17 Lipca 2015

Prawo i Bezprawie
1280x852.jpg
autor: Izabela Smolińska

Wiktoria i Agata. Studium zbrodni

  • DSC0024.JPG

Wiele wskazuje na to, że 17-letnia Wiktoria nie była zagubioną nastolatką, która chciała pomóc przyjaciółce popełnić samobójstwo, ale zabójczynią, która bezwzględnie manipulowała swoją ofiarą, żeby móc poczuć śmierć.

 

 

Zima. Niedzielny poranek, 22 lutego 2015 r. Przypadkowy przechodzień trafia na zwłoki młodej kobiety, porzucone w mało uczęszczanej części parku w gdańskim Brzeźnie, niedaleko drogi na plażę. Na miejscu natychmiast pojawia się grupa dochodzeniowo-śledcza. Przeczesuje okolicę i plażę. Ustala tożsamość ofiary. Zaprzecza, że to zabójstwo na tle seksualnym. I dementuje plotkę, jakoby miało ono związek z nierozwiązaną do dziś sprawą sprzed czterech i pół roku, mimo że zdaniem niektórych skojarzenie z Iwoną Wieczorek jest naturalne, a okoliczności zdarzenia wydają się być podobne. Ofiara to 17-letnia Agata, nastolatka z Wejherowa, licealistka. Zmarła od rany w okolicach klatki piersiowej, zadanej nożem. Pozostaje jedno, najważniejsze pytanie: dlaczego zginęła.

 

Agata: świadectwo z czerwonym paskiem

 

– Agata była wrażliwa – słyszę. – Była przyjazna dla ludzi, pomagała w hospicjum. W domu, jak się wydaje wszystko było w porządku, chociaż wychowywała się bez ojca. Rodzina była zżyta. Szczególnie blisko była związana z dziadkami, z którymi razem mieszkali. Miała swoje pasje. Jeździła na rowerze od wiosny do jesieni – niemal każdego dnia. Kiedy ukradziono jej „górala”, pożyczyła rower od dziadka. Interesowała się chemią,  wygrała nawet wojewódzką olimpiadę z tego przedmiotu. W dniu śmierci wysłała SMS-a, że będzie w domu później, ponieważ jedzie na kurs przygotowawczy z chemii na Uniwersytecie Gdańskim. To nie była wymówka – Agata rzeczywiście była na wykładzie. – Gdyby nie sprawiało jej to przyjemności, nie poszłaby na niego – mówi ta sama osoba, znająca sprawę.

 

W szkole w Wejherowie dobrze ją wspominają; bardzo zdolna, miała świetne stopnie i świadectwo z czerwonym paskiem. Jak to nastolatki, bywała drażliwa, może czasem nazbyt. Do ludzi odnosiła się miło i przyjaźnie, ale bliskich znajomych miała niewielu, była zamknięta w sobie. Nie miała wrogów. Lubiła chodzić w bojówkach i czapce z daszkiem, nosiła okulary, miała nieznaczną nadwagę. Była raczej typem chłopczycy niż Barbie. Ale też trudno się dziwić, bo w wojskowym liceum w Gdyni, które wybrała, dziewczęta częściej myślą o mundurze i służbie niż o pokazach mody.

 

Zbrodnia z przyjaźni

 

Zginęła jako przypadkowa ofiara napadu rabunkowego. Początkowo ta wersja wydarzeń wydaje się być najbardziej prawdopodobna, bo przy Agacie nie ma jej telefonu. Zniknął też rower dziadka. Ale jakoś trudno uwierzyć, że ktoś miałby zabić dla roweru i komórki. I że nawet by nie próbował ukryć zwłok.

 

– Od samego początku mieliśmy podejrzenia, że w sprawie brały udział osoby trzecie. Wskazywał na to i sam wygląd miejsca zbrodni, i pozostawione ślady. Później wykonywaliśmy inne czynności – przesłuchaliśmy świadków, znajomych ze szkoły. Także te, które potem stały się podejrzanymi, czyli Wiktorię i Aleksandrę. Wszystkie zeznania były weryfikowane. Potem robiliśmy przeszukania – mówi mł. insp. Ewa Pachura, naczelnik Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku, dowodząca śledztwem.

 

Sprawdzano mieszkania nastolatek i szkolną szafkę Agaty. Zabezpieczono komputery, którymi się posługiwały. Znaczenie miały przede wszystkim zeznania kolejnych osób. Różne znalezione przedmioty i pozostawione ślady tylko potwierdzały podejrzenia. – Koronnym dowodem były wyjaśnienia współpodejrzanej, czyli Oli. To ona potwierdziła przebieg zdarzeń i uzupełniła ewentualne luki w dochodzeniu. (Jej wyjaśnienia zostały złożone już po zatrzymaniu i postawieniu zarzutów dziewczętom). Dzięki temu udało się nam odnaleźć narzędzie zbrodni i pozostałe przedmioty – mówi śledcza.

 

W maju na jaw wychodzą nowe fakty. Rzeczywiście, do śmierci Agaty przyczyniły się osoby trzecie. Te najbliższe: 17-letnia Wiktoria – przyjaciółka z klasy– i 18-letnia Aleksandra – koleżanka ze szkoły, z klasy wyżej. To właśnie ona przerwała milczenie. Mówi, że Agata chciała popełnić samobójstwo. Że załamała się, kiedy się dowiedziała, że przez wadę kręgosłupa nie będzie mogła podjąć wymarzonej pracy w służbach mundurowych. I że szczegółowo, krok po kroku, przez siedem miesięcy, planowała własną śmierć. Że prosiła o pomoc. I że przez wzgląd na przyjaźń, zdecydowały się to zrobić.

 

Próba ochrony rodziny

 

To one zabrały rzeczy, telefon i rower. Część dowodów zniszczyły. Ola zeznała, że paliła ubrania. To one ułożyły ciało Agaty, pozorując napad. Wiktoria i Ola sądziły, że pomoże im to zmylić policję. I chciała tego sama Agata,  żeby ukryć fakt, że ona na tę śmierć się zgodziła. Próbowała w ten sposób chronić rodzinę. – Myślała, że świadomość straty spowodowanej przez osobę trzecią czy czynniki zewnętrzne sprawi, że bliscy łatwiej się z tym pogodzą– wyjaśnia insp. Ewa Pachura.

 

Nastolatki dopilnowały każdego elementu. Nóż ukryły w miejscu, które, jak założyły (później się okazało, że słusznie), nie będzie typowane przez policję. Kilkakrotnie sprawdzano teren parku i wodę. W gazetach pojawiły się informacje o poszukiwaniach w tamtym rejonie. Jednak pomogły dopiero wyjaśnienia Oli; to ona wskazała miejsce ukrycia narzędzia zbrodni.

 

Trudno było ustalić inne okoliczności. – Pierwsze, co sprawdzaliśmy, to monitoring. Nigdzie jednak nie widać było dziewczyn. To świadczy o tym, że były przygotowane, że wiedziały, gdzie są kamery i omijały je – opowiada śledcza. Obie – i Wiktoria, i Aleksandra – dobrze znają Brzeźno. Wiktoria mieszkała tam przed przeprowadzką. Ola mieszka do dziś.

 

Przez te trzy miesiące, aż do zatrzymania dziewczyny, prowadziły zupełnie zwyczajne życie, tylko na moment przerwane śmiercią Agaty. Tamtego wieczoru, w sobotę 21 lutego, po tym, jak zabiły przyjaciółkę i zatarły ślady, poszły na spotkanie ze znajomymi. Jadły naleśniki.

 

Aleksandra: klasowy błazen

 

Ola była wtajemniczona we wszystko. Brała udział tylko w niektórych wydarzeniach. Inne zna z relacji Wiktorii. W całej sprawie była jedynie jej narzędziem: miała pomóc i zapewnić i alibi.

 

Coś jej w Wiktorii imponowało. Pewność siebie, siła przebicia, powaga – cechy, których nie miała sama. Chciała być jak Wiktoria, tyle że do końca nie uświadamiała sobie, co trzeba zrobić, żeby się taką stać.

 

Jest niedojrzała emocjonalnie, zachowuje się nieadekwatnie do sytuacji i do wieku. – Można by ją przyrównać do klasowego błazna, który szuka akceptacji przez swoje zachowanie. Pod wpływem Wiktorii wzięła na siebie taką a nie inną rolę – mówi jedna z osób związanych ze śledztwem. Dzisiaj żyje na silnym zaprzeczeniu tego, co się stało. – Jeżeli ktoś pomaga przy takiej zbrodni, zaciera ślady, a potem wraca do normalnego życia i nie mówi nikomu o tym, co zrobił, to nie jest to osoba delikatna i niewinna. Gdyby miała empatię, ta empatia powodowałaby u niej chęć pomocy Agacie, a nie sprawcy – stwierdza z kolei insp. Pachura.

 

Gdyby nie Ola, prawdopodobnie nie byłoby zarzutów. Wiktoria odmówiła złożenia wyjaśnień. I do końca też nie wiadomo, jak może zachować się przed sądem. Wcześniej, jeszcze jako świadek, mówiła jedynie o planowaniu zabójstwa i absolutnie nie przyznawała się do jego zrealizowania. Co więcej, przedstawiała w bardzo niekorzystnym świetle samą Agatę. Jej opowieści jednak nie znalazły nigdzie potwierdzenia.

 

Wiktoria: sprytna manipulantka

 

Wiktoria to dziewczyna z problemami. Introwertyczka. Zamknięta w sobie, ale silna. Sprytna. Inteligentna, chociaż brak jej inteligencji emocjonalnej. Potrafi planować i przewidywać konsekwencje swoich działań. Jest konsekwentna, w miarę dokładna. Jeszcze mocno niedojrzała, boryka się z wieloma problemami typowej nastolatki.

 

Słyszę też mocniejszą opinię:  – Idzie w kierunku zaburzeń psychopatycznych i socjopatycznych. Bardzo rzadko spotyka się u tak młodej osoby tak silne cechy antyspołeczne, w dodatku nieobjawiające się do tej pory żadnymi zachowaniami z pogranicza prawa.

 

U Wiktorii najsilniejszą cechą jest zdolność do manipulacji, która z wiekiem będzie się nasilać. Dziewczyna stopniowo zacznie wygłuszać emocje, będzie się stawać coraz bardziej aspołeczna. Tym bardziej w zakładzie karnym, żeby przetrwać, nie można być słabym. – Za jakieś dziesięć lat okaże się, że Wiktoria jest w nim liderką i że wszyscy ją tam kochają – słyszę.

 

W czasie przesłuchania, dzień po zabójstwie, nastolatka grozi samobójstwem. Trudno powiedzieć, czy rzeczywiście o nim myśli, czy to jedna z jej gier. Być może dociera do niej świadomość odpowiedzialności i lęk przed konsekwencjami. Wpada w panikę. Z rozpoznaniem zaburzeń osobowości trafia na obserwację na oddział szpitala psychiatrycznego w Gdańsku. Zostaje tam aż do 25 maja, do zatrzymania. Dzień później słyszy zarzuty i zostaje przewieziona do aresztu.

 

Siła podobieństw

 

Ze szpitala Wiktoria wychodzi bogatsza o kolejne dwa zarzuty, niezwiązane z zabójstwem. Pierwszy dostaje za kierowanie gróźb karalnych pod adresem personelu. Drugi – za uszkodzenie ciała jednej z pacjentek, której podcięła żyły szkłem z potłuczonej szklanki. Rzekomo na jej prośbę, bo chciała umrzeć. Wcześniej się zaprzyjaźniły. Okoliczności są zadziwiająco podobne do jej postępowania z Agatą. Dziewczyna w szpitalu jest do niej podobna, ma podobne problemy i sytuację życiową.

 

Przed obserwacją w szpitalu, Wiktoria się nie okalecza. Nie potrafi zadać bólu samej sobie. Teraz to się zmieniło, tnie się po rękach. Rany nie są poważne, ale zostawią blizny.

 

W jakimś stopniu to znów manipulacja. Ale też masochistyczne uwalnianie się od emocji jest typowym zachowaniem osób z zaburzeniami borderline. Wiktoria bardzo silnie odczuwa emocje. Smutek, złość, żal. I ma problem z właściwym postrzeganiem siebie. Uważa się za silną, ale wrażliwą i emocjonalną. Jednocześnie widzi też swoją skłonność do zła.

 

Zabójcza przyjaźń

 

Po zabójstwie zaczyna prowadzić pamiętnik. W zapiskach pojawia się dużo lęku, niepokoju, emocji, których nie potrafi określić. Również zwątpienie, czy to, co zrobiła, było słuszne. Nie ma jednak wątpliwości czy to nie ona powinna była umrzeć. Nie ma mowy o rozszerzonym samobójstwie. Umrzeć miała tylko i wyłącznie Agata.

 

Dziewczyny poznały się w liceum w Gdyni. Praktycznie od razu się zaprzyjaźniły. Później pojawiła się Aleksandra. – Wiktoria była elementem spójnym tych znajomości. Agata nie poznałaby się z Olą, gdyby nie Wiktoria. Patrząc na to, jak zachowuje się w areszcie śledczym, wcześniej w ośrodku, a także na to, co działo się przed postawieniem jej zarzutów, można powiedzieć, że Wiktoria jest osobą dominującą. To ona kierowała działaniami pozostałych osób – mówi insp. Pachura.

 

Dla Agaty Wiktoria była jedną z najbliższych osób. Były do siebie podobne. Miały podobne zainteresowania, podobne grono znajomych, styl bycia, wyrażania się. Stąd plotki, że łączyła je relacja intymna. Tylko się przyjaźniły. Chodziły nawet do jednego psychologa. U żadnej na psychoterapii nie pojawił się jednak temat samobójstwa.

 

Agata szukała u Wiktorii wsparcia, bliskości, ciepła i akceptacji. A ponieważ była podatna na wpływy, wytworzył się między nimi naturalny mechanizm zależności, często spotykany między ludźmi. Rzadko w tak patologicznym wydaniu. Co ciekawe, podobne układy dało się zaobserwować w szpitalu psychiatrycznym. Nastolatki na oddziale były ewidentnie zafascynowane Wiktorią. Ma w sobie coś ujmującego, co też utrudniało pracę policji.

 

Celem ich przyjaźni nie było dokonanie zbrodni. Temat śmierci pojawił się między innymi rozmowami. Trudno powiedzieć, która go pierwsza podjęła. Trudno też stwierdzić, co było silniejsze: czy chęć Agaty, żeby umrzeć, czy chęć Wiktorii, żeby zabić. – Nie można wykluczyć, że Wiktoria wykorzystała Agatę, żeby spełnić swoje marzenie i poczuć, jak zadaje się śmierć – słyszę od jednej z osób bliskich sprawie.

 

Wstyd się bać

 

W wymianach internetowych zachowały się wątki świadczące o wątpliwościach Agaty. Dlaczego więc się nie wycofała? – Mogłoby to być uznane za tchórzostwo. Tyle zmarnowanego czasu, tyle energii – wyjaśnia insp. Pachura. – Na pewno zadanie sobie śmierci jest łatwiejsze niż stanie i przyjęcie tego, co się stało. Agata była w tej sytuacji bierna. Po prostu poddała się wcześniej uzgodnionemu planowi. Pytanie powinno brzmieć nie: „Dlaczego Agata się nie wycofała?”, ale: „Dlaczego w momencie chwycenia noża i zadania ciosu u Wiktorii nie nastąpiła jakaś refleksja?” – uważa.

 

Agata miała tendencje do grania, udawania kogoś, kim nie jest. W okresie dojrzewania robi tak wielu nastolatków. Przy silnej Wiktorii było jej wstyd pokazać słabość; bała się poddać, wycofać z uzgodnionego planu.

 

W chwili śmierci była świadoma. Wcześniej kupiła w aptece środki przeciwbólowe. Umarła szybko. Trwało to najwyżej kilka minut. Przytomność straciła po mniej więcej trzydziestu sekundach.

 

Przyczyna zgonu: rana kłuta brzucha zlokalizowana w nadbrzuszu po stronie prawej, drążąca do jamy otrzewnej i jamy opłucnej lewej z uszkodzeniem w obrębie jej kanału, wątroby i trzustki, tylnej ściany żołądka i aorty piersiowej.

 

Jeden cios. Wiele informacji o tym, „jak” go zadać, dziewczyny wymieniały między sobą w internecie. Obie bardzo interesowały się anatomią, chorobami, zdrowiem. Cios wykonany został bardzo precyzyjnie. Bez zawahania.

Tagi: zabójstwo, samobójstwo, agata z wejherowa, wiktoria,

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone