29 Stycznia 2016

Prawo i Bezprawie
kulisy-logo-skrot.jpg
autor: Agnieszka Burzyńska, Sylwester Latkowski, Michał Majewski

Zaplątany sędzia

  • sad-prawo-sprawiedliwosc.jpg PAP/Tomasz Gzel

Pewien bardzo znany sędzia zaplątał się w polityczną grę. Złamał zasady? Przekroczył barierę? Wpakował się w pułapkę? Ta historia nie jest prosta, ale na pewno pouczająca. 

 

 

Chyba nigdy nie mieliśmy aż takiego dziennikarskiego dylematu. Przegadaliśmy we trójkę na temat tej sprawy wiele godzin, konsultowaliśmy się ze znanymi prawnikami.

– Nie wiem, co wam powiedzieć. Dotąd nie było takiej sprawy! – rozkładał ręce jeden z adwokatów. 

To opowieść o bezpieczeństwie i anonimowości w sieci, o podszywaniu się pod czyjąś tożsamość na Twitterze. O udziale osób publicznych w debatach pod przybranym nazwiskiem. Wreszcie to historia o udziale sędziów w politycznej wojnie, choć zgodnie z zawodowymi zasadami powinni oni zostać bezstronni. Nie znaleźliśmy dobrej odpowiedzi, co z tą historią zrobić. Opisać od A do Z czy wyrzucić do kosza? Zderzają się przy tej sprawie różne racje i trudno zlekceważyć którąś z nich. Nie chcieliśmy jednak zostać obojętni i wybraliśmy taką oto formułę. Przeczytajcie i oceńcie sami. 

 

Fałszywe konto na Twitterze

 

Nieznany nam wcześniej internauta (nazwijmy go na potrzeby tej historii X) podszył się na Twitterze pod profil znanej osoby (dajmy mu pseudonim Y). Ta bardzo znana osoba jest jednym z najważniejszych uczestników życia publicznego. Stoi na barykadzie walki z obozem PiS-u i w pierwszej linii walczy ze zmianami, które partia Kaczyńskiego w tej chwili wprowadza. Y ma swój prawdziwy profil na Twitterze. X założył profil niemal identyczny. To samo imię i nazwisko, to samo zdjęcie osoby publicznej i tylko jeden prawie niezauważalny szczegół odróżniający podróbkę od prawdziwego konta Y. 

 

Z tego podrobionego konta twitterowego X zaczął publikować rzeczy jednoznacznie sprzeczne z dotychczasowymi wpisami i poglądami Y-a. Jasno trzeba powiedzieć, że podszywanie się pod czyjąś tożsamość jest przestępstwem. – To miał być żart. Może nie najlepszy, ale żart – tłumaczy X. 

 

Część użytkowników Twittera wyłapała fałszywkę, ale niektórzy, w tym również doświadczeni twitterowicze, nie wyczuli podstępu i weszli w interakcje z podrobionym kontem sławnego bojownika przeciw PiS-owskiej władzy. 

 

Pewien znany sędzia

 

Niedługo po założeniu konta przyszła na nie wiadomość prywatna, niewidoczna dla innych użytkowników Twittera.  Ktoś o zupełnie nieznanym imieniu i nazwisku pisał tak: „Rozumiem wszystko, ale nie zorientował się pan, że walenie w to towarzystwo przynosi efekt odwrotny od zamierzonego? Sugeruję zmianę strategii. (…) Podpisano: pewien znany sędzia, chociaż z innego profilu. PS: W kwestii zmiany strategii możemy porozmawiać na ten temat, bo chyba czas najwyższy”. 

 

Podrabiany Y wszedł w tę konwersację. 

 

Sędziowie ukrywają swoją tożsamość

 

Już w drugiej wiadomości na Twitterze „pewien znany sędzia” podał X-owi swe imię i nazwisko. Imię i nazwisko jednego z najbardziej znanych i aktywnych polskich sędziów. Wspomniana osoba sądzi w najgłośniejszych sprawach, również w takich, w których stroną są politycy.

 

Sędzia zasugerował po raz kolejny spotkanie, by omówić zmianę strategii w walce z nową władzą. „Sędziowie są czynni na Twitterze, ale z reguły nie mają profili na swoje nazwiska” – dodał. Właściciel konta, z którego wysłana została wiadomość, dość jasno w publicznych tweetach, dostępnych dla innych użytkowników serwisu, komunikował swe nieprzychylne nastawienie do polityki PiS-u.  

 

Propozycja spotkania

 

Podrabiany Y odparł, że nie ma pewności, czy nie jest wciągany w jakąś prowokację. „Spotkanie z jakimkolwiek sędzią mogłoby mieć negatywny oddźwięk (dla obu nas) wśród opinii publicznej. Muszę się zastanowić”. 

 

Sędzia odpisał: „Wybrałem taki sposób komunikacji, bo DM (wiadomości prywatne na Twitterze – red.) to chyba jedyne, czego służby nie rozumieją i nie są w stanie podsłuchać. Spotkanie – luźno rzuciłem temat. :) 

Mam doświadczenie, bo od pewnego momentu nie tylko podsłuch, ale i czasami zdarzają się obserwacje. Potrafiłbym takie spotkanie zorganizować. Dalibyśmy radę :)”. 

 

Sędzia, z konta, gdzie miał przybrane imię i nazwisko, tak wyjaśniał swe motywacje: „Nowelizacja ustawy o policji, nowelizacja ustawy o prokuraturze. To będzie masakra. Może mi pan wierzyć. Chłopcy w krótkich spodenkach chcą sobie wziąć kałasznikowy i bawić się nimi po pijanemu – takie obrazowe porównanie”. 

 

I znów sędzia nalegał, by się spotkać. Po tej wymianie zdań z 18 stycznia nieznany nam wcześniej X napisał do nas, przesłał skany rozmów i zapytał, czy tak powinien zachowywać się niezawisły, sławny sędzia? 

 

Gdzie bezstronność?

 

I tu zaczęły się nasze dylematy. Oczywiście, zachowanie sławnego sędziego wydało nam się głęboko nieetyczne. Zgodnie z zasadami etyki zawodowej „sędzia powinien unikać zachowań, które mogłyby osłabić zaufanie do jego bezstronności i niezawisłości”. Bez wątpienia doradzanie w politycznej wojnie jednej ze stron sporu przez aktywnego, orzekającego sędziego jest pogwałceniem reguł. Podważa jego bezstronność. 

 

Tajne służby lub mistyfikacja

 

Widzieliśmy też inne racje. Tę choćby, że łamiąc reguły X podszył się pod profil osoby publicznej i udawał tę osobę w rozmowach z sędzią. Braliśmy pod uwagę różne warianty. Taki na przykład, że tajne służby zarzuciły sieć i sprowokowały sędziego do wynurzeń. Tę hipotezę po namyśle wykluczyliśmy, bo to jednak sędzia zainicjował kontakt i nie był do tego zachęcany przez X-a.     

 

Braliśmy w końcu pod uwagę, że cała sytuacja jest mistyfikacją i ktoś chce nas ośmieszyć. Nie mieliśmy przecież żadnej pewności, że „pewien znany sędzia” jest tym, za kogo się podaje! X zaproponował nam przekazanie podrobionego profilu Y-a, byśmy sami prowadzili dialog z przedstawicielem wymiaru sprawiedliwości. Nie chcieliśmy na to przystać. 

 

Granice prowokacji

 

Uznaliśmy, że wykorzystywanie sfałszowanego, nawet dla żartu, profilu osoby publicznej do prowadzenia prowokacji dziennikarskiej byłoby przekroczeniem granicy i pójściem za daleko. Nie chcieliśmy też instruować X-a, jak ma rozmawiać z sędzią, jak powinien wyciągać informacje o jego zaangażowaniu w toczącą się polityczną wojnę, o wyrokach lub wewnętrznej działalności sądu. A nie byłoby to trudne, bo sędzia nie zachowywał się rozsądnie. 

 

W tej całej korespondencji z X-em znany sędzia wykazuje się nieprawdopodobną wręcz naiwnością. Na przykład, orientuje się w końcu, iż ma do czynienia ze sfałszowanym profilem słynnego Y-a, ale „kupuje” opowieść X-a. Dziecinną opowieść, że konto jest specjalnie sfałszowane, by odciągnąć uwagę ciekawskich! Potem „znany sędzia”  zachęca Y-a do kontaktu z nim przez kolejne konto na Twitterze, które sędzia założył na następne zmyślone imię i nazwisko. 

 

Selfie od sędziego

 

Braliśmy pod uwagę, że X nas wkręca, wymyśla to – mimo że mieliśmy przed oczami skany rozmów. Nadal jednak nie było pewności, że rozmówca jest sędzią, za którego się podaje. Chcieliśmy mieć pewność, czy jako dziennikarze nie staliśmy się celem prowokacji. Nabraliśmy pewności, że tak nie jest. Sędzia przesłał „selfie” X-owi i przeprosił, że w wyciągniętej koszulce, ale akurat pisze uzasadnienie do wyroku. Ktoś powie, że zdjęcie to nie dowód. Można je podrobić. Można. Jednak pewnej rzeczy podrobić się nie da. „Znany sędzia” o umówionej godzinie i konkretnego dnia pojawił się pod wskazanym przez X-a adresem, by omówić z Y-iem strategię walki z nową władzą. Do spotkania oczywiście nie doszło, co specjalnie sędziego nie zraziło. Niedawno wskazał ulicę, przy której mieszka, i zaproponował, by dalej kontaktować się przez zaszyfrowaną aplikację telekomunikacyjną. 

 

Temida bez opaski

 

Postanowiliśmy opisać tę sprawę z kilku powodów. Po pierwsze, pokazuje zupełnie nowy wymiar związany z niebezpieczeństwami w sieci. Jest przykładem, jak trzeba być uważnym na to, co robi się w społecznościowych portalach. Druga kwestia to coraz częstsza praktyka zawłaszczania czyjejś tożsamości w internecie. Jest ona przestępstwem. Tu miała być żartem X-a (co nie zmienia faktu nielegalności tego działania), który przyniósł kompletnie nieoczekiwane konsekwencje. Kolejna ważna kwestia to udział osób takich, jak np. sędziowie w politycznych dyskusjach przy użyciu przybranych tożsamości. W końcu sprawa ostatnia. Aktywny, choć skrywany przed szerszą publicznością, udział niektórych sędziów w politycznej walce, choć wedle zawodowych reguł powinni oni zostawać bezstronni. Nie bez powodu ważąca racje Temida, będąca odwiecznym symbolem wymiaru sprawiedliwości, ma na oczach opaskę – ma być właśnie bezstronna. Najwyraźniej niektórym sędziom ta opaska zsunęła się z oczu.  

Tagi: twitter, sąd, sędziowie, bezpieczeństwo, polityka, internet, agnieszka burzyńska, sylwester latkowski, michał majewski

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone