06 Grudnia 2015

Prawo i Bezprawie
DSC1301.jpg
autor: Sylwester Latkowski

System SKOK Wołomin

  • skok-wolomin.jpg Wołomin, 03.04.2013. Siedziba SKOK w Wołominie. PAP/Tomasz Gzell

To jedna z największych w ostatnich latach afer finansowych. Oto opowieść osoby uczestniczącej w procederze, w którym ograbiono bank na blisko miliard złotych.

 

 

Sprawa SKOK-u Wołomin to jedna z największych w ostatnich latach afer finansowych. Straty szacowane są na blisko miliard złotych. Jest kilkadziesiąt osób podejrzanych. Śledztwo dotyczące SKOK-u Wołomin prowadzi od 2013 roku Prokuratura Okręgowa w Gorzowie Wlkp.  Niektóre wątki sprawy prowadzą inne prokuratury. Mój rozmówca zaznacza, że nie uczestniczył w procederze od początku. Był blisko centrum, słyszał, widział. Wszedł w „SKOK-a” Wołomin, bo tak o nim mówi, przez głupotę; pociągnęło pragnienie szybkiego pieniądza. Na życie przecież miał. Mój rozmówca nie wygląda na konfabulanta. Sprawdziłem go na tyle, by zdecydować się opublikować zapis rozmowy z nim. Nigdy jednak nie można mieć całkowitej pewności co do wiarygodności ostatecznego obrazu. Opis wydarzeń opiera się na ustnej, a zatem ułomnej, relacji świadka. Czytelnik powinien więc zachować ostrożność w wyciąganiu prostych wniosków.

 

Pozory legalności

 

– Załapałem się na końcówkę. Wcześniej było inaczej.

– To znaczy?

– Były pozory legalności. Do „SKOK-a” zgłaszali się biznesmeni, którzy potrzebowali pieniędzy na jakieś biznesy. Na siebie nie mogli wziąć, bo mieli złą historię kredytową. Znali Mariusza (były prezes SKOK-u Wołomin – red.), Piotra (przewodniczący rady nadzorczej w SKOK-u, były oficer WSI – red.) lub kogoś z zarządu lub rady nadzorczej. Pożyczkę brali ze „SKOK-a”, i spłacali ją normalnie. Mariusz i Piotr finansowali bardzo dużo projektów, często sami byli w nich udziałowcami. Kupowali  fabryki, działki. Dużo się ludzi kręciło. Miało to ogromny zasięg.

– Nie wszystkie jednak pożyczki spłacono. Prawie miliard złotych wyciągnięto ze SKOK-u wołomińskiego.

– Tak, ale nie było to tak na bezczela jak w ostatnim czasie. Na początku o kredyt nie występowały osoby z ulicy, pijaczki. Goście mieli jakąś tam pozycje, wyglądało to wiarygodnie, no, prawie, brali na siebie kredyt na 3,5 mln złotych, w zamian dostawali 200 tysięcy złotych. Raty kredytów spłacano w większości z kolejnych pożyczek. Z czasem stawka za wzięcie kredytu na siebie spadała. Jak ja się pojawiłem, to słup dostawał od 30 do 60 tysięcy złotych za wzięcie kredytu. Ale szukano w miarę wiarygodnych klientów, przynajmniej takich, którzy nieźle wyglądali i byli zainteresowani zarobieniem kilkudziesięciu tysięcy złotych. Później poszła fama wśród pijaczków, że jest możliwość wzięcia na siebie kredytu i zarobienia za to pieniędzy. Stwierdzono więc, że nie warto przepłacać. I stawka za wzięcie kredytu spadła do 10 tysięcy od podpisanego wniosku.

 

Przygotowywanie słupa: kąpiel i fryzjer

 

– Skąd wiedzieli, do kogo przyjść?

– Wszyscy w Wołominie wiedzieli, gdzie należy się udać. Do knajpy naprzeciwko banku. Nie trzeba było daleko szukać. Oni brali takiego człowieka, myli go, szli z nim do fryzjera. Tak, by jakoś tam wyglądał. Wynajmowali tanie hotele lub mety. Do 20 osób potrafiło siedzieć na mecie. Tam byli przygotowywani: kto i kiedy ma iść, do kogo, dokumenty itp. Klient sam musiał przecież wejść do „SKOK-a”.

– Mieli instrukcje wyłudzenia kredytu?

– Było specjalne miejsce, do którego taki klient wchodził. Generalnie wszystko było akceptowane przez „SKOK-a”. Oni instruowali, co i jak ma wyglądać. Jeśli jakiś dokument był źle podrobiony, to oni pokazywali zawsze, gdzie jest błąd, kazali poprawić i przynieść ponownie. Pobierało się po milionie złotych i w reklamówkach wynosiło z banku.  Wszystko w gotówce. Notariusze także musieli się domyślać, komu stawiają pieczątki. Pijaczki do notariusza przychodzili w takim stanie, że nie wiedzieli prawdopodobnie, o co chodzi. Na końcówce to był już taki margines ludzi podstawiany… Nie dało się z nich jednak całkiem zrobić biznesmenów. Odór i tak pozostawał.

 

Biała lista

 

– Kim był Piotr, uznawany za mózg przedsięwzięcia?

– Mówiliśmy na niego Piotr Bentley, bo to ulubiona marka jego samochodu. To typowy służbista, zadawał krótkie, konkretne pytania  – był trochę nieprzewidywalny w decyzjach. Ale ktoś nad nim był.

– Nie on był mózgiem?

– Podobno krąży jakaś biała lista, na której jest z dziesięć nazwisk. Sam Piotr nie był głównym dowodzącym. Był w tej grze tylko pionkiem, który był widoczny. Pieniądze poszły na Cypr. Lista wylądowała w kancelarii prezydenta.

 

Każda ze służb dostawała pieniądze

 

– Mówi się, że SKOK Wołomin to ludzie WSI.

– Ja do nich nie należę, za młody jestem. (Śmiech) Piotr był kapitanem WSI i wiadomo, że otaczał się swoimi. Ale tam każda ze służb, które powinna ścigać przestępstwa, dostawała pieniądze. Ile razy było tak, że do „SKOK-a” przyjeżdżały służby, a Piotr Bentley wykonał telefon w jedno miejsce i odprawiał ich z kwitkiem. Miał duże kontakty. Był szarą eminencją tego wszystkiego. Mariusz (założyciel SKOK-u Wołomin – red.) miał Piotra wziąć właśnie dla ochrony interesów.

 

Dlaczego pobito wiceszefa KNF?

 

– Komisji Nadzoru Finansowego jednak nie kupiliście.

– Ja nie wierzę, że KNF, która przyjeżdża na kontrolę, nie dopatrzyła się dziwnych rzeczy. Tygodnie kontroli i nic? Jakie kredyty są dawane, jakie działki, jakie operacje. Działka warta 10 tysięcy, robiła operat na 1,5 miliona złotych. SKOK to akceptował. Na podstawie tego operatu był przydzielany kredyt na kwotę około 1 mln. Zarobki około 20 tysięcy na rękę przez 3 miesiące na słupa. Dokumenty podrabiane, fałszowane od A do Z, nic nie było prawdziwe. U notariusza była kolejka, wchodziły po dwie, trzy osoby.  Odczytanie aktu, podpisy i wietrzenie potem pokoju z odoru „biznesmenów”. (Śmiech) Wszystko było na pograniczu. Ludzie z KNF musieli to widzieć.

– Mówi pan, że tylko ślepy by tego nie zauważył?

– Kontrole były, bo chcieli pieniędzy. Podczas kontroli wychodziły pewne rzeczy, ale dogadywali się. Ustalali jakieś kwoty, pewnie z Piotrem. Tak się działo. Osoby, które mogą o wszystkim powiedzieć, to Piotr i jego księgowa.

– Fakt, SKOK Wołomin długo funkcjonował.

– Niech pan zwróci uwagę, jak dokonano pierwszych zatrzymań. Nie zatrzymali całego zarządu, tylko jedną osobę. Gdyby zatrzymali cały zarząd, to kasa od razu by upadła. Zatrzymują tylko dwie osoby, biznes dalej idzie. Kredyty szły na lewo, i szło to dalej, każdy o tym wiedział. Żaden urząd się za to nie zabierał. To było dziwne. Tam pieniądze trzymały osoby, których nie chcieli też ujawniać. Pod nieobecność Piotra miał to chronić jakiś kapitan z ABW. Był dla niego załatwiany gigantyczny kredyt. Jeździ samochodami na niemieckich blachach.

– Dlaczego pobito wiceszefa KNF? Do pobicia doszło, gdy KNF prowadził audyt w SKOK-ach.

– Nie za to oberwał i tyle panu powiem.

 

Mecenas D.

 

– Mieli swoich prawników, na przykład mecenasa D.,  doradzali jak to wszystko urządzać, żeby to było na pograniczu legalności. Żeby funkcjonowało.

– Mówi się o nagraniu mecenasa D., na którym miał gwarantować załatwienie sprawy za sowitą opłatą.

– Tak, Krzyśkowi. Słyszałem o tym, ale nie wierzę, że ta prokurator jest do kupienia. Może chciał wykorzystać okazję. Myślał, że jakoś to się skończy pozytywnie, skoro afera może pogrążyć nie tylko ludzi ze „SKOK-a”. A może rzeczywiście miał to z kimś dogadane.

– D. był takim waszym consigliere?

– Jak miało być przesłuchanie w ABW, to D. do niego przygotował Konrada i W. Na piśmie im dał, co mają mówić. Jak A. się rozgadał w areszcie na Służewcu, to potem D. przyniósł do „SKOK-a” jego zeznania. Wiedzieliśmy, co ujawnił. I pod te zeznania teraz reszta zeznaje. Bo poza Piotrem to chyba wszyscy nadają w prokuraturze.

– Całej prawdy jednak nie zeznają.

– Po co mówić więcej? Mówi się to, co już wiadomo, i tyle. Bezpieczniej. Nikt nie chce zaginać lub zginąć w wypadku.

 

Wszystko szło w gotówce

 

– Zdumiewało to, że w tym SKOK-u wszystko szło w gotówce. Wpłaty i wypłaty. Unikano przelewów. I dziwne, że Narodowy Bank Polski tego nie wychwycił i tylko dowoził gotówkę, którą wynoszono potem w reklamówkach. Dlatego wiele rzeczy trudno będzie udowodnić. Pamiętam, jak kiedyś księgowy powiedział, że dziś nie ma pieniędzy do wypłaty, bo ktoś sobie wziął 1 mln z kasy w gotówce. Takie rzeczy tam się działy.  Potem ta kasa trafiała do słoików.

– Do słoików?

– Wiele osób pieniądze pochowało w słoiki i zakopało na swoich działkach, bo nie było ich jak wyprać. Trudno zalegalizować miliony. Do tego też trzeba mieć ludzi.  Wiele słoików jest zakopanych w ziemi. (Śmiech)

 

Kupowało się wszystkich

 

– A polityków pan tam nie widział?

– Tam byli wszyscy, nie było jednej opcji.

– SKOK Wołomin dawał na kampanie wyborcze?

– Tak. Kupowało się wszystkich, których można kupić. Kupowało się znane nazwiska, by w ich cieniu robić swoje.

 

Dwa scenariusze

 

– Z tego co pan mówi, wynika, że to była piramida finansowa. Z kolejnych kredytów spłacano poprzednie. To musiało się źle skończyć.

– Ostatnio słyszeliśmy: Musicie nam załatwić 100 kredytów i rozdzielamy to, rolowanie, żeby utrzymać firmę. W ostatnich miesiącach potrzebowali minimum 70 milionów, żeby utrzymać firmę, pracowników. Żeby co miesiąc spłacać kredyty, które były już zaciągnięte. Tak, to była piramida. Miało to ogromny zasięg. Oni już nie wiedzieli co robić.

– Nie mieli planu wyjścia?

– Widzieli, że to już będzie koniec i wyprowadzali te pieniądze, jak najwięcej i jak najszybciej. To pierwszy scenariusz. Drugi był taki, że miał być uruchomiony bank w Ameryce, który miał wykupić SKOK. Ta machina już była tak ogromna, że nie panowali nad tym. Były dwa plany. Powołano już firmę, która miała skupować złe kredyty.

 

Piotr nie zapomina o swoich dłużnikach

 

– Najśmieszniejsze jest to, że istnieje lista firm i biznesmenów, którzy pozaciągali kredyty na słupy. Nie wszyscy byli oszustami, niektórzy potrzebowali pieniędzy na start. Jest dużo ludzi, którzy są winni Piotrowi, a Piotr nie zapomina o swoich dłużnikach. I co chyba najważniejsze, taki system jak w SKOK-u Wołomin był także stosowany gdzie indziej, ale tego to już wszyscy się boją ruszyć.

Tagi: skok, wołomin, przekręt, wsi, knf, abw, prokuratura, lewe kredyty, gotówka, wyłudzanie, afera finansowa, sylwester latkowski

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone