06 Czerwca 2015

Prawo i Bezprawie
DSC1301.jpg
autor: Sylwester Latkowski

Jak z ulubienicy mediów zostaje się wrogiem publicznym? Rozmowa z sędzią Barbarą Piwnik

  • PC0767272.jpg

Barbara Piwnik urodzona w 1955 roku. Prawniczka i sędzia. Prowadziła głośne sprawy karne, między innymi gangu pruszkowskiego. W latach 2001-2002 sprawowała urząd ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego w rządzie Leszka Millera. Po odejściu z rządu wróciła do orzekania jako sędzia karna w warszawskim sądzie okręgowym. Na planie „Granic kariery" (program realizowany dla telewizji Polsat Play – red.) rozmawialiśmy o mniej znanej stronie bycia sędzią. Piwnik opowiadała  jak z ulubienicy mediów, osoby nieustannie goszczącej w prasie kolorowej, z gwiazdy, stała się wrogiem publicznym.

 

Otwiera pani gazetę i na pierwszej stronie czyta: „sędzia mafii”.

Nawet muszę nawet otwierać. Zwykle takie tytuły są na pierwszej stronie, bo dobrze się sprzedają. A był też taki czas, że te gazety, żeby były bardziej widoczne, wywieszano przed kioskami. I idąc z domu na przystanek, jadąc do pracy, zawsze miałam przegląd wszystkiego złego, co zrobiłam. Rozumiem sędziów, którzy boją się narażać, bo znam to uczucie towarzyszące człowiekowi wiszącemu na kiosku. I oczywiście najpierw to denerwuje, później przytłacza, aż w końcu człowiek się przyzwyczaja, jak wojownik.

Na pomoc raczej pani nie mogła liczyć?

Odebrałam lekcję, że muszę walczyć zawsze sama. Prosty przykład, sprawa słynnego hotelu George. To wtedy zostałam wykreowana na przyjaciela mafii.  Od tego się wszystko zaczęło. Dlaczego to miejsce, ten hotel, jest tak symboliczne? Przez akcję policji, która była akcją źle przygotowaną. Przez próby wykorzystania przez policję przestępcy do złapania innych przestępców. Przestępcy, który swój interes wygrywał, a dobro organów ścigania było mu doskonale obojętne. To miejsce jest i powinno być symboliczne dla mediów, przez to jak relacjonowano tamto zdarzenie. Pamięta się je jako strzelaninę między policją i przestępcami, a brutalna prawda jest taka, że żaden z tych, których następnie złapano, nie miał ze sobą przysłowiowej procy, chociaż rzeczywiście padły strzały. Ale strzelali policjanci. A ten, który zginął, po prostu dostał w plecy. Rana wlotowa znajdowała się pod łopatką a wylotowa w okolicach obojczyka.

Jak z ulubienicy mediów zostaje się wrogiem publicznym?

Chodzi panu o te piękne, krzyczące tytuły w kolorowych gazetach? „Wypuściła” albo: „Uniewinniła”? Gdyby taki jeden czy drugi piszący na ten temat albo ekscytujący się takim tekstem pomyślał przez chwilę, zorientowałby się, że to była sprawa o zabójstwo, a ja byłam jedną z pięciu orzekających w niej. I gdybym nawet była nie wiem jak złym człowiekiem, to czterech mogło mnie przegłosować zawsze, trzech mogło mnie przegłosować. Nawet dwóch, jak jestem w trzyosobowym składzie, może. Ale ohyda tych medialnych manipulacji polega właśnie na tym, że się nie pisze, że to jednomyślny wyrok pięciu osób, wśród których m.in. orzekała Piwnik. Natomiast można przeczytać, że to ona wypuściła, ona uniewinniła, ona skazała. 

 

 

Nie jestem sędzią Wesołowską

 

A dziwi się pani? Przecież pani wyrosła ponad przeciętnego sędzię. Poniekąd stała się pani gwiazdą, celebrytką palestry. Na długo wcześniej, nim ta rola przypadła w udziale sędzi Annie Marii Wesołowskiej.

Ale niech mnie pan nie obraża! Dla mnie sędzia Anna Maria Wesołowska, którą znam osobiście, przestała być sędzią w momencie, w którym została sędzią z ekranu. Dziwię się jej. Widocznie jestem za stara i mam zbyt dużo wspomnień. Znam kulisy tej ścieżki kariery, bo to ze mnie kiedyś chcieli zrobić sędzię Wesołowską. I wówczas panu prezesowi…… tłumaczyłam, dlaczego czynnie orzekający sędzia nie może być równocześnie aktorem w tego rodzaju produkcji. I ten serial, ta produkcja, stała się dopiero rzeczywistością po paru latach. W wydaniu, jakie znamy.

Od dawna była pani obecna w mediach.

Pamiętam to wszystko jak na zwolnionym filmie. Kiedy ówczesny premier, pan Leszek Miller, zaproponował mi objęcie stanowiska ministra sprawiedliwości, powiedziałam mu, jakie będą ataki, co się będzie działo, jeżeli on będzie trwał przy swojej propozycji, a ja tę propozycję przyjmę.

Dlaczego się ich pani spodziwała?

Wcześniej przez wiele lat byłam rzecznikiem prasowym sądu i miałam okazję poznać dziennikarzy, także w jakimś sensie prywatnie, od kuchni. Widziałam jak pewne materiały powstają, jak postępuje to, o czym pan mówi: kreowanie osoby, która jest albo dobra albo niedobra. Więc mogłam sobie łatwo wyobrazić co będzie, kiedy zostanę ministrem. Nawet mogłam wymienić z imienia i nazwiska tych, którzy stworzą ten front w drugą stronę. Także w moim środowisku, w miejscu gdzie pracowałam, ci, którzy nie byli mi życzliwi już wcześniej, natychmiast dali o sobie znać. Często to właśnie oni byli źródłem informacji, które w mediach miały mnie przedstawić w czarnych barwach. Jeszcze dziś, jak mi wpadnie czasem w ręce jakaś publikacja z tamtych lat, nawet jak opiera się na anonimowych źródłach, mogę je podać z imienia i nazwiska. Mało tego, niektórym już powiedziałam, że jak się wtedy mijali z prawdą, to powinni liczyć się z tym, że moja pamięć nie jest taka zła. To był trudny czas.

Chce pani powiedzieć, że media są w stanie złamać każdą karierę? Ministra, sędziego?

Siła mediów jest ogromna. Ja w czasach, gdy byłam rzecznikiem, niektórym dziennikarzom mówiłam, że oni nie są czwartą władzą, tylko władzą pierwszą. Niektórzy, chyba z kokieterii, mówili, że to niemożliwe, że tak mi się tylko wydaje, że media nie mają żadnej siły. Ale ja byłam tym organizmem żywym, na którym czyniono doświadczenia.

Co najbardziej bolało?

Najtrudniejsza jest ta bezsilność, która człowieka ogarnia. Bo nie ma możliwości przedstawienia swojej racji.

Nie przesadza pani?

Podam przykład. Dziennikarz podpisany pod takim krzyczącym tekstem telefonuje. Nie po to, żeby mnie o coś zapytać, bo wie, że jako sędzia nie mogę na takie pytanie udzielić mu odpowiedzi. Ale zapowiada dalsze publikacje: „Wie pani, to jest dopiero początek. Zobaczy pani co będzie dalej” – mówi. Co ja mam zrobić jako obywatel, czytelnik, sędzia, prawnik, kiedy dziennikarz, skąd inąd znany, nie krępuje się, tylko dzwoni z pewnego rodzaju groźbą?

 

 

Upokorzyć sędziego

 

Nie tylko media próbowały złamać pani karierę. Tak samo policja, prokuratura.

Kiedy to się pojawiało? Kiedy zaczęłam prowadzić trudne procesy. W tych postępowaniach były braki. Ja nie chcę wnikać, kto i dlaczego je powodował, pozostańmy przy tym, że były. Jeżeli skład sądzący pod moim przewodnictwem starał się je wyjaśnić poprzez przeprowadzenie kolejnych dowodów, najczęściej powodowało to publikacje godzące we mnie. To ma szersze znaczenie, bo jeżeli na przykładzie sędziego, który jest w jakiś sposób publicznie znany, pokaże się, że można sędziego upokorzyć, że można sędziego zastraszyć, czy, że można z sędziego zrobić przestępcę, to jak ma na salę wejść sędzia młody, ktoś, kto jest na początku drogi zawodowej? Jak ma się nie bać, że jak będzie niepokorny, to następnego dnia stanie się obiektem ataków? Czasem miałam wrażenie, że nie chodziło tylko o mnie, ale o to, żeby pokazać sędziemu, gdzie jest jego miejsce w szyku, że inne władze są ważniejsze niż sądownicza, że jedyne i słuszne jest to, co stwierdzą organy ścigania.

Przed naszą rozmową zadzwonił telefon, powiedziała pani, pół żartem pół serio, że może być pani podsłuchiwana.

Oczywiście. Jak mnie zdenerwują, to mówię tym, którzy podsłuchują, żeby to lepiej robili, żeby mi rozmowy nie rozłączyło (uśmiech).

To jest smutne.

To jest bardzo smutne.

Chce pani powiedzieć, że żyjemy w kraju, w którym nawet sędzia nie ma poczucia bezpieczeństwa, przestrzegania zasad? Co ma zrobić zwykły obywatel, skoro sędzia jest bezradny i akceptuje fakt, że może być na podsłuchu?

Sędzia tego nie akceptuje! Taki sędzia, jak ja, walczy nieustannie. Dlaczego mam takie głębokie przekonanie, choćby o tym, że nie jestem od tego wolna? Że ktoś chce słuchać? Ano dlatego, że sędzia słuchający ludzi na sali rozpraw słyszy też o wymienianych z imienia i nazwiska prokuratorach, policjantach, zdarzeniach, sprawach, gdzie ktoś jest nakłaniany do obciążenia, czy to mnie, czy innego sędziego, w zamian za ofertę wolności. A wiadomo, że nie ma, oprócz zdrowia, niczego bardziej cennego dla człowieka niż wolność. Oczywiście, nie mówi się o tym wprost, ale rozmawia się z człowiekiem, który wie, że ma perspektywę długiego pozbawienia wolności, dla którego wyjście na wolność, chociaż na krótko, jest celem nadrzędnym. Bardzo łatwo jest skłonić kogoś takiego, żeby powiedział to, co chce się usłyszeć. A cóż go obchodzi jakaś Piwnik? Cóż go obchodzi ktoś inny, kiedy waży się jego los?

Może warto spokornieć?

Pamiętam przysięgę: „Jako sędzia sądu powszechnego służyć Rzeczpospolitej Polskiej, stać na straży prawa, obowiązki sędziego wypełniać sumiennie, sprawiedliwość wymierzać zgodnie z przepisami prawa, bezstronnie, według mego sumienia, dochować tajemnicy państwowej i służbowej, a w postępowaniu kierować się zasadami godności i uczciwości”. Dziękuję. 

Tagi: piwnik, prawo, mafia, media, latkowski, sąd

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone