05 Czerwca 2015

Prawo i Bezprawie
DSC1301.jpg
autor: Sylwester Latkowski

Spowiedź Bankiera - byłem „łochem”

  • P1000676.jpg

W świecie przestępczym Tomasza M. nazywają Bankierem, Oszustem lub Łochem (tak określa się frajera, który daje się oskubać). Jest podejrzany i oskarżony w wielu sprawach sądowych. Jednocześnie korzysta z nadzwyczajnego złagodzenia kary za zeznania obciążające innych. Zwolniony z aresztu, w swoich procesach odpowiada z wolnej stopy i dostaje łagodne wyroki, odsiadki w zawieszeniu, a grzywny sądy rozbijają mu na raty. Żadnego polskiego przestępcy, który nie dostał statusu świadka koronnego, nie objęto, jak jego, całodobową ochroną i nie umieszczono w tajnym mieszkaniu, żadnemu nie zapewniono wiktu i opierunku na koszt państwa.  Na łamach „Polityki” opublikowaliśmy z Piotrem Pytlakowskim poświęcony mu reportaż („Polityka”, nr 31/11, „Rozgrywany”).

 

Warszawa, Ursynów, 2 czerwca 2011 roku. Na spotkania z nami zajeżdża z obstawą. Najpierw teren sprawdzają funkcjonariusze z ochrony, potem pojawia się on, w kamizelce kuloodpornej. Jest upał, więc poci się niemiłosiernie. Chwilami odnosimy wrażenie, że to swoista inscenizacja Biura Spraw Wewnętrznych.

 

Policyjna ochrona nie odpuszcza pana na krok. Dlaczego jest pan tak chroniony?

 

Za moją głowę wyznaczono nagrodę. Oprócz tego, cały czas wychodzą na jaw nowe informacje. Niestety, wychodzą z CBŚ (Centralne Biuro Śledcze – red.), z KGP (Komenda Główna Policji – red.) i prokuratury…. Dlatego ochrona jest wzmocniona. Obawiam się już wszystkiego. Boję się sam chodzić. Największe zagrożenie odczuwam właśnie ze strony organów ścigania. Zanim się z panami spotkałem, wielokrotnie interweniowałem w wielu instytucjach. Przestępstwa popełniają prokuratorzy z prokuratury okręgowej w Poznaniu, Od nich przeciekały informacje. W zarzutach mam m.in. korumpowanie osób związanych z wymiarem sprawiedliwości, na podstawie moich zeznań aresztowano funkcjonariuszy.

 

Zagrożony jest pan przez funkcjonariuszy?

 

Przez funkcjonariusza poznańskiego CBŚ KGP, objętego w tej chwili śledztwem. (tu pada nazwisko – red.)

 

Nadal pracuje?

 

Oczywiście. Ma się świetnie. Dziwnym zbiegiem okoliczności prowadził te same sprawy, z tą samą panią prokurator, która je potem umarzała (tu znowu pada nazwisko- red.). W 1998 albo 1999 roku miało miejsce porwanie mojego przyjaciela, Z. Wtedy wyciszono sprawę. Chodziło o duży przemyt papierosów. Jego ojciec był prezesem banku. Doszło do uprowadzenia i zabójstwa. Tę sprawę prowadziła pani prokurator (pada nazwisko), umorzyła ją. W międzyczasie wypływa taśma. Jeden ze świadków chciał zostać świadkiem incognito, poszedł do poznańskich policjantów i zaczął opowiadać. Przesłuchanie było nagrywane. I przestępcy to nagranie otrzymali. Nie pamiętam za ile kupili taśmę… za tysiąc euro lub marek…?

 

Przestępcy?

 

Przestępcy w Poznaniu do dzisiaj mają niesamowite wpływy. Funkcjonariuszem przewijającym się we wszystkich sprawach jest… (pada nazwisko).  On i pani prokurator dziwnymi zbiegami okoliczności, w które już przestałem wierzyć, będą się zawsze przewijać.

Potem była sprawa zabójstwa w dyskotece Bluenote. Znowu prowadziła ją ta sama pani prokurator. Umorzenie. Przestępca, który jest za to zabójstwo odpowiedzialny, Andrzej K., ma bardzo mocną grupę w Poznaniu. Nietykalny człowiek. Złożyłem zeznania, postepowanie wznowiono, dowiedzieli się o tym przestępcy. Następna sprawa – zabójstwo na ulicy Zamkowej.  Zamieszany jest w nie człowiek o pseudonimie „Makowiec”. Cała jego rodzina siedzi przez moje zeznania. Teraz wyszła na wolność jego żona i poszła fama na mieście, że płaci 100 tys. euro za każdą informację na mój temat.

 

Co z tą Zamkową?

 

To zabójstwo z Zamkowej również umorzono. Decyzję znowu podjęła ta sama pani prokurator. I znowu przewija się w niej ten sam funkcjonariusz.

 

Skąd pan o tych wszystkich sprawach wie?

 

Ja w tamtym okresie prowadziłem różne interesy. Skończyłem studia, nostryfikowałem dyplom w Stanach i wróciłem do Poznania. Prowadziłem knajpę, dyskotekę. Zacząłem mieć, niestety, kontakty z osobami ze świata przestępczego. W 2002 lub 2003 roku otrzymałem propozycję zarobienia dość dużych pieniędzy. Wszedłem w ten interes. To była pierwsza rzecz, jaką zrobiłem bezprawnie. Interes się wyp…lił i zaczęła nas szukać policja. Szybko wyłożyłem 200 tys. złotych i za pośrednictwem dwóch adwokatów skorumpowałem dwóch funkcjonariuszy policji, którzy prowadzili sprawę. Wszyscy zostali aresztowani, ja jedyny odpowiadałem z wolnej stopy. Ale ukrywając się, mimo że ciągle prowadziłem restaurację, dyskotekę, parkingi strzeżone, nie miałem dostępu do gotówki. Pojechałem do faceta o pseudonimie „Mydełko”, pożyczyłem od niego 40 tys. złotych, na 20 procent tygodniowo. Pożyczyłem, bo miałem dom i wiedziałem, że jak wyjdę z tarapatów, to go od razu sprzedam. A tu okazało się, że dom został zabezpieczony do sprawy, w której byłem poszukiwany. Sprawa gospodarcza, wyłudzenie 6 czy 7 mln złotych….

Pojechałem kolejny raz do „Mydełka”, z człowiekiem, który mi go polecił.  – Słuchaj – mówię mu – W tej chwili nie mogę sprzedać domu. Owszem, pożyczyłem, dług to świętość. Mam prośbę. Przełóżmy odsetki, i tak zarobiony będziesz. Wtedy zostałem po raz pierwszy pobity. Miałem płacić co miesiąc. Zacząłem spieniężać różne rzeczy, sprzedawać zegarki, a dług cały czas narastał. I „Mydełko” sobie cały czas doliczał; osiem tysięcy, jeśli mu nie przywiozłem odpowiedniej kwoty, cztery tysiące, itd. Kwota stała się horrendalnie wysoka. Przyjechałem spłacić całość, okazało się, że starczyło tylko na część odsetek. Przestałem płacić dzierżawy za parkingi, żeby mu wozić pieniądze, jak idiota. Myślałem, że frajerstwem jest pójście na policję, a powinienem to zrobić. Pożyczałem od rodziny, żeby mu oddawać. A tymczasem po Poznaniu poszła fama, że pojawił się dobry płatnik, „łoch”, że wystarczy pożyczyć mu parę złotych i dać mu łupnia, żeby przyniósł dług z odsetkami i że przede wszystkim, nie pójdzie na policję. Cały czas płaciłem jak idiota. W końcu zgłosiłem się do innej osoby, do Tomasza P. (tu pada nazwisko- red.), skazanego obecnie na 15 lat więzienia za porwanie biznesmena.

 

Zapala kolejnego papierosa. Popija wodą, pochyla głowę, żeby pokazać bliznę na czole.

 

Tomasz P. i Marcin P. zrobili mi ten skalp. P. jest synem Jana P., człowieka związanego z „Solidarnością”. Przyjaciel byłego szefa gabinetu prezydenta. Jest także przyjacielem mojego niedoszłego teścia (tu pada nazwisko), prezesa (wymienia nazwę dużego przedsiębiorstwa farmaceutycznego). Ten z kolei... (padają kolejne nazwiska). Teść miał czerwonych przyjaciół, a Jan solidarnościowych. Polecili mi P., jako tego, który może mi pożyczyć pieniądze na spłatę „Mydełka”.

 

 


Straciłem męstwo, honor, czułem się jak gówno


 

Policyjni ochroniarze siedzą przy stoliku obok. Nie spuszczają z nas wzroku.

 

Więc pojawia się w moim życiu kolejny człowiek, P. Pożyczam od niego i jadę do „Mydełka”. Ten mówi, że to za mało, rzuca abstrakcyjne kwoty. Przyjeżdżam do niego samochodem narzeczonej, Alfa Romeo. W sprawę jest już zaangażowana cała moja rodzina. Pożyczam od jednych, by oddać drugim. Wpadam w spiralę długów. P. mnie uprowadza. Zapraszają mnie do knajpy, pod pozorem omówienia jakiegoś interesu. Wywlekają mnie z niej, a potem… Byłem związany streczem. Opluwany. Rażony prądem. Oddawali na mnie mocz. Strzelali do mnie z trasera. W końcu zdjęli mi skalp. Miałem bliznę po wypadku. Uznali, że trzeba ją poprawić i zrobić taką aureolę. I powiedzieli,  że tylko im mam płacić. Po kilkunastu godzinach mnie wypuścili. Pojechałem do „Mydełka”. Ten nieubłagany, żąda kasy, a jego ludzie podcinają mi ucho. To był pokaz mocy: „Płacisz P., płacisz mi”. Byłem wykończony psychicznie i fizycznie. Byłem zmiażdżony finansowo.

 

Od pierwszego uprowadzenia zacząłem mieć takie stany lękowe, że nie wyrabiałem. Chciałem pożyczyć pieniądze od ojca, żeby spłacić „Mydełko”. Ojciec stwierdził, że to bez sensu, że powinienem iść na policję. Zorganizował mi spotkanie z wujkiem, policjantem. Ten skierował mnie do CBŚ. Ponieważ trafiłem tam z polecenia, nic z tego, co opowiadam, nie jest notowane. Proszę, żeby nie było nic na protokół. Płaczę. Straciłem męstwo, honor, czułem się jak gówno. Policjant, I., stwierdził to jest sprawa jak z filmu „Dług”.  Ale ja nie jestem w stanie odrąbać głów tym facetom. Jestem normalnym człowiekiem, który pobłądził, wpiep…ył się w bagno. Jest początek 2006 roku.  Facet obiecuje, że zastanowi się co z tym zrobić.

 

Dwa dni później mam spotkanie z „Mydełkiem” w hotelu Mercury. Nie boję się, bo hotel jest przecież monitorowany. Towarzyszy mi też jedna osoba. Na tym spotkaniu, „Mydełko” do mnie mówi: – Zachciało ci się filmu „Dług”, to, kurwa, będziesz miał film „Dług”. Wywożą mnie z hotelu. I dostaję naprawdę taki wpie…l, że ledwo mogę chodzić. „Mydełko” mówi tylko: – CBŚ, prokuratura, możesz sobie iść, gdzie chcesz.

 

Po tym wszystkim, po uprowadzeniu z hotelu i skatowaniu mnie, zadzwoniłem do matki, żeby powiedziała wujowi policjantowi, że ten funkcjonariusz CBŚ, do którego mnie skierował, powiadomił wszystkich przestępców, o których mu mówiłem. Nie wiem, jak się obronić, jestem za słaby. Poszedłem na policję, i nie dostałem żadnej pomocy. Więc postanawiam zgłosić się do szefa innej zorganizowanej grupy przestępczej, do L. L. to stara gwardia poznańska, powiązana z grupą pruszkowską i znajomy „Oczki”, jeśli chodzi o sprawy szczecińskie. Jedna z mocniejszych osób w Polsce. Teraz siedzi, po moich zeznaniach. Jadę do niego, pytam: – Jasiu, co mam robić? On na to: – Pomogę ci, znam „Mydełka”, znam P. …

 

Tomasz M. Nie ukrywa emocji.

 

Tak mi, kurwa, pomógł, że regularnie, co jakiś czas, co 2-3 miesiące, byłem obijany. Robiono to, żebym do niego dzwonił. On wtedy od ręki załatwiał kwotę 10 czy 30 tys. zł, żeby odroczyć, prolongować moje długi u innych. W tym czasie doszło jeszcze do dwóch uprowadzeń, z czego jedno P. zlecił już z więzienia…. Ja, człowiek władający perfect dwoma językami, mogący się ulokować w Stanach, aby się ratować, wszedłem nagle w struktury przestępcze i zacząłem popełniać przestępstwa na wielomilionowe kwoty.

 

 


Ktoś z CBŚ musiał dać przeciek


 

W maju 2008 roku zostałem aresztowany. Po dwóch czy trzech tygodniach na widzenie do aresztu przyszedł ojciec i pyta, jak się czuję? Odpowiadam, że odpoczywam. W czerwcu przyszli funkcjonariusze CBŚ: L., D. i A. Rozpoznałem wśród nich tego pierwszego funkcjonariusza, do którego poszedłem skierowany przez wuja, z prośbą o pomoc. Na dzień dobry powiedziałem mu, co o nim myślę, co zrobił. Na co on zaczął przysięgać, że przeciek poszedł nie od niego, tylko z innej komendy, do której wysłał teleks. Zapytałem się, czemu nie złożył informacji do BSW?

 

A. z L. wyciągają dokumenty i mówią: – My wiem, co się działo z twoim życiem przez ostatnie  6-7 lat. O uprowadzeniach, o tym, że płaciłeś, wiemy wszystko. Mamy zabezpieczone podsłuchy telefoniczne.  Mam kserokopie dokumentów (podaje nam). Wiedzieli także, że zlecono moje zabójstwo. Miałem wyłudzić kredyt na 1,8 mln zł. I to miała być ostatnia rzecz, jaką miałem zrobić. Z czasem zorientowałem się, że ci z CBŚ przyszli do mnie tylko po to, żeby mieć kontrolę nad sprawą. Jedynym, który im przeszkadzał, był A. Poszedł na emeryturę.

 

Dowiedziałem się potem nieoficjalnie, że odchodząc przyznał, że dostał ultimatum, że ma się odpier…ić od mojej sprawy. On zaczął jeździć do Warszawy. Mówili mi wtedy, że w prokuraturze dostanę nadzwyczajne złagodzenie kary za zeznania.

 

Wróciłem do celi. Potem dowiedziałem się, to wynika z tych podsłuchów, co pan widzi (pokazuje dokumenty), że zaraz po ich wyjściu R. zadzwonił i powiedział, że daję na nich tyle, że jeszcze nie na papier. I dodał, że wiedzą to od wysokiego blondyna. Ktoś z CBŚ musiał dać przeciek, prawda? L. jest wysokim blondynem.

 

W lipcu znowu przyszedł na widzenie ojciec i pyta „co mi odpierdala”. Ojciec jest hazardzistą, Przyszli do niego i powiedzieli, że nadaję na P. i na „Mydełko”. Już wtedy – w czerwcu, lipcu, sierpniu – wypływały informacje, co  i na kogo mówiłem. Niby przez przypadek, na korytarzu w areszcie spotkałem P. Wkrótce potem dowiedziałem się o próbie otrucia mnie, zleconym przez P. W listopadzie przychodzi do mnie fryzjer żeby mnie obciąć. Ten fryzjer siedział z P. na jednej celi. Wchodzi ze mną do toalety, wcześniej prosi by podgłośnić telewizor, przykłada mi nożyczki do szyi. Mówi, że jeśli nie przestanę zeznawać, to mnie zabije. – To jest twoja ostatnia szansa – przekazuje wiadomość od P. Mam wszystko powycofywać.

 

Skąd wiedział? Żaden z nich nie był wtedy przesłuchiwany w tej sprawie.

 

Jednak z kimś się pan dogadał na współpracę?

 

Zgłosił się do mnie komendant Biura Spraw Wewnętrznych Policji i zaproponował mi podjęcie współpracy. Zdecydowałem się. Dopiero jak przejęło mnie KGP BSW, zacząłem być naprawdę chroniony. Trafiłem do jednoosobowej celi, nikt mnie nie widział. Co trzy miesiące przewożono mnie do innego aresztu.

 

 


Połowa adwokatów w Poznaniu nie chce mnie bronić


 

Wkrótce wychodzi pan na wolność.

 

Tak, ale w międzyczasie pojawia się drugi wątek. Robiono wszystko bym nie wyszedł. I robią wszystko, żebym znowu trafił za kratki. Między innymi, wyciągnęli że skorumpowałem jednego z szefów prokuratury rejonowej. Jak mnie aresztowali, wysłałem do niego adwokata, aby zapytał, na jaką pomoc mogę liczyć ze strony prokuratury. Otrzymałem odpowiedź, że mam radzić sobie sam. Proszę sobie wyobrazić, że prokuratura przesłała mi w ciągu kilku miesięcy dwanaście aktów oskarżenia. Plan był taki, żeby zrobić mi jak najwięcej wyroków, żeby podupadła moja wiarygodność. Dlatego nie połączyli żadnych spraw. No więc jeżdżę z tymi antyterrorystami po sądach.

 

Co na to prokuratura, z którą pan współpracuje?

 

Rozmawiam z nimi, mówię im, że jak dostanę tych dwanaście wyroków, to oberwę 16 lat więzienia. Więc oni zaczęli wysyłać pisma do sądów, że współpracuję. Wszystkie inne prokuratury przychylają się do tego, żebym skorzystał z 60-tki (art. kodeksu karnego – red.), tylko nie Grunwald (prokuratura w Poznaniu – red.). Sądy piszą, że nie mogą zrozumieć postępowania prokuratury Grunwald-Jeżyce, że nie dość, że nie występuje o 60-tkę dla mnie, to jeszcze, kiedy ją dostaję, oni składają apelację od wyroku.

 

Co teraz się z panem dzieje?

 

Umarzają postępowania. Moją sprawą zajmuje się Zielona Góra, podległa prokuraturze apelacyjnej w Poznaniu, tej, gdzie jest ta pani prokurator K., która z funkcjonariuszem L. … Opowiadałem wcześniej.

 

Sprawę moich uprowadzeń ma wznawiać pani prokurator, która siedzi dwa pokoje obok prokurator skarżącej mnie w sprawie z 2001 roku, z tej samej prokuratury okręgowej. W czasie przesłuchań mówiła, że jest w niezręcznej sytuacji, bo tamta jest jej koleżanką. I że mógłbym przestać mówić na tego Jasia, że on mi pomógł w trzech kredytach. Ona przez 15 lat współpracowała z prokuraturą Grunwald-Jeżyce. Ręce mi opadają.

 

Funkcjonariusz L., za wszelką cenę chce mnie złapać. Zrobi wszystko, zemści się za to, że złożyłem zawiadomienie do prokuratury. Połowa adwokatów w Poznaniu nie chce mnie bronić, bo przestępcy zastraszają ich, że przestaną do nich przychodzić. I mówią, że przyp…lą mi tak, żeby mnie wsadzić. A w więzieniu to oni się już mną zajmą.

 

Wspominał pan o taśmie, która ma świadczyć o pana wiarygodności.

 

To było w zeszłym roku. Skontaktowałem się z jednym ze świadków za pośrednictwem Skype’a i nagrałem rozmowę. Zapytałem, czemu na policji nie powiedział jak było naprawdę. On przyznał, że zadzwonili do niego i straszyli.  – Tomek, przecież wiesz, że miasto huczy, że CBŚ jest skorumpowane, L. wszystko pier..li – mówi mi. Mój rozmówca na taśmie potwierdza wszystko. Mówi, że może zeznać tylko incognito, bo inaczej go odstrzelą.

 

Tego nagrania nie chciałem wykorzystać. Napisałem pismo do szefa prokuratury okręgowej w Poznaniu, że jestem w posiadaniu taśmy, której nie chcę dołączać do akt, bo może to zagrażać życiu świadka. Siada L. i pani prokurator K. Puszczam taśmę. Nagranie trwa 40 minut. Nie ma protokołu jego odsłuchania w aktach sprawy. Ten człowiek nie zezna, bo się boi. Pani prokurator postanawia go wezwać, ale on akurat przechodzi chemioterapię. Nie może się stawić. Dzwonię później do prokuratury, czy dotarł. Okazuje się, że prokurator już umorzyła sprawę. Stwierdziła, że nie będzie czekała na jakiegoś świadka, bo to nie jest papież. – Teraz to sobie możesz sam zrobić akt oskarżenia – mówi do mnie. Więc w grudniu zeszłego roku pojechałem do prokuratury generalnej i złożyłem zawiadomienie. Prokurator w Zielonej Górze zdziwiony. Ta nieszczęsna taśma… Została zabezpieczona, zrobiono stenogram, wezwano mojego rozmówcę. Nie ma już szans na świadka incognito. Jestem bezradny. Nie wiem, mam dokonać teraz samospalenia w prokuraturze?

Tagi: mafia, poznań, policja, prokuratura, wymiar sprawiedliwości

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone