04 Sierpnia 2015

Polska
1280x852.jpg
autor: Izabela Smolińska

Sopot jak Lazurowe Wybrzeże. Tylko dla wybranych

  • Sopot.jpg

Niezabudowane, niemal dzikie, dostępne dla każdego plaże były przez lata wizytówką Bałtyku i nadmorskich kurortów. Wygląda jednak na to, że może się to zmienić. A prekursorem zmian chce być Sopot. Czy letnia stolica Polski stanie się dostępna tylko dla wybranych?

 

We Francji władze lokalne postanowiły zamknąć plaże dla ogółu. Powodem była decyzja o udostępnieniu ich na wyłączność królowi Arabii Saudyjskiej, Salmanowi, który postanowił spędzić w swojej wilii w Vallauris Golfe-Juan w południowej Francji trzytygodniowy urlop. Mieszkańcom Lazurowego Wybrzeża to się nie spodobało i dlatego 150 tys. osób podpisało się pod petycją przeciwko prywatyzacji plaż.

 

Dodać trzeba, że saudyjski król do Francji przyjechał nie sam, ale razem z liczącą ponad tysiąc osób świtą. Dlatego też niektórzy mieszkańcy francuskiego wybrzeża widzieli w jego wizycie szansę na dobry zarobek. Te nadzieje pokrzyżował im jednak nagły powrót monarchy do swego kraju. Razem z nim, po zaledwie tygodniu wypoczynku, Francję opuściła blisko połowa przybyłych z nim Saudyjczyków. To jeszcze bardziej rozsierdziło Francuzów.

 

Prywatyzacja tylnymi drzwiami

 

Wygląda na to, że wkrótce polskie plaże mogą podzielić los tych z Lazurowego Wybrzeża. 17 lipca podpisana została uchwała Rady Miasta Sopot dotycząca zmian miejscowego planu zagospodarowani przestrzennego północnego pasa nadmorskiego oraz południowego pasa nadmorskiego plaż znajdujących się na terenie miasta.  Oznacza to mniej więcej tyle, że w letniej stolicy Polski pojawiła się możliwość całorocznej zabudowy i wieloletniej dzierżawy tamtejszych plaż, a co za tym idzie – wyłączenia ich z użytku ogólnego i udostępnienia jedynie dla wybranych.

 

Na takie rozwiązanie nie zgadzają się jednak mieszkańcy miasta. Ich zdaniem, uchwała nie tylko zezwala na całoroczną zabudowę plaż i niszczenie wydm, ale w gruncie rzeczy jest furtką do prywatyzacji plaż lub ich części w przyszłości.

 

Na Facebooku powstała już grupa „Mieszkańcy dla Sopotu”.  Jej założyciele skierowali do wojewody pomorskiego, Ryszarda Stachurskiego, petycję, w której apelują o unieważnienie uchwalonego przez radę Spotu dokumentu.

 

Nic o nas bez nas

 

Protestujący podkreślają, że to właśnie istnienie niezabudowanych lub minimalnie zabudowanych plaż w Sopocie sprawia, że wielu turystów wybiera kurort na miejsce odpoczynku. „Zniszczenie plaż i połączonych z nimi wydm przez bezmyślne, nastawione wyłącznie na zysk inwestycje, odcisną stałe negatywne  piętno na naszym mieście i bezpowrotnie zniszczą jego unikalny charakter” – piszą. I dodają, że jakiekolwiek zmiany dotyczące własności plaż powinny być poddawane konsultacjom społecznym, z referendum włącznie.

 

A właśnie konsultacji społecznych, jak twierdzą protestujący, zabrakło. To też, według nich, jest jedną z przesłanek do unieważnienia uchwały. Powołując się na ustawę  z 2008 r. o udostepnieniu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko, Mieszkańcy dla Sopotu twierdzą, że radni miasta nie zastosowali się do obowiązującego prawa. Wykazują, że poza jedną – przeprowadzoną 25 maja – nie było więcej konsultacji społecznych, a złożone przez kilkoro mieszkańców uwagi zostały przez radnych miasta odrzucone niemal w całości. 

 

Dalej Mieszkańcy dla Sopotu wykazują, że sopocka uchwała stoi w sprzeczności także z prawem UE i z dyrektywami unijnymi dotyczącymi ochrony siedlisk ptasich (Natura 2000 i Ptaki zatoki Puckiej – red.), a wreszcie, że dopuszcza niszczenie wydm i tamtejszej – objętej ochroną prawną –  fauny i flory.

„Całość procedury planistycznej powyższej Uchwały i jej Studium uznajemy za niezgodne z prawem” – piszą w dokumencie. Petycję podpisało ponad trzysta osób.

 

Plaża to nie działka pod budowę

 

– Do dziś do wojewody pomorskiego wpłynęły w sprawie przedmiotowej uchwały cztery skargi, w tym dwie zbiorowe. Ich autorami są osoby fizyczne. Pisma i zawarte w nich zastrzeżenia są w tej chwili analizowane. Ich autorzy otrzymają od nas odpowiedź – zapewnia rzecznik wojewody, Roman Nowak. I dodaje:  – Jeżeli w przesłanej przez skarżących korespondencji znajdą się argumenty merytoryczne, wskazujące np. na naruszenie obowiązujących przepisów, to zostaną one oczywiście wzięte pod uwagę podczas oceny zgodności uchwały z prawem.

 

Teoretycznie, można wyobrazić sobie, że nadbałtyckie plaże będą dostępne jedynie dla wybranych. Jeszcze 25 lat temu turyści nie mieli wstępu na Hel. Wjazd samochodem prywatnym wymagał okazania przepustki wojskowej. Obostrzenia zniknęły dopiero w 1989 r., a szlabany odgradzające półwysep dopiero w latach 90. Do dziś część helskich plaż, bezpośrednio sąsiadujących z Juratą, jest też wyłączona na prywatny ośrodek prezydenta RP. A jednak trudno pogodzić się z myślą, że niedostępne dla turystów miałyby się stać plaże w Sopocie.

 

Czy to możliwe? Teoretycznie tak. Pas nadmorski w Sopocie nie należy bowiem, jak w większości miejscowości nadbałtyckich, do Skarbu Państwa, ale jest własnością gminy. – Plaże położone na terenie Gdyni i Sopotu zostały skomunalizowane na wniosek gmin w latach 1991–1992. Był to okres wzmożonej komunalizacji związanej z przywróceniem samorządu terytorialnego i wyposażaniem gmin w mienie – wyjaśnia Nowak.

 

W petycji mieszkańcy Sopotu podkreślają, iż nie powinno to jednak oznaczać, że plaże mogą być traktowane jak zwykłe działki budowlane, podlegające swobodnej sprzedaży.

 

Prezydent Sopotu, Jacek Karnowski, nie odpowiedział na nasze telefony ani SMS-y z prośbą o komentarz w sprawie.

 

Środa, 5 sierpnia 2015. Biuro Promocji i Komunikacji Społecznej Urząd Miasta Sopotu nadesłało pismo, w którym informuje:

 

"Uchwała Rady Miasta Sopotu w dniu 17 lipca została podjęta – czyli przegłosowana przez sopockich radnych, a nie jak napisała w tekście pani Redaktor, podpisana. Stało się to stosunkiem głosów: 13 za, przeciw 6, przy 2 wstrzymujących się. Uchwała, przyjęta na wniosek sopockich gastronomików, porządkuje kwestie zagospodarowania przestrzennego sopockiej plaży, nie ma jednak nic wspólnego z umożliwieniem dzierżawcom wykupu plaż. Takie działanie nigdy nie było zamierzeniem władz gminy, nic takiego nie jest planowane.
Sopockie plaże od wielu lat są dzierżawione prywatnym przedsiębiorcom i nigdy nie było kwestii ich sprzedaży.
 
Zgodnie z przyjętą uchwałą mogą powstać 3 całoroczne punkty gastronomiczne. Jeden nowy (wejście nr  33 – obiekt przydzielony hotelowi) i dwa zmienione z tymczasowych w stałe (wejście 23 i 17 – przy czym ta lokalizacja była w planie z 2010 roku i funkcjonowała na podstawie wcześniej zawartych i obowiązujących umów dzierżawy).
 
Tymczasowe:
Powstaną 4 nowe punkty tymczasowe. Dwa z nich nie obejmują gastronomi tj. wejście nr 14 - bosmanat i 34 - zaplecze klubu żeglarskiego. Dwa pozostałe to gastronomia (nr 26 i 32A – był tam jeden i jest zgoda na kolejny)
 
Zmiany w planie obejmują ponadto:
Jeden z obecnie funkcjonujących obiektów czasowych będzie istniał tylko do końca umowy dzierżawy,  po jej wygaśnięciu zniknie (wejście nr 29)
Obiekty zostały podzielone na 3 kategorie wielkości, do 20m2, 40m2 i 80m2
 
Nazywanie 3 całorocznych punktów gastronomicznych „prywatyzacją tylnymi drzwiami” jest nieporozumieniem. W Sopocie jest zakaz grodzenia, plaża jest ogólnodostępna i dla wszystkich. Każdy element plaży musi być uzgadniany z plastykiem miejskim. Zagospodarowanie sopockiej plaży jest spójne kompozycyjnie, eleganckie, świadczące o polityce długofalowej i zrozumieniu dzierżawców, że prowadzą swoją działalność w mieście prestiżu."

Tagi: sopot, prywatyzacja plaż, mieszkańcy dla sopotu, natura 2000, ptaki zatoki puckiej, niszczenie wydm, karnowski, bałtyk, izabela smolińska, kulisy24

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone