02 Października 2015

Prawo i Bezprawie
DSC1007.jpg
autor: Paulina Socha-Jakubowska

Sąd zwalnia dziennikarzy z tajemnicy. Trafią na 30 dni do aresztu?

  • grand-press-latkowski-majewski-burzynska-bielakowski-nisztor.jpg Sylwester Latkowski, Cezary Bielakowski, Agnieszka Burzyńska, Piotr Nisztor i Michał Majewski, z nagrodą Grand Press

Dziennikarzom, którzy publikowali akta z afery taśmowej, Cezaremu Gmyzowi, Piotrowi Nisztorowi, Wojciechowi Czuchnowskiemu i Sylwestrowi Latkowskiemu, Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi-Północ uchylił tajemnicę dziennikarską. Decyzję podjął sędzia Sądu Rejonowego dla Warszawy Pragi-Północ, Dariusz Leszczyński.

 

 

W postanowieniu z 28 września sąd zwalnia dziennikarzy „w zakresie odpowiedzi na pytania, z jakimi protokołami z prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga śledztwa, zapoznawali się oraz czy nadal posiadają kopie protokołów postępowania”. Zobowiązał ich także do udostępnienia Prokuratorowi Okręgowemu w Płocku dokumentacji „w postaci kopii materiałów z fotokopiami wykonanymi z akt V Ds. 74/14 Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga w Warszawie”.

 

Dodatkowo Sylwester Latkowski, były redaktor naczelny tygodnika „Wprost”, dziś naczelny portalu Kulisy24, ma odpowiedzieć na pytania, „czy artykuły zamieszczone w tygodniku Wprost z 16.03.2015 r. były pracą zbiorową, czy zbiorem indywidualnych publikacji”. Chodzi o to, by wskazał, który dziennikarz odpowiada za którą część tekstu.

 

W uzasadnieniu sąd pisze, że w czasie przesłuchań dziennikarzy, kiedy odmawiali odpowiedzi na te pytania powołując się na tajemnicę dziennikarską, nie sprecyzowano, „czy osoby dostarczając opublikowanych informacji zastrzegły nieujawnienie swoich danych”.

 

„Wymyk sądu”

 

Zdaniem Sylwestra Latkowskiego zapewnienia sądu, że odpowiedź na tak postawione pytania „nie zawiera treści prowadzących do ujawnienia źródła informacji” to wymyk, który w rzeczywistości ma właśnie doprowadzić do informatorów. – To kolejny etap pokazywania przez organy ścigania miejsca dziennikarzom – mówi Latkowski.

 

Nisztor wyjaśnia, że postanowienie dotyczy śledztwa prowadzonego przez prokuraturę okręgową w Płocku w sprawie przecieku z akt afery taśmowej. I że prokurator chce w ten sposób iść na łatwiznę. Sam z decyzją sądu się nie zgadza i zapowiada zażalenie. Jego zdaniem to nic innego, jak uderzenie w niezależność mediów i „próba ataku na największą świętość, jaką dla dziennikarza jest tajemnica dziennikarska”.

 

Dziennikarz „Gazety Wyborczej”, Wojciech Czuchnowski, którego sąd także miał zwolnić z tajemnicy dziennikarskiej, decyzję tę odczytuje jako dziwną i nieskuteczną. – Pamiętam przesłuchania w sprawie afery taśmowej, w czasie których mówiłem, że są okoliczności, np. informacje, kiedy dokładnie i jakie strony akt dostałem, które mogą identyfikować informatora – mówi. Dodaje, że jeśli śledztwo dotyczy ujawnienia informacji, to dziennikarz co do zasady powinien odmawiać odpowiedzi na wszelkie pytania, poza potwierdzeniem autorstwa tekstu, dlatego, że nie ma pewności, co może zidentyfikować źródło.

 

– Jeśli orzeczenie do mnie dotrze i sąd nakaże mi ujawnienie informacji o tym, do jakich stron akt miałem dostęp, w jakich dniach albo godzinach, bez względu na mój szacunek do orzeczeń sądu, odmówię narażając się na konsekwencje. Żyjemy w takich czasach, że coraz mniej ludzi ujawnia fakty niewygodne dla władzy i wielkich korporacji. Dlatego źródła trzeba szczególnie chronić – zauważa.

 

Cezary Gmyz podkreśla, że w tej sprawie nie można uchylić tajemnicy dziennikarskiej, bo tajemnica może być uchylana tylko w przypadku największych przestępstw, czyli np. zamachu na głowę państwa, ataku terrorystycznego czy morderstwa ze szczególnym okrucieństwem. – A tu mówimy o przestępstwie tzw. wnioskowym, czyli śledztwo było wszczęte nie z urzędu, a na wniosek osób poszkodowanych. Jeżeli więc sąd wydał postanowienie, które zwalnia mnie z tajemnicy dziennikarskiej w tej sprawie, oznacza to jego kompromitację – mówi. Gmyz dodaje, że nie chce mu się wierzyć, że sąd nie zna prawa i orzecznictwa w podobnych sprawach.

 

30 dni aresztu

 

Janusz Kaczmarek, były minister spraw wewnętrznych i prokurator krajowy przyznaje, że sytuacje, kiedy sąd uchyla tajemnicę dziennikarską, zdarzają się niezwykle rzadko. – Na pewno to wywoła komentarze, w szczególności prawnicze, pod kątem ochrony informatora i informacji dziennikarskiej oraz prawnej ingerencji w tę zasadę. Jak znam życie, dziennikarze, mimo że będą przesłuchiwani, nie podadzą informacji, bo zdradziliby swoje zasady i w świecie dziennikarskim byliby poniekąd spaleni. A wtedy sąd może się zapętlić, bo będzie chciał prawdopodobnie stosować restrykcje wobec nich, co znowu wywoła lawinę komentarzy – ocenia.

 

Kaczmarek przypomina, że jeżeli dziennikarz nie będzie się stawiał albo będzie się uchylał od złożenia zeznań, sąd będzie mógł zastosować wobec niego karę pieniężną do 10 tysięcy złotych. A jeżeli nadal uporczywie będzie unikał złożenia zeznań – może grozić mu nawet areszt do 30 dni.

 

„Mogą mnie wsadzić. Informatorów nie kapuję” – tak całą sprawę na Twitterze podsumował Cezary Gmyz.

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone