20 Grudnia 2015

Prawo i Bezprawie
DSC1301.jpg
autor: Sylwester Latkowski

Franiewski, Kościuk i Pazik. Kto ich powiesił?

  • Franiewski-kosciuk-pazik-olewnik-edited-1.jpg Foto PAP:Grzegorz Michałowsk, Paweł Kubicki
  • wlodzimierz-olewnik.jpg Warszawa, 04.09.2009. Ojciec porwanego i zamordowanego Krzysztofa Olewnika, Włodzimierz Olewnik zeznaje przed sejmową komisją śledczą do zbadania okoliczności porwania i śmierci Krzysztofa Olewnika, w Warszawie. PAP/Tomasz Gzell
  • Krzysztof-Olewnik-1.jpg Krzysztof Olewnik

W ostatnim magazynie „Duży Format” „Gazety Wyborczej” zamieszczono reportaż „Narkotykowy układ w płockim więzieniu”. Autorka, Justyna Kopińska, napisała: „To nie pierwszy raz, kiedy w Zakładzie Karnym w Płocku w dziwnych okolicznościach ginie człowiek, a śledztwa są umarzane”. Przytoczyła przykład Marcina oraz przypomniała, że w więzieniu w Płocku samobójstwo popełnili dwaj zabójcy Krzysztofa Olewnika. Warto więc wrócić do sprawy tajemniczych samobójstw związanych ze sprawę Olewnika. Ta sprawa wstrząsnęła całą Polską i choć ostatnio o niej cicho, nadal budzi ogromne emocje. Do dzisiaj trwa spór, czy kluczowe postacie związane z porwaniem i zabójstwem Krzysztofa Olewnika – Wojciech Franiewski, Sławomir Kościuk i Robert Pazik – sami się zabili, czy zostali zabici.

 

Krzysztof Olewnik, syn właścicieli zakładu mięsnego spod Drobina, został porwany (wersja ta jest podważana przez obecną ekipę śledczą) w nocy 25 października 2001 roku. Wkrótce sprawcy zażądali okupu. Kilkadziesiąt razy kontaktowali się z jego rodziną. W lipcu 2003 roku okup w wysokości 350 tysięcy euro przekazano porywaczom, jednak uprowadzony nie został uwolniony. Jak się później okazało, miesiąc po odebraniu przez przestępców pieniędzy został zamordowany.

 

 

1. FRANIEWSKI: ZAPRZESTAJĄ REANIMACJI. WE KRWI ALKOHOL I AMFETAMINA

 

Wojciech Franiewski, uznawany za szefa grupy, która miała porwać i zabić Krzysztofa Olewnika, był twardzielem. Doświadczony kryminalista. Siedział już w latach 70. i 80. Grypsował, co lokowało go wysoko w hierarchii więziennej. Latem 1989 r., podczas fali strajków w polskich kryminałach, stanął na czele buntu we Wronkach, gdzie odbywał wyrok. Kiedy w 2001 r. po raz kolejny opuścił mury więzienia, na swoim czarnym BMW nalepił napis: „Samochód mafii”. Najbliżej mu było do ludzi z mafii wołomińskiej. I ten brutalny człowiek, w nocy z 18 na 19 czerwca 2007 roku, postanowił popełnić samobójstwo. Pętlę wisielczą zrobił sobie z bandaża elastycznego. Strażnik odciął go własnym scyzorykiem.

 

Załamał się po lekturze akt

 

Według wersji oficjalnej impulsem do powieszenia się Franiewskiego miała być lektura akt śledztwa w sprawie Olewnika. Olsztyński prokurator rejonowy, Piotr Dziekoński, umorzył śledztwo w sprawie samobójstwa Wojciecha Franiewskiego. W uzasadnieniu powołał się m.in. na list, który Franiewski wysłał do żony; z jego treści wynika, że lektura akt sprawy wyraźnie nim wstrząsnęła. Stwierdził wręcz: „Strasznie się męczę i psychicznie, i fizycznie, gorączka tak daje mi się we znaki, a do tego te akta. Czytam i własnym oczom nie wierzę, że można tak kłamać”.

 

Demonstrowane przez Wojciecha Franiewskiego przekonanie, że „po czytaniu akt idzie do domu, bo nic na niego nie mają”, musiało się zmienić, kiedy zapoznał się z materiałem dowodowym. Przeczytał przecież zeznania Kościuka, który ujawnił wszystko, co wie. Franiewski prawdopodobnie zdał sobie sprawę, że czeka go dożywocie.

 

Ważnym argumentem prokuratury olsztyńskiej było znalezienie własnoręcznie spisanego przez Franiewskiego testamentu. Kolejnym dowodem na brak udziału osób trzecich w samobójstwie było napisanie przez Franiewskiego na liście, który otrzymał od żony, następujących słów: „Kasiu! Kocham Cię miłością prawdziwą i szczerą jak na początku tak i teraz! Jak mówiłem, zwłoki spalić i rozsypać na Wólce w alei pamięci. Ucałuj dzieci. Kocham Was i nie pozwolę, żeby na moje dzieci ktoś mówił, że mają ojca mordercę, to kłamstwo! Nikogo nie zabiłem i nikogo nie kazałem zabić. PA! Wojtek”.

 

Dowód nie pasujący do tezy

 

Tuż po rozpoczęciu procesu w Płocku spotkałem się z żoną Wojciecha Franiewskiego. Czy ona wierzyła w samobójstwo? Wątpiła. Przekazała mi listy Franiewskiego i oto odkryłem, że w tym samym liście, na który powołał się prokurator, aresztant celi numer 11 wydał dyspozycje dla żony i wyraźnie wierzył w obalenie dowodów przeciw niemu w sądzie. Pisał:

 

„Kochana Moja Najdroższa!

Dziś niedziela strasznie się męczyłem i psychicznie, i fizycznie, gorączka tak daje mi się we znaki, a do tego te akta! Czytam i własnym oczom nie wierzę, że można tak kłamać. Nawet prokurator zadał jednemu pytanie, że poprzednio zeznawał tak, a teraz tak, a ten A, O i coś tam! jeszcze nie zapoznałem się z całością akt. Ale już wiem, że konieczne będzie odnalezienie kilku dokumentów. Kasiu, pamiętasz, jak miałem ten wypadek w Legionowie co w »mesiu« zderzakiem puknąłem tego forda tranzita na skrzyżowaniu koło Straży Pożarnej w Legionowie. Po tym dostałaś z PZU z Kutna, że wypłacili facetowi odszkodowanie. Znajdź ten dokument i przyślij mi ksero oraz z policji w Legionowie weź jakieś zaświadczenie, że była kolizja i jakie auta brały w niej udział, i kolory samochodów, a szczególnie naszego, bo jak nie, to trzeba będzie uczestnika wypadku wziąć na świadka. Znajdź mi datę rejestracji Kawasaki, bo też mi to będzie potrzebne. No i po skierowaniu sprawy do sądu trzeba będzie odszukać umowę wynajmu. Gdzie mieszkał Olaf z tą dziewczyną, co umarła. Najważniejsza jest ta umowa i jak znajdziesz, to napisz mi datę, kiedy ten człowiek zaczął tam użytkować wszystko. Ogólnie to mam huśtawkę nastrojów, ale w tej sytuacji to normalne i zdając sobie z tego sprawę jakoś pokonuję dzień za dniem. Jeszcze nie skończyłem akt, a już mam tyle haków, że mam na dwie godziny wyjaśniania i pokazywania, jak kłamią i kłamią, i kłamią, no ale jakby mówili prawdę, to bym nie siedział, zresztą Ty chyba też czytałaś te akta, więc coś się orientujesz, a ja nie chcę pisać coś szczegółowego, bo złośliwie zabiorą list. Kasiu więc tak: 1) wypadek w Legionowie, coś z uwzględnieniem koloru naszego mercedesa. 2) Data rejestracji Kawasaki. 3) Data najmu »Olafka« i odnaleźć umowę z rachunkiem, do kiedy tam był. Kocham Cię, Kasiu, tak samo teraz i zawsze, i mocno! Twój Wojtek.

PS. Jestem dobrej myśli i wierzę, że w sądzie prawda pokaże.

Kasiu, namierz dane murarzy, co pracowali wtedy, kiedy zniszczyli nam krzesełka, co chciała Ilona. To było, jak wyprowadzali się z Kochanowskiego. Ustal, kiedy robiliśmy kominek, bo mi wychodzi, że to było w jednym czasie, ale postaraj się może jakiś paragon albo coś. Kocham Cię, Twój Wojtek.

Ucałuj nasze dziecko i moje dzieci, listy dostałem w tygodniu z prasą.”

 

List-z-7-Franiewski.jpgList Wojciecha Franiewskiego

 

Prokurator pominął ten list, bo nie pasował do tezy. Ale nie tylko to kazało podawać w wątpliwość oficjalną wersję. Pilnujący go podczas zapoznawania się z aktami funkcjonariusze zauważyli, że czytał je bardzo dokładnie. Podczas lektury sporządzał notatki. Skrupulatnie sprawdzał każdy tom. W czasie czytania rzucał krótkie uwagi na temat poszczególnych przesłuchań i innych czynności, funkcjonariusze nie wdawali się z nim jednak w żadne dyskusje. Z ich zeznań nie wynika, że po lekturze sprawiał wrażenie załamanego.

 

Piotr Dziekoński, uznając, że Franiewski bez najmniejszych wątpliwości popełnił samobójstwo, w uzasadnieniu swojej decyzji w ogóle nie odniósł się do innych listów osadzonego.

 

W liście z 7 stycznia 2007 r. organizator porwania Krzysztofa Olewnika pisał: „W niedzielę 31 grudnia dali tu gulasz na obiad i zaraz poczułem się źle. O 3 po południu wyrzygałem to gówno, ale byłem już zatruty. Nic nie chciało mi się jeść, pić, żyć, być. (...) Zastanawiam się, czy mi tu czegoś nie dosypali, żeby mnie załatwić”.

 

W innym liście: „Miałem znowu jakiś głupi sen. Strzelali do mnie na strzelnicy, stałem za taką drewnianą tarczą, na której była sylwetka żołnierza. I jak ktoś mnie stawiał albo kazał stawać za tą tarczą i ktoś strzela z kałasznikowów, kulki rozbijały te tarcze obok mnie. Leciały drzazgi i żadna kula mnie nie trafiła. Ciekawe, co to za sny prorocze, ale myślę, że to oznacza, że mnie wrabiają, strzelają, ale nic nie trafia. Myślę, że coś knują w tym śledztwie”.

 

Kto dał alkohol i narkotyki

 

W Akademii Medycznej w Gdańsku dokonano badania próbek krwi i moczu Wojciecha Franiewskiego i stwierdzono, że w moczu zmarłego było 0,4 promila alkoholu. W ocenie biegłego Franiewski na kilka godzin przed śmiercią spożył alkohol w objętości około 50 g, na przykład w postaci dwóch piw, wódki bądź w innej postaci. Odkryto też, że w moczu zmarłego znajdują się pozostałości amfetaminy (0,035 mikrograma na milimetr).

Według opinii biegłych zażycie amfetaminy i alkoholu prawdopodobnie miało miejsce na terenie aresztu.

 

Prokurator przyznał, że w toku przeprowadzonego śledztwa nie udało się uzyskać odpowiedzi na pytania: kiedy, gdzie, w jakich okolicznościach i od kogo nadzwyczajnie strzeżony aresztant Wojciech Franiewski otrzymał amfetaminę i alkohol. Ustalenia nie wykluczają wersji, że zabronione środki zostały dostarczone osadzonemu przez jednego (albo i więcej) funkcjonariuszy SW – pisze Piotr Dziekoński.

 

franiewski-1.jpgWojciech Franiewski

 

Mąż nie ćpał

 

– Wszyscy, którzy go znają, wiedzą, że nie pił, nie ćpał – powiedziała mi żona Franiewskiego. – To dla mnie było dziwne. Jeszcze alkohol, to byłabym w stanie uwierzyć, na odwagę, ale amfetamina? On nigdy tego w życiu nie brał. Nie wierzę w to.

 

Niewiarygodne zeznania strażników

 

Wyjaśnienia funkcjonariuszy także wzbudzają wątpliwości. W opinii sporządzonej dla sejmowej komisji śledczej do zbadania sprawy Olewnika, czytamy:

„Metodyka pracy funkcjonariuszy z 18–19.06.2007 r. w godz. 18.00-06.00. W porze nocnej oddział I i II zabezpiecza jeden funkcjonariusz działu ochrony. Do jego obowiązków należy m.in. kontrolowanie zachowania osadzonych w celach mieszkalnych. Cele kontroluje się w nieregularnych odstępach czasu. Mniej więcej co godzinę w przypadku osadzonych niebezpiecznych. Dowódca zmiany kieruje na oddział funkcjonariuszy z rezerwy w celu wzmocnienia służby. Na podstawie protokołu odtworzenia archiwalnych zapisów wizualnych można odtworzyć z dużą dokładnością pracę oddziałowego i porównać ją z zeznaniami świadków. Przed godz. 21.00 do oddziału I, gdzie służbę pełnił Mariusz K., weszli funkcjonariusze z rezerwy Adam Sz. i Tomasz W. Ulokowali się w dyżurce oddziałowego. W godz. 21.58–22.10 oddziałowy kontrolował cele. Następną kontrolę przeprowadził w godz. 22.53– 22.54. Kontrole kilkunastu cel trwały w pierwszym przypadku jedną minutę i czterdzieści sekund, w drugim kilkadziesiąt sekund. Praktycznie przez dwie godziny oddziały mieszkalne pozostawały bez dozoru. O godz. 23.12 do oddziału przez kratę główną wszedł funkcjonariusz. Na podstawie zeznań świadków nie można było ustalić, kto to był? O godz. 00.14 dowódca zmiany otworzył celę nr 11, zgodnie z zeznaniami Adama Dziedziuka, i podjął akcję reanimacyjną, która trwała około minuty, bowiem o godz. 00.15 funkcjonariusze wyszli z celi nr 11. O godz. 00.28 dowódca zmiany i dwaj funkcjonariusze ponownie weszli do celi nr 11 i przebywali w niej do godz. 00.34. Według zeznania z-cy dyrektora Karola K. polecił on dowódcy zmiany kontynuację reanimacji do czasu przyjazdu pogotowia”.

 

W tej samej opinii zwrócono uwagę na złą pracę zespołu kontrolnego Służby Więziennej do zbadania wszystkich okoliczności wiążących się ze sprawą targnięcia się na życie Franiewskiego. „Zespół przesłuchał kilkunastu świadków. Ich zeznania zostały przyjęte bez weryfikacji, m.in. zeznanie oddziałowego Mariusza Kowalczyka: »Franiewski oglądał telewizję i w sposób dla niego charakterystyczny dał mi znać, że wszystko jest w porządku. Zespół nie potwierdził tego poprzez przesłuchanie innych oddziałowych«”.

 

Zarówno członkowie sejmowej komisji śledczej, jak i opinia publiczna do dzisiaj nie uzyskali wyjaśnień:

– skąd Franiewski miał amfetaminę i alkohol,

– jakie relacje łączyły go z oddziałowym Mariuszem K.,

– z jakich powodów dowódca zmiany przerwał akcję reanimacyjną po minucie, by wznowić ja za 20 minut,

– dlaczego kpr. Tomasz W. i strażnik Adam Sz., przebywający na dyżurce oddziałowego przed godz. 24.00, nie zauważyli na ekranie monitora przygotowań do popełnienia samobójstwa, które musiały trwać kilkanaście minut?

 

Tak powiesić się mogła tylko osoba znająca ludzką anatomię

 

Hubert Woźniak i Bogdan Wróblewski w „Gazecie Wyborczej” zwrócili także uwagę na kolejny zastanawiający fakt. Biegły o śmierci Franiewskiego napisał: „Sposób przeprowadzenia samobójstwa świadczy o świetnej znajomości anatomii człowieka. Pętla posiadała zawiązane dwa supły (praktyka niespotykana). Powodowało to uciśnięcie tętnic, przez co osadzony w pierwszej kolejności stracił przytomność, a następnie osunął się o dwa, trzy centymetry. To powodowało zaciśnięcie się pętli i jego uduszenie. Osadzony w ten sposób uniknął reakcji obronnych – nie szamotał się”. Gdzie taką znajomość anatomii zdobył ślusarz z wykształcenia, Wojciech Franiewski?

 

Obawiam się o swoje życie i zdrowie

 

Osiem miesięcy wcześniej, 30 października 2006 r., zanim go znaleziono powieszonego w celi, Franiewski napisał skargę do Sądu Okręgowego w Płocku. Poinformował, że został przez administrację aresztu umieszczony samotnie w celi w specjalnym oddziale, gdzie nikt nie przebywa. Nie nadano mu statusu więźnia niebezpiecznego, ale osadzono go w celi izolacyjnej. W takiej inni więźniowie odsiadują karę dyscyplinarną izolatek – najdłużej może ona trwać 28 dni i jest to najsurowsza kara. Dodał: „Obawiam się o swoje życie i zdrowie, że z nikomu nieznanych powodów podetnę sobie żyły, powieszę się lub zjem nieświeżą żywność i umrę. Obawiam się również o to, że mogą być mi podawane jakieś narkotyki, po których przyznam się, że jestem Husajnem albo Alibabą. A najgorsze, że zostanę zmuszony do przyznania się do zarzutów, które próbuje mi udowodnić prokuratura”.

Skarga ta została rozpoznana przez Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej w Olsztynie. Uznano ją za bezzasadną.

 

Oddziałowy Franiewskiego także się wiesza

 

Gdyby nawet chciano ponownie zbadać, co się rzeczywiście wydarzyło w areszcie w Olsztynie, jest to już niemożliwe. W lipcu 2009 roku, w nocy z 12 na 13, funkcjonariusz z aresztu śledczego w Olsztynie, Mariusz K., który nadzorował Franiewskiego tej nocy, popełnił samobójstwo. Powiesił się w na drzewie przy drodze Morąg–Raj. Oficjalny powód to kłopoty finansowe strażnika, wpadł w pętlę zadłużenia. W raporcie komisji śledczej można przeczytać jeszcze o tym, że „samobójcza śmierć osadzonego (Franiewskiego) wywołała depresję u Mariusza K.”.

 

olewnik-Kosciuk.jpgPłock, 16.10.2007. Sławomir Kościuk (L) na sali Sądu Okręgowy w Płocku nz. Sławomir Kościuk PAP/Paweł Kubicki

 

2. KOŚCIUK: NIE MÓGŁ POWIESIĆ SIĘ SAM

 

„Zabili Kościuka” – taki SMS rozsyłali między sobą adwokaci reprezentujący sprawców uprowadzenia i zabójstwa Krzysztofa Olewnika. Nikt z nich nie wierzył w wersję oficjalną, według której Sławomir Kościuk powiesił się w piątkowy wieczór, z 4 na 5 kwietnia 2008 r., między 21.18 a 22.00 w celi numer 505 aresztu śledczego w Płocku.

 

Przypominano że Kościuk ujawnił śledczym, że w sprawę Olewnika zamieszani byli policjanci. Do zaginięcia Krzysztofa miało dojść po policyjnej imprezie w jego domu. Niektórzy wspomnieli o zemście rodziny Olewnika. Brano wszystkie hipotezy pod uwagę, ale nie to, że Kościuk targnął się na swoje życie. Nie wierzono w jego nagłe załamanie psychiczne. Kościuk liczył na to, że w apelacji wyrok dożywocia, otrzymany w pierwszej instancji, zostanie złagodzony. Jego rodzina – siostra to dobrze usytuowany prawnik, brat omal nie został wiceministrem sportu – nie zostawiła go samego.

 

Powiesił się na siedząco

 

Funkcjonariusze służby więziennej znaleźli go siedzącego w kąciku sanitarnym na muszli klozetowej. Powiesił się na prześcieradle, którego drugi koniec był przywiązany do kraty koszowej. Przebieg tamtej nocy tak jest opisany w materiałach komisji śledczej: „W porze nocnej w oddziale piątym służbę pełnił jeden oddziałowy. Do jego obowiązków należy m.in. kontrolowanie zachowania osadzonych w celach. Do godz. 21.12 służbę w oddziale pełnił Janusz K., a następnie Tomasz M. Kontrola cel była przeprowadzona o godz. 21.18, a następnie w czasie wygaszania świateł o godz. 22.00. Osadzony Kościuk nie był widoczny przez wizjer w drzwiach celi. Pomimo stukania w drzwi celi nie było z jego strony żadnej reakcji. Wezwany dowódca zmiany otworzył celę około godz. 22.05. Skazany siedział wyprostowany na sedesie z głową lekko pochyloną w stronę prawego ramienia. Pętla do kraty koszowej była przymocowana powyżej czubka jego głowy na około 20 cm. Oddziałowy usiłował podnieść pętlę, ale nie mógł włożyć pomiędzy pętlę a szyję ręki. Po wejściu do celi odwiązał koniec pętli od kraty koszowej. Pętla była sucha. Podjęto akcję reanimacyjną. Karetka przyjechała w ciągu 8 minut. Lekarz stwierdził zgon”.

 

Nie był załamany, jak twierdzono oficjalnie

 

Ponownie w mediach rozpowszechniono wersję o rozchwianiu emocjonalnym, które doprowadziło do tragicznego kroku aresztanta. Sławomir Kościuk na wolności nadużywał alkoholu, miewał stany depresyjne. Po wyroku, jaki usłyszał w płockim sądzie, miał prawo popaść w rozpacz. Prokurator obiecywał mu przecież nadzwyczajne złagodzenie kary. Liczył na osiem lat, najwyżej piętnaście. To dawało jakąś perspektywę, dożywocie odbierało nadzieję.

 

W tej wersji jest jednak pełno dziur jak w szwajcarskim serze. Tak jak w przypadku samobójstwa Wojciecha Franiewskiego, psycholog i wychowawca nie zauważyli wcześniej w zachowaniu Kościuka niczego niepokojącego. Według nich nie był osobą załamaną psychicznie. Do mediów docierały tylko wcześniejsze ustalenia, według których miał trudności w dostosowaniu się do warunków więziennych. Po osadzeniu w areszcie śledczym w Warszawie (Mokotów, 3.11.2005 r.) podczas pierwszej rozmowy z psychologiem (4.11.2005 r.) oświadczył, że ma omamy słuchowe, doświadcza urojeń i ma myśli samobójcze. Według psychologa stan psychiczny niestabilny.

 

W materiałach komisji śledczej znajdujemy potwierdzenie powolnej akceptacji przez Kościuka sytuacji, w jakiej się znalazł. Do kwietnia 2006 r. był sześciokrotnie konsultowany przez psychologa. 28.06.2006 r. został przetransportowany do aresztu śledczego w Gdańsku, gdzie został poddany operacji usunięcia tętniaka mózgu. 5.09.2006 r. trafił do zakładu karnego w Barczewie, osadzono go w celi dla niebezpiecznych. Tym razem w opiniach psychologa i wychowawców czytamy, że zaakceptował warunki izolacji, nie chciał wychodzić na spacer, bo, jak twierdził, „ktoś go śledził z lornetką”. W czerwcu 2007 r. został poinformowany o samobójstwie Franiewskiego. Informację przyjął spokojnie. We wrześniu 2007 r. został przetransportowany do więzienia w Płocku. Wielokrotnie konsultowany był przez lekarza psychiatrę. 1 i 2 kwietnia rozmawiał z psychologiem w związku z wyrokiem. Stan psychiczny nie budził zastrzeżeń, wypowiedzi były logiczne i spójne. Cieszył się ze spotkania z matką i siostrą.

 

Widziałem osobiście Sławomira Kościuka na ławie oskarżonych: był zdumiewająco spokojny.

 

W postępowaniu wyjaśniającym okoliczności popełnienia samobójstwa przez Sławomira Kościuka, przeprowadzonym przez służbą więzienną, stwierdzono, że „w okresie od 31.03.2008 r. do 4.04.2008 r. psycholodzy i wychowawca nie stwierdzili symptomów świadczących o załamaniu czy też przygnębieniu. Stan osadzonego był stabilny i nie budził zastrzeżeń. W ocenie wychowawcy zarówno postawa, jak i zachowanie osadzonego nie wskazywały na zamiar popełnienia samobójstwa”.

 

Toksyczna dawka psychotropów

 

Po śmierci Kościuka biegli w jego krwi odkryli, jak to określili, toksyczną dawkę psychotropów. To mogło wpłynąć na podjęcie samobójczej decyzji. Pojawiły się pytania: W jaki sposób wszedł w posiadanie karbamazepiny, skoro był leczony haloperidolem? W jaki sposób zgromadził tak dużą ilość leków? Ktoś mu podawał leki, dosypywał do jedzenia? Oczywiście tego nie ustalono.

 

W opinii sporządzonej dla komisji śledczej zwrócono uwagę, że w przypadku śmierci Sławomira Kościuka nie ustalono, co było przyczyną złamania kilku żeber u ofiary i dziwnych otarć na przedramionach, a w szczególności nie wyjaśniono:

– w jaki sposób i kiedy doznał obrażeń przedramienia i goleni,

– jaki był odstęp pomiędzy punktem powieszenia a szyją (jeżeli zbyt krótki,

to nie mógł powiesić się sam),

– czy możliwe jest ręczne odwiązanie pętli wisielczej?

 

Faktem jest jedno. Sławomir Kościuk przez cały swój pobyt w areszcie obawiał się o swoje życie: nie wychodził na spacery i do łaźni. O swoje życie w więzieniu obawiała się także trzecia kluczowa postać w sprawie Olewnika, był to Robert Pazik. Opinię publiczną zapewniano jednak, że Pazik i reszta skazanych w tej sprawie zostaną objęci szczególną ochroną.

 

robert-pazik.jpg31.03.2008: Robert Pazik na sali rozpraw Sądu Okręgowego w Płocku. PAP/Grzegorz Michałowsk

 

3. PAZIK: WYROK ŚMIERCI

 

Lekceważące traktowanie przez organy ścigania Roberta Pazika od początku wzbudzało zdziwienie. Już kilkanaście dni po porwaniu, 14 listopada 2001 r., przesłuchano go w charakterze świadka, choć później okazało się, że był jednym z zabójców Krzysztofa Olewnika. Wytypowano go z automatu, w rutynowej procedurze działania, jako jednego z karanych wcześniej mieszkańców Drobina. Kilku policjantów wymieniało go w notatkach operacyjnych jako potencjalnego sprawcę. Nie objęto go jednak, jak się to określa w policyjnym slangu, kontrolą operacyjnego rozpoznania. Nie podjęto jego obserwacji, nie sprawdzono, z kim się kontaktuje i gdzie bywa, nie założono podsłuchu na jego telefonie. Uznano, że jego wyjaśnienia do sprawy nic nie wnoszą.

 

Bał się więzienia w Płocku

 

Po śmierci Sławomira Kościuka, jego wspólnika Roberta Pazika przewieziono do więzienia w Sztumie. Od początku skarżył się na samotność w celi, narzekał, że to go niszczy psychicznie. Do dzisiaj nikt nie jest w stanie wyjaśnić, dlaczego dyrekcja zakładu karnego w Płocku, wiedząc o złej kondycji psychicznej Pazika, nie uczyniła nic, by go dopilnować, kiedy wrócił pod jej opiekę.

 

Zabójcę Krzysztofa Olewnika przewieziono z zakładu karnego w Sztumie do Płocka, bo miał stawić się w sądzie w Sierpcu – był oskarżony o pomocnictwo w rozboju. Według jego bliskich miał wtedy stwierdzić, że to będzie dla niego wyrok śmierci.

 

Śmierć Kościuka przyjął obojętnie

 

Te, ujawnione później, okoliczności jego pobytu w aresztach i więzieniu nakazywały objęcie go szczególnym nadzorem. Do aresztu śledczego w Olsztynie został przyjęty 26 października 2006 r. W pierwszych dniach pobytu decyzją komisji penitencjarnej został zakwalifikowany jako wymagający osadzenia w celi dla niebezpiecznych. Pazik był wielokrotnie konsultowany psychologicznie i psychiatrycznie. Narzekał na zaburzenia snu, bóle głowy, natrętne myśli samobójcze. W lipcu 2007 r. przestał spożywać posiłki lub spożywał je częściowo. W sierpniu 2007 r. stwierdzono u niego mechaniczne obrażenia ciała w postaci otarcia naskórka w okolicy szyi i karku. Podczas wizyty u lekarza 7 sierpnia 2007 r. stwierdzono podbiegnięcie krwawe w obrębie prawego oczodołu. Stwierdził, że uderzył się o stołek. 13 listopada spożył większą ilość leków w celu uniknięcia udziału w rozprawie sądowej. W lutym 2008 r. dwukrotnie sporządzano wniosek o ukaranie dyscyplinarne z powodu próby nawiązywania nielegalnego kontaktu ze współosadzonymi. W kwietniu 2008 r. w czasie rozmowy z wychowawcą został poinformowany o samobójstwie Sławomira Kościuka. Przyjął to obojętnie. 22 grudnia 2008 r. nie wyraził zgody na poradę psychiatryczną.

 

Zlekceważona notatka

 

9 stycznia 2009 r. Rober Pazik został przetransportowany do Zakładu Karnego w Płocku. 16.01.2009 r. psycholog w książce przebiegu służby oddziałowego zaleciła wzmożoną kontrolę zachowania Roberta Pazika, aż do odwołania. Zlekceważono zarówno to, jak i notatkę, która wędrowała za więźniem Pazikiem.

 

6 kwietnia 2008 r. dyrektor aresztu w Łodzi sporządził notatkę, w której zapisał: „Zostałem poinformowany telefonicznie przez dowódcę zmiany o możliwości dokonania samobójstwa przez kolejnego współuczestnika przestępstwa, w którym uczestniczył również Ireneusz Piotrowski. W związku z powyższym w dniu dzisiejszym przeprowadzono rozmowę na powyższy temat (z Piotrowskim – przyp. aut.). Osadzony stwierdził, iż »to nie koniec samobójstw, będzie trzecie«. Swoje stwierdzenie opiera na tym, że rozmawiał z osadzonym Pazikiem Robertem (przebywającym w Zakładzie Karnym w Płocku), który zwierzył mu się, iż nie wytrzyma dożywotniego pobytu i w więzieniu popełni samobójstwo. Zgromadził w tym celu 10 tabletek Relanium, jednakże zarekwirowali je funkcjonariusze SW w Płocku podczas jednej z kontroli. Pomimo wzmożonego nadzoru jego zachowania ze strony funkcjonariuszy SW i tak podejmie próbę popełnienia samobójstwa”.

 

Z notatką zapoznał się dyrektor Zakładu Karnego w Płocku, pułkownik Artur Kowalski, jednak nie zarządził szczególnych środków nadzoru.

 

areszt-zaklad-karny-plock.jpgZakład Karny w Płocku (Mazowieckie) PAP/Piotr Piotrowski

 

Łatwo doprowadzić do samobójstwa

 

– Tak słabego psychicznie więźnia łatwo doprowadzić do tego, by się sam wyhuśtał. U nas nikt się tym nie przejmuje. Złodziej jest nikim, traktuje się go gorzej niż psa – usłyszałem od funkcjonariusza zakładu karnego w Płocku.

 

Z akt służby więziennej, do których dotarła sejmowa komisja śledcza, wynika, że w nocy z 18 na 19 stycznia 2009 służbę w oddziale V, gdzie przebywał Pazik, odbywał sierż. Krzysztof B., na chwilę jego obowiązki przejął chorąży Andrzej L. Po godzinie Krzysztof B. wrócił na oddział. „Według słów oddziałowego o godz. 3.40 Pazik leżał na łóżku. Podczas następnej kontroli o godz. 4.40 osadzony nie był widoczny przez wizjer oraz nie reagował na pukanie w drzwi celi i wezwanie do pokazania się. Po zapoznaniu się z tą informacją sierżant polecił przynieść klucze od celi, gdyż nie miał ich ze sobą. Po otwarciu celi okazało się, że osadzony Pazik wisi na kracie koszowej po lewej stronie. Po przecięciu pętli dowódca zmiany rozpoczął reanimację. Wezwana ekipa pogotowia ratunkowego kontynuowała reanimację, bezskutecznie”.

 

– Czy ktoś się zastanawiał, dlaczego Pazik powiesił się w tym samym miejscu celi co Kościuk? Dlaczego, wiedząc, że jest to szczególny więzień, nie zamontowano tam kamery? Tak jakby komuś zależało na tym, by stało się to, co miało się stać – usłyszałem od strażnika z Płocka.

 

Wykorzystałem fragmenty książki "Olewnik. Śmierć za 300 tysięcy." Sylwester Latkowski, Piotr Pytlakowski; Świat Książki, 2009

Tagi: franiewski, kościuk, pazik, krzysztof olewnik, więzienie, samobójstwa, umorzenie, zakład karny, areszt, płock, olsztyn, sztum, sejmowa komisja śledcza, sylwester latkowski

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone