08 Grudnia 2015

Prawo i Bezprawie
DSC1212.jpg
autor: Michał Majewski

Jak handlowano dziewczynami z Polski

  • Rzym-Wlochy.jpg

Halina G. obiecywała dziewczynom pracę kelnerek, modelek, hostess we Włoszech. Kobiety trafiały do domów publicznych prowadzonych przez mafię. W środę w Katowicach rusza proces organizatorki handlu ludźmi. Jak wyglądały kulisy tego procederu?    

 

 

Śledczy, który pracował przy tej sprawie: – Ludzie naoglądali się sensacyjnych filmów i wyobrażają sobie, że handel kobietami działa wedle schematu – porywamy, gwałcimy, umieszczamy w burdelu. Oczywiście takie rzeczy też się zdarzają, ale w cywilizowanych krajach ten proceder jest bardziej przemyślany, zaawansowany.

 

Na pewno był taki, w przypadku międzynarodowej grupy przestępczej, w której działała Halina G. Doprowadzenie przed sąd 64-letniej byłej striptizerki było możliwe dzięki odważnej postawie pokrzywdzonych. Wystąpiły one przeciw włoskiej mafii, która jest w posiadaniu ich dokumentów, a co za tym idzie, również adresów. Zarzuty Halinie G. udało się postawić również dzięki zeznaniom Mirosława N., który był jednym z bohaterów dokumentalnego filmu „Ballada o lekkim zabarwieniu erotycznym”. – Wątek działalności N., który również był zaangażowany w proceder handlu kobietami, został wyodrębniony do oddzielnej sprawy – mówi nam Leszek Goławski z Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach. 

 

Długoletni proceder

 

Oficjalnie polskie śledztwo rozpoczęło się już 10 lat temu po uzyskaniu informacji od włoskiej policji. W tamtym roku w miejscowości Compobasso, położonej na południe od Rzymu, znaleziono martwą Rumunkę, która pracowała w nocnych lokalach. Włoscy policjanci ustalili, że w miejscowych klubach pracuje też wiele dziewcząt z naszego kraju i przekazali tę informację polskim śledczym. Werbować kobiety do pracy miała właśnie Halina G., od 38 lat mieszkająca ze Włoszech.  

Akt oskarżenia przeciw kobiecie w procesie, który rozpoczyna się właśnie w Katowicach, obejmuje przestępstwa z lat 2005–2011, ale wszystko wskazuje na to, iż proceder kwitł już wcześniej. W 2003 roku telewizja TVN pokazała reportaż o Halinie G. Były w nim wypowiedzi kobiet wykorzystywanych seksualnie we Włoszech. Krakowska prokuratura wszczęła nawet śledztwo, ale umorzyła je w 2004 roku, bo dziewczyny wycofały się z tego, co mówiły dziennikarzom. Zabrakło silnych dowodów.   

 

Szukanie ofiar

 

W jaki sposób działała Halina G., która sama tytułowała się „impresario”? Werbowała kobiety za pośrednictwem portali internetowych, prosiła o przesyłanie zdjęć. Oferowała dobrze płatną sezonową pracę kelnerek, hostess, modelek czy tancerek, ale w żadnych wypadku nie tancerek erotycznych. Kobiety nie musiały znać włoskiego, mile widziany był angielski. Preferowany wiek 18–30 lat i miła aparycja. G. obiecywała legalną pracę, czasowy adres zameldowania, pomoc w zorganizowaniu podróży tam i z powrotem. Podawała kandydatkom numery kobiet, które rzekomo z nią już współpracowały i mogły opowiedzieć o swoich odczuciach. Te za każdym razem przedstawiały uspokajającą wersję pełną superlatyw. Halina G. z wytypowanymi kobietami prowadziła telefoniczne wywiady. Wypytywała o powody, dla których kandydatka chce podjąć pracę, próbowała ustalić, jaki jest status materialny rodziny. Wszystko po to, by nie trafić na córkę kogoś wpływowego. Na dziewczynę, dla której impulsem do wyjazdu była na przykład kłótnia z rodzicami. G. preferowała przyjazdy osób, które były w trudnej sytuacji materialnej. 

 

Na haczyku stręczycielki

 

Kobiety, które dały się jej omamić, najczęściej trafiały do miejscowości Alessandria, położonej na południe od Mediolanu. Halina G. miała tam dwa mieszkania. Sama mieszkała nieopodal, tak że mogła mieć wszystko pod kontrolą. W proceder zaangażowany był jej mąż Federico, obywatel Włoch. 

Kobieta odbierała dziewczyny z autobusu bądź pociągu, niekiedy przyjeżdżała także na lotnisko w Mediolanie. Następnie zawoziła nowicjuszki do wspomnianych mieszkań. Na miejscu spisywała dowody osobiste i informowała, że praca jest jednak nielegalna, nie będzie też czasowego zameldowania. 

Według niektórych zeznań tłumaczyła, iż wcześniej była zmuszona do kłamstw. A to dlatego, że jest inwigilowana i nie o wszystkim mogła pisać i mówić za pośrednictwem telefonu oraz internetowych czatów. Szybko też okazywało się, że dniówki będą niższe niż zapowiadała, a praca nie od 18 do 2 w nocy, lecz od 22 do 5 nad ranem. Wobec kobiet, które chciały wracać do Polski zaczynały się szantaże. Na przykład takie, że zostaną oczernione przed rodzinami. Wiele z dziewczyn już na wstępie znalazło się na haczyku Haliny G. Pożyczyły od niej pieniądze na przyjazd, były bez gotówki, nie miały za co wrócić do Polski.

 

To tylko dyskoteka

 

Wmontowywanie w proceder odbywało się dość sprytnie. We Włoszech prostytucja jest nielegalna i domy publiczne nie wyglądają tak jak w Polsce. Wyglądają jak zwykłe dyskoteki. 

Kobiety początkowo nie zdawały sobie sprawy, że pracują w domach publicznych. Do ich obowiązków należało przychodzenie do klubu, picie drinków i rozmowa z klientem przez około 20 minut za każdego drinka, którego im postawił. Nie były zmuszane do noszenia wyzywających ubiorów czy adorowania klientów. 

Halina G. wyjaśniała  dziewczynom, że kiedy ktoś postawi im drinka, mogą odmówić, choć dla lokalu jest to zysk, więc nie jest to wskazane. W „dyskotekach” nie było pokoi, ani innych miejsc, gdzie świadczyłoby się usługi seksualne, więc nowicjuszki czuły się uspokojone. 

Drink, którego klient stawiał dziewczynie, za co mógł z nią porozmawiać, kosztował go od 10 do 30 euro – nazywało się go „konsumpcją”. W lokalu można było też zamówić coś do jedzenia lub ekskluzywnego szampana. Za noc takiej pracy dziewczyny dostawały od 50 do 70 euro. 

 

Pistolet przy głowie

 

Tyle że dość szybko zmieniała się atmosfera i zasady.

Padały propozycje wychodzenia z lokalu. Ale nie na seks, lecz po to, by mężczyzna mógł się pokazać gdzieś w towarzystwie atrakcyjnej kobiety. W rzeczywistości w trakcie takich wyjść dziewczęta były odurzane, upijane, zmuszane do uprawiania seksu, gwałcone. 

Jedna z osób, która trafiła do Włoch za pośrednictwem Haliny G. miała wyjść z klientem na dyskotekę, ale ten wywiózł ją do lasu. Zapytał, ile bierze, na co ona odpowiedziała, że coś mu się pomyliło. Wtedy mężczyzna przyłożył jej broń do skroni i zapytał, czy woli umrzeć czy zmienić zdanie. W ten sposób zaczęła się jej „kariera” prostytutki. 

Kobiety zaczynały być pilnowane, szantażowane, odbierano im pieniądze, dokumenty. Zaczynał się też proces prania mózgów. Wmawiania, że same chcą takich zasad, że takie reguły są dla nich korzystne. Śledczy, który zajmował się tą sprawą: – Włoska mafia wie, jak zrobić z kobiet prostytutki. Tego nie robi się na siłę, to cały proces. Najlepsza i najwierniejsza prostytutka to taka, która myśli, że sama zdecydowała się na prostytucję. W przeciwnym razie kobiety mogły przysporzyć sutenerom wiele kłopotów bądź na przykład popełnić samobójstwo. 

 

Ofiary prania mózgu

 

Z „niewinnych dyskotek” dziewczęta trafiały do lokali w innych miejscach Włoch. Tam od razu było wiadomo, o co chodzi. Już po kilku drinkach padało pytanie, czy kobieta wychodzi z klientem. Jeśli odmawiała, traciła pracę. Wówczas Halina G. podawała adres kolejnej dyskoteki, do której trzeba było jechać. Za sprzedawanie kobiet włoskiej mafii stręczycielka inkasowała po 300 euro. Płacili powiązani z mafią właściciele lokali, które były centrami procederu handlowania kobietami i nielegalnej prostytucji.

Zeznania obciążające Halinę G. złożyło 17 kobiet. Akta tej sprawy to w sumie kilkadziesiąt tomów. Niektóre z ofiar odmówiły składania zeznań w obawie przed zemstą grup przestępczych. Inne, które przeszły pranie mózgów, są przekonane, że same zdecydowały się na prostytucję i nie zostały przez nikogo wciągnięte do tego brutalnego świata. To częsty syndrom ofiar handlu ludźmi. Śledczy szacują, że przez lata swej działalności Halina G. wmanewrowała w cały proceder kilkaset dziewczyn.

 

Kobiecie, której proces zaczyna się w środę w Katowicach, grozi kara do 15 lat więzienia. 

Tagi: prostytucja, mafia, przestępczość, stręczycielstwo, proces, katowice, włochy, michał majewski

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone