21 Czerwca 2015

Prawo i Bezprawie
1280x852.jpg
autor: Izabela Smolińska

Sprawa znachora z Nowego Sącza: czy uda się wybronić rodziców zagłodzonego dziecka?

  • IMG00081.jpg
  • IMG00192.jpg

Od tragicznej śmierci półrocznej Magdy z Brzeznej pod Nowym Sączem minął przeszło rok. Winą za jej śmierć obarczono rodziców. Postawiono im zarzut znęcania się ze szczególnym okrucieństwem. Ale odpowiedzialny za tragedię znachor-uzdrowiciel zasłania się… złym stanem zdrowia.

 

Joanna i Michał P., rodzice zagłodzonej na śmierć półrocznej Magdy, z zarzutami nieumyślnego spowodowania śmierci i znęcania się ze szczególnym okrucieństwem, mogą zostać skazani nawet na 10 lat pozbawienia wolności. Aby tak się nie stało, sprawić ma ich nowy obrońca - były prokurator krajowy i minister sprawiedliwości - Janusz Kaczmarek. Zapowiada się wielomiesięczna, jeśli nie wieloletnia sądowa batalia, póki co, odroczona na bliżej nieokreślony termin, z uwagi na zły stan zdrowia znachora, Marka H.

 

O prawdopodobnym terminie pierwszego posiedzenia sądu w Nowym Sączu można powiedzieć jedynie bardzo ogólnikowo - jesień. Rozpoczęcie procesu opóźnia obrona, oskarżonego o sprawstwo kierownicze, osławionego nowosądeckiego znachora-uzdrowiciela, Marka H. Jego pełnomocnicy wskazując na zły stan zdrowia klienta, zwrócili się do sądu z wnioskiem o włączenie do postępowania opinii specjalisty z zakresu chirurgii kardiologicznej, w celu ustalenia czy mężczyzna może brać udział w procesie. Wskazują, że 67-letni Marek H. ma problemy z sercem. Co ciekawe, sam znachor przychodzącym do niego po pomoc, kategorycznie zabraniał korzystania z konwencjonalnej pomocy medycznej.

 

To za jego namowami Joanna i Michał P. nie tylko przestali stawiać się z córką na regularne wizyty i szczepienia w rejonowej przychodni zdrowia, ale też wypisali z przychodni i zabrali dokumentację medyczną swojego starszego syna. Uwierzyli, że nowosądecki cudotwórca naturalnymi metodami wyleczy córkę z atopowego zapalenia skóry. Teraz, przed sądem, obrońcy Marka H. będą próbowali wykazać, że te zdarzenia nigdy nie miały miejsca. I że sam Marek H. nigdy nie przekonywał swoich „pacjentów” do zaprzestania korzystania z pomocy konwencjonalnej. Mają to potwierdzić powołani przez obrońców H. świadkowie.


Manipulator doskonały

 

Problem ze znachorem jest taki: chociaż informacje, jakoby namawiał przychodzących do niego po pomoc do zaprzestania korzystania z pomocy licencjonowanych lekarzy, a wręcz im to nakazywał, grożąc że w przeciwnym wypadku sam odmówi im pomocy, wielokrotnie się powtarzają, nikt nie zeznał tego przed sądem. Jak choćby dziewięć lat temu. W 2006 r. znachor przyczynił się do śmierci 5-letniego chłopca z Limanowej pod Nowym Sączem. Jego matka nie tylko nie zeznała wtedy, że to u Marka H. „leczyła” syna, ale nawet wyparła się znajomości z nim. Mimo, że świadkowie w sprawie mającej wyjaśnić śmierć dziecka zeznali, że w chwili przyjazdu policji był u niej w domu.

 

- Czytając akta, widzę przede wszystkim tragedię rodziców, którzy bardzo pragnęli mieć dziecko i bardzo je kochali, a następnie ulegli psychomanipulacji znachora - mówi obrońca małżeństwa P., Janusz Kaczmarek.

 

 - On (Marek H.- red.) potrafi świetnie manipulować ludźmi. Wywiera na nich dokładnie taki wpływ, jaki chce - mówili mi przed rokiem rozmówcy z Nowego Sącza, dobrze znający sprawę.

 

„Marka znam, chodziłam z nim do szkoły, ogólniak w Starym Sączu. (…) Był jednym z najgorszych uczniów w klasie. Ale za to już wtedy posiadał dar ogłupiania ludzi”- czytam na jednym z nowosądeckich forów”

 

To samo potwierdza jeden tamtejszych lokalnych dziennikarzy. - Pamiętam swoją rozmowę z nim sprzed kilku lat. Jestem raczej odporny na wpływy. Jako cynik i realista, twardo stąpający po ziemi, nie ulegam psychologicznym manipulacjom. Nie wierzę ani w hipnozy, ani w cuda. Ale siedząc przed H. i rozmawiając z nim już po kilku minutach czułem się nieswojo. Chciałem jak najszybciej od niego wyjść - wspomina.


„Oboje się obawiają”


Właśnie manipulacja i bezrefleksyjne poddanie się wpływowi H. wydają się być najbardziej prawdopodobną linią obrony Joanny i Michała P. Pytanie, czy to się uda. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu, nie było pewne czy oskarżeni w ogóle zdecydują się zeznawać przeciwko znachorowi. Cała sprawa, śmierć Magdy i udział w niej Marka H., jakby w ogóle do nich nie docierały. Tak też, że w chwili popełniania czynu - czyli kiedy doprowadzali do zagłodzenia własnej córki - mieli ograniczoną zdolność rozpoznawania znaczenia tego, co robią, orzekli biegli, przez kilka miesięcy obserwujący ich w areszcie.

 

Dzisiaj już zdają się być w innym stanie. - Mają już świadomość tego, jaki wpływ na nich miał znachor. Joanna P. nadal jest w bardzo złym stanie psychicznym. Przeżywa śmierć córki. Michał P. wydaje się być bardziej racjonalny. Ale to może też być jedynie pozór. Może po prostu, jak to zwykle mężczyźni, inaczej przeżywa emocje. Umie logicznie ocenić tamte wydarzenia - mówi Janusz Kaczmarek. - Ale faktem jest, że oboje obawiają się H. - dodaje.

 

Chodzi przede wszystkim o wpływy znachora. I grupę jego zwolenników, czy wręcz wyznawców, którą budował przez lata. W dużej mierze to właśnie oni znaleźli się wśród powołanych przed sąd 263 świadków mających zeznać, jakoby Marek H. uratował im życie i zdrowie.

 

Byle nie pokazowy lincz

 

Wiadomo już, że postępowanie toczyć się będzie za zamkniętymi drzwiami. Do wiadomości publicznej trafi jedynie wyrok końcowy. Jak wyjaśnia rzecznik Sądu Okręgowego w Nowym Sączu, sędzia Bogdan Kijak, z uwagi na możliwość naruszenia ważnych interesów prywatnych uczestników postępowania (większość świadków ma zeznawać odnośnie swojego stanu zdrowia- red.).

 

 - Najważniejsze będzie obalenie zarzutu o znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem, postawionego tu, w mojej ocenie, na wyrost. W tym przypadku w ogóle nie może być o tym mowy - twierdzi Kaczmarek. I dodaje: Mam nadzieję, że ta sprawa nie przerodzi się w proces pokazowy. Że sąd nie ulegnie mediom, których część już teraz dokonała swoistego linczu na moich klientach. I że czas, który upłynął od zdarzenia, pozwoli na dokonanie racjonalnej, a nie emocjonalnej analizy faktów, dzięki czemu stanie się jasne, kto rzeczywiście powinien odpowiadać za te tragiczne wydarzenia sprzed roku.


Trudno powiedzieć ile potrwa sprawa. Na pewno miesiące, być może nawet lata. Niezależnie od wyniku, już teraz małżeństwo P. stara się o przywrócenie pełni praw rodzicielskich nad pozostającym pod opieką dziadków synem. Za korzystnym dla nich orzeczeniem w tej sprawie przemawiają opinie psychologiczne, wykazujące silne więzi dziecka rodzicami.

 

Czy po wszystkim Joanna i Michał P. zdecydują się oskarżyć przed sądem Marka H.? Póki co, to pytanie pozostaje bez odpowiedzi. Do tej pory, chociaż mówi się o co najmniej sześciu osobach, które w wyniku jego działań poniosły śmierć, znachor nie odpowiedział za swoje praktyki.

Tagi: znachor, śmierć, dziecko, nowy sącz, proces, kaczmarek, minister

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone