13 Maja 2017

Polska
luka2.png
autor: Łukasz Pawelski

Dyrektor Nielot

  • Robert-Galazkowski.jpg

Ostatnia akcja protestacyjna ratowników medycznych pokazała, że na jedno skinienie palcem Dyrektora Lotniczego Pogotowia Ratunkowego – Roberta Gałązkowskiego środowisko ratowników medycznych jest gotowe podpalić Polskę. Na jego drugie skinienie, samo przystąpi do akcji gaśniczej. Czasy się zmieniają, a Robert Gałązkowski wciąż jest dyrektorem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Parafraza dialogu z filmu Władysława Pasikowskiego „Psy” najlepiej oddaje pozycję tego „czerwonego barona”, który jak sam twierdzi współpracuje z każdą ekipą rządzącą. Czy takich ludzi potrzebują rządy Prawa i Sprawiedliwości?

 

Dla dobra LPR

Lotnicze Pogotowie Ratunkowe to jednostka organizacyjna podlegająca bezpośrednio pod Ministerstwo Zdrowia. Jest to jedna z nielicznych instytucji okołomedycznych, która ma to szczęście i nie musi użerać się z NFZ. My, jako podatnicy mamy to nieszczęście, że wydatki LPR są słabo kontrolowane. Bo przecież trudno przypuszczać, aby Ministerstwo Zdrowia z aplauzem przyglądało się pomysłowi zakupu kilku tysięcy miniaturowych modeli śmigłowca EC 135 w barwach LPR za ponad 130 tysięcy złotych! Ministerstwo Zdrowia rocznie zasila LPR kwotą około 100 milionów złotych dotacji. Dotacji, która niewykorzystana wraca do budżetu państwa. Dlatego nie dziwi „lekka ręka” przy wydatkowaniu nieswoich pieniędzy. Oczywiście Dyrektor LPR zawsze twierdzi, że wydatki LPR są przemyślane i mają na celu, jak nie dobro pacjentów, to szerzenie wiedzy o pierwszej pomocy. No, bo jak inaczej wytłumaczyć zakup promocyjnych materiałów za kilkadziesiąt tysięcy złotych, gdy jest się monopolistą na rynku lotniczego transportu medycznego? Przecież nikogo nie trzeba zachęcać do korzystania z usług LPR. Breloczki i upominki z logo Lotniczego Pogotowia Ratunkowego kosztują nas (nie Dyrektora LPR Roberta Gałązkowskiego) około 12 tysięcy złotych rocznie. Jak twierdzi samo LPR, jest to forma podziękowania dla osób związanych z LPR i środowiskiem ratownictwa medycznego. LPR posiada też przerośniętą administrację, która w porównaniu z innymi tego typu organizacjami wypada mało efektywnie. Pojawiają się zarzuty, że pracę w LPR znajdują zaufani ludzie Gałązkowskiego, ludzie zatrudniani tylko po to, aby budować pozycję dyrektora.

 

Gdy występuje publicznie stara się nosić strój ratownika medycznego. Wyjątkiem są sytuacje, w których występuje wśród ratowników medycznych. Aby wiadomo było, kto gra pierwsze skrzypce na tle swoich kolegów zmienia ubiór i nosi garnitury lub tak jak ostatnio kamizelkę przypominającą kufajkę rodem z LPR… przepraszam, PRL. Ministerstwo Zdrowia w stosunku do LPR przyjęło strategię „Don’t ask. Dont tell”. Czyli urzędnicy nie pytają, a LPR nie mówi. I tak dzięki katorżniczej pracy samego Dyrektora Gałązkowskiego LPR zakupiło pod koniec rządów Platformy Obywatelskiej 4 śmigłowce EC 135 po cenie wyższej niż poprzednie śmigłowce i to jeszcze z gorszym wyposażeniem. Na szczęście istnieje zjawisko inflacji, na które winę zrzuciło LPR, bo skoro cebula droższa to i samoloty też. To dziwne, że rząd PiS był tak stanowczy w stosunku do pomysłu zakupu Caracali, które też należą do rodziny Eurocoptera, a pozwala, aby Dyrektorem LPR pozostawał człowiek, który otwarcie lobbował na rzecz wyboru innej maszyny tego producenta. Pal licho, że Gałązkowski był członkiem gabinetu politycznego Krzysztofa Janika [byłego przewodniczącego SLD oraz Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji w rządzie Leszka Millera] – chodź jak twierdzi nie ma żadnych związków z polityką. Ale lobbysta Airbusa na tak wysokim stanowisku? O tym, że faktycznie wybór oferty Eurocoptera nie zawsze jest najkorzystniejszą ofertą przekonała się sama Pani Premier Beata Szydło, która lecąc maszyną LPR po swoim wypadku nie mogła liczyć na ogrzewanie postojowe w kabinie śmigłowca. Co więcej, z powodu słabej mocy silnika na pokład śmigłowca nie mógł wsiąść funkcjonariusz BOR. I tak czwarta najważniejsza osoba w państwie leciała śmigłowcem bez ochrony i przymusowo lądowała po drodze, żeby zatankować paliwo. Zakupione za aprobatą Gałązkowskiego EC 135 mają zbyt małą moc silników i nie są tankowane w pełni. To po to, aby maszyna przy starcie miała mniejszą masę. W efekcie śmigłowce LPR mają skrócony zasięg.

 

Galazkowski-kufajka.jpg

 

Taksówkarz Kopacz

Do niedawna mało, kto wiedział, że Gałązkowski miał bliskie relacje z Ewą Kopacz. Ba, na miesiąc przed przegranymi przez nią wyborami wzywał ją, aby zachowała się jak „matka ratowników medycznych” lub jak inni twierdzą nazwał ją matką ratowników medycznych. Kiedy pełniła jeszcze funkcję Ministra Zdrowia wykorzystał śmigłowiec LPR, aby przewieść ją na miejsce tragedii kolejowej w Babach. Co ciekawe, w śmigłowcu oprócz pilota i Kopacz był tylko Gałązkowski. Po co tam polecieli? Oficjalnie po to, żeby koordynować akcję ratunkową. To jedyna wymówka LPR w związku z tą sprawą. Nieoficjalnie chodziło o zrobienie politycznego kapitału na tragedii. Oto „matka ratowników medycznych” wraz z Dyrektorem LPR przyleciała na miejsce katastrofy czuwać nad jej przebiegiem. Tylko dlaczego za przelot obu tych dygnitarzy zapłaciliśmy my wszyscy?

 

Człowiek z ambicjami?

Dyrektorowi LPR w kuluarach zarzuca się wiele. A to niegospodarność związana z zakupem samolotów Piaggio P-180 Avanti, które zmieniły się w kupę złomu. Zanim to jednak nastąpiło LPR wydał na nie dziesiątki milionów złotych. Teraz zjedzone przez korozję przechodziły kilkumiesięczną i nie wiadomo czy już zakończoną naprawę. Kolejnym zarzutem jest to, że swoją niechęcią do lekarzy, która co ciekawe jest charakterystycznym elementem środowiska ratowników medycznych, przyczynił się do pogorszenia bezpieczeństwa pacjentów LPR. Gdy na zachodzie Europy i w USA wydaje się miliardowe środki na budowanie wzajemnych relacji załóg pogotowia ratunkowego, w Polsce dyrekcja LPR rozbiła jedność załóg antagonizując przeciwko sobie lekarzy i ratowników medycznych.

Ostatnia akcja protestacyjna ratowników medycznych pokazała, że Gałązkowski nie jest zwykłym niedobitkiem poprzednich rządów. To człowiek z aspiracjami. Już ma za sobą całe środowisko ratowników medycznych. Odwołanie go z funkcji stanowiłoby zarzewie do kolejnego protestu, tym razem niekontrolowanego. O tym, że poprzednia akcja protestacyjna była ustawką mówi się w samym środowisku ratowników medycznych i osób związanych z ratownictwem medycznym. Ktoś w Ministerstwie Zdrowia wpadł na pomysł wywołania kryzysu, który zakończy się łaskawym spełnieniem postulatów ratowników medycznych. Przede wszystkim chodziło o upaństwowienie ratownictwa medycznego no i podwyżki. Okazało się, że nawet Gałązkowski nie może w 100 procentach kontrolować stanowiska ratowników medycznych, którzy coraz głośniej zaczęli domagać się podwyżek a nie upaństwowienia, które jak mądrze zauważyli nie gwarantuje podwyżek, a nawet im zagraża. Dyrektor LPR będąc pod presją swoich kolegów sam przyłączył się głośno do postulatów swojego środowiska i zaczął pośrednio sabotować pomysł Ministerstwa Zdrowia na całą akcję. Obecnie kreuje się na przeciwnika likwidacji lekarzy z karetek pogotowia, co było sztandarowym pomysłem na oszczędności. Nie wiadomo czy Ministerstwo Zdrowia z akceptacją patrzy jak dyrektor podległej mu jednostki organizacyjnej „hasa” wśród ratowników medycznych budując własną pozycję głównego bojownika. No chyba, że jest to też elementem ustawki, a sam Gałązkowski robi to w ramach obowiązków zawodowych. Wszystko wskazuje na to, że gdy inni strajkują, kiedy nie pracują, to dyrektor LPR pracuje, gdy strajkuje.

Osoby dotychczas związane z LPR i środowiskiem ratowników medycznych twierdzą, że Gałązkowski chce być drugim Piotrem Dudą. Ba, z ratowników medycznych chce stworzyć zawód z silnym samorządem, na którego czele stanie oczywiście on sam. A stamtąd już niedaleka droga na Wiejską. Pytanie tylko, z którą ekipą rządową zwiąże się dyrektor Gałązkowski? Z ludźmi odrodzonej lewicy? Wszak był w gabinecie politycznym Krzysztofa Janika. Z ludźmi dawnej Samoobrony RP? Wszak zdarzało mu się ich gościć w siedzibie LPR. Z ludźmi Platformy Obywatelskiej? Przecież woził śmigłowcem niczym taksówką Ewę Kopacz. Z obecną ekipą rządzącą? Przecież współpracuje z nią dla dobra LPR. A może z kimś nowym? Wszak nawiązał liczne kontakty z młodymi wilkami i wilczycami z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w czasie Światowych Dni Młodzieży. Już teraz osoby ze środowiska Dyrektora LPR śmieją się, że największym cudem minionych wydarzeń jest zmiana orientacji światopoglądowej Roberta Gałązkowskiego, któremu jakby bliżej do opcji narodowo chrześcijańskiej – przynajmniej do następnych wyborów…

 

Źródło Gazeta Finansowa

Tagi: robert gałązkowski, ewa kopacz, lotnicze pogotowie ratunkowe, ratownictwo medyczne, ratownik medyczny, pogotowie, smoleńsk,

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone