11 Listopada 2015

Prawo i Bezprawie
DSC1301.jpg
autor: Sylwester Latkowski

Co w policji i służbach? Jeśli sam nie odejdziesz, zrobią ci kontrolę

  • komorowski-pytel-abw-skw.jpg Warszawa, 02.05.2015. Prezydent Bronisław Komorowski oraz nominowany na stopień generała brygady szef ABW płk. Dariusz Łuczak (7P), nominowany na stopień generała brygady szef SKW płk. Piotr Pytel (6P), nominowany na generalski stopień nadbrygadiera komendant wojewódzki PSP - st. bryg. Józef Galica (5P) z Mazowsza, nominowany na generalski stopień nadbrygadiera komendant wojewódzki PSP - st. bryg. Tadeusz Milewski (4P) z Lublina, nominowany na generalski stopień nadbrygadiera komendant wojewódzki PSP - st. bryg. Andrzej Szcześniak (3P) z Dolnego Śląska, nominowany na stopień generała brygady Straży Granicznej - komendant Nadodrzańskiego Oddziału Straży Granicznej płk Andrzej Kamiński (2P), nominowany na stopień generała brygady Straży Granicznej - jeden z trzech zastępców komendanta głównego płk Andrzej Pilaszkiewicz (P) podczas uroczystości. PAP/Bartłomiej Zborowski

„Normalka. Tak jest co cztery lata. Teraz wyjątkowo, bo po ośmiu. Dokładnie tak samo było w 2008. Nowi, wygłodzeni bardzo, więc apetyty rozdęte”. – To komentarz byłego szefa jednej ze służb o sytuacji, jaka teraz panuje: od policji, ABW, przez AW, SKW… aż po straż graniczną.

 

 

Rozgoryczenie. Frustracja. To najczęściej notowana refleksja po spotkaniach z policjantami i oficerami służb. Opowiadają o spotkaniach (na wyjazdowych szkoleniach), gdzie się ostro pije i wylewa żółć na przełożonych.

– W policji tak źle dawno nie było, gorzej już nie może być – uwaga jednego z komendantów większego miasta.

Wpierw obstawiano, kto będzie szefem MSW. Od tygodni już wiedziano o Mariuszu Błaszczaku jako faworycie. Trwają spekulacje: kto będzie Jedynką, czyli komendantem głównym policji.

– Jak słyszę, kto ma być nowym głównym (komendantem policji – aut.), to mam ochotę napisać wniosek o przejście na emeryturę – mówi wysokiej rangi policjant.

 

Kolejny rozmówca, oficer ABW: – Dobrowolnie ewakuuję się. Po co mają mnie zmuszać do tego? Na takich, którzy nie chcą odejść, ma się kontrolę. Zarzuty? Na każdego coś się znajdzie. Wystarczy je postawić,  zawieszą cię na miesiące i jak się człowiek wybroni, to już nieważne, że to inni ukradli, i tak ma się etykietkę „niepewnego”. A z tym długo nie pociągniesz.

 

Na każdego coś się znajdzie

 

Kiedyś Paweł Wojtunik w rozmowie ze mnę i Piotrem Pytlakowskim do książki „Biuro Tajnych Spraw. Kulisy Centralnego Biura Śledczego” zwrócił uwagę na nieumiejętność rozstawania się nowych ze starymi. Zawsze są ofiary: – Kilku świetnych policjantów zostało zniszczonych, jak Tomek Warykiewicz, on nie powinien był odejść. Tak samo Piotrek Wróbel, Andrzej Borek, który był jednym z dłużej urzędujących i lepiej wspominanych dyrektorów (CBŚ). Był szanowany. Jego zastępcę Walendziaka też chciano wykończyć. Odszedł przez jakąś wyimaginowaną aferę, wkurzył się i powiedział, że ma to gdzieś. Zrobiono mu niby-kontrolę, z pięciu tysięcy w jakimś tam raporcie zrobiono pięć milionów, celowo skonstruowano machinę, która to nagłośniła medialnie. Zlinczowano go za pomocą mediów. Tomka Warykiewicza próbowano wrobić w nadużycia z funduszem specjalnym. A mnie wmawiano, że zgubiłem złotego roleksa, którego u nas nigdy nie było i którego nigdy nie zgubiłem. (…) To, że ludzie odchodzą z poczuciem krzywdy, jest widoczne nie tylko w CBŚ. To jest problem całej policji. Policja nie umie się rozstawać ze swoimi pracownikami. Nie potrafi podziękować, nagle człowiek staje się wrogiem. Wiele osób jest żegnanych w sposób niepełny albo dorabia się podteksty. Walendziak był w CBŚ zakochany, a oszczerstwo się do niego przykleiło.

 

Przyszedłem do policji złodziei łapać, a nie herbatę parzyć

 

Tomek Warykiewicz dokładniej opisał sposób zmuszania do odejścia:  – Zmuszono mnie do tego. Po Starachowicach. Ponieważ nie chciałem odejść, zarządzono kontrolę. Wezwał mnie na piętnastą komendant główny, Antek Kowalczyk, tam u niego siedzą już dyrektor kontroli i nowy dyrektor CBŚ. Kowalczyk mówi: „Wiesz, Tomek, muszę ci zakomunikować, że wydałem polecenie kontroli. Oczywiście to nie jest nic przeciwko tobie. Mam jeszcze listę pytań przed tą kontrolą. Chcę, byś się ustosunkował”. Pytań było trzynaście. Dwanaście dotyczyło funduszu operacyjnego. Trzynaste było prywatne. „Z szacunku dla pana komendanta nie odniosę się do tego ostatniego” – powiedziałem. On: „No dobrze, ale te pozostałe dwanaście?”. „Chciałbym panu komendantowi powiedzieć, że nie jestem dysponentem funduszu operacyjnego”. On: „Jak to?”. Ja – że wszystkie decyzje podejmuje dyrektor CBŚ, ja tylko proponuję, a on się zgadza albo nie. Szwajcowski (dyrektor CBŚ) omal nie wjechał pod stół, bo to on napisał raport, że stwierdził nieprawidłowości w funduszu operacyjnym. To znaczy, że sam jest teraz podejrzanym. Kowalczyk zrobił się czerwony na twarzy. Na drugi dzień pojawiło się u mnie trzynaście osób i punkt po punkcie sprawdzali. Podeszli do mnie po czekistowsku. Śmieszne to wszystko było, bo ja przez dwa lata pisałem raporty, żeby ktoś skontrolował finanse zarządu. To jest półtora miliona euro rocznie. Niech ktoś wreszcie wyda opinię jak mamy pracować. Po trzech dniach kontroli, pytań o dokumenty, których nigdy nie miałem na stanie, przychodzi do mnie jeden z nich i pyta: „O co tu chodzi?”. Kontrola zakończyła się raportem, który się nie spodobał górze. Kazali go zmienić, ale szef zespołu kontrolującego się nie zgodził, więc zamknęli ten raport w szafie dyrektora biura. Po roku wezwał mnie szef biura i mówi, że w raporcie pokontrolnym są wytyczne, które trzeba w terminie zrealizować. Odpowiedziałem, że nie są to dla mnie wytyczne, ale dla pana, ja tego nie czytałem. Następnego dnia dostałem oddelegowanie do Szczytna, bez pełnienia obowiązków. Tam miałem dużo wolnego czasu i czytałem artykuły w prasie, jak to sobie za państwowe pieniądze podróżowałem do Rio ze złotym roleksem na ręku. Jak to Dziewulski doradzał komendantowi, aby to wszystko siekierą wyciął. Przecież to korupcja! Aż przyszedł Gienek Szczerbak – zadzwoniłem do niego, by zakończyli zabawę, byłem przecież nadal naczelnikiem zarządu: zróbcie coś ze mną w tę czy w tamtą, ale złodzieja ze mnie nie róbcie! I wróciłem do zarządu. Tam jednak któregoś dnia Gienek bierze mnie na stronę i mówi, że mi nie darują i muszę uciekać z zarządu. W 2003 roku odszedłem. Wysłano mnie na Bałkany, gdzie pomagałem bośniackiej policji. Kolejne wybory, przyszedł nowy komendant, Marek Bieńkowski (komendant główny w latach 2005–2007), i wyznaczył mi funkcję robienia kawy i herbaty delegacjom zagranicznym, ponieważ umiem mówić po angielsku. Więc napisałem raport o odejściu – przyszedłem do policji złodziei łapać, a nie herbatę parzyć – i odszedłem na emeryturę.

 

Kariera na plecach kolegów

 

Dla wielu to szansa na awans. Zamierzają wykorzystać czas zmiany. – Taka instytucja – słyszę. Tu się robi karierę na plecach kolegów. I trzeba wiedzieć, jaki teraz dwór rządzi. Ostatnio był z tym problem. Człowiek miał poczucie poruszania się w tym wszystkim jak słoń w składzie porcelany.

Inny rozmówca dodaje: – Może ktoś wreszcie zacznie się interesować służbami, a nie filozofować i budować wszystko na konflikcie.

– Większość odchodzi i na szczęście mają gdzie – na emerytury – mówi mi jeden z byłych szefów UOP. Zwraca uwagę, że nominacja Mariusza Kamińskiego, byłego szefem CBA, na koordynatora do spraw służb oznacza jedno: zwiększenie znaczenia roli służb w planowanych zmianach w państwie. Na koniec rzuca żartem: – Ciekawe, jak teraz Paweł Wojtunik (szef CBA, który doprowadził do wszczęcia sprawy przeciwko Kamińskiemu – aut.) będzie składał raporty Kamińskiemu?

Nie muszę go nawet pytać. Znam odpowiedź: „Jak zwykle, zgodnie z prawem”.

Tagi: służby, cba, sylwester latkowski, paweł wojtunik, tomasz warykiewicz, mariusz kamiński, piotr wróbel, andrzej borek, cbś, abw, skw, policja

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone