28 Lutego 2017

Polska
autor: Łukasz Pawelski

Wywiad z Szymonem Kołeckim

  • Szymon-Kolecki.jpg

Jak czujesz się przed swoim debiutem w MMA, jak oceniasz swoją formę?

Generalnie czuję się dobrze. Jestem po 4 miesiącach treningów, 1,5 miesiąca to było takie wprowadzenie, a dobrych treningów było 2,5 miesiąca. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że można było zrobić więcej. W dalszym ciągu są pewne rzeczy, które sprawiają mi trudność i czuję, że nie robię w nich postępów, ale w większości rzeczy się bardzo rozwijam. Niektóre płaszczyzny wychodzą mi dobrze, dobrze się czuję, kondycja rośnie z każdym tygodniem, jestem zrelaksowany.

 

Z jakiego postępu najbardziej się cieszysz?

Można powiedzieć, że zapasy idą mi coraz lepiej. Mam lepsze czucie. Jak złapie w klincz, to mam co najmniej kilka możliwości, żeby przewracać przeciwników.

 

Dlaczego właśnie MMA?

Trudno mi było znaleźć sport bardziej emocjonujący, widowiskowy, który dawałby mi satysfakcję. Po zakończeniu ciężarów, przez jakieś 3 lata wyciskałem sztangę na ławce, startowałem w zawodach w Ciechanowie raz w roku. To była fajna przygoda. Teraz czuję, że te emocje związane z tymi zawodami się wyczerpały, nie czuję już tej adrenaliny. Trudno mi teraz znaleźć inną dyscyplinę, w której nie wchodząc na najwyższy poziom można przeżyć świetną przygodę. Jakbym wybrał jakąś inną dyscyplinę sportu, taką, żebym mógł poważnie zaistnieć no to – obojętnie czy byłyby to zapasy, czy judo – nie miałbym szans osiągnąć niczego znaczącego. Po prostu plątałbym się po sali. A MMA jest taką fajną dyscypliną, do której przystępują mniej lub bardziej zaawansowani zawodnicy. Ważne jest tylko to, aby organizator dobrze zestawił przeciwników o podobnych umiejętnościach. Wtedy można walczyć robiąc przy tym niezłe widowisko. Dlatego też to wybrałem.

 

Wiadomo, że do swoich treningów podchodzisz bardzo profesjonalnie. Co sprawia, że masz tak zacięte serce?

Przede wszystkim – zawsze lubiłem trenować. Charakter też robi swoje. Takie podejście do sportu zawdzięczam też rodzicom. Do wszystkich rzeczy, także do sportu zawsze podchodzę profesjonalnie. Przez tyle lat zdążyłem już wypracować swoje nazwisko w sporcie i gdybym miał teraz pewne rzeczy zlekceważyć, czy narazić na szwank nazwisko mistrza olimpijskiego, to bym sobie tego nie wybaczył. Ja oczywiście mogę przegrać każdą walkę. W MMA może się wydarzyć wszystko. Trenuję 8-9 razy w tygodniu. Uważam, że to są poważne przygotowania. Robię wszystko to, na co pozwala mi organizm. I nawet gdyby przydarzyłaby mi się jakaś porażka, czy inna nieprzewidziana sytuacja w MMA, to żebym nie miał do siebie pretensji.

 

Czy zamierzasz jeszcze powrócić do podnoszenia ciężarów?

Nie jestem w stanie. Cały czas mam uszkodzone kolano. Z tego powodu musiałem odejść od ciężarów. Kolejnym powodem jest mój wiek.

 

W dzisiejszych czasach słyszymy, że młodzież nie chce uprawiać sportu. Jak zachęciłbyś młode pokolenie do tego rodzaju aktywności fizycznej?

Trudno jest kogoś zachęcić do uprawiania sportu. Ja staram się rozmawiać na ten temat z rodzicami dzieci, by to oni zachęcali ich do podejmowania takich aktywności fizycznych. Ja sobie nie wyobrażam wychowania dzieci bez sportu. To przecież sport uczy tego wszystkiego, co później w życiu jest potrzebne. Odpowiedzialności, systematyczności, zaangażowania. Uczy znosić porażki, uczy wygrywania, współdziałania w drużynie. To są cechy, których nabycie jest bezcenne dla dorosłego człowieka. A dodatkowo jest to rozwój fizyczny organizmu. Można powiedzieć, że to prowadzenie profilaktyki zdrowotnej od najmłodszych lat. Uważam, że dobry trening może pomóc w dobrym i zrównoważonym rozwoju organizmu. Jeżeli rodzice tego nie rozumieją, to jest to wielka tragedia dla dzieci. My nie jesteśmy w stanie zachęcić młodzieży jednym zdaniem, natomiast rodzicom to trzeba cały czas przypominać.

 

Czy uważasz się za gwiazdę lub idola? Kogoś, kto może wskazać innym drogę?

Nie, ja nigdy nie lubię nikomu doradzać. Każda rada, to duża odpowiedzialność. Staram się nie wygłaszać sądów, ani dawać „dobrych” rad. Ja po prostu robię swoje. Jeżeli ktoś chce brać ze mnie przykład, to bardzo proszę. Nikomu tego nie zabraniam. Jeżeli ktoś chce, mogę pomóc w kwestii techniki w podnoszeniu ciężarów, na tym się znam.

 

Jak trenujesz? W jaki sposób stawiasz sobie zadania? Czy myślisz już nad planem przyszłych treningów, już po walce w MMA?

Rzeczy które ja teraz robię, to jest siłownia i sprawy kondycyjne. Oprócz tego konsultuję się z fizjologami czy innymi specjalistami. Dostałem zalecenia, których się trzymam. W pozostałych kwestiach słucham się swoich trenerów. Jak jestem w Warszawie to z Mirkiem Okniński mam cztery treningi. Piąty trening to zapasy w klubie Nastula na Bielanach. Wielkimi krokami zbliżam się do 4 marca. Planowana jest też druga gala MMA, w której mam wystartować, a która odbędzie się 20 maja. Nie wiem jeszcze z kim będę walczył, jaka będzie moja kategoria wagowa. Wiem tylko, że oprócz tych treningów, które mam teraz powinienem się skupić na jeszcze oparu innych kwestiach. I to będę robił.

 

Odczuwasz głód walki?

To może nie jest głód walki, tylko głód zawodów. Jakby nie patrzeć walka, to zawody sportowe. Całe życie się tym pasjonowałem. I nie mogę się tego doczekać. Zupełnie inaczej jest, kiedy są ciężkie treningi czy sparingi i człowiek jest zmęczony, a inaczej kiedy „łapie świeżość”. Ja już jestem na takim etapie. Od 2-3 dni łapię tę świeżość. Za 4 dni odbędzie się walka, także ten głód jest powoli coraz większy. Zawsze jest tak, że wolałbym startować.

 

A czego sobie życzy, jakie ma marzenia mistrz olimpijski?

Mój plan na MMA to jest 10 walk w ciągu 3,5 roku. Tyle walk chciałbym wygrać. Marzenia? Trudno mi powiedzieć. Chciałbym wraz z żoną tak poprowadzić nasze życie, aby nasze dzieci kiedy skończą studia, miały spokojny start/ To jest można powiedzieć mój plan, moje marzenie i moje zadanie. Zapraszam wszystkich na moją walkę 4 marca.

 

- rozmawiał Łukasz Pawelski

Tagi: szymon kołecki, mma, plmma,

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone