27 Czerwca 2015

Polska
DSC1066.jpg
autor: Olga Wasilewska

Stadion w Lublinie, czyli Polska na bogato. Wielkie puste inwestycje

  • pap2012122105J.jpg Lublin, 21.12.2012. Oficjalne rozpoczęcie budowy Stadionu Miejskiego w Lublinie. W uroczystości rozpoczęcia budowy uczestniczyli m.in. Stanisław Kalinowski (3L), Prezydent Lublina, Jacek Bąk (5L) PAP/Wojciech Pacewicz

Neron, by zbudować Złoty Dom, opróżnił znaczną cześć Rzymu. Gdy zobaczył efekty, miał rzec „wreszcie będę mieszkał jak człowiek”. W Dubaju powstają luksusowe, bijące rekordy wysokości drapacze chmur. Gdy skończą się pieniądze z ropy, pochłoną je piaski pustyni. Budownictwo monumentalne od zawsze jest nieodłącznym atrybutem władzy. Czy wielkie marzenia mają tylko posiadacze grubych portfeli? Absolutnie nie. Skłonność do megalomańskich inwestycji to, jak się okazuje, także cecha władz Polski lokalnej. Budują z rozmachem, korzystając m.in. ze środków unijnych. Plany i zdjęcia inwestycji zamieszczają na plakatach i ulotkach wyborczych. Przecinają wstęgi. I tu zaczynają się schody.

 

 

Przykład Lublina. Miasto ma powód do dumy. Nowe i drogie, wystawione w dużej mierze ze środków unijnych, port lotniczy i stadion. Tyle dumy – bo jest też problem. Unijne pieniądze łatwo było wziąć. Teraz, gdy już zostały wydane, może okazać się, że trzeba je będzie zwrócić.

 

Jest rok 2010. Władze miasta postanawiają zainwestować w nowy stadion. Decyzja o budowie portu lotniczego zapadła dwa lata wcześniej. Od początku nie jest łatwo. Przeciwko rozbudowie lotniska protestują  ekolodzy, stający w obronie chronionego gatunku susła, a teren wybrany pod budowę stadionu okazuje się podmokły. W 2012 roku przygotowania do inwestycji kontroluje NIK. Pojawiają się zarzuty o niegospodarność. W 2013 roku projekty trafiają na listę „10 budowlanych absurdów” tygodnika „Polityka”. Port lotniczy pod Lublinem na miejsce 3. Nowy stadion w Lublinie, na miejsce 6.

 

Skąd krytyka? Główny zarzut dotyczy wygórowanych przewidywań co do liczby osób, które w przyszłości będą z obiektów korzystać. Zgodnie z zapewnieniami władz, lotnisko ma obsługiwać 270 tysięcy pasażerów rocznie. Stadion zaś organizować imprezy, w których weźmie udział ponad 360 tysięcy gości. Samorządowcy przekonują, że liczby nie są wygórowane. Frekwencję na stadionie zapewnić mają organizowane tu w przyszłości imprezy. Głównie mecze liczącego na awans do I ligi Motoru Lublin.

 

Przejście drużyny do wyższej ligi jest kwestią kluczową, bo występy gorzej plasowanych zespołów nie przyciągają widzów. Równolegle z budową stadionu, trwają więc gorączkowe, wspierane przez miasto, starania o awans. Cel nie zostaje osiągnięty – Arena Lublin zostaje otwarta jesienią 2014 roku. Wkrótce potem Motor Lublin zamiast awansować, spada do III ligi.

 

Organizacja wielkich imprez także okazuje się trudna. Sposobem na zapełnienie stadionu ma być koncert Boba Geldofa, Boomtown Rats i Biohazard w czerwcu tego roku. Ma być. Wiele biletów zostaje rozdanych za darmo, mimo to trybuny świecą pustkami.

 

Dlaczego? – Organizację koncertu MOSiR zlecił warszawskiej spółce Polish Sport Promotion realizującej imprezy sportowe, która prócz nich wymienia w portfolio m.in. pokaz mody i konferencję prasową o promocji żelazek. Było to awaryjne zlecenie, bo ponoć zawiodła agencja koncertowa, z którą MOSiR rozmawiał wcześniej – czytamy w „Dzienniku Wschodnim”. Gazeta zwraca także uwagę na dobór artystów, którzy „lata świetności mają dawno za sobą”. Rozmówcy gazety tłumaczą, że niewiele można było zrobić. W styczniu zapowiedziano „wizytę światowej gwiazdy”, potem okazało się, że wybór jest tak naprawdę niewielki.

 

Organizatorzy przekonują, że na koncert przyszło prawie 4 tysiące osób. Obecni na koncercie dziennikarze pozostają sceptyczni. Twierdzą, że widzieli co najwyżej połowę.

 

Ciułanie gości

 

Ile osób słuchało Boba Geldofa, to temat więcej niż drażliwy. I nie chodzi tylko o dobre samopoczucie artysty. Od otwarcia stadionu we wrześniu 2014 każdy gość jest tu na wagę złota. Jeśli do końca 2015 roku stadionu nie odwiedzi 361 tysięcy osób, Komisja Europejska poprosi miasto o zwrot przynajmniej części z pieniędzy, które dała na jego budowę. Gra toczy się o 67 milionów złotych.

 

O sprawie napisał ostatnio ostatni „Dziennik Wschodni”. Dziennikarze sprawdzili, ilu gości odwiedziło stadion od czasu jego otwarcia. Okazało się, że jedynie 100 tysięcy osób, a więc nawet nie połowa z wymaganej przez UE liczby. Rzeczniczka lubelskiego ratusza, Beata Krzyżanowska, zapewnia, że podane przez gazetę wyliczenia to „nieporozumienie”. Stadion odwiedziło 200 tysięcy osób. Rozbieżność danych nie zmienia jednak faktu, że gości wciąż jest za  mało.

 

Nawet jeśli przyjmiemy optymistyczną dla władz miasta liczbę 200 tysięcy odwiedzających, do spełnienia unijnych warunków, wciąż brakuje161 tysięcy osób. Lubelska Arena mieści nieco ponad 15 tysięcy widzów. To oznacza to, że w 2015 roku na stadionie musi odbyć się jeszcze ponad 10 imprez. Wszystkie przy pełnej widowni. Przedsięwzięcie trudne. Prawie niewykonalne, biorąc pod uwagę, że nawet „światowe gwiazdy” zapełniają trybuny w minimalnym stopniu.

 

Ratusz nie traci nadziei. Beata Krzyżanowska zapewnia, że problemów nie ma i że władze miasta wierzą członkom zarządu operatora stadionu, którzy z kolei zapewniają, że plan zostanie wykonany.

 

Co na to zarząd? Tomasz Grodzki, prezes Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, rozmowę zaczyna od utyskiwania na defetyzm lokalnych mediów, piszących o problemach miasta. Przyznaje, że zimowe miesiące są dla stadionów trudne. Przekonuje, że wszystko, co zostało do odrobienia, zostanie odrobione latem. Od lipca do września.

Przystępujemy do mozolnego liczenia gości

 

W lipcu – wielki turniej piłkarski. Ilu gości? Słyszę, że to dwudniowa impreza, więc pewnie 20–30 tysięcy osób. Potem imprezy letnie, w tym koncert Radia Eska i Puchar Kresów. Ilu gości? Łącznie z turniejem piłkarskim? 50 tysięcy osób.

 

Sierpniowy grafik też nie wygląda różowo. Wszystkie wymienione imprezy, w tym głównie ligowe rozgrywki, to – jak twierdzi Grodzki – 5 do 10 tysięcy widzów.

 

Miesiącem nadrabiania zaległości ma być dla Areny wrzesień. Tu Festiwal Nauki i Kabareton. Frekwencyjnym hitem ma być mecz Futbolu Amerykańskiego Polska–Rosja i koncert Katie Melua w ramach Europejskiego Festiwalu Smaku.
Łącznie? 50 tysięcy widzów. 

 

Potem już tylko październikowa Lublin Rock Arena. 10 tysięcy gości.

 

Prezes MOSiR niezrażony frekwencyjną klapą „występu światowej gwiazdy”, zakłada, że każda z planowanych imprez zapełni stadion niemal po brzegi. Jednak nawet wtedy suma gości z wszystkich podanych imprez to jedynie 120 tysięcy osób. Do wypełnienia unijnych zobowiązań wciąż brakuje 40 tysięcy gości. Prezes twierdzi, że w terminarzu miejsca na dodatkowe imprezy nie ma. Co dalej?

 

Tu wznosimy się na wyższy poziom abstrakcji

 

Słyszę, że nie liczy się jedynie liczba osób, które przyjdą na konkretne imprezy. Do ogólnej sumy gości można doliczyć też wszelkie osoby, które z tej czy innej przyczyny los rzuci na stadion. Doliczyć można klientów biznesowych, wynajmujących na stadionie pomieszczenia, a także wszystkie zwiedzające obiekt wycieczki. Do tej pory wycieczki nie ściągały na stadion masowo. Wygląda na to, że to się musi zmienić.

 

 

Lotnisko pod lupą KE. Stadion następny?

 

Walka o frekwencję na Arenie Lublin trwa. Jak może się zakończyć, widzimy na przykładzie portu lotniczego w Lublinie.  Uroczyste otwarcie miało miejsce trzy lata temu. Koszt budowy? 250 milionów złotych, z czego niemal połowę pokryto ze środków unijnych. Warunkiem otrzymania dotacji było zobowiązanie, iż lotnisko będzie obsługiwać 270 tysięcy pasażerów rocznie. W 2014 roku odprawiono jedynie 189 tysięcy osób. Efekt? Komisja Europejska domaga się zwrotu części środków. Procedura została wszczęta w kwietniu tego roku.

 

– Kosztowne i niekoniecznie uzasadnione z punktu widzenia ekonomicznego budowle publiczne, szczególnie stadiony, lotniska czy Aquaparki, za sprawą unijnych dotacji stały się dostępne dla wielu miast – mówi Rafał Kapler. – Często zamiast na podstawie rachunku i biznesplanu, decyzje o budowie zapadały w tempie kalendarza wyborczego albo/i na bazie kalkulacji wziętych z sufitu. Życie szybko weryfikuje taki sposób planowania – dodaje. Były prezes Narodowego Centrum Sportu tłumaczy, że warunek przyjęcia przez stadion w Lublinie 360 tysięcy gości rocznie był mocno wygórowany, ale możliwy do spełnienia. Pod warunkiem, że stadion byłby użytkowany przez bardzo mocny klub piłkarski lub żużlowy.

 

Ten warunek nie został spełniony

 

A wielkie imprezy? – Nadzieje na zapełnienie stadionu przez kilkanaście imprez masowych, takich jak koncerty, to absolutna fantasmagoria – słyszymy. Kapler podaje przykład Stadionu Narodowego w Warszawie, który na wielkich widowiskach, poza meczami, zbierze się w tym roku nie więcej niż 350 tysięcy widzów. Stadion Narodowy ratuje możliwość organizacji  meczów reprezentacji, a także położenie w mieście z niemal dwumilionową populacją.

 

A Lublin? Wygląda na to, że pełen rozmachu projekt przed finansową klęską uratować może tylko możliwość urządzania po nim wycieczek. Pospolite ruszenie i czyn społeczny w ramach akcji „Wszyscy na stadion! Kilka razy dziennie”. 

Tagi: Lublin, stadion, lotnisko, dotacje, zwrot środków unijnych, NIK, Motor Lublin

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone