22 Października 2015

Prawo i Bezprawie
DSC1007.jpg
autor: Paulina Socha-Jakubowska

Bezwzględny jak bank. Czyli jak jedna pomyłka kosztowała przedsiębiorcę 60 tysięcy złotych

  • alior-bank.jpg Warszawa, ALIOR BANK. PAP/Rafał Guz

Po przeczytaniu tej historii niektórzy mogą powiedzieć, że za błędy trzeba płacić. W tym przypadku dosłownie. Zresztą tego samego zdania jest bank, który – podpierając się restrykcyjnym regulaminem – nie uwzględnił reklamacji. W ten sposób błyskawicznie wyłapany błąd pracownika kosztował jego pracodawcę 60 tysięcy złotych. Historia ta może być nauczką dla innych, którzy sądzili, że negocjacje z bankami mogą skończy się happy endem.

Nawet gdy na błędzie klienta bank nic nie traci.

 

 

Przemysław Rzodkiewicz historię swojej współpracy z Alior Bankiem postanowił opowiedzieć głównie po to, by pokazać działania tej instytucji, które jego zdaniem nie mają logicznego sensu. Są jedynie wyrachowaną grą prowadzoną przez bank z ludźmi powierzającymi mu swoje pieniądze. Gra polega na żerowaniu na pomyłce.

 

Warto tu uzupełnić, że mowa o banku, który chwali się 3 milionami klientów, w tym 123 tysiącami klientów biznesowych. Takich jak Rzodkiewicz, właściciel firmy generującej miliony złotych, trafiających od przynajmniej dwóch lat na konta tego konkretnego banku.

 

Dodam też, że Przemysław Rzodkiewicz składał reklamację, odwoływał się od odmowy jej uwzględnienia i pisał listy do każdego z członków zarządu, żeby wiedzieli,

w jaki sposób ich bank postępuje z biznesowymi klientami. A w zasadzie ich traci.

– Gdyby to był lombard, nie dziwiłyby mnie takie zagrania. Ale mówimy o banku. Jestem zdruzgotany tym, jak w Polsce można robić biznes w instytucjach, które nazywają się instytucjami zaufania publicznego – mówi zaczynając swoją opowieść.

 

Fatalna pomyłka

 

Od 23 lat prowadzi interesy. Kilka lat temu zdecydował się skorzystać z oferty Alior Banku i tam założyć konto firmowe. A także – kilka subkont: złotówkowe, dolarowe i w euro.

Oprócz tego jego firma korzysta z platformy wymiany walut ze „specjalnymi, preferencyjnymi w stosunku do tabeli kursów wymiany walut” warunkami. Co w tej historii jest nie bez znaczenia.

 

22 września jego pracownik robił przelew na rachunek Alior Banku. Kwota 164 tysięcy euro miała trafić  na odpowiednie dla europejskiej waluty konto. Jednak pomylił się i zrobił przelew w euro na subkonto dolarowe.

 

– Od razu dostrzegł błąd. Zadzwonił do mnie. Uznałem, że pomyłka jest oczywista, ale nie sądziłem, że dla banku to może być jakikolwiek problem. Oczywiście zadzwoniliśmy do naszego opiekuna w banku. Powiedzieliśmy, co się stało. Spytaliśmy, czy można sytuację odwrócić. I albo przeksięgować te środki na właściwe konto, albo zwrócić je na to, z którego zostały wysłane – relacjonuje przebieg zdarzeń.

 

Szybko okazało się, że bank rozkłada ręce i podpierając się regulaminem oznajmia, że w sprawie nic nie da się zrobić.

 

Na tym jednak nie koniec.

 

Problem w tym, że bank dwukrotnie przewalutował zaksięgowane omyłkowo środki po kursie ze swojej własnej tabeli. Czyli najpierw z euro na złotówki, a potem ze złotówek na dolary. – Finał tej operacji był taki, że na odpowiednie subkonto wpłynęły nam dolary, tyle że straciliśmy na tym ok. 60 tysięcy złotych – mówi Przemysław Rzodkiewicz. – Bank mógł od biedy wymienić te pieniądze po tym naszym, czyli preferencyjnym kursie. Mamy „spready” dużo niższe. Jeśli w ten sposób wymieniłby euro na dolary – mówilibyśmy o koszcie wynoszącym 85 euro. Czyli 200 razy mniejszym niż ponieśliśmy – dodaje.

 

Wyższa kultura bankowości

 

Dwa dni po feralnym przelewie firma Rzodkiewicza złożyła reklamację. W piśmie zaznaczono, że bank, w chwili gdy zauważono błędnie zaksięgowaną transakcję, mógł podjąć próbę potwierdzenia jej autentyczności. Tak się jednak nie stało. Poza tym mógł – zdaniem firmy – przewalutować środki z wykorzystaniem platformy wymiany walut, z której firma Rzodkiewicza przecież korzysta.

 

– Reklamacja została odrzucona. Bank stwierdził, że postąpił zgodnie z regulaminem. Że mógł tak zrobić. Zgadzam się, mógł. Ale czy powinien? Zastanawiam się, gdzie jest ta „wyższa kultura bankowości” i etyka w biznesie. Odwrócenie tej transakcji nie byłoby stratą dla banku. Jednak jej nieodwrócenie to zysk, który został wygenerowany w sposób nieetyczny – uważa klient banku.

 

Przemysław Rzodkiewicz dodaje, że rozmawiał z innymi bankami i wie, że w podobnych przypadkach wstrzymują one taki przelew, kontaktują się z klientem i informują o pomyłce. Są w stanie przeksięgować środki. Dlatego jego zdaniem działanie Alior Banku obliczone było na „naciągnięcie go jako klienta”. – Od straty, którą poniosłem, istotniejsze jest żerowanie banku na pomyłce. Dlatego nawet jeśli okazałoby się, że nie uda mi się wywalczyć pieniędzy, odzyskać ich, chcę, by inni ludzie dowiedzieli się o działaniach Alior Banku.

Moje otoczenie biznesowe już wie o tej sprawie. Jestem o krok od założenia strony internetowej, która będzie agregowała informacje o tym, jak postępują banki – podkreśla rozgoryczony biznesmen.

 

 

Bank: nic się nie stało

 

Julian Krzyżanowski, rzecznik prasowy Alior Banku, odpowiada, że ze względu na obowiązującą go tajemnicę bankową nie może szczegółowo odnieść się do tego konkretnego przypadku.

 

Jednak zapewnia, że działanie Alior Banku w tej sprawie było w pełni prawidłowe. Jako dowód dołącza zestaw punktów regulaminu, którym bank się kierował. Wśród nich zapis o tym, że bank „nie wymaga zgody Klienta na dokonanie przewalutowania środków w przypadku niezgodności waluty przelewu i waluty rachunku”.

Tagi: przemysław rzadkiewicz, alior bank, pomyłka, przewalutowanie, strata

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone