02 Lipca 2015

Prawo i Bezprawie
DSC1301.jpg
autor: Sylwester Latkowski

Kim jest były senator Gawronik

  • pap2015020204V.jpg Były senator Aleksander Gawronik podczas konferencji prasowej przed Sądem Okręgowym w Poznaniu. PAP/Jakub Kaczmarczyk

Współpracownik służb PRL i III RP. Jeden z najbogatszych Polaków. Były senator. Prowadził interesy ze znanymi biznesmenami i mafiozami. Obecnie prokuratura oskarża go o podżeganie do zabójstwa dziennikarza Jarosława Ziętary.

 

Noc z 15 na 16 marca 1989 roku, granica polsko-niemiecka w Świecku pod Szczecinem. Minęła północ. Aleksandra Gawronika rozpierało poczucie dumy. Ubiegł wszystkich. Oto rusza pierwszy w Polsce legalny kantor wymiany walut. Wkrótce cała zachodnia granica będzie należała do niego. Kantory założył także w największych miastach w Polsce. – Według bilansu za 1991 rok skupił pół miliarda dolarów – mówi Piotr Pytlakowski, który jako dziennikarz tygodnika „Polityka” spotkał się z nim w 2005 roku w sali widzeń aresztu przy ulicy Rakowieckiej w Warszawie.

 

Siedział od ponad czterech lat. Już raz spędził tu kilka tygodni. Zamknięto go w 1992 roku pod zarzutem przywłaszczenia mienia firmy Art-B: dzieł sztuki i luksusowych samochodów wartych prawie dwa miliony złotych.

 

Wyszedł za kaucją w wysokości trzystu tysięcy złotych. – Zaprzeczał, że to dzięki przeciekowi od Ireneusza Sekuły (wicepremiera w ostatnim PRL-owskim rządzie Mieczysława Rakowskiego – od aut.) zrobił swój interes życia. Z Sekułą poznał go profesor Jacek Fisiak, rektor Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, który w tym czasie został ministrem szkolnictwa wyższego. Twierdził, że najważniejsze dla jego biznesu spotkania odbył na początku 1989 roku. Najpierw z ministrem spraw wewnętrznych Czesławem Kiszczakiem, który dał mu zielone światło i umówił przyszłego kantorowca na naradę z generalicją. Według Gawronika było czterech uczestników spotkania – wiceminister generał Dankowski, szef SB generał Sarewicz, pułkownik Pudysz i szef WOP-u generał Stramik. Pytali, co służby będą z tego miały. Gawronik zarzeka się, że nic nie obiecywał, poza jednym: chcecie u mnie zatrudnić swoich ludzi, proszę bardzo. WOP zapewniał logistykę, łączność i ochronę. W zamian w kantorach znajdowały zatrudnienie żony dowódców.

 

W 1990 roku tygodnik „Wprost” umieścił Aleksandra Gawronika na pierwszym miejscu listy najbogatszych Polaków.

 

Zaufany esbeckich generałów

 

Skąd wzięło się takie zaufanie esbeckich generałów i pułkowników do Gawronika, człowieka, któremu jeszcze w 1983 roku zastrzegli możliwość wyjazdów za granicę w związku z prowadzeniem przeciw niemu spraw karnych? Gawronikowi groził kryminał.

 

W 1987 roku komenda rejonowa milicji w Poznaniu objęła go rozpracowaniem operacyjnym do sprawy „Terminal”, za przestępstwo z art. 92/ UKS101. Odpowiedź jest prosta. Aleksander Gawronik był nie tylko przez pewien czas ich funkcjonariuszem, ale również aktualnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa.

 

Zarejestrowana 21 grudnia 1982 roku pod numerem 14922 w Poznaniu teczka kontaktu operacyjnego (karta kieszeniowa „Jacket” nr 8498), kryptonim sprawy „Witek”, rodzaj kategorii sprawy - kontakt operacyjny, nie pozwala wierzyć w to, o czym zapewniał Piotra Pytlakowskiego, a mianowicie, że nigdy nie był współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa, a za odmowę współpracy na trzy lata zabrano mu paszport.

 

– Przez rok był wychowawcą w więzieniu – opowiada Piotr Pytlakowski, relacjonując swoją rozmowę z Gawronikiem. – W areszcie działała komórka SB. Któryś z funkcjonariuszy zwrócił uwagę na młodego wychowawcę, a do tego studenta prawa. Tak trafił do Wydziału Śledczego poznańskiej SB. Pracował tam niecałe 40 dni, w sekcji zajmującej się sprawami gospodarczymi. Jego wersja brzmi następująco: chciał poznać tę instytucję od środka, sprawdzić, na czym polega jej nieludzki mechanizm, który złamał jego ojca. Ojciec siedział dwa lata. I kiedy już wszystko zobaczył, twierdził, że przez cały okres pracy wyłącznie czytał instrukcje i była to lektura porażająca, któregoś dnia miał oznajmić przełożonym, że od jutra już nie pracuje. Zabrał swoje manatki i zamknął drzwi. Podczas kiedy on odchodził, do pracy stawił się nowy człowiek. Siedzieli w jednym pokoju, biurko w biurko. Tamten początkujący esbek zasłynął później jako szef UOP-u w wolnej Polsce, nazywał się Gromosław Czempiński.

 

Znałem język niemiecki

 

W rozmowie z dziennikarzem „Gazety Wyborczej” Michałem Kopińskim, tuż po opuszczeniu więzienia, gdzie odsiedział osiem lat, opowiadał o tym, czym zajmował się po rezygnacji z pracy w SB. Miał prowadzić kurnik, pieczarkarnię, warsztat samochodowy i biuro pisania podań.

 

– Zacząłem od biura pisania podań, ale trwało to krótko – mniej niż rok. Potem założyłem butik. Sprowadzałem z zagranicy materiały, szwaczki szyły z nich spódnice i sukienki, które sprzedawałem w Poznaniu.

– Zaraz, zaraz. Rzucił pan SB, rzucił pan partię i... pod koniec lat siedemdziesiątych pozwolono panu regularnie jeździć na Zachód?

– Dokładnie raz w tygodniu. Dostałem paszport, bo w międzyczasie zostałem pełnomocnikiem na Polskę dużej szwajcarskiej firmy.

– Nie wierzę, że władza tak po prostu pana puszczała.

– Przez pięć lat po odejściu z SB nie pozwalali mi wyjeżdżać za granicę. Ale jak zostałem pełnomocnikiem tej firmy, to nie mieli wyboru.

– Co to była za firma? Jak do pana trafiła?

– Szwajcarzy szukali kogoś, kto pomógłby im sprzedawać w Polsce mieszanki paszowe. A do mnie trafili, bo każdy wiedział, że Gawronik był dobry. Poza tym znałem język niemiecki.

 

Kryptonimu „Witek”

 

Aleksander Gawronik ani zająknął się o swoich rozmowach, targach ze Służbą Bezpieczeństwa. W 1982 roku pracował w Przedsiębiorstwie Zagranicznym Ługa; wówczas w Inspektoracie Kierownictwa SB sporządzono raport z prośbą o zezwolenie na pozyskanie Aleksandra Gawronika w charakterze kontaktu operacyjnego (2 czerwca 1982 roku).

 

Notatka Służby Bezpieczeństwa:

W marcu 1982 roku Aleksander Gawronik znalazł się w zainteresowaniu naszej jednostki w związku z jego częstymi wyjazdami za granicę, szczególnie do RFN. W trakcie przeprowadzonych z nim spotkań zaprezentował się jako lojalny obywatel wykazujący zrozumienie dla interesów SB i wykazujący dużo własnej inicjatywy. Ponadto w trakcie tych spotkań przekazał wiele informacji interesujących naszą Służbę.

Aleksander Gawronik na terenie RFN posiada kontakty z osobami pozostającymi w naszym zainteresowaniu. Posiada również kontakt z grupą uciekinierów polskich zajmujących się przemytem, powiązanych prawdopodobnie z polskim podziemiem, któremu przesyła bliżej nieokreślone materiały. [...] Rozmowę werbunkową przeprowadzono w restauracji Na Skarpie w Rogalinku. Po rozmowie przeprowadzę szkolenie KO w najbardziej istotnych kwestiach współpracy – metody zdobywania informacji, konspiracji itp. Zaproponuję przyjęcie Aleksandrowi Gawronikowi stałego kryptonimu „Witek”.

 

Notatka służbowa z rozmowy przeprowadzonej z Aleksandrem Gawronikiem (16 marca 1982 roku):

A.G. na wstępie rozmowy wyraził zdziwienie, że tak późno zainteresowano się jego osobą. Sądził, że taka rozmowa zostanie przeprowadzona co najmniej rok temu. A.G. jest przedstawicielem firmy Parckhenser und Keck zajmującej się sprowadzaniem samochodów marki Volkswagen do Polski. Firma ta ma zamiar otworzyć serwis w Poznaniu oraz sklep z częściami zamiennymi. Oprócz tego A.G. zajmuje się sprowadzaniem do Polski paszy do ferm drobiowych. Obecnie ma podpisany kontrakt z firmą Metro na 100 tysięcy ton paszy. [...] Na podstawie informacji uzyskanych od pracowników Wydziału Paszportowego powiedziałem A.G., że możemy mu wstrzymać wyjazdy. Odpowiedział, że to go nie przeraża, i zasłonił się wicepremierem Obodowskim. [...] Po rozmowie okazało się, że A.G. jest byłym pracownikiem Wydziału Śledczego KW MO w Poznaniu (pracował w latach sześćdziesiątych). Fakt ten wyjaśnia wiele stwierdzeń dokonanych przez A.G., jak np. „Nie piję kawy i nie będę narażał pana na koszty, bo wiem, jakie małe fundusze są w komendzie”. [...] informując mnie, że może wykonywać tylko prace pomocnicze, a nie zasadnicze. [...] Na koniec rozmowy dałem mu numer telefonu. [...] Reakcja A.G. była taka, jak przypuszczałem. Pisząc numer, zdziwił się i stwierdził: „O, widzę, że jest pan głęboko schowany, gdyż daje mi pan miejski numer telefonu”.

 

Notatka operacyjna z dnia 24 maja 1982 roku ze spotkania z kontaktem operacyjnym „Witek”:

Przed dziesięcioma laty pracował krótko, najpierw w więziennictwie, a następnie w Wydziale Śledczym KW MO w Poznaniu. Ze służby zwolnił się na tle nieporozumień z przełożonymi i wewnętrznych oporów moralnych w realizacji poleceń. Z tytułu pracy w SB przeżył później wiele przykrości i musiał wielokrotnie zmieniać miejsca pracy, by gubić ślad. Powyższe przeżycia i ukończone studia prawnicze wytworzyły u niego nieufność i dużą ostrożność w postępowaniu z ludźmi oraz w traktowaniu spraw i zjawisk, z którymi stykał się w życiu codziennym. [...] Robi wrażenie człowieka trochę przewrażliwionego na tle konspiracji i wysuwanych hipotez, ale logicznie kojarzącego pewne elementy zachodzących zjawisk w jedną całość uzasadniającą jego podejrzenia lub przypuszczenia.

 

Wkrótce, choć dla Aleksandra Gawronika było to bardzo późno, sporządzano raport z dokonanego werbunku (26 czerwca 1982 roku):

Ww. pozyskałem do współpracy na podstawie patriotycznej [...] Ww. zapytał mnie o gwarancję swego bezpieczeństwa oraz czy w zamian za współpracę z nami pomożemy mu, jeśli będzie miał kłopoty w kraju. Wyjaśnił, że najbardziej obawia się Urzędu Finansowego. [...] Ww. poinformował mnie, że będzie współpracować jedynie z Wywiadem, i prosił, aby w przypadku zrezygnowania przez nas z jego usług nie przekazywać go na kontakt innej jednostce, gdyż wówczas znalazłby się w kłopotliwej sytuacji, gdy miałby im odmówić współpracy.

 

26 czerwca 1982 roku Aleksander Gawronik w obecności podporucznika Krawczyka podpisał zobowiązanie o współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa

Ja, Aleksander Gawronik, zamieszkały w Poznaniu, osiedle Oświecenia, zobowiązuję się utrzymać w ścisłej tajemnicy wszystko, co jest mi wiadome w związku z czynnościami służbowymi natury wywiadowczej przeprowadzonej za granicą naszego Państwa dla Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.

Aleksander Gawronik

 

 

Określić dalszą przydatność „Witka”

 

Aleksander Gawronik to typ mitomana i megalomana, twierdzą moi rozmówcy. Służba Bezpieczeństwa także musiała się szybko o tym przekonać, skoro już miesiąc po zwerbowaniu prowadzący go informują zwierzchników o swoich niepokojach dotyczących jego osoby. W aktach Gawronik raz ma kryptonim „Wites”, a raz „Witek”.

 

Warszawa, 1 lipca 1982 r.

Kierownik Rezydentury Krajowej

Dep. I MSW w Poznaniu

ppłk J. Głuchowski

„Witek” wymyśla coraz to nowe tematy z dziedziny „mocnych” działań obcych służb w stosunku do niego. Spostrzeżenia te przedstawia w formie dużego zagrożenia i niebezpieczeństwa dla niego w sposób ogólnikowy i z unikaniem wszelkich potwierdzających faktów, co robi wrażenie manii prześladowczej. [...] W związku z powyższym [...] opracować i przeprowadzić przedsięwzięcia zmierzające do stwierdzenia stopnia prawdomówności „Witka” [...] określić dalszą przydatność „Witka”.

z-ca naczelnika wydz. Dep. I MSW

ppłk P. Adach

 

Poznań, 11 luty 1983 r.

z-ca dyr. Dep. I MSW w Warszawie

płk Z. Twerd

Melduję, że w dniu 11.02.1983 r. przeprowadziłem rozmowę z figurantem ps. „Wites” i zgodnie z poleceniem tow. Dyrektora odebrałem mu paszport z prawem wielokrotnego przekraczania granicy. Rozmowa potwierdziła, że figurant ma związki z Ministerstwem Rolnictwa oraz kontaktów z naszą Służbą używa jako parawanu do realizowania własnych interesów.

Między innymi oświadczył na początku naszej rozmowy, że podczas ostatniego wyjazdu zakupił ok. 1 tys. m tkaniny za sumę ok. 6 tys. DM, co przyniesie mu realnego zysku ok. 1 mln złotych. Dodał też, że dolary skupuje na czarnym rynku.

Kierownik Rezydentury Krajowej

Dep. I MSW w Poznaniu

ppłk J. Głuchowski

 

Poznań, 7.03.1983 r.

notatka służbowa

z rozmowy przeprowadzonej z kpt. Borowiakiem z Wydziału do Walki z Przestępstwami Gospodarczymi, dotyczy KO ps. „Wites”

Rozpracowanie „Witesa” przez Wydział PG może nastąpić dwukierunkowo: handel dewizami, nierejestrowanie pracowników szyjących dla sklepu żony „Witesa”.

W dniu 2 grudnia 1983 roku postanowiono zakończyć sprawę „Witek” i przekazać ją do archiwum.

 

Czytam, że:

w trakcie współpracy źródło przekazało szereg informacji z terenu k.k., które się nie potwierdziły. Analiza sprawy wykazała, że źródło celowo dezinformowało naszą Służbę. Stwierdzono także, że w trakcie wyjazdów wymieniony naruszał przepisy celno-dewizowe. Sprawę skierowano do rozpracowania przez Wydział do Walki z Przestępstwami Gospodarczymi WUSW w Poznaniu, a także wniesiono zastrzeżenie na wyjazdy do k.k. i k.s. na okres najbliższych 2 lat.

 

 

Gawronik podjął współpracę z Urzędem Ochrony Państwa

 

– Skoro nie chcieli go w SB, bo uznali za nieprzydatnego dla nich, mógł pójść do wojskowych – wyjaśnia mi dalsze losy Aleksandra Gawronika R.Sz., któremu pokazałem teczkę „Witka”. – Wojskowi brali wszystkich, którzy wpadli im w ręce, ale chronili tylko wybranych. Przekonał się o tym Sekuła, jak i Gawronik. Od siebie powiem panu, że Gawronik przed zatrzymaniem podjął współpracę z UOP-em, ale znowu chciał być mądrzejszy. Nie wyciągnął lekcji, którą dała mu Służba Bezpieczeństwa, kiedy to był „Witkiem”. Choć Gawronik nie tylko na „Masę” i „Pershinga” nam donosił. „Pershing” był przecież nasz.

 

Piotr Pytlakowski, zapytany o współpracę z Gawronikiem, przesyła mi artykuł Masa spraw z 2001 roku, opublikowany na łamach tygodnika „Polityka”:

W tym czasie Gawronik podjął współpracę z Urzędem Ochrony Państwa. Twierdził, że wynikało to z poczucia zagrożenia, prowadził bowiem interesy, o które pretensje do niego mieli gangsterzy. Jego walka o wprowadzenie zwrotu podatku VAT podróżnym stanowiła uderzenie w jedno z podstawowych źródeł dochodów mafii – przemyt. Według naszych rozmówców, funkcjonariusze UOP byli informowani na bieżąco przez Gawronika o jego kontaktach z „Pershingiem” i „Masą”. Już po śmierci „Pershinga” (zginął zastrzelony w grudniu 1999 r.) „Masa” podzielił się z Gawronikiem swoimi obawami, wiedział, że teraz on znajduje się na celowniku. Powiedział, że chce zerwać z gangiem, zająć się legalnymi interesami.

Gawronik przekazał to ludziom z UOP. Obiecali, że coś pomogą, ale zażądali ze strony „Masy” czegoś, co go w ich oczach uwiarygodni. Dostali więc informację, że gangami w Trójmieście kieruje ktoś z tamtejszej policji.

W tym samym czasie funkcjonariusze z Centralnego Biura Śledczego dopadli „Masę”. Ten uznał, że to Gawronik go wsypał, do byłego senatora dotarła wiadomość, że „Masa” obiecał mu zemstę. Przestraszony Gawronik poprosił o pomoc CBŚ, w jego gabinecie w firmie KG Found zainstalowano urządzenia monitorujące, podsłuch i ukrytą kamerę. Odbiornik umieszczony w siedzibie CBŚ musiał zarejestrować wizytę, jaką złożyli Gawronikowi ludzie z „Pruszkowa”, z poszukiwanym już wtedy Andrzejem Z., ps. „Słowik” na czele. „Słowik” powiedział, że wie, iż Gawronik dług oddał, ale pieniądze do „Pruszkowa” nie dotarły i coś z tym trzeba zrobić. Nasz rozmówca dziwi się, że chociaż policja mogła wtedy dopaść „Słowika”, nie uczyniła tego. Za to wkrótce potem urządzenia podsłuchowe zdemontowano.

Piotr Pytlakowski nie odrzuca jako niemożliwej wersji, że Aleksander Gawronik związał się ze służbami wojskowymi, skoro Służba Bezpieczeństwa odrzuciła jego starania. – Twierdził, że pośredniczył w dostawach towarów dla dowództwa Północnej Grupy Wojsk Radzieckich w Legnicy.

Komputery, elektronikę, wszystko, co zamawiali. Oficjalnie nie mogli kupować, bo Zachód obłożył ich embargiem, a on miał liczne znajomości i bez kłopotów sprowadzał, co chcieli.

 

Handel paliwami i Art B

 

Gawronik po interesie z kantorami zajął się handlem paliwami, założył sieć stacji benzynowych ESSO, agencję celną i firmę ochroniarską. Zamierzał we współpracy z upadającymi Zakładami Cegielskiego w Poznaniu produkować wagony kolejowe do przewozu TIR-ów przez Polskę.

 

W 1991 po ucieczce z Polski właścicieli Art-B Bogusława Bagsika i Andrzeja Gąsiorowskiego Gawronik zasiadł na kilkanaście dni w fotelu prezesa tej spółki. Wraz z jego odejściem stwierdzono, że znikły obrazy i samochody. Zaczął czuć, że wokół niego robi się gorąco. Potrzebował immunitetu, a ten mógł znaleźć w Senacie. W 1993 roku około stu dwudziestu tysięcy poznaniaków wybrało go do izby wyższej polskiego parlamentu. W izbie wyższej współtworzył m.in. ze Zbigniewem Religą Klub Senatorów Niezależnych. Zasiadał w Komisji Gospodarki Narodowej, Komisji Regulaminowej i Spraw Senatorskich oraz Podkomisji ds. Polityki Regionalnej.

 

Interesy z Pruszkowem

 

Aleksander Gawronik nie tylko prowadził interesy z biznesmenami, ale także z mafiozami. Świadek koronny Masa tak zeznawał o związkach Gawronika z bossem Pruszkowa, „Pershingiem”:

 

Był to rok 1998–1999, przyjechał do mnie Dariusz Bytniewski razem z „Chińczykiem” (Jarosławem Meringe – od aut.) i powiedział, że chce się ze mną spotkać i z kimś z grupy pruszkowskiej, kto ma dużo pieniędzy, bo planuje jakiś interes pan Gawronik. Zadzwoniłem do Andrzeja, on powiedział, że zasięgnie języka o nim. Zadzwonił potem Andrzej i powiedział, że pytał się Bagsika, i on odradził mu interesy z Gawronikiem, ale powiedział, żebym spotkał się z nim i zorientował się, co on ma mi do powiedzenia. Umówiłem się przez Dreckiego, jest to były ochroniarz Gawronika.

 

Spotkałem się na stacji benzynowej w Morach z panem Gawronikiem. Na to spotkanie przyjechał pan Gawronik, Drecki, Bytniewski, „Chińczyk” i ja. W pięć minut powiedział mi pan senator Gawronik, o jaki interes chodzi, że chodzi o przejęcie kontroli nad handlem papierosami, ściąganie VAT-u. Zadzwoniłem do Andrzeja i on powiedział, żebym się spotkał z nim, żebym spokojnie to przeanalizował, bo on nie ma na to czasu. Może miał wpływ na to fakt, że „Pershing” ściągał wtedy długi Bagsika.

 

Więc to był początek roku 1999, spotkałem się z Dreckim i z Bytniewskim w Mistralu na trasie między Pruszkowem a Podkową Leśną i wtedy trochę bardziej szczegółowo Drecki opowiedział mi o tym przedsięwzięciu. Powiedział, gdzie jest miejsce dla nas jako gangsterów, a gdzie na legalny interes, powiedział, że możemy legalnie sprowadzać papierosy i przejąć kontrolę nad handlem papierosami. Handel papierosami nie był już taki intratny jak na początku lat dziewięćdziesiątych, ale nadal się opłacał.

 

Opowiedziałem o tym Andrzejowi i powiedział, że się spotka z Gawronikiem, ale nie dotarł na spotkanie i znowu wysłał mnie. Ja spotykałem się z panem Gawronikiem albo u mnie w restauracji, albo u mnie w domu. Miała to być gigantyczna firma, w skład której wchodziłyby sklepy z papierosami przy niemieckiej granicy, sprzedawalibyśmy Niemcom i Niemcy zwracaliby nam merdzieżdije (Mehrwertsteuer, podatek VAT – od red.). Gawronik opowiadał, że prawo pod działalność tej firmy napisał profesor Modzelewski. Byłem pewny, że to będzie przedsięwzięcie legalne i intratne. Miał być pan Ryżewski w tej firmie, ochroną tej firmy miał być Czempiński i pan Petelicki. Nazwiska zrobiły na mnie wrażenie. Kiedy powtórzyłem to „Pershingowi”, to było na jego twarzy zdziwienie, zaciekawienie i lekki uśmieszek. Postanowiliśmy poczekać na rozwój wypadków. W skład zarządu tej firmy miała wejść córka pana Kolikowskiego i ktoś jeszcze, ja miałem poszukać kogoś na stanowisko prezesa. Nasunęła mi się osoba pana Wagnera, inteligentny człowiek, spytałem go, czy interesowałaby go taka posada. Zgodził się i wszedł do tej firmy. Chodziło o sfinansowanie przez grupę pruszkowską tego całego przedsięwzięcia pana Gawronika.

 

Znaleźliśmy człowieka o imieniu Piotr, mówiło się, że to był bankowiec, chwalił się, że załatwia kredyty. Gawronik pokazał mu całą dokumentację, wspominał o nazwiskach, które na nim również zrobiły wrażenie, i on dał słowo, że da pięćdziesiąt milionów nowych złotych kredytu i dziesięć procent z tego mieli dostać ludzie związani z tym Piotrem, którzy pomagali w załatwieniu tego kredytu, to było chyba z Kredyt Banku. W międzyczasie „Pershing” dał Gawronikowi w użytkowanie wielki sklep, kompleks hotelowo-sklepowy w Słubicach. Tam miała firma ruszyć. Na potrzeby tej firmy pan Gawronik, już po uzyskaniu kredytu, kupił dwa statki, które miały krążyć między Słubicami a Frankfurtem nad Odrą.

 

Ja byłem z Jurkiem  na Krecie i zadzwonił do mnie „Pershing”, czy ja Gawronikowi dawałem jakieś pieniądze, bo przyszedł po pieniądze na kasy fiskalne. Chodziło o niebagatelną sumę stu tysięcy dolarów amerykańskich. Ja powiedziałem „Pershingowi”, że Drecki dał mu miliard złotych na te kasy, chodziło o kasy fiskalne i o danie łapówki jakimś politykom. Ta łapówka została oczywiście dana. „Pershing” powiedział, „ja daję te pieniądze, ale ty do nich należysz”. Na użytek tej firmy Gawronik zrobił biznesplan, który był dobry, narobił apetytu, ale trzeba było to zmienić na potrzeby banku. Ten Piotr dzwonił i powiedział, żebyśmy podstawili firmę z tradycjami, i podstawiliśmy firmę Kolasińskiego Italmarca (Marek Kolasiński, były poseł AWS-u – od aut.). Kolasiński powiedział, że będziemy mieli zyski z podwójnych faktur, była na użytek pana Gawronika tak robiona faktura, żeby było można ją zdublować. Cały czas czekaliśmy na potężne transze kredytu, najpierw były dwie transze po cztery miliony złotych, ale pan Gawronik zaczął coś kombinować i oszukiwać ludzi, którzy załatwiali kredyt. Z danych transz miał przekazywać tym ludziom łapówki, ale on kombinował i odciągnęło się to w czasie do jesieni 1999 roku.

 

Oskarżony o podżeganie do zabójstwa dziennikarza

 

Wymiarowi sprawiedliwości udało się dopaść Aleksandra Gawronika dopiero w maju 2001 roku. Skazano go na karę 8 lat pozbawienia wolności, za wyłudzenie ponad 9 mln zł podatku VAT. Potem został skazany na 3 lat i 8 miesięcy więzienia za działanie na szkodę spółki Art-B. Wyszedł na wolność w 2009 roku. W 2012 roku ponownie trafił do więzienia za niezapłaconą grzywnę. W 2014 roku został zatrzymany jako podejrzany o podżeganie do zabójstwa poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary. W 2015 prokurator skierował przeciwko niemu w tej sprawie akt oskarżenia. Obecnie przebywa na wolności.

Tagi: Gawronik, Ziętara, Masa, Pershing, mafia, SB, UOP, WSI, prawo, wiezienie, prokuratura, biznesmen, senator, Bagsik, Gąsiorowski, ArtB, czempiński

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone