14 Sierpnia 2015

Świat
K48l.jpg
autor: Redakcja

Białoruski rząd zamknął 26 portali. Powody? Znieważające obywateli komentarze i wulgaryzmy

  • bialorus-wolnosc-slowa.jpg Fot. flickr.com

Od początku 2015 roku 26 stron internetowych zostało zamkniętych lub czasowo zawieszonych z powodu rozpowszechniania informacji sprzecznych z prawem Białorusi. Na specjalnie zwołanej konferencji prasowej poinformowała o tym szefowa resortu informacji, Lilia Ananicz. Sprawę opisał m.in. portal Kresy24.pl.

 

Ananicz przypomniała dziennikarzom, że znowelizowana ustawa o mediach, która weszła w życie 1 stycznia 2015 roku, wprowadziła zasadę odpowiedzialności portali internetowych za umieszczane w nich treści. Zgodnie z nią zamykane są strony, których właściciele zbagatelizowali dwa pisemne ostrzeżenia Ministerstwa Informacji. A o narażenie się czujnemu oku rządowej cenzury nietrudno. Bo właściciele stron internetowych ponoszą odpowiedzialność także za umieszczane pod tekstami komentarze.

 

Dlatego, skoro niektóre portale wciąż niewystarczająco dobrze selekcjonują publikowane materiały, należało je zamknąć lub „czasowo zawiesić”. Tak restrykcyjne działania rządu białoruskiego spowodowane były m.in. „znieważającymi uwagami pod adresem obywateli świętujących Dzień Zwycięstwa”. Właśnie za to, jako jeden z pierwszych, został zamknięty portal Kyky.by. Zdaniem cenzorów z Ministerstwa Informacji, rozpowszechniane przez portal newsy „naruszają interesy narodowe Białorusi”. Zaś dziennikarze podważyli znaczenie „przełomowego w historii państwa wydarzenia” i „zniekształcili prawdę historyczną o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej”.

 

„Społeczeństwo nie jest obojętne”

 

Poza wypaczaniem ogólnie przyjętych prawd historycznych, twórcy zamkniętych portali narazili się publikując informacje o handlu lekami, do którego miało dochodzić za ich pośrednictwem. Oraz o handlu narkotykami. Powodem surowych kar było także używanie wulgaryzmów. I szeroko pojęte publikowanie innych informacji sprzecznych z prawem Białorusi.

 

Według Ananicz fakt, że każda decyzja Ministerstwa Informacji aktywnie dyskutowana jest na forach i portalach społecznościowych, pokazuje, że społeczeństwu nie są obojętne „zachodzące w internecie procesy”.  – Przestrzeń internetowa wsłuchuje się w wymogi prawa, jednak jest za wcześnie na powiedzenie, że ustawa medialna jest przez wszystkie źródła informacji respektowana – portal Kresy24.pl cytuje białoruską minister informacji.

 

Ekstremiści z banem

 

Jak kilkanaście dni temu informowało euroradio.fm, że każda ze stron, na której pojawią się zdaniem sądu „materiały ekstremistyczne” – zgodnie z obowiązującą ustawą o mediach masowych musi zniknąć z sieci w ciągu doby. Do robienia błyskawicznej czystki zobowiązani są dostawcy usług internetowych.

 

Na tym jednak nie koniec restrykcji nakładanych na białoruskie media. Minister Ananicz podkreśliła, że specjalnie powołane komisje rządowe i branżowe działają pełną parą. Do ich zadań należy ocena, które z mediów drukowanych także trzeba uznać za ekstremistyczne.

 

I, co za tym idzie, tak jak strony internetowe, zamknąć.

Tagi: białoruś, portale, hejty, restrykcje, kresy24.pl, lilia ananicz, handel lekami, narkotyki, wulgaryzmy

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone