28 Marca 2016

Prawo i Bezprawie
DSC1301.jpg
autor: Sylwester Latkowski

Spiski i zwroty akcji w sprawie Kotlińskiego

  • Roman-Kotlinski-fakty-i-mity-palikot.jpg Warszawa, 05.02.2014. Redaktor naczelny tygodnika

W sprawie Romana Kotlińskiego, byłego posła Twojego Ruchu i redaktora naczelnego „Faktów i Mitów”, nic nie wygląda tak, jak być powinno. Przez długi czas prokuratura traktowała go jak poszkodowanego i nagle zmieniła zdanie. Osadziła w areszcie jednego z ważniejszych świadków oskarżenia, Adama Bukowskiego (imię i nazwisko zmienione), którego po 9 miesiącach wypuściła, a jakiś czas później zatrzymała Kotlińskiego oraz dokonała wejścia do redakcji „Faktów i Mitów”.

 

 

Spiskowa teoria zatrzymania Kotlińskiego

 

Telefon od świadka prokuratury Adama Bukowskiego:

– Słyszał pan wersję, że Kotliński został zatrzymany, bo miał jakieś niewygodne materiały na polityków obecnie rządzących?

– Nie słyszałem. Kto panu to powiedział? - pytam.

– Funkcjonariusz, który zna sprawę.

 

– Na pewno prokuratura inaczej prowadziłaby sprawę, gdyby nie dotyczyło to polityka – słyszę od funkcjonariusza Centralnego Biura Śledczego Policji.

Pytam go o spiskową teorię zatrzymania Kotlińskiego.

– Słyszałem o tym, ale nie znaleziono żadnych kompromitujących materiałów - odpowiada.

 

Główny świadek oskarżenia: Jestem zawodowym oszustem

 

Po moim komentarzu zamieszczonym na Kulisy24.com, dotyczącym wejścia policji do redakcji „Faktów i Mitów”, 16 lutego br. otrzymuję e-mail: „Panie Sylwestrze. W sprawie Romana Kotlińskiego może po prostu prokuratura przestraszyła się tego, co do tej pory zostało, a co nie zostało zrobione. Roman podżegał do zabójstwa. Pozdrawiam”. Dzień później autor maila tak się przedstawia: „Z tej strony Adam Bukowski. To ja byłem osobą, której zlecał zabójstwo żony i windykację pieniędzy od p. C.”.

 

Do spotkania z Adamem Bukowskim dochodzi w jednym z hoteli w Strykowie. Nie ukrywa, że jest zawodowym oszustem. Wyjaśnia dlaczego:

– Po karze więzienia jedni wychodząc zza krat zamykają temat, nigdy do niego nie wracają, a inni funkcjonują w tym wątku. Nie to, że ja chcę, ale nie widzę dla siebie możliwości funkcjonowania w innym społeczeństwie w sposób całkowicie legalny. Po prostu. Pójdę do pracy do kogoś, mało prawdopodobne, że ktoś będzie chciał, żebym pracował u niego. Założyć swojej działalności za bardzo nie mogę. Ze względu na zaległości finansowe wobec komornika. Chciałbym, ale w jaki sposób? Mój ostatni numer też nadaje się do opisania. Przedstawiłem się jako ktoś zupełnie inny. Dali mi sklep, towar, nie sprawdzając tożsamości. W zeszłym tygodniu mnie zatrzymali.  Ale  ja staram się to robić w białych rękawiczkach. Jak nas dowieźli z Turku do Wrześni, wyszło na kradzież. Jak stanąłem przed panią prokurator, to zadałem jej od razu pytanie: Czy pani wie o tym, że Żabka na cały towar, który wydała, wystawiła fakturę? Jeżeli na coś jest faktura, to kto jest właścicielem tego towaru – Żabka czy człowiek? No człowiek, to jak można ukraść to? Czyli przedstawią mi zarzut wyłudzenia.

 

Spotkanie z rzecznikiem Ruchu Palikota

 

Sprawa Kotlińskiego w ogóle by nie zaistniała, gdyby w grudniu 2012 roku Bukowski nie spotkał się z ówczesnym rzecznikiem prasowym klubu Ruchu Palikota, Andrzejem Rozenkiem.

 

– On przyszedł na spotkanie z kimś ze swojej partii. Spotkaliśmy się w Złotych Tarasach w Warszawie. Nie była to rozmowa na zasadzie albo płacicie, albo nie za informację o Kotlińskim. Nie było kwoty, niczego. To nie padło. Doszło do momentu, że powiedziałem: Z sympatii dla Ruchu Palikota pozbądźcie się tego człowieka. Powiedziałem, że dał mi on zlecenie na żonę, że to zlecenie obejmowało także C., wiceministra za rządów Millera. Rozmowa skończyła się tak, że towarzyszący Rozenkowi mężczyzna powiedział: Wszyscy mają jakiegoś trupa w szafie, ale że aż takiego...

 

Andrzej Rozenek potwierdza, że miało miejsce takie spotkanie. – Przyszedł z informacją,  że Roman Kotliński (wówczas poseł Ruchu Palikota – red.) chce zabić żonę. Zapytany o to Kotliński tłumaczył, że po pijaku rzeczywiście groził, że coś jej zrobi. Są w ostrym sporze z żoną, kłócą się o majątek.

Rozenek po spotkaniu skontaktował się z wiceszefem Komendy Głównej Policji, Mirosławem Szloserem, zgłaszając sprawę.

– Dwa lata sprawa czekała i nagle ożyła – usłyszałem zdziwienie Rozenka.

 

Kotliński składa wniosek o ściganie

 

Roman Kotliński zdał sobie sprawę, że nie da się zamieść pod dywan problemu, i 4 stycznia 2013 złożył przed prokuratorem wyjaśnienia i wniosek o ściganie Adama Bukowskiego. Prokuratorowi tak przedstawił przebieg wydarzeń:

 

„Wiosną 2012 r. spotkałem przypadkiem pod Manufakturą w Łodzi kolegę sprzed dwudziestu paru lat. Jestem byłym księdzem i razem studiowaliśmy w seminarium duchownym. Wymieniliśmy się komórkami. Ja byłem wtedy po rozwodzie z żoną i nie miałem raczej przyjaciół, wiec zbliżyłem się do niego. On zdzwonił do mnie pierwszy i powiedział, że ma interes do zrobienia i czy mogę mu pomóc”.

 

Interes nie wypalił. Kotliński z Bukowskim dalej się spotykali w redakcji „Faktów i Mitów” oraz w jego domu.

 

„W trakcie tych spotkań opowiadaliśmy o swoich rodzinach, pokazaliśmy sobie zdjęcia rodzin i dzieci. Mieliśmy wspólny temat, bo obaj byliśmy po rozwodach. Po jakimś czasie on powiedział, że leci w interesach do Kanady i poprosił mnie o adres mojej żony, aby ją odwiedzić. Ona przebywa w Kanadzie z dziećmi, a ja nie widziałem w tym nic zdrożnego. Nie pamiętam, bo to było po alkoholu, czy mu dawałem zdjęcie żony, żeby ją poznał, czy on robił zdjęcie. Po jego powrocie z Kanady spotkaliśmy się jeszcze z raz czy dwa i w końcu powiedział, że jak mam problemy  z żoną, to »może ja załatwić lub że zna kogoś, kto może to zrobić«. Ja zaniemówiłem, wręcz oniemiałem. On zaczął się reklamować, że teraz prowadzi interesy, ale siedział też kilkanaście lat w więzieniu, uczestniczył w dwóch zabójstwach i może to profesjonalnie zrobić za kwotę 250 tys. złotych. Rozmowa odbyła się w moim domu w lipcu albo sierpniu 2012 roku. Ja wyrzuciłem go z domu, on mnie później przepraszał, dzwonił, że to było po alkoholu. Ja miałem jeszcze dłużnika, który jest mi winien dużą kwotę i wcześniej mu, w maju 2012 r., o tym wspominałem, i on zadeklarował, że może z tym człowiekiem pogadać, bo zna kogoś, kto ma firmę, która ściąga długi. To było już po tej propozycji o »załatwieniu« mojej żony, on mnie przepraszał wielokrotnie i mówił, że to był z jego strony głupi żart i ja mu uwierzyłem. Po jakimś czasie (na początku września 2012 r.) przesłał mi na skrzynkę mailową (sejmową – red.) żądanie wpłaty pieniędzy za to, że on nie zezna na policji, że ja mu zleciłem zabójstwo żony, bo on ma na to dowody”.

 

Prokuratorowi zawile tłumaczył, dlaczego od razu nie poszedł ze sprawą szantażu na policję, więcej – nadal spotykał się z Bukowskim:

 

„Dodaję, że jak dałem mu adres do żony, to dałem mu też list polecający do żony. Jak wytrzeźwiałem, to stwierdziłem, że to nie był dobry pomysł i nie mówiłem o tym żonie. Ona nie miała w ogóle wiedzy, że on pojawi się w Kanadzie u niej i tam też się w ogóle nie pojawił, ale musiał być przed domem, skoro zrobił zdjęcia. Ja byłem wstrząśnięty tym wszystkim (…). Ja jestem posłem Ruchu Palikota, który jest pod obstrzałem, były ataki medialne na mojego szefa i na mnie. Ja chciałem uniknąć tego odium, które spadłoby na moją partię i na mnie i chciałem mu to wszystko wyperswadować”.

 

Wspólnik Bukowskiego

 

Prokuratura uwierzyła w wersję Romana Kotlińskiego i 8 stycznia 2013 r. wszczęła śledztwo wobec Bukowskiego. Okazało się, że ten do pomocy w zabójstwie dobrał swojego znajomego. Potem razem z nim, według prokuratury, mieli szantażować byłego posła Ruchu Palikota. Zabezpieczono m.in. SMS-y z żądaniem wypłacenia przez Kotlińskiego kwoty 100 tysięcy złotych.

 

5 czerwca 2014 roku postawiono wspólnikowi Bukowskiego zarzuty, ten przyznał się do popełnienia przestępstwa. Miał on spotkać się z Bukowskim w październiku 2012 r. w Gdańsku i od niego usłyszał, że Kotliński zlecił mu dokonanie zabójstwa swojej żony. Bukowski miał dwa pomysły na wykonanie zlecenia – upozorowanie wypadku samochodowego lub zabicie z broni palnej. Zajomy mu odmówił. Przyznał się jednak do tego, że zgodził się na wzięcie udziału w wyłudzeniu od Kotlińskiego pieniędzy. Bukowski miał mu wyjawić, że już dostał zaliczkę „na zlecenie” od Kotlińskiego w wysokości 50 tys. złotych, na  koszty.

 

Zatrzymanie i 9 miesięcy w areszcie

 

Zatrzymanie Adama Bukowskiego nastąpiło 25 września 2014 roku. Bukowski zaprzeczył, by kiedykolwiek kogoś namawiał do dokonania zabójstwa żony Kotlińskiego. Owszem, rozmawiał ze swoim wspólnikiem, że poseł Ruchu Palikota namawiał go do dokonania tego czynu i że ma na to dowody. Zaprzeczył, by w porozumieniu ze wspólnikiem szantażował Kotlińskiego. Trafił na dziewięć miesięcy do aresztu.

 

Panie prokuratorze, ile pan wziął od Kotlińskiego?

 

– Czemu pan tak chce dopaść Kotlińskiego? –pytam Bukowskiego.

– Nie tyle Kotlińskiego, bardziej prokuratora.

Bukowski zarzuca prokuraturze, że ta prowadziła sprawę na korzyść Kotlińskiego.

– Wprost rzucałem: Panie prokuratorze, ile pan wziął od Kotlińskiego? Wyobraża pan sobie takie coś, że w czerwcu zeszłego roku wychodzę na wolność, a Kotliński sprzedaje kamienicę. O zatrzymaniu Kotlińskiego dowiedziałem się od byłego posła. Zadzwonił do mnie. Stary komunista, który był podwładnym Kwaśniewskiego.

 

Wersja Bukowskiego

 

Bukowski przedstawia swoją wersje i podpiera się przyniesionymi ze sobą zeznaniami innych osób pojawiających się w sprawie.

– Nigdy z Kotlińskim nie piłem alkoholu. Raz odebrałem Kotlińskiego, troszeczkę nawianego, po urodzinach Palikota w Warszawie. Odebrałem i jechaliśmy do Łodzi. Ja z nim nigdy nie piłem alkoholu. W jakiś sposób próbuje się teraz tłumaczyć. Spotkałem się z nim w łódzkiej knajpie, mówi do mnie: Wiem, że miałeś znajomych. On wie, że znałem Iwana (zabójca, znany ze sprawy gen. Marka Papały – red.), chłopaków od Zachara (przyjaciel Nikosia, trójmiejski gangster – red.). Czy znalazłbym kogoś – bo ktoś mu szkodzi – żeby coś mu zrobić. Ale o co ci chodzi, Romciu, pytam. On do mnie, że ma ktoś przyjechać do Polski, ma zeznawać przeciwko niemu. Nie wiem, nie dam ci odpowiedzi, ale w dniu jutrzejszym lecę do Trójmiasta. Porozmawiam. Spotkaliśmy się znowu, czuję, że mogę na tym zjeść kawałek chlebka, to nie mówię, że nie. To nie było tak, że powiedziałem „tak” i zacząłem realizować plan krok po kroku, czyli pojechałem do Trójmiasta, rozpytywałem, szukałem kogoś. Zaczął mi proponować 20 tys. na pierwsze ruchy. Jak ktoś mi daje pieniądze, no, jestem oszustem, to co, nie wezmę? Przyszedł i to jest na przesłuchaniach, dlaczego ma  u siebie wypłaty, które się pokrywają czasowo z przekazywanymi mi przez niego pieniędzmi. On mi dał 50 tys. Za zabójstwo chciał dać 2 mln plus ustawić do końca życia, zabezpieczyć mi pracę, no bycia przydupasem takim.

 

O co chodzi z dziennikarzem Cezarym Gmyzem?

 

Pytam Adama Bukowskiego, co w sprawie robi nazwisko dziennikarza Cezarego Gmyza. Ten uśmiecha się i wyjaśnia:

– Kotliński powiedział, że jak ma dojść do spotkania z żoną, to mam się jej przedstawić jako Gmyz. Nazwisko Gmyza miało uwiarygodnić moją osobę przed Kotlińską. Jako Gmyz miałem zadzwonić, że zbieram materiały przeciwko Kotlińskiemu, że jest partia materiałów, która może go posadzić na tyłku. Fizycznie się z nią spotkałem. Zapytałem, czy ona wie, że dał na nią zlecenie. Takie fakty, co do których widać, że babka po prostu siadła. Podałem jej konkretny adres z Kanady, czym jeździ, jak wygląda, jak dzieci, dom. 

 

Zeznania żony Kotlińskiego

 

28 stycznia 2013 r. doszło do przesłuchania żony Kotlińskiego.  „W dniu 1 listopada 2012 przyleciałam do Polski, był to przyjazd związany ze sprawami łączącymi mnie z moim byłym mężem” – relacjonowała prokuratorowi. – „Zależało mi, by zwrócił mi pożyczkę w kwocie 330 tys. złotych, chciałam także uzyskać pieniądze z dywidendy”. W sumie żona Kotlińskiego oczekiwała kwoty 700 tysięcy złotych, a także pragnęła ustalić podział wspólnego majątku.

 

Kotlińska dalej mówiła: „2 listopada 2012 r. dzwoniący do mnie mężczyzna przedstawił się jako Cezary Gmyz, byłam przeświadczona, że rozmawiam z nim. Mówił, że pracuje nad artykułem dotyczącym spółki i potrzebuje weryfikacji swoich wiadomości, że interesuje się kwestiami związanymi z Romanem Kotlińskim. Jak wspomniałam, ostatecznie doszło do spotkania z mężczyzną, ale jak się okazało, nie był to wcale pan Gmyz. Do spotkania doszło w Kłodowie. (…) Mężczyzna zaczął mówić, że mój mąż dał zlecenie dokonania zabójstwa na mnie i że zna on osobę, która została wynajęta przez mojego męża. Z jego słów wynikało, że zamach na mnie był planowany dwukrotnie, raz w Kanadzie, raz w Polsce. Ten pan powiedział, że ten znany mu wykonawca wycofał się z wykonania tego zlecenia, w związku z czym obawia się on teraz, że mój były mąż wynajmie kogoś do zlikwidowania tego niedoszłego wykonawcy. W którymś momencie zapytał mnie, czy w przypadku, gdyby ten wykonawca poszedł na policję i opowiedział o wszystkim, to czy ja złożyłabym zeznania niekorzystne dla mojego byłego męża. Powiedziałam temu mężczyźnie, że nie wierzę, żeby mąż zlecił zabójstwo na mnie, bo nie widzę ku temu żadnego powodu, a on wtedy powiedział, że motywem tego zlecenia są pieniądze. Ja powiedziałam mu wtedy, że my już teraz i tak mamy rozdzielność majątkową. W pewnym momencie ten mężczyzna podał mi chusteczki, chociaż ja nie płakałam i w mojej ocenie nie działo się nic, co uzasadniałoby konieczność podania mi chusteczki, już po wszystkim odebrałam ten gest jako pewnego rodzaju odegranie przez niego sceny przed ewentualnymi obserwatorami, ze ja płaczę. Po tej rozmowie poszłam do domu moich kuzynów i opowiedziałam im, czego dowiedziałam się od tego mężczyzny. Zaatakowałam e-mailami, telefonami i SMS-ami mojego męża i zarzuciłam mu, jak mógł planować zabójstwo matki swojego dziecka, i zażądałam wyjaśnień. On zaprzeczył, żeby cokolwiek takiego miało miejsce. W tym momencie nie wiedziałam, w co mam wierzyć, z jednej strony trudno było uwierzyć w to, że mógł planować zamach na mnie, z drugiej strony nie byłam w stanie uwierzyć wyjaśnieniom mojego byłego męża. Po pierwszych rozmowach z mężem próbowałam się dodzwonić do pana Bukowskiego, napisałam mu SMS, w którym napisałam, że przypuszczam, kim on jest, chodziło mi o to, że podejrzewałam, ze jest to szantażysta napuszczony przez O. Oprócz tego stwierdziłam, że chyba nie myślał, że się z nim spotkam. W odpowiedzi dostałam SMS-a, z którego wynikało, że on nie jest zainteresowany kontynuowaniem rozmów ze mną”.

 

Kotliński potem spotkał się z żoną i nadal zaprzeczał, że wydał zlecenie na nią, że jest to intryga uknuta przez O., z którym jest w sporze finansowym. W jednym z e-maili opisał swój związek z Bukowskim. Nie wszystko jednak żonie pasowało, wyjaśniała: „Mąż napisał mi też, że ten jego kolega wybierał się do Kanady w interesach i wtedy mąż pomyślał, że mógłby on znaleźć dla niego jakiś dobry i niedrogi samochód. Mąż powiedział też, że dał temu mężczyźnie list polecający do mnie, w którym prosił mnie o udzielenie pomocy temu mężczyźnie, jeżeli by jej potrzebował.  Mnie zdziwiło, że zamiast zwrócić się o pomoc do mnie i mojego syna, prosi kolegę i daje mu list polecający. Nie uzyskałam konkretnej informacji, dlaczego mąż postanowił załatwić tę sprawę za pośrednictwem swego kolegi oprócz tego, że mąż stwierdził, że wręczając temu mężczyźnie list zachował się jak idiota”.

 

Kanada - miejsce wykonania zlecenia

 

– Pierwotnie zlecenie miało zostać wykonane w Kanadzie - mówi Bukowski. - Miało to wyglądać na wypadek. Żeby nie było jakichkolwiek poszlak, że to jakaś jego sprężyna. Coś jej się tam stanie, później nastąpi eksplozja. Co ważne, że dzieciom nie może się nic stać, to faktycznie bardzo mocno akcentował.  Myślę: przelecę się, zwiedzę, Niagara, te sprawy. Życie po prostu. Doleciałem do Kanady, ale nie zostałem tam wpuszczony. Dla służby imigracyjnej było zastanawiające, dlaczego nie wiozłem jednej czy drugiej karty kredytowej, tylko miałem przy sobie 8 tys. dolarów. Nie zostałem wpuszczony.

 

O zeznaniach wspólnika

 

Adam Bukowski tak komentuje zeznania swego kolegi, który przyznał się do winy: – Był człowiekiem, którego uważałem za przyjaciela. Ten człowiek zrobił mi bardzo nieładną rzecz, chcąc wykorzystać to, że wiedział. Człowiek, który uważał się za mojego przyjaciela, robi mi coś takiego. Żeby ratować własną dupę.

 

Ktoś prokuratora mocno nacisnął

 

Adam Bukowski co chwila wraca do działań prokuratury w tej sprawie, wytyka:

– Od 18 czerwca zeszłego roku, kiedy opuściłem areszt, do dnia dzisiejszego nie było jakichkolwiek czynności, żadnych z udziałem mojej osoby. Nic się nie działo. Pani mecenas, która reprezentuje mnie w sprawie, aż za głowę się złapała. Ona w ogóle nie wie, co się dzieje. To zdarzenie, które miało miejsce, ta rewizja w redakcji i zatrzymanie, to jakby z kosmosu coś spadło. Wygląda, jakby ktoś pana prokuratora mocno nacisnął, bardzo mocno.

 

Milion euro 

 

Na co liczy teraz Adam Bukowski? Ktoś od Kotlińskiego skontaktuje się z nim, aby stał się niewiarygodnym świadkiem albo zmienił zeznania. Czeka go badanie psychiatryczne. 
– Jestem po bardzo dobrej szkole, zwłaszcza seminaryjnej, jeśli chcę być chory, to będę – zapewnia.
Za jaką kwotę zmieniłby zeznania? Bukowski rzuca kwotę: milion euro.

 

Na koniec rozmowy Bukowski pyta, czy możliwa jest „jakaś mała gratyfikacja za publikację na wyłączność”.
– Nie płacę – odpowiadam.
– Aha, ja się tylko pytam.

***

Prokuratura w Łodzi odmówiła komentarza.

Tagi: roman kotliński, fakty i mity, ruch palikota, andrzej rozenek, sylwester latkowski

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone