01 Października 2015

Prawo i Bezprawie
DSC1212.jpg
autor: Michał Majewski

Afera podsłuchowa. Służby tropią dziennikarzy

  • CBA-Wojtunik-Pawel.jpg Warszawa, 05.03.2015. Szef CBA Paweł Wojtunik (rozmawia z dziennikarzami w drodze na posiedzenie sejmowej komisji do spraw służb specjalnych, PAP/Jacek Turczyk

ABW tropi dziennikarzy w związku z aferą taśmową. I robi to grubo ponad rok od wybuchu sprawy. Działania dotyczą między innymi Sylwestra Latkowskiego, byłego szefa „Wprost”, obecnie naczelnego portalu Kulisy24.com.

 

 

W ostatnich dniach prokuratorzy z warszawskiej Pragi przesłali do sądu akt oskarżenia w sprawie afery taśmowej. Obejmuje on cztery osoby: biznesmena Marka Falentę, jego szwagra Krzysztofa Rybkę, kelnera Łukasza N. oraz sommeliera Konrada L. Jednak dla prokuratury nie jest to zamknięcie afery taśmowej. 

 

Wątek zorganizowanej grupy

Część wątków została wyłączona do odrębnych śledztw. Dwa dni temu portal TVN24.pl cytował Renatę Mazur, rzeczniczkę Prokuratury Okręgowej na Pradze: „Prokurator Anna Hopfer prowadzi osobne postępowanie w sprawie zorganizowanej grupy, która miała nielegalnie nagrywać gości znanych restauracji. W tym śledztwie badany jest udział w procederze także innych osób niż w zamkniętym postępowaniu”. Zawiadomienie w tej sprawie złożył jeszcze latem zeszłego roku mecenas Roman Giertych, reprezentujący nagranego Radka Sikorskiego.

Wątek „zorganizowanej grupy”, jak podał TVN24.pl, został wyłączony do odrębnego postępowania w lipcu tego roku. 

 

Czy mieszkał u was Latkowski?

Nasz rozmówca z organów ścigania: „Kilka tygodni temu funkcjonariusze ABW rozpytywali w trójmiejskich hotelach o Latkowskiego. O to, gdzie się zatrzymywał w czerwcu 2014 roku. Chodzi o okres przed wybuchem afery i tuż po pojawieniu się pierwszego tekstu we »Wprost«. Ponownie analizowane są bilingi i logowania telefonu Latkowskiego w poszczególnych stacjach telefonii komórkowej. Te sprawdzenia dotyczą również innej osoby. Szefa CBA, Pawła Wojtunika”. 

Jest tajemnicą poliszynela, że dziennikarze stojący za publikacjami byli inwigilowani w zeszłym roku, po wybuchu afery. Służby próbowały w ten sposób dojść, w jaki sposób nagrania znalazły się w redakcji tygodnika.

 

Sienkiewicz mówi: nie 

Dlaczego robi się to ponownie? O tym za chwilę. Najpierw o tym, jaki jest pretekst do ponownego wypytywania przez ABW o Latkowskiego, ale też o Wojtunika. Tuż przed pierwszą publikacją, co było od razu przez nas opisane, Latkowski zgłosił się do szefa CBA. W dwóch sprawach. Po pierwsze mieliśmy już wtedy wiadomość, że Wojtunik został nagrany z wicepremier Elżbietą Bieńkowską. Chcieliśmy poznać szczegóły rozmowy. Po drugie, Latkowski prosił Wojtunika, by przekazał szefowi MSW prośbę o spotkanie w ważnej sprawie, czyli na temat taśm właśnie. Wcześniejsze prośby o rozmowę, płynące z „Wprost”, Bartłomiej Sienkiewicz całkowicie zlekceważył. Takie było tło kontaktów z Wojtunikiem. 

 

Walka służb

Po co ponowne sprawdza się dziennikarzy grubo ponad rok po wybuchu afery? Dlaczego w trójmiejskich hotelach? Faktem jest, że na początku czerwca 2014 roku Latkowski był wraz ze mną w Gdańsku i Sopocie. Zbieraliśmy materiały do drugiego odcinka tekstu o aferze wokół największej rolniczej grupy producenckiej na Pomorzu. W tej historii pojawiał się wątek związany z akcją CBA i Latkowski kontaktował się w tej sprawie przez telefon z Wojtunikiem. Nie miało to jednak żadnego związku z nagraniami, o których istnieniu dowiedzieliśmy się dopiero po powrocie z Trójmiasta. Dlaczego więc służby idą ślepym torem? Rozmówca ze służb się śmieje: – Proste. To daje ABW podstawę do inwigilowania Wojtunika, sprawdzania, gdzie był i jakie miał kontakty. Tradycyjna walka służb. Pytanie, co to ma wspólnego z wyjaśnianiem afery taśmowej i dlaczego przy okazji inwigilowani są dziennikarze?  

Tagi: paweł wojtunik, sylwester latkowski, afera podsłuchowa, cba, abw, prokuratura, służby, dziennikarze, inwigilacja

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone