30 Lipca 2015

Prawo i Bezprawie
DSC1007.jpg
autor: Paulina Socha-Jakubowska

Sprawca dwóch śmiertelnych wypadków chce odszkodowania od siostry swojej ofiary

  • MariuszN.fot.MarcinObara.jpg Mariusz N. (fot. PAP/M.Obara)

Mariusz N. w grudniu 2013 roku w Czarnówce pod Otwockiem śmiertelnie potrącił 13-letniego Patryka. Zamiast udzielić dziecku pomocy, uciekł z miejsca wypadku. A potem za granicę. Gdy sprawa obiegła media, szybko wyszło na jaw, że 13-latek to nie pierwsza ofiara pirata drogowego. Siostra mężczyzny, którego Mariusz N. śmiertelnie potrącił w 2002 r., a potem też uciekł nie udzieliwszy pomocy – wstrząśnięta kolejnym dramatem, postanowiła historię tragicznej śmierci brata opowiedzieć w telewizji. Mariuszowi N. jej wypowiedź się jednak nie spodobała. Dwukrotnie skazany za śmiertelne wypadki mężczyzna pozwał kobietę o naruszenie dóbr osobistych. Chce od niej 50 tysięcy złotych odszkodowania. Pierwsza rozprawa w Sądzie Okręgowym Warszawa-Praga już się odbyła.

 

13 grudnia 2013 r. Trzy dni po tym, jak Mariusz N. w Czarnówce pod Otwockiem wjechał we wracających ze szkoły poboczem drogi Patryka i jego 16-letnią siostrę, dziennikarka TVN24 dotarła do siostry jego pierwszej ofiary. Szybko stało się bowiem jasne, że 5 października 2002 r. Mariusz N. także spowodował śmiertelny wypadek. Także w okolicy Otwocka. I także uciekł z miejsca wypadku. Na policję zgłosił się wówczas po 48 godzinach.

 

– Przeżyłam duży szok, oglądając zdjęcie Mariusza N., dlatego że powróciły wszystkie wspomnienia z potwornej zbrodni, którą popełnił w 2002 r., zabijając mojego brata w identyczny sposób – mówiła w TVN24 siostra ofiary. Kobieta opowiadała, że feralnego dnia jej brat jechał rowerem. – N. jechał w tym samym kierunku, w którym poruszał się brat. Z ogromną prędkością uderzył, prawdopodobnie wpadł w poślizg, nie zapanował nad samochodem... uderzył w mojego brata (…). Wysiadł z samochodu, zabrał części, które odpadły, schował te części do samochodu, po czym odjechał w las, gdzie porzucił samochód – mówiła dziennikarce.

 

Mówiła też o „ogromnej niesprawiedliwości, bezsilności i złości”. O tym, że Mariusz N. w czasie procesu nie okazywał empatii, że rodzina zabitego rowerzysty nie widziała, by sprawca wypadku zrozumiał, co zrobił. Dodała:  – Musiało zginąć dziecko, żebyśmy wrócili do tej sprawy.

 

Sprawca oburzony

 

Mariusz N. został zatrzymany w styczniu 2013 roku. W ręce policji wpadł w alpejskim kurorcie Isola. Wpadł, bo rozpoznał go przebywający tam wówczas inny Polak. Mężczyzna był bowiem poszukiwany listem gończym i jego wizerunek policja upubliczniła.

 

16 stycznia 2013 roku francuski sąd zgodził się na ekstradycję Polaka. I tak ruszyła regularnie opisywana przez media sprawa.

 

Prokurator chciał dla Mariusza N. dwunastu lat bezwzględnego więzienia. 5 marca tego roku sąd w Otwocku skazał mężczyznę na osiem lat pozbawienia wolności (wyrok nie jest prawomocny). Mariusz N. dostał też dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów. – Ile razy musi kogoś zabić, by dostać maksymalny wyrok? To po co są te wyroki? Po co jest to 12 lat? Dla kogo? – pytał po ogłoszeniu wyroku ojciec tragicznie zmarłego Patryka. Mama chłopca dodała, że w czasie całego procesu nie dostrzegła u Mariusza N. skruchy.

 

Mężczyznę pozbawiono wolności. I już zza krat postanowił o sobie przypomnieć. Jednocześnie skazując siostrę swojej pierwszej ofiary na ogromny stres i konieczność ponownej konfrontacji na sali rozpraw.

 

Chce 50 tysięcy złotych

 

Proces o ochronę dóbr ruszył przed Sądem Okręgowym Warszawa-Praga. Potwierdza to sędzia Marcin Łochowski, rzecznik sądu. Adwokat Mariusza N., Kamil Łuczyński: – Sprawa jest w toku. To nie jest dobry moment, by udzielać informacji.

 

Gdy pytam, czym dokładnie jego klient poczuł się dotknięty, słyszę, że „to wszystko stanowi przedmiot sprawy” i odpowiedzi nie usłyszę. A przynajmniej nie teraz.

 

Jak dowiedział się portal Kulisy24.com, Mariusz N. domaga się od siostry swojej ofiary 50 tysięcy złotych odszkodowania. Jego zdaniem kobieta w swojej wypowiedzi na antenie TVN24 przesądziła o tym, że po potrąceniu jej brata, N. zbierał części samochodu i nie udzielił mężczyźnie pomocy. Chodzić miało o tablicę rejestracyjną, która z samochodu miała odpaść po uderzeniu w rowerzystę.

 

N. miał się poczuć urażony także słowami o tym, że „jechał z ogromną prędkością”. Tymczasem biegli mieli ocenić, że w momencie uderzenia na liczniku było ok. 70 km/h.

Czy to ogromna prędkość? To sprawa pewnie dyskusyjna. Tyle że można sobie wyobrazić emocje, które towarzyszą każdej medialnej wypowiedzi kogoś, kto musiał pogodzić się z utratą bliskiej osoby.

 

Mariusz N. ma zarzucać siostrze swojej ofiary także to, że już na etapie procesu sprzed ponad 10 lat była do niego źle nastawiona. Zaś teraz to złe nastawienie nie jest uzasadnione.
Co więcej, mężczyzna żąda 50 tysięcy złotych odszkodowania za naruszenie dóbr osobistych w wypowiedzi dla TVN24.

 

Warto dodać, że Mariusz N. w 2002 roku, za spowodowanie śmiertelnego wypadku i pozostawienie swojej ofiary bez pomocy, oprócz kary dwóch lat i sześciu miesięcy pozbawienia wolności miał wypłacić rodzinie zmarłego nawiązkę w wysokości… 5 tys. zł. I dziś przedstawia dowody na to, że pieniądze do rodziny zmarłego trafiły. Dowodami tymi są odcinki ściągnięć komorniczych.

 

W październiku odbędą się kolejne posiedzenia Sądu Okręgowego Warszawa-Praga w tej sprawie.

Tagi: mariusz n, pirat drogowy, odszkodowanie, ochrona dóbr, sąd, wyrok, otwock

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone