29 Grudnia 2015

Świat
DSC1066.jpg
autor: Olga Wasilewska

Chorzy politycy. Uzależnienia, problemy psychiczne, pycha

  • KennedyObama.jpg Edward „Ted” Kennedy (z prawej) i Barack Obama. Konwencja wyborcza w Denver. Rok 2008
  • KennedyObamaAU.jpg Edward „Ted” Kennedy, nazywany „lwem senatu” to w USA prawdziwa legenda. -Ojciec był alkoholikiem- wyznaje dziś syn, Patrick Kennedy
  • PatrickKennedy.jpg -W biurze, wódkę przelewałem do butelek po wodzie mineralnej- wspomina były kongresman Patrick Kennedy

Nadzieja rodziny Kennedych. Spadkobierca dynastii. O tym, że kiedyś wejdzie do polityki, wiedziano, zanim nauczył się chodzić. Patrick Kennedy zasiadał w Kongresie Stanów Zjednoczonych do 2010 roku. Jak wspomina te czasy? – Przelewałem wódkę do butelek po wodzie mineralnej. Aspirynę zastępowałem oksykodonem – wyznaje. Wydane w zeszłym tygodniu pamiętniki byłego kongresmana to ponad 400-stronicowa opowieść o rodzinie „zatrutej alkoholem i władzą”.

 

Trauma ojca

 

Wyznania Patricka Kennedy’ego mają dwóch bohaterów. Pierwszym jest sam autor. Drugim – jego rodzina. Syn przyznaje się do uzależnienia od alkoholu i choroby psychicznej. Fragmenty dotyczące ojca wywołują w USA największe wzburzenie. Edward „Ted” Kennedy, zmarły w 2009 polityk, nazywany lwem senatu, to prawdziwa legenda. Ostatnio bliski współpracownik i jeden z głównych stronników prezydenta Baracka Obamy.

 

„Ojciec był alkoholikiem” – wyznaje dziś Patrick Kennedy. „Matka? – Zamykała się w pokoju. Piła. Nie widzieliśmy jej całymi dniami”. Nałóg matki syn tłumaczy nałogiem ojca. Nałóg ojca stresem po śmierci braci. Prezydent USA, John F. Kennedy i senator Robert F. Kennedy zginęli w zamachach. JFK w 1963 roku. RFK pięć lat później. Patrick Kennedy wyznaje, że „ojciec przez całe życie bał się, że jemu przytrafi się dokładnie to samo”.

 

„Do końca życia przeżywał traumę po śmierci braci. To go zniszczyło” – czytamy w książce.

 

„Rok po zabójstwie Bobbie’ego (Roberta F. Kennedy’ego) ojciec spowodował wypadek. Samochód spadł z drewnianego mostu do rzeki. Utonęła młoda pasażerka, Mary Jo Kopechne. On sam uciekł. Władze powiadomił dopiero nad ranem” – wspomina syn Teda Kennedy. Wyjaśnia, że śmierć braci, alkoholizm i wypadek w Chappaquiddick to były trzy rzeczy, o których w domu nie wolno było rozmawiać.

 

Próbę podjęto raz. W latach dziewięćdziesiątych. Gdy alkoholizm ojca nasilił się do granic możliwości. Wspomniano o leczeniu. Ted Kennedy zamknął się w gabinecie na kilka następnych dni. Syn dostał list. Prośbę, by nie poruszać tematu i na jakiś czas zaprzestać wizyt w domu.

 

Rodzina unika lekarzy

 

„Życie ojca to była milcząca desperacja. Jego nałóg miał wpływ na całą rodzinę. Na moją siostrę, brata, na mnie” – wyznaje, nadzieja rodu Kennedych. Przyznaje, że w ślady ojca poszedł bardzo szybko. Po alkohol sięgnął w wieku 13 lat. Gdy w wieku 21 lat wygrał swoje pierwsze wybory, pił już nałogowo.

 

Prace w Kongresie wspomina głównie przez pryzmat trudności, jakie nastręczało ukrywanie nałogu.

 

„Atmosfera na pokładzie była doskonała. Momentami frywolna. Morze alkoholu. Rum z colą. Potem Jack z colą. Z delegacji pamiętam tylko kaca, wstyd i wymiotowanie w toalecie na pokładzie Air Force One” – to o oficjalnej wizycie w Irlandii z prezydentem Clintonem w 2000 roku. Patrick Kennedy alkohol odstawia dopiero rok po przejściu na emeryturę. Jedenaście lat później.

 

W książce wyznaje, że alkohol to nie był jedyny problem.

 

Już w latach 90. pojawiły się lęki i nawracająca depresja. „Rodzina unika lekarzy z obawy, że wiadomość o chorobie kogoś z klanu Kennedych może dotrzeć do opinii publicznej”. Choroba dwubiegunowa przez kilkanaście lat nie zostaje zdiagnozowana. Patrick „leczy się” na własną rękę. Uzależnienie od leków na receptę łączy go z ojcem. To od niego dowiaduje się, że oksykodon najlepiej przechowywać w opakowaniu po Aspirynie.

 

„To nie jest coś, o czym mówimy publicznie”

 

Pijanego kongresmana ukrywają w pokojach hotelowych asystenci i pracownicy ochrony. On sam, przed wyjściem do biura, przelewa wódkę do butelek po wodzie mineralnej. W szufladach ukrywa leki.

 

Nałóg wychodzi na jaw dopiero w 2006 roku, gdy o trzeciej w nocy rozpędzony samochód kongresmana taranuje policyjną barykadę.

Patrick Kennedy: „Nad ranem pod moim biurem pojawiły się kamery telewizyjne. Pomyślałem: to koniec”.

Polityk wychodzi do dziennikarzy i przyznaje, że ma problem. Jego ojciec jest wściekły. Przez telefon wykrzykuje do syna „to nie jest coś, o czym mówimy publicznie”.

 

Nieuczciwy portret?

 

Rodzina Kennedych nie chce komentować treści zawartych w książce. Matka wydała krótkie oświadczenie. Książki nie czytała. Nie wiedziała nawet, że syn cokolwiek pisze.

 

Brat, Ted Kennedy Jr. początkowo nie chciał rozmawiać z prasą. Gdy zdecydował się zabrać głos, stwierdził, że publikacja jest „szkodliwa”, a on sam załamany tym „niedokładnym i nieuczciwym portretem rodziny”.

 

– Jest trudno. Staram się brać głęboki oddech. Przechodziliśmy już przez gorsze rzeczy niż to – mówi Patrick Kennedy. W wywiadzie dla CBS przyznaje, że „znalazł się poza nawiasem rodziny”.

 

Po co napisał książkę? By walczyć z czymś, co nazywa „patologią milczenia”. Były kongresman od czasu rozstania z polityką angażuje się w działalność na rzecz uzależnionych i chorych psychicznie. Milczenie, którym rodziny chorych próbują zakryć problem, nazywa kodem Kennedych. Przekonuje, że politycy o swoich dolegliwościach powinni mówić głośno.

 

Czy powinni? Oczywiście. Czy mogą? To już inne pytanie.

 

Wstydliwy problem

 

Nie pokazywać słabości – to podstawowa zasada polityki. Prezydent Francji Paul Deschanel miał problemy ze snem. Lunatykował. Po ukazaniu się w prasie artykułu „Choroba prezydenta” podał się do dymisji.

 

Zaryzykował Dwight Eisenhower. Prezydent przeszedł zawał w 1955 roku. Gdy doszedł do zdrowia, dał się sfotografować na wózku, w otoczeniu pielęgniarek, na terenie kliniki w Denver. Choroba nie była efektem nałogu, mimo to do dziś krok polityka określa się jako odważny i... niezwykle ryzykowny. Kończyła się pierwsza kadencja. Ważyły się losy kolejnej.

 

– Nikt nie chce mieć w Białym Domu kaleki – żartował prezydent. Szybko oceniono, że przyznanie się do choroby było strategicznym błędem. Zwołano konsylium lekarskie. Kardiolog, Paul Dudley White, przekazał mediom wielostronicowy raport, z którego wynikało, że „prezydent jest w pełni sprawny i może sprawować urząd przez kolejne pięć, a nawet dziesięć lat”. Prywatnie miał prezydentowi kandydowanie absolutnie odradzać. Tego wniosku nie zamieszczono w raporcie.

 

Przez kolejne pięć lat prezydentury Eisenhower chorował bardzo często. Doznał kolejnych ataków serca, wylewów. O kolejnych chorobach prezydenta już nie informowano.

 

Bardzo chory człowiek

 

Ściśle strzeżoną tajemnicą były choroby kolejnego amerykańskiego prezydenta. „John Kennedy cierpiał na tak wiele chorób fizycznych, że ich suma dawała poważne problemy psychiczne” – tłumaczy brytyjski polityk, lord David Oven, w swojej książce o chorobach polityków i ich wpływie na losy świata.

 

Problemy z kręgosłupem, układem odpornościowym. Niewydolny układ pokarmowy. Kilkadziesiąt operacji. Ciągłe wizyty w klinikach. Alkohol, narkotyki, nałogowy seksoholizm. Wszystko, może poza uzależnieniem od seksu, skrzętnie ukrywane, dla dobra wizerunku prezydenta.

 

Jak wielu ukrywa podobne choroby?

 

David Oven, po przestudiowaniu setek życiorysów, dochodzi do niepokojących wniosków. Politycy, zwłaszcza ci ze szczytów władzy, to często ludzie bardzo chorzy. W kartach zdrowia „pacjentów” można znaleźć wszystko. Uzależnienia, choroby psychiczne, manie, wyłączającą z działania na wiele tygodni depresję.

 

Która z chorób jest najgroźniejsza i najbardziej niebezpieczna? Według Ovena – ta najpopularniejsza. Jedyna, której nie zdiagnozuje żadne konsylium lekarskie i na którą nie ma lekarstwa – zatrucie władzą i chorobliwa pycha.

 

„Pełen wad, niezwykle utalentowany”

 

Na „liście chorych” sir Davida Ovena jedno z pierwszych miejsc zajmuje amerykański prezydent Richard Nixon.

 

„Szaleństwo, pycha, alkohol. Wszystko na raz. Pierwsze oznaki nieposkromionej pychy było widać już na początku drugiej kadencji. Niektórzy wątpią, czy prezydent pozostał przy zdrowych zmysłach w ostatnich miesiącach urzędowania”.

 

Tuż za Nixonem, premier Chamberlain.

 

„Układ monachijski. Potworny błąd! Chamberlain cierpiał na ciężką pychę, co okrutnie zaważyło na losach świata”.

 

Gdzie w „rejestrze chorych” umieścić kongresmana Patricka Kennedy’ego i jego ojca, senatora Teda Kennedy’ego?

 

„Lew senatu” zmarł w 2009 roku, po kilkumiesięcznej walce z nowotworem. Miał 77 lat. W Kongresie zasiadał przez niemal pięćdziesiąt. „Niezwykle utalentowany i pełen wad”, napisał po śmierci senatora „New York Times”.

 

Patrick Kennedy zrezygnował z polityki na dobre. Zatrucie władzą postanowił wyleczyć książką.

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone