18 Sierpnia 2015

Prawo i Bezprawie
1280x852.jpg
autor: Izabela Smolińska

Nie taki cenny gangster. Czy świadków koronnych wkrótce będziemy oglądać tylko w filmach?

  • Masa-gangster-swiadek-koronny-mafia.jpg Masa - najsłynniejszy polski świadek koronny.

W 2010 roku przybyło ich ośmiu, w 2012 – czterech. Rok temu już tylko jeden. Natomiast w tym roku nie było jeszcze ani jednego. I zdaniem ekspertów tak już pozostanie. Bo czas świadków koronnych po prostu minął.

 

Ten najbardziej znany to oczywiście Masa. Chociaż zawsze występuje z zasłoniętą twarzą, w kominiarce, chyba niemal każdy potrafiłby opisać jego posturę. Bo Masa, czyli Jarosław S., choć jest najmocniej strzeżony, specjalnie się nie chowa, a już na pewno nie unika mediów. Chętnie w nich bywa i co jakiś czas udziela wywiadów, w których opowiada o barwnym życiu Pruszkowa lat dziewięćdziesiątych.

Można powiedzieć, że stał się swoistym celebrytą, co wielu nie bardzo się podoba. To właśnie ten aspekt „korony” wzbudza największe kontrowersje. Przestępcy, którzy zdecydowali się na współpracę z policją i organami ścigania, nie tylko uniknęli kary za to, co robili przez wyznaniem skruchy, ale wręcz jeszcze czerpią z tego korzyści. Masa wydał już kilka tomów swoich opowieści. Każda z książek świetnie się sprzedaje. Wielu prawników przeciwnych instytucji świadka koronnego twierdzi też, że tak naprawdę skruszeni gangsterzy kruszą się tylko na pokaz, bo to pozwala im nadal bezpiecznie funkcjonować w świecie przestępczym.

 

Chodzi o pieniądze

 

Instytucję świadka koronnego wprowadzono w Polsce 18 lat temu, ustawą z 25 czerwca 1997 r. W sumie przez 17 lat od 1998 r. dopuszczono w śledztwach zeznania 111 świadków koronnych. Najwięcej – 23 – zeznawało w 2001 r.

Tych 111 osób wymaga stałej ochrony 24 godziny na dobę. Większość z nich ma bliskich – żony i dzieci. To kolejne 150 osób. Za ich bezpieczeństwo odpowiada Zarząd Ochrony Świadka Koronnego w Centralnym Biurze Śledczym – 200 funkcjonariuszy. Operacja kosztuje podatników około 20 mln zł każdego roku.

– To są ogromne koszty. Zwyczajnie nas na to nie stać – uważa mecenas Piotr Kruszyński. – Taki system może się sprawdzić w Stanach Zjednoczonych, ale nie u nas. Oni mają zupełnie inny system prawa karnego i zupełnie inne pieniądze – dodaje.  W USA pierwsi świadkowie koronni pojawili się już 40 lat temu, a tamtejszy system jest najlepiej dopracowany. Włącznie z tym, że stworzono procedury umożliwiające np. egzekucję należności od świadków koronnych czy fundusz rekompensat dla ofiar ich przestępstw. W Polsce takich rozwiązań nie ma. Mimo to koronni i tak narzekają na niedogodności życia pod kloszem.

 

Królowie życia bez koron

 

Bo mimo że o życiu zaprzysiężonych „koron” krążą legendy – jak choćby ta, że jeden z gangsterów zażyczył sobie willi z basenem, a inny sfinansowania zabiegów upiększających swojej żony – w rzeczywistości nie żyją w takiej bajce.

Z badań przeprowadzonych wśród skruszonych gangsterów przez Zbigniewa Rau wynika, że ponad połowa z nich inaczej wyobrażała sobie swoje postprzestępcze życie. Narzekają na niepewność przyszłości, na ciągnące się latami procesy, na zbyt małą pomoc państwa i niemożność znalezienia pracy. A przede wszystkim na brak pieniędzy, przez co nie mogą wieść życia na poziomie, do którego przywykli, zanim zdecydowali się przystąpić do programu.

Pojawia się więc pytanie – po co do niego weszli? Większość nie miała po prostu innego wyjścia. W tych samych badaniach przyznali, że zmusiła ich do tego sytuacja rodzinna. To z kolei wiązało się zwykle z wyrokami, które wydali na nich współtowarzysze przestępstw – groźbami skrzywdzenia rodziny czy porwania dzieci. Niektórzy twierdzą też, że chcieli skończyć z przestępczym procederem i zacząć od nowa.

W ten ostatni powód jednak sporo osób wątpi. – Byłem zawsze gorącym przeciwnikiem instytucji świadka koronnego, bo to nic innego jak przenoszenie do procesu karnego czynności operacyjnych. Rozumiem, że w ramach czynności operacyjnych stosuje się różne triki. Ale nie powinno się ich dopuszczać na salę sądową. Jest bardzo dużo przykładów kompromitacji śledczych. Wielu świadków też się po postu skompromitowało. Albo mówili brednie wyssane z palca, albo działali jako „koronni” po to, żeby dalej prowadzić działalność przestępczą – mówi Kruszyński.

 

Korona z papieru

 

Ze znacznie mniejszym ryzykiem wiąże się przyznanie tzw. małej korony. Chodzi o artykuł 60 k.k., dający przestępcy, który pójdzie na współpracę z policją, szansę na nadzwyczajne złagodzenie kary. Kluczowe jest tu właśnie, że jest to jedynie szansa – nie gwarancja – więc decyzja każdorazowo leży po stronie prokuratury.

Z tego powodu „mały koronny” wzbudza mniejsze kontrowersje. Przestępca nie dostaje praw i przywilejów w zamian za zeznania o łamaniu prawa przez siebie i kolegów, jak w przypadku pełnej korony. To niejednokrotnie wzbudzało sprzeciw, jako że godzi w jedną z podstawowych zasad poczucia sprawiedliwości społecznej, którą jest odpłata i zadośćuczynienie za popełnione winy.

Mały świadek koronny jest wreszcie bardziej opłacalny dla państwa, ponieważ jest zwyczajnie tańszy. To również z tego względu coraz chętniej przyznaje się „„sześćdziesiątkę” w miejsce popularniej dawniej „korony”.

 

Pokerowy blef

 

Zdaniem niektórych, mały świadek koronny jest też korzystniejszy dla samego przestępcy, bo procedura jego przyznawania nie przewiduje np. zlustrowania majątku kandydata, z czym mamy do czynienia w procesie weryfikowania na pełną koronę. Ponadto, wedle przepisów, gangster musi poinformować policję o przestępstwach, o których ta jeszcze nie wie. Ale nigdzie nie pada stwierdzenie, że o wszystkich.

Czy to znaczy, że mały koronny pozwala gangsterom stać okrakiem, jedną nogą na polu policji, drugą ciągle w świecie przestępczym? Zdaniem mecenasa Kruszyńskiego, to bzdura.  – To właśnie duży koronny na to pozwalał. Gangster mówił, co chciał i ile chciał, a sądy i prokuratura przyjmowały to bez zastanowienia. W latach 90. i  na przełomie XX i XXI wieku traktowało się zeznania świadka koronnego niemal jak ewangelię. Prokuratorzy i sądy podchodzili do tej instytucji bardzo bezkrytycznie - uważa.

Czy rzeczywiście było aż tak źle? Trudno powiedzieć. Wielokrotnie podważano wiarygodność zeznań nawróconych gangsterów. Wielokrotnie jednak rzeczywiście, tylko na ich podstawie, wydawano wyroki skazujące. Nawet jeśli wiarygodność zeznających, jak choćby w przypadku Masy, była – delikatnie mówiąc – wątpliwa.

Zaznaczyć trzeba, że wielu koronnych to bardzo przebiegli i bardzo inteligentni gracze. Nie raz grający na dwa fronty, przez lata trzymający w ryzach przestępcze grupy, korumpujący policję, prokuraturę, sądy i władze.

Z materiału Prokuratury Generalnej wynika, że w latach 2006–2012, po wejściu w życie nowelizacji ustawy o świadku koronnym, prokuratorzy nie dopuścili dowodu z zeznań świadka koronnego wobec 34 podejrzanych. Za każdym razem pojawiały się istotne zastrzeżenia w trakcie procedury kandydackiej, takie jak kierowanie przez podejrzanego zorganizowaną grupą przestępczą, uczestnictwo w zabójstwie, odmowa udziału w dalszych czynnościach procesowych, kłamliwość lub ogólnikowość relacji.

 

Gdyby nie koronni, to co?

 

Czy gdyby nie kontrowersyjna ustawa o świadku koronnym, nie udałoby się rozbić przestępczości lat dziewięćdziesiątych?

– Bo ja wiem? – zastanawia się mec. Kruszyński. – Trudno powiedzieć. Tak twierdzą policjanci, bo chcą usprawiedliwić liczbę świadków koronnych powołanych przez te kilkanaście lat. Może i przyczynili się do rozbicia przestępczości zorganizowanej. Ale trzeba tu sobie zadać pytanie o koszty tej ich pomocy. A te były ogromne. Nie tylko finansowe, ale i społeczne – mówi. I dodaje: – Na pewno mały świadek koronny to dużo lepsze rozwiązanie. Nie ma tych wszystkich obwarowań i zbędnych formalności, nie ma tej całej otoczki, nie ma tych kosztów. A funkcjonuje znacznie skuteczniej niż te pseudoukłady i pseudodziałania wokół świadków koronnych.

 

 

 

 

Tagi: świadek koronny, masa, ochrona, koszt, zbigniew rau, piotr kruszyński, izabela smolinska

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone