pierwsza taka w historii tej organizacji charytatywnej. Wcześniej Czerwonemu Krzyżowi zarzucano niegospodarność przy pomocy po atakach na World Trade Center, a także źle zorganizowaną pomoc po huraganach Katrina i Sandy.

 

Po publikacji wyników śledztwa ProPublica i NPR, Haitańczycy, w tym były premier Jean-Max Bellerive, wezwali amerykański Czerwony Krzyż do odniesienia się do zarzutów i wzięcia odpowiedzialności za niewywiązanie się z obietnic. Przedstawiciele organizacji zwołali więc konferencję prasową w stolicy Haiti, Port-au-Prince, ale z ich ust nie padły żadne konkretne i racjonalne tłumaczenia.

 

W swoim oświadczeniu Czerwony Krzyż stwierdził, że organizacja zawsze była przejrzysta, rozliczała się ze swoich obietnic i z darczyńcami, i z całym amerykańskim społeczeństwem. Jana Sweeny, rzeczniczka Czerwonego Krzyża, dodała także, że jej organizacja z przyjemnością porozmawia teraz z każdym z członków Kongresu i odpowie na wszystkie nurtujące polityków pytania, dotyczące pomocy dla Haiti i innych akcji charytatywnych. 

 

Jednak nawet strategia otwartości i przejrzystości może nie przynieść rezultatu. A skutki zmarnotrawienia pieniędzy od darczyńców mogą okazać się tragiczne. – Takie organizacje funkcjonują w czarnej dziurze odpowiedzialności – stwierdził ostatnio Daniel Borochoff, prezes organizacji CharityWatch, która śledzi poczynania organizacji dobroczynnych. 

 

Pytanie, jak bardzo ujawniona przez dziennikarzy afera, wpłynie na darczyńców choćby w przypadku kolejnego kataklizmu. 

Tagi: haiti, czerwony krzyż, pomoc, charytatywna