17 Stycznia 2016

Prawo i Bezprawie
DSC1301.jpg
autor: Sylwester Latkowski

Loranty: Jak z dziennikarza zrobić figuranta i podsłuchiwać

  • Dariusz-Loranty.jpg Dariusz Loranty jest byłym policjantem, nadkomisarzem w stanie spoczynku. Foto: PAP/Andrzej Rybczyński

Komendant główny policji, Zbigniew Maj, oświadczył, że w stosunku do dziennikarzy były prowadzone czynności operacyjne.  Rozmawiamy z Dariuszem Lorantym, byłym policjantem, nadkomisarzem w stanie spoczynku o tym, kogo można inwigilować. W jaki sposób on by zabrał się za podsłuchiwanie dziennikarzy.

 

 

Sylwester Latkowski: Kto to jest figurant?

Dariusz Loranty: To określenie osoby, wobec której stosuje się czynności operacyjne, np. obserwację, jak i gdzie się przemieszcza, kontrolę korespondencji, np. jak i z kim rozmawia, i najważniejsze, o czym. Bardzo rzadko stosuje się „zpo” (zakryty punkt obserwacyjny), czyli ciągłą obserwację jej mieszkania lub miejsc częstego przebywania, pracy, celem ustalenia kontaktów z innymi osobami. Ma to na celu zatrzymanie takiej osoby w trakcie dokonywania przestępstwa, bo „prowadzi się” go od wyjścia do miejsca zdarzenia.

Jak można z X zrobić figuranta?

Nie można zrobić nikogo figurantem. Zawsze to jest osoba, która dokonała przestępstwa i trwa operacyjne zbieranie materiałów uprawdopodobniających jej winę. Znacznie rzadziej określenie to  stosuje się wobec osób, co do których istnieje duże prawdopodobieństwo, że planują dokonać przestępstwa. Ta ostatnia grupa to przestępcy w sposób uzasadniony podejrzani o przynależność do grupy przestępczej, dokonującej przestępstw seryjnie. Najsłynniejszy znany mi osobiście przypadek to tzw. gang obcinaczy palców, gdzie policja powzięła wiarygodne informacje co do faktu istnienia grupy. Wtedy czynności przyczyniły się do zatrzymania groźnych przestępców. Oczywiście, w trakcie tak dużej sprawy kolejne osoby stawały się figurantami, ale wynikało to z dotychczasowych kontaktów tych figurantów, którzy objęci byli kontrolą operacyjną. 

A jak  się robi figuranta z dziennikarza?

Nie robi się z dziennikarzy figurantów, tylko osoby, co do których istnieje uzasadnione podejrzenie dokonania lub możliwego dokonania przestępstwa kryminalnego!!

W świetle ostatnich informacji z dziennikarzy zrobiono figurantów.

Jestem niemile zaskoczony, policja kryminalna powinna zajmować się przestępcami.

Jak to możliwe?

Może przypadkowo dziennikarz zadzwonił do figuranta, więc policja musiała sprawdzić. Z pewnością odstąpiono od obserwacji, po sprawdzeniu, że to kontakt zawodowy dziennikarza. Jeżeli była prowadzona, to bardzo krótko.

Mówimy o miesiącach inwigilacji…

Hm, jeżeli to nieprzypadkowe, to musiały być bardzo, bardzo silne naciski.

Naciski?

Każdy rozsądny i doświadczony policjant wie, że podsłuchiwanie dziennikarzy na okoliczność ich pracy czy ustalania ich źródeł informacji jest zabronione. Aby coś takiego zrobić, naprawdę musiano mieć bardzo zaufaną grupę policjantów i odpowiednio ich zmotywować. Bardzo zmotywować, bo ustawa o policji daje swobodne prawo odmowy wykonania tego typu rozkazów. Taka policyjna klauzula sumienia.

Jak ty, jako komisarz policji, zabrałbyś się za podsłuchiwanie dziennikarzy, wiedząc, że nie możesz pójść do sądu po zatwierdzenie kontroli.

Oczywiście tylko teoretycznie odpowiadam i zastrzegam, że nie wolno tak robić.  Nawet można iść do sądu i otrzymać zatwierdzenie. Najlepszy i najprostszy sposób to powiązanie dziennikarza z jakąś grupą przestępczą; wymaga to trochę przemyślenia i wiedzy o osobach. Dokładnie z jakimś figurantem z rozpracowywanej grupy. Wystarczy, że dziennikarz chodzi na ten sam basen co rzeczywisty figurant. Pisze się notatkę na okoliczność ich spotkań w tym miejscu i dołącza się wykaz betesów (stacji bazowych telefonów komórkowych) i mapę dojazdu na basen. Następnie powiązuje się tego drugiego w ten sam sposób. A że spotkania nie są w te same dni, to w uzasadnieniu się pisze, że celem jest ustalenie faktycznego i rzeczywistego związku pomiędzy nimi.

Papier jest cierpliwy i wszytko można napisać w notatce operacyjnej.

Tak. Bardziej „hartowe” jest pisanie sufitówek, czyli lipnych notatek, „od czapy”, w których należy podać precyzyjnie relacje przestępcze lub związek towarzyski, ewentualnie rodzinny. Ale to jest niebezpieczne, bo piszący policjant się podkłada.  Chyba że jest plecakiem, a naciski to tak naprawdę jego układ z szefostwem, które zapewnia mu ochronę, że nie poniesie konsekwencji dyscyplinarnych. Szczytem sufityzmu i uległości wobec przełożonych jest stworzenie fikcyjnej grupy przestępczej – zakładam, że jest to tylko teoretyczna możliwość. Inaczej jest w służbach specjalnych: tam mają dużo, dużo większe możliwości i w swoich notatkach naprawdę mogą popłynąć.

Jak można kogoś rozpracowywać  operacyjnie, czyli inwigilować, nie pozostawiając śladów?  Przynajmniej prawie ich nie zostawiając?

Praktycznie każda czynność zostawia ślad techniczny, ale tylko służby mają do tego dostęp. Natomiast można unikać śladów w dokumentacji. Gdyby musiano podsłuchiwać grupę dziennikarzy, to pewnie różne osoby notatkami  „od czapy” powiązano by z różnymi teczkami rozpracowań, najlepiej ze sprawami, które szły na „OZ” (ostateczne zakończenie) lub bardzo grubych z powodu licznych figurantów. Skutecznym sposobem na grupę dziennikarzy byłoby  „rozdysponowanie” ich do różnych jednostek policji.

 

 

Tak miano robić z dziennikarzami, niektórych miano włożyć jako NN (nieznane osoby) w śledztwo w Białymstoku w sprawie skinheadów.

Tak od lutego piszą w mediach. Byłby to sposób przykrycia inwigilacji.

Co sądzisz o powołaniu celowej grupy policjantów w KGP, w Biurze Spraw Wewnętrznych, które – przypomnijmy – powinno zajmować się wyłącznie funkcjonariuszami?

Ciągle nie wierzę w istnienie celowej grupy zajmującej się dziennikarzami jako grupą zawodową, ich kontaktami i działaniami publicznymi. To bardzo mało prawdopodobne. Chyba że była to grupa przestępcza planująca dokonać czynu zabronionego. Jednak musiałby to być czyn wymieniony w katalogu określającym, wobec jakich przestępstw można stosować środki kontroli operacyjnej.

Do nas dochodzą jednak inne informacje. – Chcę rozwiać wątpliwości i powiedzieć wyraźnie, że w stosunku do dziennikarzy i ich najbliższych były stosowane formy pracy policji  – powiedział szef policji.  O jakich formach pracy policji myśli?

Formy pracy można stosować zgodnie z katalogiem, ale warunkiem jest zamiar dokonania ciężkiego przestępstwa, może zamachu na prezydenta... Nie potrafię się do tego odnieść, nie mieści się to w moich kategoriach myślowych. Nie znajduję podstawy prawnej i realnej do podjęcia takiej decyzji. Mam nadzieję, że to jakiś skrót myślowy nowego komendanta i postępowanie prowadzone przez prokuratora wyjaśni,  że jej…  nie było.

Tagi: inwigilacja, dziennikarze, policja, rozpracowanie, podsłuchy, bsw, dariusz loranty, sylwester latkowski

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone