02 Lipca 2015

Polityka
MiA.jpg
autor: Agnieszka Burzyńska, Michał Majewski

Układanka Kaczyńskiego

  • DSC0236.JPG

Walka o elektorat Kukiza, plany zmian w dyplomacji, typowanie ministrów i wreszcie rola, jaką ma odegrać Jarosław Kaczyński. Co słychać w PiS, który szykuje się do władzy? 

 

Plan był prosty, ale zmieniło go zwycięstwo. A był taki pod koniec zeszłego roku, że w maju 2015 Bronisław Komorowski wygrywa wybory prezydenckie. A potem może uda się nam, jak opowiada jeden z polityków PiS, wygrać wybory parlamentarne. I wtedy do politycznej konfrontacji z „dużym pałacem” potrzebny będzie premier „wagi ciężkiej”, czyli Jarosław Kaczyński.

 

Konwencja za 800 tysięcy

 

Poparcie dla Andrzeja Dudy w kampanii wyborczej rosło powoli. Ważnym momentem była lutowa konwencja Dudy, która rozegrała się w warszawskim studiu producenckiej firmy ATM. Impreza okazała się być wielkim sukcesem wizerunkowym Dudy, uważali tak nawet zagorzali przeciwnicy kandydata PiS. – Platforma i sztab Komorowskiego absolutnie przespały kluczowy moment. Nie zorganizowały żadnej imprezy, która odciągnęłaby uwagę mediów od tego wydarzenia – opisuje jeden ze sztabowców PiS. 

 

Drugi też zwraca uwagę na wagę tego momentu: – Ta konwencja kosztowała 800 tysięcy złotych. To są niewyobrażalne pieniądze, nawet na tak wielkie przedsiębiorstwo polityczne, jakim jest PiS. Kaczyński jest liderem niesłychanie niecierpliwym, jeśli idzie o polityczny efekt. Jeśli po tamtej konwencji nie zaczęłoby nam iść, jestem przekonany, że odsunąłby na boczny tor Beatę Szydło i Marcina Mastalerka, którzy odpowiadali za kampanię Dudy.

 

Bronek, z Dudą nie przegrasz!

 

Jednak się udało i kandydat PiS zaczął iść w górę. Jeszcze powoli. Pojawił się więc pomysł, że Duda mógłby zostać ministrem sprawiedliwości w rządzie Kaczyńskiego, jeśli na jesieni uda się wygrać wybory. – Andrzejowi nie bardzo się to podobało, bo jednak różnica w zarobkach europosła i polskiego ministra jest znaczna. Na korzyść tych pierwszych – uśmiecha się poseł PiS. W kwietniu sondaże poszły wyraźnie w górę i zaczęto w PiS mówić o tym, iż prezydencki kandydat, po niezłej kampanii, może nadałby się na premiera. Duda, mimo oczywistych w wyborczej walce zapewnień, nie nosił w sercu wielkiej wiary w ostateczną wygraną. Opowiada polityk prawicy: – To było widać w dniu pierwszej tury, gdy zaczęły do nas dochodzić korzystne wyniki. Widać było po twarzy, po zachowaniu Andrzeja, jak spływa na niego odpowiedzialność.

 

Swoją drogą w obozie przeciwnika, czyli Bronisława Komorowskiego, miały miejsce tamtego dnia dość zabawne scenki. Celebryci, znani „popieracze” krzepili prezydenta: – Bronisławie, spokojnie! To dopiero pierwsza tura, nie możesz przecież przegrać z kimś takim jak Andrzej Duda.

 

Tym bardziej bolesna była klęska dwa tygodnie później.

 

Alergie prezesa

 

Przekonywanie Jarosława Kaczyńskiego, by to nie on, a Beata Szydło, była kandydatem na premiera trwały ponoć dość krótko. I nie było z tym żadnego problemu. – Oczywiście padał argument, że to może dać PiS-owi 40–50 posłów więcej – opowiada rozmówca z PiS.

 

Drugi współpracownik prezesa i były minister zwraca uwagę na inny aspekt: – Kaczyński, będąc premierem 8 lat temu, pracował po 16 godzin dziennie. I był drastycznie zmęczony. Wtedy pojawił się bardzo poważny pomysł, żeby zastąpiła go Grażyna Gęsicka, ale wydarzyła się afera przeciekowa, koalicja padła i doszło do rozwiązania Sejmu. Dziś Kaczyński jest o 8 lat starszy, nie przepada za oficjalną celebrą, ma kompleks językowy. Premierem już był. Nie jest mu to do niczego potrzebne.

 

Jeszcze niedawno krążyły wiadomości, że może zostać marszałkiem Sejmu. – Od początku do końca bzdura. Czy ktoś sobie wyobraża, że Kaczyński będzie wchodził w proceduralne marszałkowskie spory z jakimiś młodymi posłami Kukiza albo PO? Poza tym jest jeszcze jeden prozaiczny powód. Prezes jest alergikiem. Nie lubi klimatyzowanej sejmowej sali. Źle się tam czuje. Będzie prezesem wielkiego politycznego przedsiębiorstwa, jakim jest PiS. To mu odpowiada – mówi parlamentarzysta PiS.

 

Koncepcja zderzaków

 

Nikt nie ma najmniejszych wątpliwości, że Kaczyński zachowuje kontrolę nad sytuacją. Dobrym przykładem tego jest wybór Małgorzaty Sadurskiej jako przyszłej szefowej kancelarii Andrzeja Dudy. – Oczywiście, nie była to kandydatka Dudy. Sam prezydent chciał inną osobę, ale padł argument, że inaczej partia zawyje. Elekt postawił tylko jeden warunek. By wyznaczono osobę pokoleniowo pasującą do drużyny przyszłego prezydenta – tak wpływowy polityk PiS tłumaczy nam wybór Sadurskiej, silnie związanej z ojcem Tadeuszem Rydzykiem.

 

Poważniejszą zagadką w całej rozgrywce jest to, czy Beata Szydło, o ile PiS wygra wybory, poradzi sobie na stanowisku szefa rządu? Czy jest osobą, która udźwignie rolę? Zdania w samym PiS są podzielone. Jeden z naszych rozmówców mówi o znanej jeszcze z czasów Lecha Wałęsy koncepcji premierów-zderzaków. – Jeśli Szydło sobie nie poradzi to przecież zawsze można ją wymienić na inną osobę, na przykład po roku rządzenia – słyszymy od byłego współpracownika Lecha Kaczyńskiego. To oczywiście wybieganie w daleką przyszłość, bo dziś problemy są bardziej namacalne. Jakie na przykład?

 

Kasa i jeszcze raz kasa

 

PiS, który na kampanię prezydencką Dudy wziął kredyt, nie ma dziś aż takich środków, jak Platforma. – Na szczęście otoczenie biznesowe się zmienia – uśmiecha się polityk z partii Kaczyńskiego – ale według naszych szacunków PO ma do wydania co najmniej 30 milionów złotych. Widać, że się nie poddają i chcą zawalczyć. A w kampaniach są potrzebne potężne pieniądze. Kukiz był tu wyjątkiem.

 

W PiS słychać oceny, że istotny będzie pojedynek o elektorat Kukiza, niespójny, niejednolity. Socjolog współpracujący z PiS: – Jedną cechę da się tam wyraźnie wyodrębnić. Sporo jest tam młodych mężczyzn, dla których Ewa Kopacz jest liderem nieakceptowalnym. I po prawdzie Beata Szydło też ich nie zachwyca.

– Co z tym zrobić?

– Trzeba dołożyć Beacie Szydło kogoś, kto będzie dla tego elektoratu atrakcyjny.

 

Natychmiastowe odwołanie Arabskiego z Hiszpanii

 

Oczywiście, obok kampanijnych rozgrywek zaczyna się ciche dzielenie skóry na niedźwiedziu. Dobrym przykładem niech będzie dyplomacja. Trzęsienia ziemi nie będzie, ale kilka znaczących zmian na stanowiskach ambasadorów na pewno nastąpi, jeśli PiS wygra wybory. Do kraju w ekspresowym tempie mają powrócić Tomasz Arabski – ambasador w Hiszpanii – oraz Marcin Bosacki - ambasador w Kanadzie. Pierwszy był szefem Kancelarii Premiera za czasów Donalda Tuska. Politycy PiS obwiniają go o zaniedbania związane z organizacją lotu do Smoleńska w 2010 roku. Drugi to były rzecznik prasowy MSZ za czasów Radosława Sikorskiego. Do Polski ma wrócić również dwóch dyplomatów z bardziej kluczowych placówek niż Madryt czy Ottawa. Co ciekawe, politycy PiS ciepło wyrażają się o Grzegorzu Schetynie. Twierdzą nawet, że szef MSZ celowo zwleka z powołaniem nowego ambasadora w Kijowie. Obecny miał skończyć swoją misję w maju. Według nieoficjalnych informacji na to stanowisko typowany był obecny rzecznik prasowy MSZ, Marcin Wojciechowski. – Jego nominację musiałby podpisać jeszcze Bronisław Komorowski, bo Andrzej Duda na pewno tego nie zrobi. Ale pośpiechu w realizacji tego scenariusza jakoś nie widać – mówi jeden z polityków PiS. Po czym zaczyna wychwalać Schetynę za słuszne korekty w polityce zagranicznej i za gesty w kierunku opozycji, takie jak na przykład zaproszenie parlamentarzystów z PiS i SLD na oficjalną wizytę w Turcji.

 

Kto na szefa MON?

 

W ostatnich tygodniach pojawiały się informacje, że na przyszłego szefa MON typowany jest Antoni Macierewicz. – Mało prawdopodobne przy premier Szydło. Nie zapanowałaby nad nim. Zresztą sam Macierewicz ostatnio powiedział, że w kolejnej kadencji zamierza się skupić na pracy parlamentarnej – mówi współpracownik Kaczyńskiego.

Chrapkę na stanowisko szefa MON ma Ryszard Czarnecki. – Rysio uważa, że to ostatni moment, by wziąć jakieś poważne stanowisko. Jego szanse oceniam jednak nisko. Niestety, w występach publicznych przekracza barierę śmieszności. Tak było choćby w Wilanowie, gdy PKW ogłaszała werdykt wyborczy. Rysiek ustawił się w trakcie imprezy tak, jakby był jej głównym bohaterem – mówi dawny współpracownik prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

 

Najpierw trzeba wygrać

 

Niektórzy politycy PiS starają się studzić nastroje. Jeden z rozmówców mówi: – Nie czas na świętowanie. Platforma ma potencjał, pieniądze, medialne wsparcie, wszystko, co potrzebne, by uzyskać dobry wynik.

Drugi rozmówca z otoczenia prezesa mówi w podobnym tonie: – Mogę sobie wyobrazić zły scenariusz, w którym wprawdzie wygrywamy, ale mamy na przykład „tylko” 180 posłów i politycznie zależymy od niestabilnego, niespójnego klubu Kukiza, w którym będą na przykład narodowiec Krzysztof Bosak i związany z lewicą Piotr Guział.

– Trochę to przypomina wariant rządzenia z Samoobroną i LPR.

– Dlatego teraz warto się bić, o jak najwięcej.

Tagi: Kaczyński, PiS, Szydło, Duda, Macierewicz, Czarnecki, Mastalerek, premier, rząd, prezydent

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone