02 Września 2016

Polska
K48l.jpg
autor: Redakcja

Lotnicza iluzja bezpieczeństwa

  • eurolot-2.JPG

Wbrew kreowanym opiniom, polskie lotniska nie są bezpieczne. Ich przygotowanie do obsługi lotów jest tragiczne. Przeprowadzone kontrole wskazały, że zarządzający lotniskami działali na podstawie instrukcji, które były nieaktualne. Co więcej, nie było weryfikowane przygotowanie zawodowe osób zajmujących na nich kierownicze stanowiska. Oficjalnie lotniska były poddawane kontrolom i testom. Problem w tym, że kontrole były dokonywane w obszarach nieistotnych dla bezpieczeństwa pasażerów. Dotyczy to nie podrzędnych lotnisk umiejscowionych na peryferiach, ale najważniejszych węzłów komunikacyjnych w kraju. Przykładem jest lotnisko w Modlinie, które w 2012 roku nie przeprowadziło testów w zakresie współpracy ze służbą kontroli ruchu lotniczego. Winą za ten stan obarczony został prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego, który nie był w stanie zorganizować skutecznego nadzoru nad przewoźnikami i lotniskami. W urzędzie miał panować bałagan i chaos organizacyjny, który nie pozwalał na sprawowanie kontroli nad rynkiem usług lotniczych. Winne zaniedbań było także ministerstwo transportu. Nie kontrolowało działalności prezesa ULC w zakresie wydawania uprawnień do wykonywania działalności lotniczej. Prezes ULC mógł liczyć na pobłażliwość w sprawie przekazywania wyników audytów i kontroli zewnętrznych przeprowadzonych w urzędzie.

Euro-nielot.

Najpoważniejsze zastrzeżenia budzi nadzór ULC nad Eurolot S.A. Jest to spółka należącą w większości do Skarbu Państwa, która w okresie od 1997 do 2015 roku świadczyła usługi na rynku lokalnych przewozów lotniczych. Na początku 2014 roku sytuacja finansowa firmy stała się tak zła, że musiała sprzedać dwa samoloty, aby spłacić zadłużenie wobec Agencji Rozwoju Przemysłu i Towarzystwa Finansowego Silesia. 18 lutego 2014 roku prezesem Eurolotu został Tomasz Balcerzak. To on przygotował program naprawczy, który miał wyprowadzić przewoźnika z zapaści finansowej. Według stanu na wrzesień 2013 roku spółka zanotowała 9,7 mln złotych straty. Sytuacją Eurolotu S.A. zainteresowało się Ministerstwo Skarbu Państwa oraz Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju. Jednym z planów na rozwój Eurolot S.A. było rozwinięcie współpracy z linią lotniczą 4You Airlines oraz rozwinięcie sektora obsługi lotów czarterowych. Aby Eurolot mógł wejść w ten biznes, musiał posiadać zdolne do dalekich lotów maszyny. Odpowiedzią było wynajęcie od ukraińskich linii lotniczych trzech Airbusów A320 wraz z załogą.

Zgodnie z polskim prawem lotniczym, samoloty nie musiały przechodzić obowiązkowej inspekcji. Należały jednak lub były wykorzystywane przez linie lotnicze, które miały zakaz lotów w krajach Unii Europejskiej. Z drugiej strony, presja aby Eurolot jak najszybciej zaczął loty czarterowe, była ogromna. Zgodnie z podpisanymi umowami, pierwsze loty miały się odbyć 19 czerwca 2014 roku. Tymczasem wydzierżawione samoloty uzyskały pozwolenie dokładnie dzień wcześniej: 18 czerwca 2014 roku. Uzyskanie możliwości wykorzystania trzech ukraińskich (jedna z nich wcześniej należała do afgańskiej linii lotniczej), maszyny były warunkiem koniecznym powodzenia restrukturyzacji spółki. Były to trzy wysłużone maszyny Airbus A320. Jedna z nich przed dzierżawą nie latała od ponad roku. Mimo to wydano pozwolenie na używanie tych maszyn. Jak stwierdziła NIK, było to związane z koniecznością realizacji przez Eurolot lotów czarterowych, które miały być szansą na uratowanie polskiego przewoźnika. Kosztem bezpieczeństwa pasażerów zdecydowano się na dopuszczenie ukraińskich maszyn do eksploatacji. W tym czasie to Elżbieta Bieńkowska pełniła funkcję ministra infrastruktury i rozwoju, który był odpowiedzialny za nadzór nad lotnictwem cywilnym. Najbardziej niebezpieczny incydent miał miejsce w dniu 6 sierpnia 2014 roku. W samolocie lecącym z Antalyi do Poznania wystąpiła usterka silnika, która spowodowała niewłaściwe działanie systemu hermetyzacji samolotu. Usterka była tak poważna, że maszyna musiała awaryjnie lądować w Burgas. Była to maszyna, która wcześniej była wykorzystywana przez afgańskie linie lotnicze. Opis zdarzenia dokonany przez jednego z pasażerów sporządzony na potrzebę Polskiej Komisji Badania Wypadków Lotniczych został ujęty w raporcie NIK.

Około godziny 13:00 w trakcie lotu, kapitan krzyknął w języku angielskim „awaryjne lądowanie”, samolot zaś zaczął gwałtownie tracić wysokość. Wypadły maski tlenowe, a na pokładzie wybuchła panika. W większości masek nie było tlenu. Jedna ze stewardes została przyciśnięta wózkiem z cateringiem, druga płakała. Dwie pozostałe starały się podawać tlen z ręcznych butli najbardziej potrzebującym pasażerom. W pewnym momencie padł komunikat o dekompresji, która była spowodowana osiągnięciem przez samolot wysokości ponad 14 tysięcy metrów nad poziomem morza. Nawet pasażerowie uznali tą informację za absurd. Na pokładzie czuć było swąd palącej się instalacji elektrycznej. Po ustabilizowaniu lotu kapitan powiedział, że będzie kontynuował lot do Poznania. Po awanturze, która wybuchła na pokładzie zdecydował się na lądowanie w Burgas, gdzie udzielono pomocy co najmniej 2 osobom. Pozostałym pasażerom nie podawano przyczyny zdarzenia ani nie udzielono pomocy psychologicznej.

 Więcej w aktualnym wydaniu „Gazety Finansowej”.

Tagi: eurolot, urząd lotnictwa cywilnego, ministerstwo infrastruktury i rozwoju, elżbieta bieńkowska

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone