23 Listopada 2015

Prawo i Bezprawie
DSC1301.jpg
autor: Sylwester Latkowski

Kogo widziała na miejscu zbrodni żona generała Papały?

  • Malgorzata-Papala.jpg Warszawa, 10.02.2010. Żona Marka Papały - Małorzata i prokurator Elżbieta Grześkowiak odczytująca akt oskarżenia podczas procesu Andrzeja Z. ps. Słowik i Ryszarda Boguckiego, oskarżonych o współudział w zabójstwie b. szefa policji gen. Marka Papały. PAP/Tomasz Gzell

Czy drugi proces w sprawie zabójstwa generała Marka Papały się sypie? Niedawno sąd zdecydował o wypuszczeniu głównego świadka oskarżenia o to zabójstwo, Igora M. ps. Patyk. Co słusznie odebrano jako wotum nieufności wobec zebranych przez prokuraturę dowodów, a zwłaszcza wobec wiarygodności zeznań świadka koronnego, Roberta P.. Dzisiaj Małgorzata Papała, wdowa po zamordowanym 25 czerwca 1998 roku byłym szefie policji, nie rozpoznała Patyka jako mężczyzny, którego widziała uciekającego z miejsca zbrodni”. Jednak prokurator oskarżający Igora M. bagatelizuje brak rozpoznania go przez żonę generała. Żona Papały wcześniej jako uciekającego mężczyznę rozpoznała Ryszarda Boguckiego.

 

 

Przypomnijmy, śledztwo początkowo prowadziła Prokuratura Apelacyjna w Warszawie, która w 2009 roku skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Andrzejowi Z. ps. Słowik i Ryszardowi Boguckiemu. Ku zdumieniu części opinii publicznej, w tym samym roku śledztwo przejęła Prokuratura Apelacyjna w Łodzi. Sprzeciwiała się temu Małgorzata Papała – interweniowała w tej sprawie u prokuratora krajowego Edwarda Zalewskiego. W 2013 roku Sąd Okręgowy w Warszawie uniewinnił Boguckiego i Słowika od zarzutów. Tymczasem w maju br. łódzka prokuratura skierowała do sądu akty oskarżenia przeciwko siedmiu osobom, w tym przeciwko Patykowi.

 

Prokurator Jarosław Szubert, z Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi, oskarżyciel Patyka, wydaje się mieć krytyczny stosunek do zeznań Małgorzaty Papały. Opiera się na analizie jej wszystkich zeznań zebranych przez śledczych w 2008 roku.

 

Zeznania żony komendanta

 

Tuż po zabójstwie, o godzinie 23.15, żona Papały zeznała, że około godziny 21.45 (uwaga, w kolejnych zeznaniach podaje różne czasy, jednak mieszczą się one w przedziale 21.35– 21:50) wyszła z psem na spacer wokół bloku. Postanowiła poczekać na przyjazd męża i teściowej razem z jej wnukami. Gdy była z tyłu bloku, w prześwicie wjazdu na teren osiedla zauważyła zbliżający się samochód męża. Postanowiła podejść na parking i w chwili gdy była już blisko, usłyszała pojedynczy odgłos. Kojarzył się jej z uderzeniem kulką o szybę. Zaczęła się rozglądać i przy krzakach rosnących przy ścieżce pożarowej zobaczyła biegnącego mężczyznę. Odbyło się to bardzo szybko. Mężczyzna był młody, szczupły. Wysoki, ale lekko przygarbiony. Zwróciła uwagę, że miał długie nogi. Ubrania nie zapamiętała. Po chwili ze ścieżki, w którą wbiegł wspomniany mężczyzna, wyłoniła się para młodych ludzi. Kobieta i mężczyzna, obejmowali się i zmierzali w jej kierunku. Szli spokojnie. Żonie generała wydaje się, że kobieta miała na sobie kurtkę dżinsową i spódnicę do kolan. Jasne, średniej długości włosy zakrywające twarz. Oceniła ich wiek na około 30 lat. Oboje byli krępej budowy ciała. Mężczyzna miał na sobie kurtkę lub bezrękawnik, spod którego wystawała brązowa koszula.

 

Małgorzata Papała minęła się z tą parą, nie oglądając się za siebie. Szła po trawniku, minęła może ze dwa samochody i nie zauważyła niczego szczególnego. Kiedy weszła na chodnik, zobaczyła samochód męża.

 

Podczas przesłuchania dwa dni później zeznała, że z domu wyszła o godzinie 21.50 i jest pewna tej godziny, bo spojrzała na zegarek. Uzupełniła, że para, którą minęła tamtej nocy, kobieta i mężczyzna, mieli jasne włosy. Kobieta ponadto miała włosy sięgające poza ucho, podkręcone na lokówce. Mężczyzna ubrany był w koszulę koloru miodowego lub zbliżonego.

 

W czasie wizji lokalnej 30 czerwca 1998 r. zeznała, że mężczyzna miał wzrost ponad 180 cm. Jak słusznie zauważają dzisiejsi śledczy, tamta wizja lokalna była obciążona błędem. Przeprowadzono ją o godzinie 20:55, a nie w porze, kiedy doszło do zabójstwa. Małgorzata Papała widziała mężczyznę i parę około godziny 22:00. I wiemy już, że ten błąd nie był jedyny, jaki popełnili śledczy.

 

Po pięciu minutach zmieniła zdanie

 

8 lutego 2002 roku o godzinie 14.30 okazano Małgorzacie Papale tablicę poglądową z wizerunkiem mężczyzn, w tym Ryszarda Boguckiego. Wdowa na okazanych zdjęciach nie rozpoznała żadnej osoby. Zaznaczyła jednak, że na okazanych zdjęciach jedna z kobiet „robi na mnie wrażenie podobnej do kobiety, którą widziałam idącą wraz z mężczyzną w moim kierunku”. Zdjęcie to oznaczono numerem 9. I dodała: „Po obejrzeniu zdjęć mężczyzn stwierdzam, że owal twarzy tego mężczyzny podobny był do fotografii 4, 24, 3 z tablicy ze zdjęciami 27 osób i tablicy ze zdjęciami nr 1. Mężczyzna ten był niewiele wyższy od tej kobiety, miał 174 do 176 cm wzrostu i był krępej budowy ciała”. Na zdjęciu numer 4 był Bogdan Z., numer 24 Roman P. i jako nr 3 oznaczono zdjęcie Zbigniewa W. Na zdjęciu nr 9 znajdował się wizerunek Joanny D.

 

Ryszard Bogucki był na zdjęciu numer 2, którego wówczas Małgorzata Papała nie wskazała.

 

I w tym miejscu dochodzi do dziwnej sytuacji. Pięć minut później Papałowej okazani zostali przez lustro weneckie mężczyźni. Wskazała na Boguckiego. To jego na parkingu widziała z kobietą. Była tego w 100% pewna. Stwierdziła że miał na sobie niebieską koszulę z podwiniętymi rękawami. Uwaga, wcześniej zeznała, że była koloru miodowego, brązowego. Zwróciła uwagę na jego twarz, choć wcześniej mówiła, że mieli twarze zwrócone do siebie. Więcej, Bogucki miał spojrzeć na nią.

 

Cztery dni później ponownie okazano jej mężczyzn i potwierdziła, że co do rozpoznania nie ma żadnych wątpliwości.

 

ryszard-bogucki.jpgKatowice, 13.08.2015. Ryszard Bogucki podczas rozprawy przed Sądem Apelacyjnym w Katowicach. Sąd zajmuje się odwołaniami od wyroku sądu okręgowego, który kilka miesięcy temu przyznał Ryszardowi Boguckiemu 1,1 mln zł zadośćuczynienia za niesłuszny areszt. Prawnicy Boguckiego żądają 22,5 mln zł, prokuratura - oddalenia roszczeń. Chodzi aresztowanie w związku z zarzutem dotyczącym nakłaniania do zabójstwa gen. Marka Papały, od którego Bogucki został prawomocnie uniewinniony. PAP/Andrzej Grygiel

 

Fatalna sugestia

 

Ktoś jej podpowiedział, skłonił ją do tego? Wszyscy pamiętamy czerwoną kurtkę założoną Edwardowi Mazurowi w czasie okazania, co skrytykował amerykański sędzia oddalający wniosek o jego ekstradycję.

 

Małgorzata Papała do protokołu zeznała, że przed okazaniem nie udzielano jej żadnych wskazówek na ten temat. Tego musimy się trzymać. Choć kilka rzeczy zastanawia.

 

Według niej mężczyzna i kobieta obejmowali się i byli zwróceni do siebie twarzami, a obok niej bliżej przechodził mężczyzna. Jeżeli osoby te były zwrócone do siebie twarzami, a mężczyzna był między nią a towarzyszącą kobietą, to nie mogła widzieć całej jego twarzy. Mogła jedynie zaobserwować jej fragment lub twarz kobiety, bo ta twarz mogła być najlepiej widoczna od strony żony Papały. Zeznała też poprzednio, że oboje byli jasnowłosi. Tymczasem Bogucki ma ciemne włosy.

 

Nie okazano par

 

Tuż po zabójstwie Marka Papały policja opublikowała w mediach apel do osób, które około godziny 21:30 spacerowały w okolicy parkingu przed domem generała. Kilkanaście osób, wśród których z pewnością niektóre odpowiadały rysopisowi pary widzianej przez Małgorzatę Papałę, zgłosiło się na policję. Nigdy tych par nie okazano żonie komendanta.

 

Wbrew lansowanej w mediach przez lata tezie, że para, którą mijała wdowa, musiała być zamieszana w zbrodnię, nowa grupa śledczych uważa inaczej. Przeprowadzono eksperyment, z którego wynika, że nie musieli oni słyszeć krzyku Papałowej ani odgłosu strzału.

 

Być może, gdyby okazano żonie komendanta wspomniane pary, już na samym początku uniemożliwiono by popełnienie kolejnych błędów, takich jak ten z okazaniem Boguckiego.

 

papala-patyk-sad-proces.jpgWarszawa, 04.11.2015. Oskarżony o zabójstwo b. szefa policji gen. Marka Papały Igor M. ps. Patyk w drodze na rozprawę. PAP/Tomasz Gzell

 

Niezrozumiały jest sposób i cel wielokrotnego okazywania Boguckiego

 

Ryszarda Boguckiego już od 2000 roku typowano jako osobę, która ma związek z zabójstwem generała Papały. W 2001 roku we wszystkich mediach: radiu, prasie i telewizji przedstawiano go jako zabójcę Marka Papały. Na to zwracają uwagę analitycy kryminalni w sporządzonej w 2008 r. analizie śledztwa.

 

„Uznając, że Małgorzata Papała jest osobą bardzo zainteresowaną wykryciem sprawcy zabójstwa, mało przekonujące wydaje się stwierdzenie (po trzykrotnym okazaniu Małgorzacie Papale podejrzanego o zabójstwo jej męża Ryszarda Boguckiego), że nigdy wcześniej o nim nie słyszała i go nie widziała”.

 

W protokole z przesłuchania 12 lutego 2002 roku Małgorzata Papała stwierdza: „Zdawałam sobie sprawę, że dla prowadzonego śledztwa są to bardzo ważne osoby i za wszelką cenę starałam się utrwalić sobie i zapamiętać twarz tego mężczyzny”.

Powyższe stwierdzenie zmusza do zadania sobie pytania:

– Jeżeli utrwaliła sobie twarz Boguckiego, to dlaczego dopiero podczas okazania

w 2002 roku go rozpoznaje? W telewizji i prasie były jego zdjęcia. Jeżeli go tak

wiernie zapamiętała, to dlaczego nie zgłosiła się wcześniej z informacją?

 

Niezrozumiały jest sposób i cel wielokrotnego okazywania Ryszarda Boguckiego świadkowi. Taki przebieg kolejno po sobie następujących czynności dowodowych może zostać w łatwy sposób podważony przez ewentualnych obrońców oskarżonych.

 

Analitycy kryminalni  uważają, że zeznania Małgorzaty Papały w kwestii opisu spaceru, miejsca zdarzenia, widzianej pary (kobiety i mężczyzny) są w większości wiarygodne w szczególności w pierwszych składanych przez nią zeznaniach.

 

Natomiast kwestia oceny sposobu przeprowadzenia samego okazania i rozpoznania Ryszarda Boguckiego – jest dalece dyskusyjna. Wydaje się, że fakt rozpoznania Boguckiego przez Małgorzatę Papałę nie powinien być postrzegany jako celowe składanie fałszywych zeznań. Należy zastanowić się nad ewentualnością zasugerowania jej przez szereg informacji prasowych, iż zabójcą jej męża jest Ryszard Bogucki. Małgorzata Papała jest osobą, która – tak przynajmniej założono – powinna być najbardziej zainteresowana wykryciem tej zbrodni. Trudno uwierzyć w to, że nie śledzi na bieżąco wszelkich informacji prasowych i telewizyjnych dotyczących zabójstwa jej męża, tym bardziej że sama o tym wspomina w protokole przesłuchania z 12 lutego 2002 r.: „Widziałam w prasie zdjęcia różnych osób, o których pisano, że są sprawcami zabójstwa męża, ale z tych zdjęć nie kojarzyłam żadnej znanej mi osoby”.

 

 

Kruche dowody

 

„Jest zbrodnia, musi być kara – te słowa pani Małgorzaty Papały (współoskarżającej w procesie) są dla sądu ciężarem – mówił sędzia Paweł Dobosz w uzasadnieniu uniewinniającego wyroku w 2013 roku. – W ocenie sądu wartość niektórych dowodów w tej sprawie została przeceniona. W przypadku innych oskarżyciel nie dostrzegł stopnia ich słabości i nie podjął wystarczających czynności, by usunąć wątpliwości wynikające z ich treści. Następstwem tej sytuacji jest przekonanie oskarżycielki posiłkowej o słuszności oskarżenia, gdy w rzeczywistości dowody w tej sprawie są kruchymi, porozrzucanymi ogniwami, które prokurator jedynie w swoim przekonaniu scalił w mocny łańcuch. Dowody te jednak nie wytrzymały próby weryfikacji na rozprawie głównej”.

 

Czy tym razem kolejny sędzia, Mariusz Iwaszko, nie wygłosi tak samo gorzkich słów? Przyznam, że sprawie Papały przyglądam się od lat i jedno wiem na pewno: każda grupa śledczych popełnia błędy i nikt do końca nie wyjaśnił wszystkich wątków sprawy.

Tagi: generał papała, małgorzata papała, śledztwo, ryszard bogucki, igor m., patyk, proces, sylwester latkowski

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone