28 Sierpnia 2015

Prawo i Bezprawie
1280x852.jpg
autor: Izabela Smolińska

Trzy i pół roku w areszcie. I tak trzeba będzie Dobrowolskiego zwolnić

  • 635742054043019942.JPG FOT. PIOTR KUCZA/NEWSPIX.PL

Kiedyś i tak ten proces będziemy musieli zakończyć. I wtedy albo damy wiarę świadkowi koronnemu, albo nie. Nie chodzi o to, czy Dobrowolski jest winny, czy niewinny, ale o to, że nie można przez długi czas trzymać człowieka w warunkach pozbawienia wolności i powtarzać, że tak trzeba – mówi dr Piotr Kładoczny z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka monitorującej postępowanie w sprawie Legionisty i protestującej przeciwko przetrzymywaniu go w areszcie.

 

Wczoraj zapadła decyzja o kolejnym przedłużeniu aresztu tymczasowego oskarżonemu o obrót i handel marihuaną Maciejowi Dobrowolskiemu. Czekając na proces, przesiedział 39 miesięcy. Teraz dojdą kolejne trzy. Co pan o tym sądzi?

Prawdę mówiąc, mocno mnie ta decyzja sądu zaskoczyła. Myślałem, że jednak przychyli się do wniosków obrońców Dobrowolskiego i zrezygnuje z tego środka, zwłaszcza że trwa on już tak długo. Cały czas słuchani są świadkowie, a jeszcze mają być, na wniosek prokuratury, świadkowie z Holandii. Główny obciążający w sprawie – świadek koronny ps. Hanior – jest, jakby to powiedzieć… rozchwytywany jako składający zeznania w różnych postępowaniach, a w wielu ma coś do powiedzenia. Tak, że niełatwo ustalić z nim jakiś termin. Ma bardzo napięty terminarz. Więc tym bardziej zasadne jest pytanie, dlaczego trzymamy człowieka w areszcie.

Art. 5 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka mówi wyraźnie, że tymczasowo aresztowany albo ma mieć proces przeprowadzony w rozsądnym terminie, albo ma być zwolniony z aresztu na czas postępowania. I tego rodzaju sformułowanie nie pozostawia w zasadzie wątpliwości.

Chyba żeby bronić tezy, że trzy i pół roku to rozsądny termin.

Można, aczkolwiek jestem innego zdania. Te trzy i pół roku to nie jest rozsądny termin już dziś. A przecież jeszcze się wydłuży. W końcu i tak trzeba będzie Dobrowolskiego zwolnić. To dlaczego nie teraz, a dopiero za chwilę?

Zdaniem sądu dlatego, żeby nie mataczył.

Przeszło trzy lata nie mógł tego robić, zamknięty w areszcie, a sądowi i tak nie udało się doprowadzić sprawy do końca. Ale „obawa matactwa” to zawsze taki wygodny powód, dla którego można kogoś przetrzymać w areszcie, kiedy skończą się wszystkie inne. Tylko nie można tej obawy matactwa domniemywać. Zawsze musi mieć uzasadnienie.

To taki argument-wytrych?

Takie mam wrażenie. Bo to, że Dobrowolski jest sądzony razem z innymi osobami – bodajże szesnastoosobową grupą – nie jest żadnym powodem. Każdy człowiek odpowiada indywidualnie. I sąd powinien też indywidualnie rozpatrywać sytuację każdego. Rozumiałbym to, gdyby sąd miał widoki na szybkie zakończenie postępowania i uznał, że skoro Dobrowolski tyle już przesiedział, to ten miesiąc czy dwa nie zrobią mu już różnicy, a ze względów procesowych to będzie korzystniejsze. Ale w tej sprawie tego nie widać. Obrońcy pewnie złożą zażalenie na postanowienie. I mam nadzieję, że sąd drugiej instancji rozpozna ją jeszcze raz. Trzy i pół roku w areszcie, bez widoków na szybkie zakończenie postępowania, nigdy nie powinno się zdarzyć.

Jakiś czas temu obecny rzecznik praw obywatelskich, Adam Bodnar, wówczas wiceprezes Helsińskiej Fundacji, nazwał Dobrowolskiego „więźniem politycznym”.

Trochę już takich, i nawet jeszcze dłuższych, aresztów widzieliśmy w Polsce, więc pod tym względem ta sprawa mnie nie dziwi. Dziwi to, że zarzut postawiony Dobrowolskiemu nie jest aż taki poważny, a mimo to nie może odpowiadać z wolnej stopy, jak np. Marcin Dubieniecki. Nie powinno być tak, że połowę kary, która grozi za przestępstwo, odbędzie w areszcie tymczasowym. I że nawet jeśli okaże się winny, niemal od razu po zakończeniu procesu będzie mógł starać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie. Są też wątpliwości czy to, o co go oskarżono, w ogóle miało miejsce, bo wszystko opiera się jedynie na zeznaniach świadka koronnego. Formalnie ciągle jest niewinny, bo w Polsce obowiązuje przecież zasada domniemania niewinności, a siedzi. To jest wszystko postawione na głowie.

Sąd mógłby wyłączyć sprawę Dobrowolskiego do odrębnego postępowania?

Tak, bo on ma zupełnie inny zarzuty niż pozostała szesnastka oskarżonych. Nie ma tam ani zarzutu zabójstwa, ani działania w grupie zorganizowanej. Ja nie mówię, że jest niewinny, bo tego nie wiem. Wiem, że można by go szybciej osądzić.

Miał pecha, bo sądowi wygodniej było sądzić hurtowo?

Prawo to nie fizyka, w której to, co w teorii, sprawdza się też w praktyce. Teoretycznie jest zgodne z ekonomią procesową, żeby oskarżonych, w sprawach których mamy tych samych świadków, okoliczności itp. sądzić razem. Tylko że tu rozbijamy się o polskie realia. Sądzenie tak dużej, skomplikowanej i wielowątkowej sprawy niesamowicie się ciągnie. I wszyscy widzimy, że to się nie udaje. Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie – na które polskie sądy nie lubią odpowiadać – czy jak już kogoś zamknęliśmy w areszcie, to powinniśmy go w nim trzymać aż do skazania, czy jednak możemy go wypuścić. Europejska Konwencja daje jasną odpowiedź.

Można by względem Maćka Dobrowolskiego zastosować zwykły dozór, uzyskać poręczenia osób godnych zaufania, zabrać paszport.  Nawet jeśliby próbował uciec, byłaby możliwość ściągnięcia go do kraju europejskim nakazem aresztowania. Ale sąd nie chce tego zrobić. I nie bardzo wiemy, dlaczego.

A nie ma pan wrażenia, że w tej sprawie nie chodzi o Macieja Dobrowolskiego, tylko o próbę ochrony instytucji świadka koronnego? Wszystkie zarzuty opierają się na zeznaniach jednej osoby – Haniora, którego wiarygodność budzi wątpliwości.

Problem polega na tym, że kiedyś w końcu i tak ten proces będziemy musieli zakończyć. I wtedy albo damy wiarę świadkowi koronnemu, albo nie. W sprawie Maćka Dobrowolskiego Hanior powiedział już wszystko, co miał do powiedzenia, w innych jeszcze się wypowiada. Więc tym bardziej – czemu nie wyłączyć sprawy Dobrowolskiego do odrębnego postępowania i po prostu jej nie zakończyć? Nawet wyrokiem skazującym, jeżeli sąd uzna, że Hanior mówi prawdę. Jeszcze raz powtórzę: nie chodzi o to, czy Dobrowolski jest winny, czy niewinny, ale o to, że nie można przez długi czas trzymać człowieka w warunkach pozbawienia wolności i powtarzać, że tak trzeba.

Co, jeśli okaże się niewinny?

No właśnie. Będziemy mieli olbrzymi kłopot. Pewnie będziemy musieli zapłacić odszkodowanie i zadośćuczynienie, ale nie o pieniądze tu chodzi. Nie będziemy mogli oddać mu wolności. I to jest sedno sprawy. Możemy pozbawić go rzeczy bezcennej. Jeśli areszt trwa trzy miesiące, a sprawa kończy się uniewinnieniem, oczywiście, też nie jest to dobre. Ale po tych trzech miesiącach można wrócić do normalnego życia. Po trzech, czterech, czy pięciu latach sytuacja wygląda zupełnie inaczej.

Zostaje jeszcze Strasburg, ale tam też na rozpatrzenie skargi trzeba jakiś czas poczekać. I ona też nie przywraca wolności. Jeśli Dobrowolski ma być skazany, niech będzie skazany. Jeśli uwolniony, to uwolniony. Ale nie może czekać w zawieszeniu. Niczemu to nie służy.

Tagi: hanior, dubieniecki, areszt tymczasowy, proces, marihuana, sąd, maciej dobrowolski

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone