17 Października 2016

Prawo i Bezprawie
luka2.png
autor: Łukasz Pawelski

Wywiad ze Sławomirem Sikorą bohaterem filmu "Dług" cz. II

  • Slawomir-Sikora-2.jpg Sławomir Sikora - foto. Adam Wilhelm.

Czy według Pana przyszedł czas na oczyszczenie wymiaru sprawiedliwości? Czy też szansa ta została zaprzepaszczona bezpowrotnie?

Jestem optymistą realistą. Miałem czas przyglądać się wymiarowi sprawiedliwości ze szczególnego miejsca, jakim jest zamknięcie. Widziałem jak wymiar ewoluował. Teraz przychodzi mi pewna myśl. Może Pan Sędzia Strzębosz rozumiał, jako samooczyszczenie biologiczne samooczyszczenie. Czas jest najlepszym czynnikiem. Wielu przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości po prostu przechodzi na zasłużone emerytury, dzięki temu tworzy możliwość rozwoju młodym ludziom. Wymiar Sprawiedliwości to w największym skrócie środowisko zhierarchizowane. Ma tego świadomość obecny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Publicyści podkreślają, że konflikt dotyczy tzw. zarządu wymiaru sprawiedliwości. Jeśli prawdą jest to, co np. nie tak dawno przeczytałem w tygodniku "W Sieci" o specyfice pomorskiego wymiaru sprawiedliwości, to mogę zrozumieć, dlaczego pewne osoby są nietykalne przez lata. Dlaczego winni większości afer gospodarczych w Polsce nie ponieśli żadnych konsekwencji w tym materialnych.

Publicyści z różnych stron mówią, że stworzono po prostu mechanizm dla bogacenia się pewnych osób powiązanych towarzysko, ale i służbowo. Tu mówię o tzw. emerytach z różnych służb, którzy czas między jednym ciastkiem w Sheratonie czy Marriotcie za emeryturę resortową dzielą, na opracowywanie kolejnych sposobów na dojenie Polski, czyli zwykłego obywatela, który dziś w pogoni za chlebem staje się łatwy do manipulacji.

Jest powiedzenie, że ryba psuje się od głowy. Może dzięki takim pociągnięciom jak np. oświadczenia majątkowe pracowników wymiaru sprawiedliwości nastąpi w ludziach przebudzenie? Może, dlatego jest grupa ludzi, która broni się przed ujawnianiem majątków? Być może wielu samych zainteresowanych dowie się, że w tym samym wydziale są osoby, które np. zbudowały dom 200 metrowy, posiadają ileś luksusowych samochodów, zarabiając tyle samo, co ci, co mają mieszkanie kupione na kredyt, samochód wzięty w dzierżawę? Może to w nich wywoła refleksję by zadać pytanie, w jaki sposób zaoszczędził? Może podpowie swoim kolegom czy koleżankom jak oszczędzać by nie być zadłużonym? Wielu twierdzi, że właśnie ujawnienie majątków jest pierwszym krokiem do zmiany wymiaru sprawiedliwości.

 

Od czego zacząłby Pan naprawę Państwa?

Każdy niech robi to, na czym się zna. Od czego ja zacząłbym naprawę, a od dania obywatelom kompetencji. Proszę nie wyobrażać sobie, że chciałbym, aby np. wykształconych prokuratorów zastąpili zwykli obywatele np. konduktorka nie umniejszając roli konduktorce. Już mieliśmy taki czas, że osoby otrzymywały możliwość szybkiego awansu społecznego za sprawą uczestnictwa w kursach przygotowujących do roli prokuratora czy sędziego. Taki awans społeczny był m.in udziałem Stefana Michnika stalinowskiego sędziego, który uczestniczył w tzw. mordach sądowych. A dziś prowadzi spokojne życie staruszka w Szwecji.

Uważam, że obywatel powinien mieć prawo do większego uczestnictwa w śledztwie, jeśli jest osobą zgłaszającą podejrzenie popełnienia przestępstwa. Ktoś powie, przecież jest stroną. Otóż tak jest, jeśli obywatel sam stał się osobą poszkodowaną. I tu wymiar sprawiedliwości daje możliwość uczestniczenia na każdym etapie w czynnościach przed procesowych i w trakcie procesu. Może na każdym etapie zaskarżać czynności prowadzone czy to przez policję, czy prokuraturę. A jeśli nie jest usatysfakcjonowany wyrokiem, może odwoływać się do wyższej instancji.

Mówię tu o sytuacji, kiedy obywatel widzi, lub odkrył, że instytucja czy osoba popełniła czyn karalny, a lepszym określeniem ma podejrzenie i zgłasza to do odpowiednich organów. Kiedy już złoży doniesienie to np. prokurator, policja, służby specjalne zadają pytanie, kto jest poszkodowanym, wtedy wymienia się np. Skarb Państwa. W tym momencie obywatel przestaje być stroną w postępowaniu, ponieważ jest według polskiego kodeksu osobą zgłaszającą, ale już nie jest poszkodowanym.

Nie miałem świadomości do czasu, aż sam z taką sytuacją nie zetknąłem się. Konkretnie z dwoma przypadkami. Przedstawię oba.

Pierwszy. Grupa ludzi organizuje sobie tor motorowy w otulinie Kampinoskiego Parku Narodowego. Tą grupą jest Cross Team Stare Babice. Dewastują teren otuliny, która jest prawem chroniona, jako strefa buforowa dla Parku Narodowego. Dostarczamy dowody na działalność członków i sympatyków Cross Team Stare Babice. Policja zadaje mi pytanie, kto jest poszkodowanym. Wpierw mówię, że ja, pan policjant, emeryt, każdy mieszkaniec np. Wojcieszyna, narażony na pył, huk, zwierzęta zamieszkujące otulinę i Kampinoski Park Narodowy. No tak, ale trzeba wskazać, kto jest poszkodowanym. Ustalamy, że Kampinoski Park Narodowy. Dziś uparłbym się, że to ja jestem poszkodowanym. W połowie 2016 roku stwierdziłem, że w takim razie KPN i nie Konfederacja Polski Niepodległej, choć pewnie i jej członkowie chodzą na spacery do Puszczy Kampinoskiej a Kampinoski Park Narodowy jest poszkodowanym. W tym momencie wykluczyłem się z postępowania. Moje zgłoszenie zostało przyjęte, sprawę prowadziła prokuratura w Pruszkowie. Po czym jak łatwo jest się domyślić sprawa została umorzona. Kto mógł zaskarżyć decyzję prokuratury? Dyrekcja Kampinoskiego Parku Narodowego. Dlaczego nie zaskarżyła? Też można się domyślić, ponieważ przez kilka lat tolerowała w swoim sąsiedztwie nielegalny tor krosowy, więcej nawet uznała, że jest dobrym wentylem bezpieczeństwa dla nielegalnych krosiarzy, kładowców, którzy wjeżdżają do Kampinoskiej Puszczy. Do takich wniosków doszedłem po zapoznaniu się z odpowiedziami, jakie otrzymywaliśmy od KPN na postawione pytania.

Dlatego nie działa system kontroli społecznej. Nas wyłącznie zawiadomiono, że sprawa została umorzona, bez uzasadnienia, bez możliwości wglądu w akta, aby sprawdzić, w jaki sposób zostało prowadzone postępowanie przez prokuraturę. Dlaczego? Ponieważ nie jesteśmy stroną.

Kto wygrywa w pojedynku Państwo Obywatelskie kontra urzędniczy stan. Wiadomo.

Ok. Ale załóżmy, że był to wypadek przy pracy. Np. prokuratura nie dopatrzyła się znamion przestępstwa polegającej na dewastacji przez kilka lat otuliny Kampinoskiego Parku Narodowego, mimo, że Kodeks Karny przewiduje karę nawet pozbawienia wolności. A przynajmniej kary finansowe. Toż, jeśli zetniemy drzewo, to narażamy siebie na konkretną karę finansową. A tu pod nosem Dyrekcji Kampinoskiego Parku Narodowego, w otulinie wprowadzono ciężki sprzęt do zbudowania toru, więcej panowie filmowali swoje przedsięwzięcie i umieścili filmy w jednym z serwisów społecznościowych i co i nic. Załóżmy, że prokurator nie ma obowiązku wchodzić do serwisu, a posiłkuje się policjantami, którzy przygotowali materiał dowodowy, którego wyniki skłoniły prokuraturę do umorzenia śledztwa. Może ktoś nie lubi zwierząt? Może ktoś uważa, że warto pozwolić na dewastowanie otuliny? Może sprawa zgłoszona przeze mnie uznana została za nieistotną? Na te pytanie dziś nie uzyskam odpowiedzi. Ponieważ, mimo, że zgłaszałem sprawę to nie jestem stroną.

To przywołajmy drugi przykład, abym nie był posądzony, że na podstawie jednego małego nieznaczącego epizodu wyciągam zbyt daleko idące wnioski. Tu przedstawię więcej szczegółów swojego dziennikarskiego śledztwa. Tak jestem dziennikarzem śledczym należę do Stowarzyszenia Dziennikarzy, mam również międzynarodową legitymację prasową.

Swoje dziennikarskie śledztwo rozpoczęło się niewinnie być może od obejrzenia informacji w stacji newsowej, o tym, że zacna inicjatywa i to obywatelska, może być zniszczona, a ofiarami będzie blisko 1000 dzieciaków. Jestem przekonany, że nikt nad tym nie przeszedłby do porządku dziennego, starałby się włączyć dla ratowania tak zacnej inicjatywy obywatelskiej. I nie na zasadzie likowania, o którym już wcześniej wspominałem. Dlatego postanowiłem dogłębnie poznać problem. Ściągnąłem wszelkie informacje dotyczące tej inicjatyw, jak również postanowiłem poznać lepiej bohaterów mojego dziennikarskiego śledztwa. Otóż im głębiej wchodziłem w ten obywatelski las, to zacząłem zastanawiać się, kto tu jest ofiarą i czy nie ma drugiego dna. Czas wymienić nazwę tej z pewnością zacnej inicjatywy obywatelskiej. Jest nią szkółka piłkarska FCB Escola Varsovia, której honorowym prezesem jest Pan Wiesław Wilczyński. W wielkim skrócie. Działalność szkółki piłkarskiej, w której zajęciach uczestniczy blisko 1000 dzieciaków jest zagrożone, ponieważ zły, czyli zarząd Polfy Tarchomin zdecydował o rozwiązaniu umowy z firmą, która prowadzi piłkarską szkółkę na dzierżawę boiska. Szlag mnie trafił, że kolejna zacna inicjatywa zostanie przez bezdusznych korpoludków zniszczona. Postanowiłem działać. Jeśli ktoś prowadzi jak twierdzi honorowy prezes Wiesław Wilczyński działalność non profit i wychowuje w oparciu o sprawdzoną metodę tu jednego z najlepszych klubów piłkarskich, czyli FC Barcelonę ponad 1000 dzieciaków, to może się zburzyć krew. Szczególnie, że są to dzieci z zagrożonych środowisk warszawskiej Pragi. Takiej organizacji należy pomagać, przecież dzieci dzięki temu nie tylko spełniają marzenia, ale uzyskują coś więcej poznają wartość zdobywanych umiejętności. To nie gra przed komputerem, to ciężka praca na treningu.

Kiedy jednak lepiej poznawałem problem, to okazało się, że to nie są dzieci ze środowisk wykluczonych, a dzieci, których rodzice płacą ciężkie pieniądze za możliwość trenowania w FCB Escola Varsovia. Zaznaczam, że to bardzo dobrze, że rodzice wspierają przyszłość swoich pociech i nie mam nic przeciw temu. Tylko przyznam się z odbioru, jaki przedstawiał honorowy prezes szkółki Wiesław Wilczyński wynikało coś zgoła innego. Przynajmniej dla mnie. Nie sądziłem, że szkoła jest przede wszystkim miejsce dla dzieci bogatych, a biedne nie mogą tam trenować, jeśli ktoś im nie ufunduje stypendium.

Kolejnym zdziwieniem była informacja, że jest konflikt dotyczący formy gospodarowania wydzierżawionym obiektem od Spółki Skarbu Państwa, jakim jest Polfa Tarchomin. Nie będę teraz wchodził w meandry. Pozwoliłem sobie na nawiązanie kontaktu z przedstawicielami Polfy, dzięki temu uzyskałem więcej wiedzy. Ustaliłem ile dotacji uzyskała firma prowadząca szkółkę piłkarską FCB Escola Varsovia. Znów wpadłem w osłupienie, bo z przekazów medialnych wynikało, że szkółka finansuje się z własnych środków. Okazało się, że jest jednak inaczej, szkółka pozyskała m.in z Ministerstwa Sportu dotacje np. na remont boiska treningowego czy na projekty związane np. z nadwagą dzieci.

Dzięki pomocy źródeł, których jako dziennikarz mam prawo nie ujawniać, odkryłem, że być może celowa dotacja dotycząca remontu boiska została przyznana spółce nie słusznie. Dlaczego, ponieważ pozyskałem np. zdjęcia satelitarne, terenu, który za pieniądze z dotacji został przemieniony w boisko sportowe. Ze zdjęć wynika, że tam nie było nigdy żadnego boiska. Stwierdzono, że środki przekazane zostały, jako dotacja celowa na remont boiska sportowego w kwocie ponad 300 tys. złotych.

Doszedłem do wniosku, że warto sprawą zainteresować organa ścigania. I w maju tego roku zgłosiłem doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Pamiętam, że asesor w Prokuraturze Warszawa Praga - Północ zadał mi pytanie. Kto jest poszkodowanym. Odpowiedziałem, że Pan, ja, ochroniarz, pani urzędniczka siedząca w biurze podawczym. Ale ja muszę podać konkretną instytucję - nadal drążył temat. Odpowiedziałem, że jeśli dotacji udzielało Ministerstwo Sportu to my wszyscy, jako obywatele składamy się na tę instytucję. Przyznał mi rację. Ale znów stwierdził, kogo ma wpisać, jako poszkodowanego. Ustaliliśmy, że Ministerstwo Sportu. Rozumie Pan, co się w tym momencie wydarzyło? Nieświadomie pozbawiłem się uczestniczenia w postępowaniu przygotowawczym. Podpisałem dokumenty i zadowolony, z dobrze wypełnionej obywatelskiej opuściłem gmach prokuratury. Byłem przekonany, że zostanę przesłuchany, prowadzący będzie chciał zapoznać się z wynikami mojego dziennikarskiego śledztwa.

W międzyczasie zrobił się ruch przy osobie honorowego prezesa Wiesława Wilczyńskiego. „Fakty i Mity” podjęły temat szkółki piłkarskiej FCB Escola Varsovia (Piłkarski Poker) następnie „Gazeta Finansowa” i portal „Kulisy24” zamieściły swoje dziennikarskie śledztwo dotyczące być może oszustwa i powiązań Pana Wiesława Wilczyńskiego z dawnymi przedstawicielami służb.

Na początku sierpnia otrzymałem jak Pan domyśla się powiadomienie o umorzeniu śledztwa przez prokuraturę Warszawa Śródmieście Północ. Na początku września wybrałem się do prokuratury celem ustalenia, dlaczego w tak ważnej sprawie, gdzie zachodzi podejrzenie wyłudzenia dotacji, prokuratura tak szybko umorzyła sprawę. Pani prokurator, której przydzielono sprawę mimo wielu zajęć spotkała się ze mną. Zadałem jej kilka pytań dotyczących śledztwa. Pani prokurator nie udzieliła mi informacji. Zadałem pytanie, dlaczego nie zostałem przesłuchany. Odpowiedziała, że byłem przesłuchany, kiedy składałem doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Ale przecież rozmawiając z prokuratorem ustaliłem, że jak będę miał więcej informacji to chętnie się z nim wiedzą podzielę. Zostawiłem na siebie kontakt telefoniczny i mailowy. Ale ze mną pan tego nie ustalał. Oczywiście odpowiedziałem. Jednak liczyłem, że prokurator, z którym rozmawiałem przekaże moje uwagi osobie prowadzącej sprawę. Nie przekazał. Odpowiedziała. Poza tym nie mam obowiązku z panem rozmawiać. Podkreśliłem, że dziękuje jej za te kilka chwil, które mi poświęca. A czy mogę złożyć zażalenie. Nie, ponieważ nie jest pan poszkodowany. A czy poszkodowany, czyli Ministerstwo Sportu złożyło zażalenie. Nie. Podziękowałem i wyszedłem z budynku. Jeszcze na dole podjąłem dialog z ochroniarzami strzegącymi budynku, czekając ok 35 minut na spotkanie z Panią prokurator widziałem, co się działo, kiedy przychodzili petenci. Opowiedziałem im w skrócie, o czym rozmawiałem z Panią prokurator. I zadałem pytanie. Załóżmy, że decyzję podejmował urzędnik, który nie do końca wypełnił swoje obowiązki sprawdzając wniosek złożony przez podmiot, który jest właścicielem szkółki piłkarskiej FCB Escola Varsovia, załóżmy kontynuowałem, że decyzja została podjęta w pośpiechu, to czy Ministerstwo Sportu jest zainteresowane wyjaśnieniem sprawy i złożeniem zażalenia na decyzję prokuratury? Nie powiem, co mi odpowiedział, niech każdy się sam domyśli.

Pani prokurator również zadałem to pytanie. Nie odpowiedziała. Trzymała w ręku cały czas Kodeks Karny i powtarzała, że wszystko jest zgodne z procedurami.

Pewnie zada mi Pan pytanie, co dalej z tą sprawą. Odpowiem, nie odpuszczam.

Dzięki biadoleniu Pan Wiesława Wilczyńskiego, że wielka krzywda jest mu wyrządzana. Nawet w sprawie szkółki FCB Escola Varsovia, zabrał głos minister sportu Witold Bańka, i dwóch posłów PiSu. To dowodzi, że sport jest dla wszystkich bardzo ważny. Ciekaw jestem czy zostały wdrożone procedury sprawdzające dotację, którą pod koniec kadencji ustępującego rządu PO-PSL otrzymała szkółka piłkarska, której honorowym prezesem jest Wiesław Wilczyński prominentny działacz lewicy, a do 2012 roku pracownik warszawskiego ratusza.

Czyż nie żyjemy w państwie teoretycznym jak wypowiedział się o stanie państwa minister Bartek Sienkiewicz? Czy mamy realny wpływ np. na wszechobecne rozkradanie majątku? Czy mamy narzędzia pozwalające na realną kontrolę? Według mnie nie.

 

Czy nie uważa Pan, że PiS przejada sukces wyborczy i utknęło gdzieś między reformą a rewolucją systemu sprawiedliwości w Polsce?

Niestety przejada sukces, tu mamy casus ministra Dawida Jackiewicza. Przecież nie mieliśmy mieć kolesiostwa np. w spółkach Skarbu Państwa. Okazuje się, nie jest to takie proste. Poza tym, ministrowie się zmieniają, gabinety polityczne, ale dyrektorzy, naczelnicy, pozostają, A przecież to oni generalnie rządza tymi instytucjami. Góra mówi, róbmy porządek, a dół od kilkudziesięciu lat robi po staremu. Zakłada, że trzeba po prostu nową władzę przeczekać. I nie dotyczy to tylko PiSu, to problem każdej władzy. PO-PSL miał o tyle lepszą sytuację, że Polacy dali im mandat do 8 lat rządzenia. To dowodzi odpowiedzialności tych, którzy poszli do wyborów. Wyborcy założyli, że w 4 lata nie da się przeprowadzić swoich reform, potrzeba więcej czasu. I PO-PSL dostało mandat do rządzenia przez kolejne 4 lata. I co się stało. Wszyscy wiemy. Choćby Pana tekst o Ministrze Burym w kontekście Zakładów Tytoniowych w Lublinie pokazuje arogancję władzy i po prostu skok na kasę.

 

Co by Pan poradził osobom, które utknęły w mackach wymiaru sprawiedliwości?

Przede wszystkim nie poddawać się. Szukać sojuszników. Dziś możemy łączyć się w sieć powiązań, tworzyć swoje blogi, strony, serwisy. Media tzw. głównego nurtu bagatelizują dziennikarstwo obywatelskie. Oczywiście nie wprost. Ale jako osoba znająca możliwości Internetu, powiem tak. Jeden rekord dużego portalu jest tyle samo dziś wart, co małego tzw. niszowego portalu. Dlaczego, ponieważ jeśli jest unikatową informacją, a nie powielaniem tego, co przygotowała np. duża agencja informacyjna, ma szansę się przebić do szerokiej opinii społecznej. Poza tym dziś mimo wszystko nowa władza obserwuje to, co piszą obywatele. I można, jeśli ma się w sobie dość determinacji wysłać np. 1000 maili do 1000 różnych urzędników i jest szans, że na któregoś maila ktoś odpowie. Zawsze warto wyjść w realny świat i umiejętnie protestować. Podkreślę rewolucji nie czynią masy, zmiany dokonują jednostki. Szukajmy pomocy w organizacjach pozarządowych. Zacytuję tu słowa, które zawsze pozwalały mi przetrwać: "Nie zakotwiczaj statku na jednej kotwicy, tak życia na jednej nadziei.". Zawsze budujmy alternatywne plany. I najważniejsze działajmy konsekwentnie i bez emocji.

 

Jakie ma Pan plany na przyszłość?

Na koniec będzie krótko.

Po pierwsze: Praca nad projektem "Jabes - nawróceni złoczyńcy".

Po drugie: Książka o wymiarze sprawiedliwości sędziach i prokuratorach. Miało być krótko. Ale powiem, co mnie do tego skłoniło. Ostatni Kongres Sędziów.

Kiedy słuchałem wypowiedzi osób biorących udział w Kongresie, to przecierałem oczy ze zdumienia. Najbardziej utkwiły mi słowa pewnej mówczyni, która stwierdziła, że sędziowie są specjalną kastą. Rozumiem, że w Polsce mamy podział na kasty, rozumiem, że jest również kasta nietykalnych, osób, które nie mają żadnych praw, tak jak to ma miejsce w Indiach. O tych ludzi upominała się Matka Teresa z Kalkuty.

Wierzę jednak, że Pani Sędzia w inny sposób rozumiała słowo specjalna kasta, może emocję wzięły górę. I nie rozwinęła myśli? Może chodziło Pani Sędzi, że sędzia ma specjalne miejsce w społeczeństwie, a przez to powinien być w sposób szczególny traktowany, ponieważ nosi ciężar odpowiedzialności za podejmowane decyzje.

Pamiętam jak sędzia, która mnie skazywała w pierwszej instancji Sądu Okręgowego Wydział XVIII dla miasta Stołecznego Warszawy Maria Tarasiewicz, uzasadniając wyrok 25 lat dla mnie i dla mojego kolegi. Stwierdziła:, „że jak nikt nam nie chciał pomóc, to mogliśmy zadzwonić do telefonu zaufania". Moim celem jest, aby takich słów nie usłyszał, żaden podsądny.

Tagi: sławomir sikora, jabes, dług, fcb escola varsovia

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone