11 Sierpnia 2015

Polska
DSC1116.jpg
autor: Agnieszka Burzyńska

Kulisy rezygnacji wiceprezydent Poznania

  • PachciarzPoznanaferaPOSLDNFZ.jpg Wiceprezydent Poznania Agnieszka Pachciarz PAP/Jakub Kaczmarczyk

Polityczne przepychanki, lokalne układy, gigantyczne kontrakty bez przetargów – czyli  kulisy rezygnacji byłej szefowej NFZ, Agnieszki Pachciarz, ze stanowiska wiceprezydenta Poznania.

 

Warszawa. Restauracja „Le Bistro”. Z Agnieszką Pachciarz spotykam się w zupełnie innej sprawie. Gdy wchodzę, rozmawia przez telefon. Jest zdenerwowana. – Właśnie zrezygnowałam ze stanowiska – oznajmia odkładając telefon. – Dlaczego? – pytam zdziwiona. Afera, jaka rozpętała się w Poznaniu, nie dotarła jeszcze do Warszawy.

 

Zaczyna się bardzo długa opowieść

 

Luty 2015. Pachciarz zgadza się zostać wiceprezydentem Poznania. Po długich namowach władającego tam od dwóch miesięcy Jacka Jaśkowiaka i  Rafała Grupińskiego, szefa regionu Platformy Obywatelskiej. Za pierwszym razem odmawia. Za drugim  zgadza się, ale nie bez oporów. – Wiedziałam, że prezydent Jaśkowiak jest człowiekiem bardzo emocjonalnym. Wiedziałam też, że wszystkiego będzie się długo uczył. Dziś wiem, że nie powinnam się zgadzać. Żałuję – opowiada godzinę po dymisji. Wtedy jednak zabrała się do pracy. Do jej obowiązków, oprócz zdrowia i spraw społecznych, należał nadzór nad Zarządem Komunalnych Zasobów Lokalowych i Poznańskim Towarzystwem Budownictwa Społecznego, czyli tak zwaną mieszkaniówką.

 

Na dzień dobry trafia na sprawę przygotowania konkursu wyboru szefa ZKZL. Sprawa jest jednak delikatna. Szef ZKZL, Jarosław Pucek, to nie byle jaka persona w lokalnej układance. Ma znakomite kontakty z byłym włodarzem Poznania, a o dobre relacje z nowym prezydentem zadbał zlecając podpisywanie aktów notarialnych kancelarii prowadzonej przez… żonę nowego prezydenta. Decyzja o jego niepowołaniu po raz kolejny jest więc polityczna. Musi to być decyzja samego prezydenta. Jaśkowiak nie ma na to ochoty, ale ma ją Grupiński, który ostatecznie stawia na swoim.

 

Nieprawidłowości

 

Pachciarz dość szybko odkrywa, że ówczesny prezes ZKZL zlecił, niezgodnie z ustawą, obsługę prawną w jednej z poznańskich kancelarii. Wartość zlecenia? 500 tysięcy złotych na dwa lata. Wątpliwości Pachciarz zaczynają budzić koszty remontów, również zlecanych bez przetargów. Kolejne audyty prowadzone w ZKZL wskazują, że można się spodziewać coraz więcej nieprawidłowości i nadużyć. Niewiele lepiej jest w Poznańskim Towarzystwie Budownictwa Społecznego.

 

Była już wiceprezydent  zaczyna się interesować cenami budowy nowych mieszkań. Okazuje się, że jedna z inwestycji to koszt 3,5 tysiąca złotych za metr kwadratowy. Bez wykończenia i bez gruntu. Ten ostatni należy wszak do miasta. To dużo. Z konsultacji prowadzonych przez wiceprezydent wynika, że tanie mieszkania można zbudować za 2,2 tys. zł za metr kwadratowy.

 

Pachciarz zleca kolejne audyty. Ostatecznie nowym szefem ZKZL zostaje Paweł Augustyn, jeden z trzech kandydatów na to stanowisko. Szef PTBS, Arkadiusz Stasica, sam rezygnuje, ale tylko po to, aby powrócić w wielkim stylu na stanowisko wiceprezydenta Poznania. To cena koalicji Platformy z Sojuszem Lewicy Demokratycznej. Szybko okazuje się, że były szef PTBS ma zajmować się mieszkaniówką, którą do tej pory zajmowała się Pachciarz. – Będzie nadzorował samego siebie. Audyty dotyczą przecież jego czasów. Ciekawe, jakie będą wyniki. Spodziewam się, że albo nic nie wykażą, albo jakieś drobiazgi. Ciekawe jest też to, że SLD nie chciało wziąć spraw społecznych w mieście, tylko mieszkaniówkę, gdzie są duże pieniądze – mówi była wiceprezydent Poznania.

 

Pachciarz nie ma wątpliwości, że powodem jej kłopotów jest próba zaprowadzenia porządku w miejskich zasobach mieszkaniowych. – Myślę, że naraziłam się, zlecając kilka audytów.  Na przykład w sprawie umowy na obsługę prawną, którą ZKZL zawarł niezgodnie z ustawą z jedną z poznańskich kancelarii. Kolejne audyty wciąż trwają i dotyczą na przykład kosztów remontów miejskich kamienic, zlecania prac konkretnym firmom. Miałam wątpliwości co do funkcjonowania procedury zamiany mieszkań. Rozliczenia były nieprecyzyjne, mogło dochodzić do nadużyć. Chciałam zająć się podnajmowaniem mieszkań w budownictwie społecznym. Mieszkańcy skarżą się na to masowo.  Drążyłam te tematy – opowiada. Dodaje, że naraziła się politykom Sojuszu również tym, iż nie chciała tak łatwo zgodzić się na 14 milionów na żłobki niepubliczne, które miały służyć temu, żeby oni mogli robić kampanię wyborczą. – Ale przecież sama pani odeszła ze stanowiska - dopytuję. – Bo taka praca nie ma sensu. Wielokrotnie zdarzało się, że ze spraw ustalonych z prezydentem, na które się zgadzał, potem on wycofywał się publicznie albo na klubie PO. Przerzucał na mnie odpowiedzialność mówiąc, że albo o tym nie wiedział, albo ustalał inaczej – odpowiada Pachciarz. W tym miejscu zaczyna się druga część tej opowieści.

 

Akt drugi

 

Poniedziałek, 10 sierpnia 2015. Poznań. Urząd Miejski. Trwa odprawa prezydenta Jaśkowiaka z jego zastępcami. Atmosfera jest więcej niż dobra. Pachciarz opuszcza spotkanie bez żadnego niepokoju. Chwilę później wsiada do pociągu. Wybiera się w delegację do Warszawy. W pociągu dostaje wiadomość, że następnego dnia w lokalnej gazecie „Głos Wielkopolski” ukaże się tekst oparty na mailowej korespondencji Pachciarz, Augustyna i posła PO, Jacka Tomczaka. Ma z niej wynikać, że panom Augustynowi i Tomczakowi chodziło o storpedowanie koalicji PO z SLD oraz zatrudnianie wskazanych osób w poznańskiej mieszkaniówce. Prezydent Jacek Jaśkowiak, do którego trafiła część materiałów, uznał je za wiarygodne.

 

Pachciarz jeszcze z pociągu próbuje dodzwonić się do Jaśkowiaka. Nie ma pojęcia, o co chodzi. Przegląda całą korespondencję ze wskazanymi w tekście osobami. Nie znajduje żadnych potwierdzeń gazetowych tez.

 

– Nie znam tych materiałów. Aby je poznać, chciałam porozmawiać i spotkać się z prezydentem. Dzwoniłam, wysyłałam SMS-y wczoraj i dziś. Żadnego odzewu. Nie wiem, czy te maile nie zostały spreparowane. Można to zrobić bardzo prosto. Wiem za to, co i komu pisałam. I nie znajduję nic, co można interpretować jako nielojalność – opisuje sytuację Pachciarz. Nawiązuje do konferencji prasowej, podczas której Jaśkowiak stwierdził, że  korespondencja, która do niego dotarła, to świadectwo nielojalności.

 

Była szefowa NFZ daje za wygraną. Ocenia, że w takiej sytuacji możliwość współpracy nie istnieje. Po godzinie trzynastej wysyła ostatniego SMS-a do prezydenta: „Proszę o rozwiązanie umowy o pracę”.

Tagi: agnieszka pachciarz, wiceprezydent, poznań, afera, PO, SLD

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone